Wieczorem może książka, ale na początek niech będzie w ramach środowego krymi jeszcze i film. Wypada pochwalić iż modę na kryminały wykorzystuje się również na ekranie i sięga się nie tylko po Cobena i innych zagranicznych autorów, ale i naszych. Przecież cykl Małgorzaty Oliwii Sobczak aż się prosił o to, żeby ktoś przerobił go na scenariusz. Netflix zobaczył, że część pierwsza została przyjęta dość ciepło, to i długo nie musieliśmy czekać na kontynuację.
Kto zna powieść, pewnie nie będzie zaskoczony, choć mam wrażenie że na ekranie wszystko wydaje się prostsze i pewne wątki mogą wyglądać słabiej niż w oryginale, jakby dopisane na siłę. Cóż - ekran, zwłaszcza jeżeli format to nie serial, tylko krótki film, rządzi się swoimi prawami. Ma być szybko, w miarę łopatologicznie, no i przyda się odrobina napięcia. W efekcie jednak dość szybko pewnych faktów można się domyślić i tych emocji w trakcie seansu może zabraknąć.
Zarysujmy jednak najpierw choć trochę fabułę.
Prokurator Leopold Bilski (Jakub Gierszał) po swojej rozwiązanej w Sopocie sprawie, zamiast zebrać nagrody, został wysłany na prowincję, do jednego z niewielkich miasteczek na Kaszubach, gdzie diabeł mówi dobranoc. Facet nie bardzo chce iść na jakieś układy, chce dłubać przy sprawach nawet skazanych na zapomnienie, trudno więc by był lubiany przez przełożonych. I tu też, może trochę z nudów, natychmiast zaczął dłubać w sprawie zaginięcia pewnego chłopca, choć matka twierdzi że po prostu wyjechał do rodziny. A potem zaczyna się robić jeszcze poważniej, bo to nie dość że przeszłość, ale i współczesna sprawa zniknięcia dziecka.
Pisarka kryminałów, Julia (Marianna Zydek) jakoś nie bardzo może liczyć na potraktowanie poważne sprawy jej synka, może dlatego że pochodzi stąd i ludzie mają do niej jakieś dawne żale, Bilski jednak jako człowiek z zewnątrz wie jak nagłośnić sprawę i zmusić wszystkich do działania.
A potem? Ano kilka mylnych tropów, jak się domyślanie sprawy molestowania, ale jest jeszcze dziwniej, bo do tego dorzuca się nam jakieś lokalnej przesądy, polowanie na "odmieńców" przynoszących nieszczęścia, tak że zanim doczekamy finału, będziemy mieli już przynajmniej kilka osób, które powinny spędzić trochę czasu za kratkami. Przecież bezczynność wobec zła, mimo jego świadomości, też jest grzechem.
Trochę rażą słabo dopracowane wątki i dialogi, ale to nie jest zły film. Po prostu taki, który nawet gdy ogląda się nieźle, równie szybko się o nim zapomni. Może gdyby dać twórcom szansę na mini serial, żeby rozbudować postacie, dopracować detale, było ciekawiej? Mam wrażenie że to mogłoby zagrać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz