Przymiarki robię do "W głębi lasu", robiąc sobie spore nadzieje, ale póki co notka o czymś zaległym - HBO parę miesięcy obdarowało nas świeżą ekranizacją powieści Stephena Kinga, na którą też wielu widzów miało chrapkę. Co prawda z Kingiem na ekranie rzadko kiedy się udaje, ale tu liczono na to, że to połączenie mrocznej atmosfery, zagadkowości i pomysłów rodem z serialu Detektyw (przecież świetny!) uda się tej stacji przynajmniej na mocną 4.
Cóż, jeżeli mam postawić 4, to raczej z minusem. Całość na pewno ma ciekawy klimat, do muzyki i zdjęć też nie mam zamiaru się czepiać, ale przy scenariuszu przydałoby się popracować, bo ewidentnie z odcinka na odcinek jesteśmy coraz bardziej zniecierpliwieniu i nawet chwilami znudzeni. Niby zmierzamy do odkrycia tajemnicy, jednak dzieje się to w takim tempie, że traci się prawie całą ciekawość. Niełatwo przedstawić na ekranie wszystkie obawy, dylematy, wątpliwości bohaterów, a tu wygląda na to, że próbowano to robić. Siedzą, patrzą się przed siebie, myślą...
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
niedziela, 14 czerwca 2020
sobota, 13 czerwca 2020
Ja Cię kocham, a Ty miau - Katarzyna Berenika Miszczuk, czyli Lord to idealne imię dla kota
Niezobowiązująca komedyjka kryminalna, w którą docenią chyba przede wszystkim kociarze. Skoro był już kryminał pod psem, to nie można było czekać, żeby narratorem i głównym bohaterem zrobić kota - przecież te zwierzaki nadają się dużo bardziej na śledczego, który jest niezależny, inteligentny i wszędzie się wciśnie. W wydaniu audio (Leszek Filipowicz) wszystkie humory, podejmowane decyzje i obserwacje, dokonywane przez Lorda (czyż nie cudowne imię dla kota, który zawsze chce być w centrum uwagi i rządzić domem), stanowią źródło humoru, który właśnie kociarze docenią najbardziej. Leniwy? Tylko się tak zdaje. Przytulaśny? Poczekaj aż pokaże pazury. Miły kanapowiec? Gdy zapadnie noc, wyruszy na wędrówkę, do której człowiek nigdy nie byłby zdolny.
Dla swojej Pani zrobiłby wszystko, zresztą ona dla niego też. I jeżeli okazuje się, że wspólnie mogą wygrać konkurs dla artystów, którzy swoimi pracami mogą zyskać życzliwość starzejącego się kolekcjonera sztuki, Lord nie będzie się przed tym wzbraniał. W końcu takiemu kotu jak on wygodniej by było w wielkim pałacu, niż w M3.
Dla swojej Pani zrobiłby wszystko, zresztą ona dla niego też. I jeżeli okazuje się, że wspólnie mogą wygrać konkurs dla artystów, którzy swoimi pracami mogą zyskać życzliwość starzejącego się kolekcjonera sztuki, Lord nie będzie się przed tym wzbraniał. W końcu takiemu kotu jak on wygodniej by było w wielkim pałacu, niż w M3.
15:17 do Paryża, czyli zwyczajni, niezwyczajni
Niby Clint Eastwood przyzwyczaił nas do tego, że promuje w swoich filmach proste wartości jak przyjaźń, uczciwość, odwagę, oddanie, patriotyzm, stara się jednak pokazać, że mogą one być realizowane przez ludzi zwyczajnych, podobnie jak my mających jakieś problemy i słabości. Trochę mnie jednak tym filmem mnie zaskoczył. Nie chodzi bynajmniej o to, że to produkcja jak na amerykańskie warunki i takie nazwisko, wyjątkowo skromna. Raczej zaskoczyło mnie to, że to jest tak... słabe. Z tej historii naprawdę można by wyciągnąć dużo więcej emocji, a mimo to taki fachura jak Eastwood postanowił opowiedzieć to w sposób, który te emocje zabija. To taki paradokument, w którym 90% filmu to opowieść o dojrzewaniu bohaterów, o ich przyjaźni, czyli ma to nam uświadomić, że to normalne chłopaki, nawet nie wielkie orły, a potem uświadomić nam, że byli zdolni do czynów heroicznych.
piątek, 12 czerwca 2020
Odrobinę paranormalu, czyli Strefa mroku, Nos4a2, Russian Doll

Kolejna notka serialowa, choć trochę zwalniam tempo ostatnio i niewiele mi podpasowuje. Z dzisiejszych też tylko jeden obejrzałem do końca, a dwa porzuciłem w trakcie, bo jakoś nie porywały. No to do rzeczy.
Russian Doll - jeżeli pamiętacie Dzień świstaka, fabuła Was specjalnie nie zaskoczy, natomiast w detalach ta nowa produkcja jest dużo bardziej zakręcona, ma więcej charakteru. Bohaterka ćpa, pije i bawi się na całego, choć nadciągające urodziny troszkę ją dołują - najchętniej by się zresetowała, żeby nie myśleć o tym co przykre.
Wieczór nie kończy się jednak dobrze. Tyle, że to nie jedna śmierć, tylko maraton, który nie ma końca - jakkolwiek nie próbowałaby uniknąć wypadku lub innego sposobu uśmiercenia, ono i tak jej się trafia, a potem znów znajduje się w łazience na swojej imprezie... Jej życie może potrwać kilka minut, kilka godzin, a może prawie cały dzień.
wtorek, 9 czerwca 2020
Sarkofag - Jacek Ostrowski, czyli ona jest nie do zdarcia
W oczekiwaniu na czwarty tom serii z papugą (lada dzień) szybko uzupełniam zaniedbanie i kilka zdań o części trzeciej. Tylko od razu uprzedzam, że ja Zuzę Lewandowską pokochałem tak mocno, iż chyba nie jestem obiektywny w ewentualnych ocenach i rekomendacjach. Mam bowiem wrażenie, że niezależnie czego dotyczyłaby intryga kryminalna, to i tak frajdę mam z samego spotkania z panią mecenas, jej zwierzyńcem i uroczym stosunkiem do bliźnich, a w szczególności do tych, którzy jej nadepną na odcisk.
Nie, zdecydowanie nie jestem obiektywny, ale i Wy pewnie stracicie obiektywność, jak sięgnięcie po którąś z książek p. Jacka o Lewandowskiej. Przy pierwszej zachwycałem się realiami PRL, płockimi układzikami, tym że nawet z "wrogiem" się czasem tu trzeba spotkać, bo skoro wszyscy się znają, to i wzajemnie trzeba się wspierać (albo coś wyprosić albo wymusić). Potem już dla mnie ważna była ona - idealna kandydatka na królową życia, która nie przejmuje się tym co mówią o niej inni, cyniczna, niepokorna, bezpośrednia, szanowana przez żuli i raczej unikana przez władzę. No, może nie całą władzę, bo władza obywatelska bardzo chętnie by się nią zajęła, tylko jakoś haka nie mogą znaleźć.
Nie, zdecydowanie nie jestem obiektywny, ale i Wy pewnie stracicie obiektywność, jak sięgnięcie po którąś z książek p. Jacka o Lewandowskiej. Przy pierwszej zachwycałem się realiami PRL, płockimi układzikami, tym że nawet z "wrogiem" się czasem tu trzeba spotkać, bo skoro wszyscy się znają, to i wzajemnie trzeba się wspierać (albo coś wyprosić albo wymusić). Potem już dla mnie ważna była ona - idealna kandydatka na królową życia, która nie przejmuje się tym co mówią o niej inni, cyniczna, niepokorna, bezpośrednia, szanowana przez żuli i raczej unikana przez władzę. No, może nie całą władzę, bo władza obywatelska bardzo chętnie by się nią zajęła, tylko jakoś haka nie mogą znaleźć.
poniedziałek, 8 czerwca 2020
Jej wysokość gęś. Opowieści o ptakach - Jacek Karczewski, czyli braciszkowie skrzydlaci
Obawiam się, że o tej książce nie będę potrafił napisać nic mądrego, mimo że przecież jestem nią zachwycony. Trzeba jednak mieć dar gawędzenia i niesamowitą pasję, by o ptakach pisać tak jak pan Jacek. A ja nie mam ani jednego ani drugiego. Czytałem z wypiekami na twarzy, czując się trochę tak jak ... lat temu, gdy jako małe dziecko oglądałem Zwierzyniec i dowiadywałem się pierwszych ciekawostek o zwierzętach. Okazuje się, że nie tylko to co egzotyczne może zainteresować. Tak mało zwracamy uwagę na naszych mniejszych braci fruwających, przyzwyczajeni do ich obecności, że zanim się obejrzymy, może się okazać, że już wcale wokół nas ich nie ma. To dopiero byłoby przerażające.
Jacek Karczewski pisze zarówno o tych mniej u nas gatunkach spotykanych, jak i tych, które może widujemy jeszcze dość często, jak choćby pospolite wróble. I pisze tak, że aż ma się ochotę wyjść na spacer, by szukać ich obecności.
niedziela, 7 czerwca 2020
Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa, czyli nie tylko Vega
To jeszcze jedna produkcja jako uzupełnienie do wczorajszej notki. I powiem Wam, że pełnokrwista. W kinie jakoś sobie odpuściłem, bo jakoś nie przepadam za klimatami mafijnymi w polskim wydaniu w stylu Masy - wolę Pasikowskiego niż Vegę, który zjada własny ogon. A tu okazuje się, że Maciej Kawulski potrafił mnie zaskoczyć. Opowiedział historię, w której jest może i jest trochę przerysowań, uproszczeń, ale ona daje sporo frajdy, bo są w niej ciekawe postacie, jest humor i jest krew. W uproszczeniu można powiedzieć: to opowieść gangusa (a twórcy twierdzą, że większość wydarzeń miała miejsce naprawdę), który może i nie zrobił kariery takiej jak bossowie z Pruszkowa, ale równolegle z nimi zbijał majątek i robił "karierę". Jego komentarze do tego co widzimy na ekranie, to nie tylko życiorys, ale i jakaś ocena tamtej rzeczywistości, pokazania, że w tamtych czasach tak właśnie dochodziło się do majątku. Bohater uwielbiał adrenalinę, nie miał oporów, by łamać prawo (byle nie krzywdzić kobiet i dzieci), a nie miał specjalnie innych perspektyw.
sobota, 6 czerwca 2020
Krajowe znaczy gorsze, czyli Ukryta gra i Czarny mercedes
Zdaje się, że nie wspominałem, że na miejsce jakiegoś postu chwilowego wepchnąłem recenzję filmu "Konwój" no to łapcie. A do kompletu dorzucam jeszcze dwie produkcje krajowe. W tytule notki powinien być jeszcze znak zapytania - bo w sumie nie uważam, żeby naprawdę wszystko co robimy było tak dużo gorsze do produkcji zachodnich. Wiadomo, budżet robi swoje, ale jeszcze większe znaczenie ma scenariusz, aktorstwo, reżyseria. No i producenci, którzy znają się na swojej pracy, mogą bardzo pomóc w podniesieniu jakości. W przypadku "Ukrytej gry" na pewno mieli oni znaczny wpływ na całość i do promocji, do castingu, do przemyślanej koncepcji produkcji, raczej nie mam zamiaru się czepiać. Gdyby jeszcze tylko debiutujący w długim metrażu Łukasz Kośmicki potrafił w tej historii nie zagubić tego co najważniejsze byłoby idealnie. A co w niej moim zdaniem było najważniejsze?
piątek, 5 czerwca 2020
Stulecie kryminału, czyli na taki cel warto!
Kryminały mają dobrą passę, rynek się rozwija, gatunek też, coraz więcej ciekawych debiutów i choć czasem w tej masie tytułów trudno wyłowić to co najciekawsze, to ja nie zamierzam marudzić. Z radością przyjmuję też fakt iż popularność kryminałów dostrzegana też jest w urzędniczych gremiach - sto razy bardziej podoba mi się pomysł wydania kasy na konkurs literacki, niż rauty, jubileusze czy pływanie jachtem po świecie (do dziś świetnie wspominam pomysł na cykl SF Narodowego Centrum Kultury). Wartość dodana konkursu gdzie startują też debiutanci, to fakt, że może pojawić się jakiś nowy talent! Biuro Programu Niepodległa otrzymało chyba ponad 300 prac, z czego wybrano najciekawsze i oto przed nami zbiór będący podsumowaniem projektu. O tyle ciekawym, że oprócz nagrodzonych prac, swoje dołączyli również jurorzy. 100 lat mija nie tylko od uzyskania przez Polskę niepodległości, ale w roku 2019 świętowaliśmy również 100 rocznicę powołania na naszych ziemiach Policji - w sumie to takie narodziny kryminalistyki. Choć mieliśmy trochę ludzi, którzy służyli w służbach zaborców, ale teraz trzeba było zbudować nie tylko nowe kadry, ale i scalić wszystko mimo niesnasek terytorialnych i historycznych. Trochę pisał o tym np. Ćwirlej, również inni. Trochę takich ciekawostek pojawia się również w tym tomie - pierwsze kobiety w Policji, uczenie się nowych technik (np. daktyloskopii).
I jeszcze ważna informacja - dochód ze sprzedaży książki idzie na rzecz Fundacji Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach. To co, przekonałem? Nie? To jeszcze parę zdań.
I jeszcze ważna informacja - dochód ze sprzedaży książki idzie na rzecz Fundacji Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach. To co, przekonałem? Nie? To jeszcze parę zdań.
czwartek, 4 czerwca 2020
Dlaczego nikt nie widzi, że umieram - Renata Kim, czyli historie ofiar przemocy psychicznej
Podtytuł mówi bardzo wiele o tym z czym mamy do czynienia. Zebrane historie, jedne podane w całości, inne podzielone na fragmenty i przeplatane z innymi na zasadzie podobieństwa, a do tego jakieś niewielkie fragmenty podsumowania, czyli komentarza ze strony specjalistów, którzy takie historie słyszą często.
Niełatwa to lektura i to z dwóch powodów. Po pierwsze ciężar bólu, który się wylewa z tych opowieści jest trudny do przyjęcia w takiej dawce. Po drugie niestety wiele schematów w tych historiach się powtarza - cykl przemocy, dochodzenie do siebie po rozstaniu ze sprawcą, tęsknota i brak zrozumienia ze strony otoczenia. Tak to już jest, że przemoc kojarzy nam się z przemocą fizyczną, a co z przemocą psychiczną, która śladów nie zostawia?
Niełatwa to lektura i to z dwóch powodów. Po pierwsze ciężar bólu, który się wylewa z tych opowieści jest trudny do przyjęcia w takiej dawce. Po drugie niestety wiele schematów w tych historiach się powtarza - cykl przemocy, dochodzenie do siebie po rozstaniu ze sprawcą, tęsknota i brak zrozumienia ze strony otoczenia. Tak to już jest, że przemoc kojarzy nam się z przemocą fizyczną, a co z przemocą psychiczną, która śladów nie zostawia?
środa, 3 czerwca 2020
Człowiek człowiekowi, czyli czteropak: Klasa pracująca, Potwory, Zła edukacja, Człowiek jutra
Jutro w planach dłuższa trasa rowerowa, ale może i na notkę czasu starczy. Będzie książka, tylko dziś jeszcze nie powiem Wam jaka - w szkicach mam aż trzy rzeczy, a dziś kolejny tytuł chyba skończę.Ale na razie filmowo.
Najpierw kilka mnie znanych tytułów, a potem coś nowszego z HBO. Klasa pracująca - moim zdaniem całkiem ciekawy pomysł, ale nie do końca wykorzystany. Oto facet, który całkowicie poświęca się swojej pracy - non stop pod telefonem, podejmuje niełatwe decyzje, skupiony na celu, by firma zarabiała jak najwięcej, a dzięki temu jemu sypią się premie. Rodzina? Cóż. Musi im wystarczyć jego kasa, bo czasu dla nich nie ma.
Gdy jednak popełnia błąd, zamiast go chronić, firma się go pozbywa. A nowe stanowisko niełatwo zdobyć. Facet ma swój wiek, doświadczenie, ale na rynku zastój, a fama już poszła.
wtorek, 2 czerwca 2020
Teściowe muszą zniknąć - Alek Rogoziński, czyli groźne bo nieprzewidywalne
Filmy odkładam na jutro, do szykowanego trzypaku dorzucę jeszcze czwarty, w miarę świeży tytuł. Tym razem... niech będzie, że to kino społeczne.A ponieważ ostatnie kilka godzin spędziłem robiąc fotki i porządkując kolekcję autografów i różnych wspomnień, postanowiłem napisać o najnowszej książce Alka Rogozińskiego (jest do słuchania w Empik Go).
Ten facet to pewnego rodzaju fenomen. Może nie pisze tak szybko jak Remigiusz Mróz, ale ma już chyba prawie równie oddaną i liczną rzeszę fanów (z naciskiem na płeć piękną), wypuszcza swoje komedie kryminalne na tyle często, by nie dać o sobie zapomnieć no i jest jeszcze coś, co chyba stanowi podstawę jego fenomenu (przynajmniej ja się na to łapię).
Jego cudowne poczucie humoru, autoironia, luz, objawia się nie tylko na spotkaniach w cztery oczy, ale i w tym jak komunikuje się on choćby na swoim FB z czytelnikami. Powiem szczerze - te jego miniaturowe humoreski są czasem nawet lepsze od książek (nie bijcie tylko). Popatrzcie kiedyś sami i zrozumiecie o co mi chodzi. I za to go polubiłem. Choć parę razy odłożyłem książkę raczej z rozczarowaniem, że spodziewałem się więcej, lepiej, śmieszniej, to i tak, właśnie ze względu na sympatię do autora, kupuję kolejne tytuły. Późno zacząłem, ale nadrabiam (mam jeszcze dwie kolejne na stosie). A co powiem o najnowszej?poniedziałek, 1 czerwca 2020
Bigbitowy dzień dziecka, czyli szalone dżwięki ze smutnych czasów
Dziś krótka notka muzyczna. I w sumie trochę nawiązująca do dzisiejszego dnia - w końcu dziecko w sobie nosi po troszku każdy z nas. A więc ci którzy pamiętają bigbit niech przygotują się na wspomnienia, a wszyscy młodsi, w tym dzieci niech nie patrzą na rodziców i dziadków jak na dinozaury, tylko niech spróbują docenić rytm, proste teksty i fakt, iż mimo że tak niewiele było powodów do radości w tamtych czasach (z perspektywy) to jest w tej muzyce kupa radości. Bo też ludzie chcieli się wtedy bawić, chcieli kochać, chcieli żyć.
Płyta o której dziś to zarejestrowany koncert z ubiegłego roku, próba połączenia kilku pokoleń w ramach finału 22 Biennale Sztuki dla Dziecka w Poznaniu. Na scenie głównie młodzi muzycy, ale repertuar można by rzec: ponadczasowy. Przecież wiele z tych kawałków pamiętanych jest do dziś, a czasem przerabiane są i wykorzystywane we współczesnych brzmieniach.
Płyta o której dziś to zarejestrowany koncert z ubiegłego roku, próba połączenia kilku pokoleń w ramach finału 22 Biennale Sztuki dla Dziecka w Poznaniu. Na scenie głównie młodzi muzycy, ale repertuar można by rzec: ponadczasowy. Przecież wiele z tych kawałków pamiętanych jest do dziś, a czasem przerabiane są i wykorzystywane we współczesnych brzmieniach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






