wtorek, 30 listopada 2021

Świństwo, czyli siedzi w głowie drodzy Państwo

MaGa: Ale mocny przekaz! Niby historia znana od zawsze, ale jak opowiedziana! WOW!

R.: Powieść Marie Darrieussecq narobiła sporo zamieszania, ale było to 25 lat temu. Dziś na pewno argumenty feministyczne i mocny głos na temat wykorzystywania kobiet jest lepiej słyszalny i rozumiany. Nie znając oryginału trudno mi powiedzieć na ile twórcy spektaklu byli mu wierni, przyznaję jednak, że mimo pozornego braku realizmu tej historii, przekaz jest mocny i robi wrażenie. Drażni, boli, ale i zmusza do myślenia.

MaGa: Naiwna dziewczyna wykorzystywana na wszystkie możliwe sposoby przez mężczyzn, którzy za drobne przywileje pasożytują na jej ciele. Długo nie dostrzega przemocy jakiej jest poddawana, nie zdaje sobie sprawy ze stopnia własnej degradacji aż do czasu, gdy jej ciało zaczyna się zmieniać, a cały organizm zachowuje się jakoś inaczej.

poniedziałek, 29 listopada 2021

Kajko i Kokosz. Musical, czyli więcej sentymentu niż zabawy (dla mnie)

Mam sentyment do komiksów, które czytywałem w dzieciństwie i chyba nawet Kajko i Kokosz Janusza Christy stawiam wyżej niż równie kultowego Tytusa. Dlatego, choć nie ukrywam że z pewnymi obawami, udałem się na musical, który Teatr Syrena przygotował jako najnowszą premierę na sezon 2021. Zabrałem ze sobą córkę, choć też już wyrosła z dziecinnych przedstawień, żeby w razie czego pomogła mi spojrzeć na to w miarę obiektywnie, bez sentymentu. Notka powstaje więc głównie dzięki niej, bo sam, prawdę mówiąc chyba nic bym nie napisał. Jak tu krytykować coś, gdy nie jestem odbiorcą - ewidentnie są nim widzowie dużo młodsi. Jak tu chwalić coś, gdy nie łapię tej konwencji, gdy ona mnie nie bawi, a raczej wywołuje zażenowanie.

niedziela, 28 listopada 2021

Office.pl, czyli Siedlce jako stan świadomości

W zapasie dwie notki teatralne, dziś dojdzie jeszcze trzeci spektakl do opisania, kilka książek też czeka na swoją kolej, ale ponieważ czasu mało, znowu idę na łatwiznę. Serial Office.pl zasługuje na kilka zdań, choć raczej nie na dużo więcej, więc bez wyrzutów sumienia, mogę wepchnąć go na dzisiejszy wpis.
Brytyjskie i amerykańskie wersje stanowią odniesienie, które mocno tkwi w świadomości ludzi, więc na pewno było niełatwo doskoczyć do tego poziomu. Pozostawiając więc żarty z korpo i ze specyficznych relacji, jakie mogą powstawać pomiędzy ludźmi, przy różnych ich charakterach, dołożono jeszcze trochę współczesnych tematów budzących kontrowersje i wciśnięto to w ramki polskiej prowincji. Niech nikt się za to moje określenie nie obraża, ale niestety Siedlce, podobnie jak i wiele innych miast, żyje trochę innym tempem (do nie tylko wada, ale i zaleta), a twórcy jeszcze bardziej to podkręcają (wyprawa do stolicy).

sobota, 27 listopada 2021

Szkoła, czyli podmiotowość czarnych kwadratów

Nowy muzyczny spektakl Teatru Młyn już po raz drugi dostępny online - kto zdąży to dziś ma czas do 20.00 albo musi czekać na kolejną okazję. No i oczywiście może iść obejrzeć na żywo.
Tym razem Natalia Fijewska-Zdanowska dotyka kwestii chyba dość dla nas wszystkich aktualnej, czyli edukacji. I choć czyni to raczej od strony nauczycieli, pośrednio tak naprawdę zdajemy sobie sprawę, że rzecz dotyczy również dzieci. Jeżeli bowiem ci, którzy mają z nimi pracować, są pełni frustracji, niespełnieni, wepchnięci w ramki nakazów i zakazów, to nie będą w stanie pomóc w ukształtowaniu młodych umysłów, by one były wolne, otwarte, poszukiwały prawdy.

piątek, 26 listopada 2021

Lato utraconych - Anna Kańtoch, czyli podobno Bóg rozpozna swoich

Rzadko się zdarza, by druga część jakiegoś cyklu, była lepsza niż początek serii. A tak mam w tym przypadku. Co prawda z początku czekało nie zdziwienie, a może nawet rozczarowanie: ale jak to? To nie jest kontynuacja? Tam nie dowiedziałem się jakie jest rozwiązanie zagadki z przeszłości i tu też tego nie dostanę? Potem jednak człowiek wchodzi coraz bardziej w tą historię i z niepokojem śledzi jej rozwój. Akcja drugiego tomu cyklu dzieje się bowiem sporo lat przed fabułą części pierwszej - bohaterka wciąż jest na służbie, cenią ją przełożeni, tyle że właśnie przechodzi trudny czas, bo zmarł jej mąż. Poświęca się więc pracy, by nie popaść w rozpacz, choć zdaje sobie sprawę, że nie jest tak błyskotliwa i w pełni sił, jak jeszcze choćby rok wcześniej.
Nie chce jednak siedzieć w domu, więc przyjmuje sprawę, która od początku sprawia wrażenie tajemniczej: oto w niewielkim domku w lesie, zamordowana zostaje rodzina z małymi dziećmi, jedynie ich nastoletni syn, z ciężkimi ranami przetrwał masakrę. Niestety świadek z niego kiepski - trauma była tak wielka, że nic nie pamięta z tamtego dnia, a wszyscy obchodzą się z nim jak z jajkiem, bo to już drugi tak poważny kryzys w jego życiu. Porwany w wieku lat 5, ponad dekadę spędził w zamknięciu, bez kontaktu ze światem i dopiero niedawno odzyskał wolność i wrócił do swojego biologicznego ojca, który w tym czasie założył nową rodzinę.

czwartek, 25 listopada 2021

Fabryka os - Iain Banks, czyli znaki, ofiary i rytuały

Dawno nie czytałem nic tak kontrowersyjnego i mocnego. Jeżeli więc lubicie powieści, które jak to młodzież mówi "ryją banię", sięgajcie po "Fabrykę os" bez wahania.
Szykujcie się jednak na rzecz, które ani nie jest łatwa, ani przyjemna. Dopisek 18+ na okładce nie jest wcale pomyłką, ale nie oznacza erotyki, a przemoc i okrucieństwo. Co prawda "Władca much" na mnie zrobiła większe wrażenie, tu na moje odczucie nie ma głębszej myśli jak tam, porównania jednak mogą nasuwać się dość szybko. Chodzi bowiem o młodą osobowość, która kształtuje się w dość specyficznych warunkach, tworzy jakiś własny świat, w którym wszystko staje się elementem jakiejś gry, czy zabawy. A jeżeli dorośli nie wspierają w prawidłowym rozwoju, pozostawiają dużą przestrzeń wolności, nie korygują, nie interesują się, no to efekt jest jaki jest.

środa, 24 listopada 2021

Dystopia, czyli wejdź do gry

Rany, a co to jest? Horror? Rozpierducha i cycki dla młodych? S-F? Przedziwne połączenie. Pomysł może i ciekawy, ale efekt nie robi wrażenia i to mimo pewnych elementów, które mogą wydawać się całkiem efektowne. Oto wielka stara fabryka, jakieś tereny przemysłowe, od lat opuszczone. Migawki sugerują, że były tu jakieś tajne laboratoria, prowadzono jakieś eksperymenty. Dziś ten teren jest słabo chroniony, a nawet pojawił się pomysł, by wynająć obiekt dla grupy, która chce tu organizować gry i wydarzenia larpowe (czyli odgrywanie ról). Znacie to środowisko? Nie wystarcza im rozwiązywanie zagadek, ale trzeba je podkręcić, by obudować całą historią, strojami, odrobiną napięcia, konkurowania między graczami. Szwedzi w model fabuły, którym często bawili się Amerykanie, czyli grupka młodych ludzi, w sytuacji zagrożenia, zamiast elementów horroru wrzucili więcej elementów S-F, czym może chcieli podkręcić atmosferę, ale zgubili totalnie logikę.

Niełatwe charaktery, czyli Barany oraz Dzikus

Dwie produkcje, które może nie powaliły na kolana, ale coś tam ciekawego można znaleźć.
Australijskie "Barany" oczywiście wykorzystują potencjał filmu islandzkiego (pisałem o nim tu), który zbierał bardzo pozytywne opinie. Ta sama historia, może bardziej rozbudowana o elementy komediowe, no i krajobrazy zupełnie inne.
Dwóch facetów, braci, od lat w konflikcie, konkurujących ze sobą, działających sobie na nerwy. Sąsiedzi, którzy zajmują się tym samym, czyli hodowlą baranów, ale o współpracy trudno myśleć. Prędzej jeden drugiemu nogę podłoży.

poniedziałek, 22 listopada 2021

Lao Che, czyli 5 razy przekładane

 Koncert pięć razy przekładany smakuje jeszcze lepiej. Nigdy nie sądziłem, że to powiem. Kląłem przy kolejnych mailach o nowym terminie, ale zawziąłem się i powiedziałem: nie oddam, nie zrezygnuję. I mimo pewnych obaw, bo znowu przecież liczba zakażeń nam rośnie, nie żałuję tego wieczoru. Cholera, jak można by coś takiego przegapić. Pożegnanie. Po tylu świetnych płytach, koncertach (z Kasią byliśmy chyba przynajmniej na 3), przychodzi uczestniczyć w pożegnaniu z publicznością. I choć wciąż mam nadzieję, że to nie jest ostateczny koniec, że odpoczną i wrócą, to mam wrażenie, że ten wieczór był tak wyjątkowy m.in. dlatego, że wszyscy czuliśmy, że takim właśnie będzie. Pożegnanie nie może być takie sobie. Nawet jeżeli tylko w Warszawie chętnych do pożegnania było tyle, że w Stodole panowie grali pięć razy przy pełnej sali.

Pani Henryka i morderstwo w autokarze, czyli będą Państwo zadowoleni

I jeszcze jedno czytadło, trochę lżejsze, choć ze zbrodnią w tle. W tym roku czytałem pierwszy tom cyklu i w bibliotece wypatrzyłem kolejny, więc nie mogłem odpuścić. Pani Henryka to taki typ bohaterki, która poprawia nastrój, rozbraja i chyba na miejscu wszystkich tych postaci, które rozpracowuje, prowadząc swoje śledztwo, ja też byłbym wobec niej raczej bezbronny. Jak tu odmówić starszej, życzliwej pani, która pyta przecież jedynie z ciekawości, bez żadnych złych intencji. To jej dochodzenie to tylko kaprys, może szukanie z nudów jakiejś sensacji gdzie tak naprawdę jej nie ma. Nawet obnażając swoją niewielką słabość, jakiś grzeszek, nie robimy nic, co by mogła wykorzystać przeciw nam. 

Wszystko zaczyna się od wycieczki do Paryża. Jak być może pamiętacie, Pani Henryka odziedziczyła niewielki spadek po ciotce z Anglii i raz na jakiś czas wymyśla sobie taką przyjemność. Na co dzień prowadzi przecież życie skromne, więcej rarytasów kupując dla swoich zwierzęcych pupili niż dla siebie. No może na kawę zdarza jej się wydać trochę więcej niż innym. Ale każdy ma jakieś słabości, prawda?

sobota, 20 listopada 2021

Uwikłana - Alicja Sinicka, czyli czy to możliwe, żebym to ja...

Kolejny lżejszy przerywnik między poważniejszymi lekturami. I moje pierwsze spotkanie z twórczością Alicji Sinickiej, którą czytelniczki okrzyknęły polską królową domestic noir. Zdaje się, że drugi tom cyklu, ale z tego co się zorientowałem, nie są one jakoś mocno ze sobą połączone, więc przeczytałem bez straty wątku.
Cała zabawa polega tu na próbie odgadnięcia, czy to co dzieje się z bohaterką, to objawy jakiejś jej choroby, urojeń, czy też ktoś próbuje ją z jakiego powodu oszukać i nastraszyć. A tak bardzo przecież próbuje ona znaleźć jakąś równowagę psychiczną i wyciszenie. Nie może dojść do siebie od momentu tajemniczego zaginięcia swojej przyrodniej siostry i choć to wydarzyło się ponad pół roku wcześniej, dręczą ją koszmary i jakiś niepokój.
Ucieczki szuka w przyjęciu zaproszenia od swojego nowego faceta, do jego domu, położonego na odludziu. Cisza, spokój, może znajdzie też inspirację, żeby napisać jakieś nowe wiersze.
Tak dawno nie udawało napisać się nic nowego, a wydawca czeka.

piątek, 19 listopada 2021

Bank Braci Lehman, czyli liczy się pomysł

MaGa: Nareszcie! Multikino wznawia transmisje i retransmisje spektakli ze scen londyńskich. Jakże na to czekałam! I od razu z takim tytułem!

R.: W sumie to powtórka spektakli, których nie było nam dane obejrzeć w poprzednich sezonach z powodu lockdownu, pewnie na pokazy na żywo musimy jeszcze chwilę poczekać, ale fakt: ja też nie mogłem się doczekać. A oglądając zapowiedzi spektaklu wiele sobie po nim obiecywałem. I nie zawiodłem się!

MaGa: Trzech aktorów na scenie opowiada historię braci Lehman, bawarskich Żydów, którzy osiedli w Ameryce na początku XIX w., otworzyli w Alabamie sklep z materiałami i garniturami, by po stu kilkudziesięciu latach być już legendą Stanów Zjednoczonych. To rzeczywiście wspaniały materiał na epicką opowieść. Ale w jaki sposób jest to opowiedziane! Sen amerykański: „od pucybuta do milionera” stał się ich udziałem, tylko tu od sklepiku do szczytów światowej finansjery. Pieniądze, prestiż, sława… a na końcu spektakularna klapa.

czwartek, 18 listopada 2021

M jak morderca, czyli dzięki Ci Panie Boże za...

Cykl retro-dreszcze w kinie Iluzjon, czyli spotkanie z filmami sprzed wielu lat, które wtedy wydawały się straszne, to nie jest oferta pewnie dla przeciętnego zjadacza chleba, ale cudownie, że sporo smakoszy zjawia się na takie pokazy. Dzięki temu można po ciekawym wprowadzeniu (i cudownej reklamie z lat 30) zobaczyć rzeczy, których raczej już nigdzie się nie zobaczy. Może TVP Kultura czasem coś pokaże, ale przecież najlepiej to oglądać i tak na dużym ekranie. Dzięki Ci Panie Boże za Iluzjon i Filmotekę Narodową.
Ja wiem, ktoś powie - przecież to dziś nie robi już takiego wrażenia, dłuży się, niektóre sceny wydają się zabawne, przerysowane. Tylko gdyby nie ci pierwsi geniusze, którzy przecierali ścieżki, wprowadzali swoje pomysły na taśmę filmową, nie byłoby również ich następców, których wciąż oglądamy z zachwytem. Filmy takie jak "M jak Morderca" ogląda się ze zdziwieniem, rozpoznając tam wiele rozwiązań, które potem wykorzystywali kolejni znani twórcy. I bez ściemy trzeba powiedzieć - część scen i dialogów, nadal ogląda się z zachwytem, bo są po prostu wybornie przemyślane.