Ben Affleck może i ciut przytył i się zestarzał, wciąż jednak próbuje opowiadać historie nie tylko stając przed kamerą ale i za nią. Najnowsza jego produkcja do zobaczenia na Netflixie to mroczny thriller psychologiczny, w którym rozterki moralne przeplatają się z różnymi kłamstwami, przez które jeszcze bardziej sytuacja się komplikuje. Gdyby to było takie proste: jesteś bogaty, kandydujesz na prezydenta i ktoś porywa twoje dziecko żądając okupu - albo zbierasz kasę albo dzwonisz na policję... Tu jednak od początku wszystko się komplikuje, bo w tajemnicy przed żoną kasę już wydałeś i a porywaczom nie wszystko poszło dokładnie tak jak planowali. Każda jednak twoja decyzja to nie tylko ryzyko tego że dziecku stanie się krzywda, w głowie bowiem masz to, że lada dzień wybory i grasz o sympatię wyborców. Lepiej więc okazać światu twarz wspaniałego męża i ojca, który jest czuły i zrobi wszystko, ale tylko w granicach prawa, czy może jednak kogoś silnego, kto sam jeden potrafi stawić czoła wszystkim przeciwnościom.
A wydawało się że mieli takie idealne życie. Bogaci. Szczęśliwi. W dodatku on aspiruje na ważne stanowisko, a ambicje ma jeszcze większe... Muszą więc być bardzo ostrożny bo każde ich słowo, zdjęcie albo gest może być oceniane. Ile w tym prawdy a ile kreowania wizerunku? Ten film w zamierzeniach miał chyba opowiadać też o obłudzie tych, którzy mają na ustach piękne frazesy, ale nawet w dobroczynności jest jedynie wyrafinowana strategia.
Konflikt moralny może i interesujący, chociaż trochę szkoda że wtórny, a twórcy nawet nie zająkną się od kogo ten motyw zrzynają (chyba pierwszy był Kurosawa). No i niestety postacie od strony psychologicznej wypadają dość marnie, co wpływa też na odbiór całości. Miało trzymać w napięciu, a ogląda się dość chłodno i bez zaangażowania.
Jednym słowem: średniawka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz