Wszystko zaczyna się od tego, że jego teść (były podobnie jak i żona), który dotąd był dla niego wsparciem i pomagał mu w zniknięciu, zostaje porwany, a ludzie którzy to zrobili wydają się na tyle bezczelni, jakby mieli wsparcie służb lub sami w nich pracowali. Teść też przecież raczej sobie nie daje w kaszę dmuchać, niestety choć głowa wciąż pracuje, ciało już nie jest tak sprawne jak kiedyś. Za to nasz Bezimienny wciąż potrafi poradzić sobie nawet z najbardziej ekstremalną sytuacją - wiecie to taki typ że jak ma przystawioną lufę do głowy i widzi już palec poruszający się na cynglu, jeszcze kombinuje jak by wyjść z tej kabały i o dziwo mu się zwykle to udaje. Może jest trochę pokiereszowany, ale wciąż na chodzie, a im bardziej mu próbujesz zagrozić/zaszantażować, nadepnąć na odcisk, tym bardziej jest wkur....y i masz już przechlapane bo ci nie odpuści. Będzie sprzątał. Bo ze świata chwasty trzeba usuwać. Niektórym się wydaje że są ponad prawem, a on im przypomina że zasady są dla wszystkich i krzywdzić niewinnych po prostu nie można. Nawet gdy się to próbuje uzasadniać wyższymi racjami.
Taki to już urok tego cyklu wymyślonego w pandemię dla zabawy, a potem przyjętego z taką sympatią przez czytelników. Porównania do Jacka Reachera wcale nie są nie na miejscu, ale moim skromnym zdaniem Chmielarz radzi sobie w tej konwencji nawet lepiej. A może to nasze realia sprawiają, że tak dobrze to wchodzi. Będzie więc trochę polityki, działań służb specjalnych, nowinek technicznych w rękach wywiadu, no i on - sam przeciw wszystkim. No dobra, nie sam tym razem, bo jego żona, córka, czy dawny przyjaciel, a nawet teść, mają w tej historii swoje ważne miejsce do odegrania i wcale nie są bezwolnymi ofiarami.
Jak dla mnie to lektura z tych nieodkładalnych :) Dobre tempo, dobrze wykombinowana intryga, sporo akcji. Po prostu palce lizać.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
środa, 21 października 2026
Wyższa konieczność - Wojciech Chmielarz, czyli czyżby już koniec?
Zachwycony lekkością z jaką się płynie przez strony pierwszego i drugiego tomu cyklu o Bezimiennym, miałem w planach kolejne, ale na razie plan mi się posypał. Z racji tego że zdobyłem tom piąty z autografem, żeby potem go wystawić na WOŚP, nie mogłem się powstrzymać i zacząłem już czytać w drodze do domu. Do zaległych tomów oczywiście wrócę, sam sobie jednak trochę popsułem zabawę, znając już pewne fakty, które się w nich wydarzyły. No i smutno mi troszkę, bo zdaje się Wyższą koniecznością autor zamyka serię, a przynajmniej można odnieść takie wrażenie. Wszystko się wyjaśnia, już wiadomo krok po kroku co się zadziało, czemu Bezimienny musiał zniknąć, ba odzyskał nawet imię i rodzinę. Wciąż chciałby ją chronić i raczej trzymać się od nich z daleka, tym razem jednak ludzie, którzy próbują go złapać są na tyle przewidujący, że tak łatwo nie dadzą się zwieść. Wiedzą, że by ich chronić bohater zrobi wszystko. A może i nawet więcej.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz