poniedziałek, 26 października 2026

Palace for the people - Greta Van Fleet, czyli wszystko już było albo czy stylizacja jest czymś złym

W poniedziałek cały dzień szkolenia, ale za to jest chwila w niedzielę by usiąść i wystukać kilka zdań, zrobić zaplanowaną notkę. Do końca miesiąca zostały mi jedynie trzy i pewnie wszystkie powstaną właśnie we Wrocławiu, bo pogoda jakoś mało sprzyjająca spacerom wieczorem. 

Odpalam więc krążek - który to już raz w ostatnich tygodniach - o którym dziś i zasiadam do klawiatury. Greta Van Fleet - słyszałem o nich tyle dobrego, dotąd jednak jakoś nie było okazji by sięgnąć po cały krążek. A gdy sięgnąłem po ten najnowszy mógłbym go słuchać na okrągło. Zdecydowanie moje klimaty i wpada mi to w ucho, a chodzi nie tylko o melodyjność tych numerów, powiedziałbym nawet potencjalną przebojowość, ale i smaczki których tu jest cała masa. Pisało się o nich dużo w kontekście podobieństwa do Led Zeppelin, że próbują jakoś wskrzesić styl, który trochę został zapomniany. Ale zważywszy na to, że w muzyce naprawdę trudno wymyślić coś zupełnie nowego, czy to źle że ktoś sięga po to co mu się podoba, co mu bliskie i próbuje zrobić coś podobnego? 

Będzie więc i gitara klasyczna, spokojne ballady z przeszywającym wokalem (Boughten Bliss), ale i rozpędzające się numery pełne świetnych solówek (tu można wskazać wiele). To właśnie świetny wokal Josha (fakt że przypomina trochę Roberta Planta) i gitara Jake'a stanowią o największym potencjale tych kawałków, zgrabnie przechodzących od delikatniejszych fragmentów do mocniejszych riffów. Niby dość klasyczne w konstrukcji, ale jakże cieszą uszy te przejścia i ten rockowy sznyt z dawnych lat, gdy nie nie robiono wszystkiego na jedno kopyto. Te "wydarcia się", solóweczki, ale i masa innych detali jak klawisze gdzieś wychodzące chwilami na pierwszy plan, świetnie poprowadzone perkusja i bas - ach trudno mi się do czegokolwiek tu przyczepić.   
 
Jest w tym zadziorność, jest pomysł, jest wirtuozeria. A że jest i pewnego rodzaju sztafaż, czy stylizacja (nie wszystkim ten wokal będzie pasować)? No jest. I co z tego? Ja się cieszę, bo to dowód na to, że rock w starym wydaniu wciąż jest żywy i może kręcić nie tylko dinozaury takie jak ja, ale i młodych. I pewnie po wcześniejsze krążki Grety pewnie sięgnę. Nie tylko ze względu na jakiś sentyment do polsko brzmiącego nazwiska braci Kiszka.  




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz