czwartek, 8 października 2026

Czy potrzebne były nam dwie Lalki, czyli o wyższości świąt Wielkiej Nocy nad Bożym Narodzeniem

Cały kraj w gorączkowej dyskusji na temat ekranizacji, więc i ja dorzucę swoje trzy grosze. Gdy ogłaszano produkcję a potem premiery tuż obok siebie, myślałem sobie "co to za absurd". Ale wiecie co? Już wcale tak nie myślę. Dobrze nawet się stało, że mamy możliwość porównywania, trochę innej wrażliwości. Nie brakuje tych, którzy oburzeni są nie tylko zmianami fabularnymi, ale i językiem serialu Netflixa. Powiem, że i ja byłem niechętny i kręciłem nosem po jego obejrzeniu, że to jakoś mi nie pasuje. Po obejrzeniu filmu kinowego, trochę jednak zmieniam nastawienie...



i już nie jestem tak bardzo krytyczny wobec pomysłów Pawła Maślony. Oczywiście, lepiej byłoby gdyby nie nazywać tego tytułem powieści, by nie sugerować tak mocnego związku - to jakaś interpretacja, luźno oparta na książce Prusa. Trudno jednak nie przyznać, że to spojrzenie które mocno odświeża i uwspółcześnia postacie Wokulskiego i Łęckiej, nadaje im życia i pozbawia pewnej sztuczności, o której mówili niejednokrotnie młodzi po lekturze, marudząc że ich nie rozumieją.  

Film jest... no taki strasznie prawilny. Klasyczny. Wprowadzając lekki humor dzięki postaciom, ale nie wykraczający ani na centymetr poza powieść i niestety niewiele wnoszący do tego co już wcześniej w kinie pokazano. A przecież raczej mierzi nas podejście amerykańskie, by mniej więcej co 30-40 lat kręcić wszystko na nowo, bo przecież widz nie zna aktorów i pewnie produkcja straciła przez to w jego oczach wartość. No więc doceniam staranność, biję brawa za efekt, ale nie czuję efektu wow. 

Przy serialu może też go nie ma, ale przynajmniej jest zaskoczenie, jakaś świeżość i energia. Wiele osób mówi o tym, że chcą sprawdzić, porównać z oryginałem. A po filmie w reżyserii Kawalskiego? No cóż. Skoro ktoś tak poprowadził nas za rączkę, by wszystko wyłożyć, to po co czytać?  

Maślona postawił na nowoczesny język opowiadania, zrobił z tego trochę thriller kryminalny (ten finał...), szukał sposobu na podkręcenie dramaturgii. Kinowa wersja (ale uwaga bo ma też być podobno serial, więc nie wiem czy to się da wytrzymać, skoro już teraz to się dłużyło) to bardziej klasyczny melodramat, mający w sobie coś sztucznego (ten majątek który nigdy się nie kończy)...
 

Ciężko więc je porównywać, bo każda ma swoje mocne i słabsze strony. Genialne role można wskazać zarówno w jednej jak i drugiej produkcji. Te postacie stają się zupełnie inne - Braciak grający Łęckiego, rozedrgany, dramatyczny, a Seweryn, choć zagrał świetnie nie jest aż tak magnetyczny. Podobnie Izabela. Można nie lubić Drzymalskiej, ale trudno zarzucić że nie wniosła czegoś nowego w tą postać. To już nie lalka, która sama nie wie czego chce lecz kobieta, która po prostu ma jakieś marzenia, a w świecie mężczyzn trudno je realizować. Nauczyła się manipulować, by więcej uzyskać. Kamila Urzędowska gra świetnie, znowu jednak brakuje tam tej iskry, wydaje się wciąż trochę bezwolna, poddająca się mężczyznom. Wokulski. Schuchardt czy Dorociński? Tu trudno naprawdę wybrać lepszego. Może jednak Dorociński? Choć przy postaci granej przez Schuchardta bardziej wierzymy w to, że mógł odpychać swym natręctwem, nieporadnością, Wokulski przy nim wypada na typa zwycięzcy, którego porażki jedynie mobilizują do walki. No i jeszcze drugi plan. Genialny Kondrat. Dobry Chojnacki. Świetni Cielecka, Adamczyk, Komorowska, Kulesza... Ach. Aktorsko jest wybornie! Zdjęcia, stroje, lokalizacje (może ciut poniosło Kawalskiego) - no jest co oglądać! 

Może więc dobrze, że powstały dwie wersje? Nawet oglądanie jednej po drugiej wcale nie powoduje znużenia, wręcz pobudza ciekawość. Każdy może wybrać, czy chce się trochę fabułą powieści pobawić (oj bawi się Maślona), czy chce być jej wiernym. To tak jak w klasycznym dowcipie o wyższości świąt - niby można ale po co, skoro one są po prostu inne. Można się oburzać na wulgarność, bo rzeczywiście w serialu Netflixa mocno z tym przesadzono, czuje się tam jednak emocje, które trochę w wersji kinowej wciąż są ściśnięte gorsetami, pasami i konwenansami. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz