sobota, 10 października 2026

Primetime, czyli czy reality show może realizować jakąkolwiek misję

Wczoraj premiera ale nie zdążyłem napisać, łapcie więc dziś parę zdań. Robert Pattinson ma rzeszę fanów (czy raczej fanek), pewnie więc trochę osób wybierze się zobaczyć jego nowe oblicze, zwłaszcza że sporo osób mówi że to jedna z jego ciekawszych kreacji aktorskich, może nawet z szansą na Oscary. Jak dla mnie w tej roli jest trochę mało zniuansowania, balansujemy tak naprawdę cały czas pomiędzy chłodnym profesjonalizmem i jednym tonie emocjonalnym - lęku że coś stracę. Może to być szansa, może to być rodzina, może to być dobre imię, cały czas bohater funkcjonuje w jakimś napięciu, pracy poświęca masę czasu i zrobi wszystko by osiągnąć sukces. 

Tak się potoczyły jego losy, że zamiast być "profesjonalnym" prezenterem opowiadającym o ważnych sprawach, przypadła mu rola prowadzącego program, który nazwijmy umownie "śledczym". Dodajmy że to historia autentyczna, oparta na karierze kontrowersyjnego dziennikarza Chrisa Hansena. Jego program polegający na wyłapywaniu w sieci ludzi o skłonnościach pedofilskich i zapraszanie ich na spotkanie gdzie przed ukrytymi kamerami ujawniano ich oblicze, miał sporą popularność, a prowadzącego chwalono za "czyszczenie społeczeństwa z chwastów". Metody - a właśnie im przyglądamy się trochę od kulis, były sprawą drugorzędną, czyli oni mogli użyć dowolnych metod prowokacji, byle potem móc wykorzystać jak najbardziej pikantne fragmenty rozmów z chata. Wiecie: nigdy nie wiesz kto siedzi po drugiej stronie, ale tym razem zadziałało to w drugą stronę, czyli potencjalne nieletnie ofiary odgrywali ludzie dorośli, tyle że młodo wyglądający. 



Paradoksalnie to nie Hansen grany przez Roberta Pattinsona przyciąga tu naszą największą uwagę, ale młody chłopak (grany przez Skylera Gisondo), który właśnie pojawia się u nich na planie i uczy się tego czego od niego się oczekuje. Marzyła mu się kariera aktorska, miał nadzieję że program będzie dla niego jakimś do niej krokiem, tyle że tu przypisano mu jedynie rolę anonimowego wabika. Obciążenie psychiczne spore, cały czas wmawia mu się jak ważną misję realizują, tyle że tak naprawdę chodzi jedynie o pieniądze, oglądalność i sukces. Im większą "grubą rybę" złapią, tym więcej będzie rozgłosu. Ich nie obchodzi co będzie z tymi ludźmi dalej, nie interesują dowody, bo skoro je wykreowali poprzez prowokację, uważają że każdy zasługuje na napiętnowanie i nie tylko karę, ale i pogardę wieczną w społeczeństwie, które zobaczyło jego twarz w telewizji. To lincz, w którym oni z kamerą są przed policją i sądem.

Może gdybyśmy jeszcze bliżej mogli poznać Hansena, byłoby ciekawiej, a tak mam wrażenie że prześlizgujemy się po powierzchni, nie wchodząc w głąb. I niby jest ciekawie, pod koniec jednak miałem trochę poczucie, że można było z tego tematu wyciągnąć więcej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz