sobota, 24 października 2026

Gdyby nie czerń - Filip Zawada, czyli czemu ci ludzie tacy dziwni

O ile książka o której pisałem wczoraj dawała się połknąć błyskawicznie, to z powieścią Filipa Zawady miałem trochę problem. Pozornie - zbiór mniej lub bardziej zabawnych i ciekawych scenek z życia, saga rodzinna, zbudowana trochę na zasadzie podglądactwa przez wszechwiedzącego obserwatora, który zna również myśli i emocje bohaterów. Relacje. Marzenia. Żale. Lęki.  

Wciąż jednak miałem pewną trudność by odpowiedzieć sobie na pytanie po co miałbym obserwować bohaterów, bynajmniej nie dlatego że byli mało interesujący, ale było w tym coś z obserwowania mrówek przez kogoś kto miałby czerpać frajdę z ich nieszczęść, bo jest świadom że zaraz nastąpi jakiś kataklizm który zniszczy mrowisko.  
Nie miałem więc z tego jakiejś wielkiej przyjemności, choć doceniam niektóre pomysły, bo historia jest zarazem chwilami tragiczna jak i zabawna. 



A gdy okazuje się, że będziemy towarzyszyć bohaterom nie tylko w ich ziemskiej egzystencji, ale również w zaświatach, to już robi się ciut groteskowo. Małżeństwo które przez lata musiało radzić sobie z brakiem wzroku i wychowywaniem dzieci, które potrafiły zaleźć za skórę, po śmierci będzie mogło cieszyć się na nowo z tego że wszystko widzą, ale czy to sprawi że będą bardziej szczęśliwi? Jak będzie wyglądać to miejsce i czego możemy spodziewać się po tamtej stronie? 
Na jaw wychodzą różne grzeszki, kłamstwa i czasem człowiek cierpi jeszcze bardziej niż w realnym życiu, a przecież tu oczekiwał wytchnienia i czegoś lepszego. 

Zawada potrafi być ironiczny, przewrotnie bawi się losami postaci, pokazując jak czasem ci co widzą, potrafią być ślepi i mało uważni na to co może przynieść im szczęście, jak dokonują wyborów, potem wielokrotnie ich żałując, tyle że nie widząc już możliwości odwrotu. 


Dziwne, pewnie nie dla każdego, ale ciekawe. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz