Nagroda Pulitzera w roku 2024, oczekiwania więc miałem dość duże. I choć może nie był to temat dla mnie zupełnie nowy, to forma w jakiej go podjęto, na pewno zwraca uwagę. To jakby rozliczenie z samą sobą przez autorkę, wyrażenie swojej bezradności, tęsknoty i żalu. Ktoś spyta czemu prawie trzy dekady od śmierci siostry? Czy to wciąż temat dla Cristiny Rivery Garzy żywy? Żeby jednak napisać tak intensywną opowieść o stracie, oskarżenie wobec przyzwolenia na traktowanie kobiet jako własności, nie tylko sama autorka musiała znaleźć w sobie siłę. Musiało też upłynąć trochę wody, by społeczeństwo zrozumiało, że to nie są pojedyncze morderstwa, ale cały system myślenia o takich zbrodniach w sposób bagatelizujący, sprawiający że mogły one uchodzić bezkarnie lub karane były w sposób bardzo łagodny.
Żałoba i tęsknota, przeradza się po trochu w śledztwo i zderzenie się z aparatem sprawiedliwości, który najwyraźniej głęboko schował sprawę, by nikt nie znalazł ich błędów i lekceważenia. Ale to nawet nie samo śledztwo jest tu najważniejsze.
Cristina Rivera Garza chciała przede wszystkim by to jej siostra Liliana przemówiła we własnej sprawie. Zebrała więc jej listy, rozmawia z ludźmi którzy ją znali, nie opowiada o niej, ale chce by to ona do nas przemówiła. Opowiedziała o tym jak zakończony jej zdaniem związek, wciąż tkwił w jej sercu niczym jakaś drzazga, bo były partner nie przyjmował do wiadomości rozstania, jak ją śledził, nachodził, jak wywierał presję. A wreszcie zabił.
Wtedy nikt nie traktował takich spraw jako czegoś co może się łączyć, co może mieć związek z kulturą maczyzmu i przyzwolenia na to by to mężczyzna miał prawo decydować o wszystkim. Dziś głośno mówi się o takich przestępstwach, prowadzi statystyki, głośno mówi o przemocy jakiej doświadczają kobiety. Według danych Systemu Bezpieczeństwa Narodowego (SESNSP) za 2024 rok w Meksyku odnotowano 797 przestępstw zakwalifikowanych jako feminicidio oraz 2598 umyślnych zabójstw kobiet. Łącznie te dwie kategorie obejmowały 3395 ofiar, średnio około dziewięciu kobiet dziennie. Niby po latach zmieniła się trochę świadomość służb, również media głośno mówią o problemie, a kobiety wciąż okazuje się że nie mogą czuć się zupełnie bezpieczne i wolne w swoich wyborach, bo może znaleźć się ktoś kto będzie je próbował za to "ukarać".
I choć to temat nie nowy, lektura porusza właśnie tym osobistym portretem w którym widać nie "ofiarę", ale kogoś pełnego planów, marzeń, życia, komu brutalnie to wszystko odebrano i zniszczono. Skoro teczka w archiwum nigdy nie przyniosła sprawiedliwości ani nie przywróciła godności, autorka postanowiła zrobić to sama, wskazują winnego, który uniknął wtedy kary.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz