Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gangsterski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gangsterski. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 grudnia 2025

Druga Furioza, czyli mocniej i jeszcze więcej Juliusza Cezara

Gdy pisałem o Furiozie (tu kliknij) zatytułowałem notkę Juliusz Cezar dla kiboli. No to w części drugiej będziecie mieli jeszcze więcej tych klimatów, czyli są ustawki, przemoc, narkotyki, jest zbrodnia i są wyrzuty sumienia, duchy które nie dają spokoju. No Juliusz Cezar jak nic. Czyli władza, pieniądze, zazdrość... No i dołożono do tego miłość, która przez chwilę wydaje się mieć szansę na wyrwanie bohatera z tego dziwnego kręgu zatracenia w jaki wszedł. Jeszcze bardziej zaryzykować, jeszcze większą zgarnąć pulę, jeszcze mocniej... Byle zagłuszyć te wszystkie głosy w głowie, że może wcale nie o to chodzi, że może nie było warto. No bo jak to - zabić najlepszego przyjaciela? 

Wracamy do niektórych scen z części 1, by jeszcze raz spojrzeć na to jak do tego miejsca w którym jest Golden doszedł. Pewnie trudno by zrozumieć jego wszystkie motywacje bez tego. A potem historia rozpędza się coraz bardziej... choć przecież jej koniec znamy. 

wtorek, 7 stycznia 2025

Emilia Perez, czyli uwierz że zmiana jest możliwa

Właśnie przyznane Złote Globy dla tego filmu, więc warto kilka słów o nim napisać. Jacques Audiard zaskoczył wszystkich tym, że jak na swój wiek zrobił film pełen energii, zaskakujący, którego pewnie byśmy spodziewali się po jakimś młodym, bezczelnym twórcy, a nie kimś kto ma już spory dorobek na swoim koncie. Nie dość że dość pokręcona historia, to jeszcze opowiedziana tak, że szczękę zbiera się chwilami z podłogi. Ale jak to? Zrobić film o bossie kartelu narkotykowego, o morderstwach, narkotykach w formie musicalu? Chwilami z premedytacją przerysowanego, kpiącego z widza, ale mimo wszystko porywającego niesamowitą witalną siłą. 


Punktem wyjścia jest prośba do prawniczki, która wciąż jest na początku swojej samodzielnej kariery, by pomogła w spełnieniu pewnego marzenia. Otóż gość, przed którym drży tyle tysięcy ludzi, a setki na jego skinienie są gotowi zabijać, w głębi serca czuje się... kobietą. Chce odciąć się od tego co było dotąd i zacząć nowe życie. Tylko czy będzie potrafił to on sam, czy pozwoli mu na to przeszłość.

czwartek, 5 grudnia 2024

Krew z krwi, czyli grunt to rodzina

No to jeszcze jedna notka kryminalna. Tym razem zaległy serial obejrzany dzięki rekomendacji M. Drugi sezon zdecydowanie słabszy, ale pierwszy całkiem fajny. No i Agata Kulesza po raz kolejny pokazuje że całkiem nieźle odnajduje się w takich rolach - matek, które zdeterminowane zrobią wszystko by je chronić.

To historia o więzach krwi oraz o tym jak czasem może to ciążyć. Jeżeli od lat twój stary zajmował się brudnymi interesami, a potem wciągnął w to samo twojego męża, brata, przyjaciela. I dopóki wszystko się kręciło, każdy na to przymykał oczy - lepiej nie wiedzieć skąd są pieniądze, grunt że wszyscy nas szanują i żyjemy jak pączki w maśle. 

Ale gdy zaczyna się wokół interesów robić mniej przyjemnie, pojawia się konkurencja, policja, Carmen Rota-Majewska czuje że chętnie by się od tego odcięła. Tylko że się nie da.

czwartek, 15 lutego 2024

Omerta - Mario Puzo, czyli nie da się odejść na emeryturę lub zrezygnować

Kryminały i thrillery zacznę chyba grupować po dwa lub trzy, bo trochę się tego uzbierało, ale póki co tytuł, który nie bardzo jest z czym powiązać. Mario Puzo jest niepowtarzalny. Autor Ojca Chrzestnego uznawany jest za speca powieści o włoskiej mafii, ale nie w sensacyjnym stylu, jak to czasami teraz się robi, ale on skupia się na pokazaniu mechanizmów, intryg, rozgrywek wewnętrznych i metod na uciszanie wrogów zewnętrznych. Jedni to kochają, innych to nudzi.
Omerta, czyli zmowa milczenia, której złamanie oznaczało śmierć i utratę honoru, była jednym z fundamentów potęgi tej organizacji przez lata. Przysięga zmuszała do wierności, do posłuszeństwa, do eliminowania przeciwników. Co jednak jeżeli jakieś wydarzenie było na tyle bolesne, że zemsta stawała się ważniejsza niż nawet przysięgi? Trochę o tym jest ta powieść, z rozbudowaną intrygą, w której wciąż nad bohaterami wisi jakieś niebezpieczeństwo.

piątek, 18 lutego 2022

Furioza, czyli Juliusz Cezar w wersji dla kiboli

Co prawda nie przepadam za tym, by film kinowy potem szatkować na odcinki i robić z tego mini serial, ale Furiozę obejrzałem z ciekawością. Można się trochę smucić, że oto próbuje się dorabiać do zwykłego huligaństwa środowisk kibicowskich jakąś aurę niesamowitego braterstwa, wartości, których siły zwykli frajerzy nie są w stanie zrozumieć, honoru, ale trudno odmówić temu obrazowi tego, że testosteron aż się z niego wylewa. I ogląda się to naprawdę dobrze.
Dla samej roli Damięckiego warto to zobaczyć. Cholera, jak on tu zagrał.

czwartek, 22 kwietnia 2021

Zero Zero Zero, czyli wojna i jej konsekwencje

Ależ to jest dobre! Nic dziwnego jednak - Roberto Saviano nie po raz pierwszy dostarczył filmowcom tak pełnokrwisty materiał, że trudno było im to schrzanić. Po serialu Gomorra powracamy do świata narkotyków i tych, którzy na nich zarabiają, tym razem jednak to spojrzenie jeszcze szersze, bo wojna o władze i pieniądze odbywa się przecież nie tylko we Włoszech.
Mamy więc równolegle plany: Kalabria, Kolumbia i Meksyk oraz Stany, czy też raczej podróż jednego konkretnego transportu, który śledzimy wraz z jego pośrednikiem. I zgodnie z efektem skrzydeł motyla, tak i tu, pewne decyzje podjęte w jednym miejscu, konsekwencje będą miały dla wszystkich. Nikt kto rozpoczyna wojnę o tym raczej nie myśli, wydaje mu się, że to po prostu kwestia determinacji, sojuszy i pieniędzy. Cena jaką przyjdzie jednak zapłacić będzie rosła z każdym dniem. I będzie rosło napięcie. Jednym zależy na tym, by transport dotarł bez problemu, inny za wszelką cenę chcą go zatrzymać, by osłabić przeciwnika...

czwartek, 28 stycznia 2021

Zły człowiek - Adrian Bednarek, czyli masz wszystko, a mimo to wciąż oglądasz się z obawą

"Obsesją" i "Inspiracją" Adrian Bednarek trochę mną wstrząsnął, poluję jeszcze na trzeci tom, ale póki co miałem okazję przeczytać kolejną jego powieść. I wiecie co? Naprawdę gość ma talent do kreowania obrzydliwych historii. Nie wiem czy tylko na papierze, ale jak ma taką wyobraźnię, to aż bym się trochę obawiał w rzeczywistości. Skoro pisze o ludziach, którzy nie mają granic moralnych, żadnych zahamowań, to może w skrytości marzy o tym by... Przesadzam? Może, ale chyba niewiele czytałem równie okropnych opisów, w sensie takim, że o zbrodniach można opowiadać tak chłodno, jakby to było smażenie placków. Obcinanie członków piłą, zabicie dziecka, znęcanie się nad kim niewinnym, by wydobyć jakąś informację - to dla postaci z tej książki małe piwo. A przecież byli po prostu grupką młodych ludzi, którzy nie mieli pomysłu na to skąd zdobyć kasę... Od pierwszych, jeszcze nieporadnych pomysłów, przez przełamanie pewnych granic aż po czas gdy cała szóstka stała się legendą przed którą drżeli wszyscy w okolicy. Oto historia tzw. Grupy Pokoju, z Częstochowy, czyli spowiedź mafiosa.

wtorek, 5 stycznia 2021

Król, czyli czy można zachwycać się czymś tak brutalnym

Pora na zaległości serialowe z roku ubiegłego. Gdybym zdążył z notką w grudniu, w podsumowaniach na pewno o "Królu" bym napisał, czy zrobię to za rok, tego nie wiem.
Na razie wciąż jestem pod wrażeniem. Świetnie wykorzystano materiał literacki i zadbano o detale, o klimat (muzyka, kostiumy). No i jakie świetne role aktorskie!
Serial - palce lizać. No chyba, że kogoś brzydzą wszelkiego rodzaju wulgaryzmy, przemoc i dosłowność w pokazywaniu pewnych rzeczy. Wtedy "Króla" raczej powinien unikać.
Przy okazji mogę przypomnieć to co M. napisała o książce (sam nie wiem czemu ja tego nie zrobiłem, a teraz pewnie będę musiał sobie ją powtórzyć - ale w sumie to dobry pomysł, bo chcę sięgnąć też po "Królestwo") i co oboje napisaliśmy o spektaklu z Teatru Polskiego

niedziela, 6 września 2020

Nieśmiertelny, czyli dokrętka do Gomorry

Tak lubiany przeze mnie serial Gomorra skończył się dramatycznie, nie spodziewałem się ciągu dalszego, ale chyba twórcy szykują niespodziankę. I oto uchylają rąbka tajemnicy, by otworzyć okienko do sezonu 5. Ciro Di Marzio powraca!
Jego przydomek "nieśmiertelny" sprawdza się po raz kolejny. Tyle, że w nim samym już jakby wcale nie ma życia. Skoro tyle utracił, nie ma celu, to i nie dla niego nie jest istotne, żyje by wykonywać zadania od ludzi, którzy go uratowali, żyje by chronić tych, którzy mu ufają, ale na tym koniec. Samotnik, odludek, mruk. Choć nadal zdolny do podejmowania decyzji, na które inni by się nie zdobyli.

wtorek, 28 lipca 2020

Napad i co dalej, czyli Król złodziei i Wściekłe psy

Miało być o Kubricku, ale może przełożę na jutro, a dziś coś na szybko i wracam do lektury. Wreszcie doczekałem się światłowodu, więc może skończą się problemy z netem, szkoda tylko, że akurat teraz mam taki czas, że albo chęci albo czasu na korzystanie z tego kompletnie nie ma. Przyda się na zimę. Wtedy będzie szaleństwo serialowo-filmowe. A póki co wygrzebuję z archiwum tytuł, który czekał na notkę chyba ponad rok i dokładam do niego świeżynkę.
Z tym, że niestety okazuje się, że nowe rzeczy nie dają takiej frajdy jak klasyka - przygrywają i aktorstwem i scenariuszem i dialogami... No pod każdym względem.
Lubię Michaela Caine'a i chyba tylko dla niego wytrzymałem do końca, licząc, że może choć na zakończenie zafunduje nam się jakąś niespodziankę. Zabrakło pomysłu, zabrakło ikry.
I choć sam napad i ich przekomarzanki podczas skoku na sejf z precjozami jubilerów z całej ulicy ogląda się fajnie, to potem wszystko rozłazi się w szwach.

niedziela, 7 czerwca 2020

Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa, czyli nie tylko Vega

To jeszcze jedna produkcja jako uzupełnienie do wczorajszej notki. I powiem Wam, że pełnokrwista. W kinie jakoś sobie odpuściłem, bo jakoś nie przepadam za klimatami mafijnymi w polskim wydaniu w stylu Masy - wolę Pasikowskiego niż Vegę, który zjada własny ogon. A tu okazuje się, że Maciej Kawulski potrafił mnie zaskoczyć. Opowiedział historię, w której jest może i jest trochę przerysowań, uproszczeń, ale ona daje sporo frajdy, bo są w niej ciekawe postacie, jest humor i jest krew. W uproszczeniu można powiedzieć: to opowieść gangusa (a twórcy twierdzą, że większość wydarzeń miała miejsce naprawdę), który może i nie zrobił kariery takiej jak bossowie z Pruszkowa, ale równolegle z nimi zbijał majątek i robił "karierę". Jego komentarze do tego co widzimy na ekranie, to nie tylko życiorys, ale i jakaś ocena tamtej rzeczywistości, pokazania, że w tamtych czasach tak właśnie dochodziło się do majątku. Bohater uwielbiał adrenalinę, nie miał oporów, by łamać prawo (byle nie krzywdzić kobiet i dzieci), a nie miał specjalnie innych perspektyw.

sobota, 16 maja 2020

Ślepnąc od świateł, czyli zatopić to miasto

Jutro może kolejny thriller kryminalny (chyba muszę robić dłuższe przerwy i jakiś detoks pomiędzy, żeby mieć większą frajdę, ale Chmielarz mnie zachwycił), a dziś - z dużym opóźnieniem - o "Ślepnąc od świateł". Rany! jakie to jest dobre! Gęste, psychodeliczne, bolesne...
Co z tego, że bluzgi, że niby nie ma takiej Warszawy (nie ma? czy po prostu ją mijamy, niewiele wiedząc jak różne ma oblicza), że brutalność. To wszystko co może być odbierane jako wada, jest też siłą tego serialu, stanowi o jego oryginalności. Opowieść o dilerze, zimnym, wydawałoby się bez empatii, a jednak ludzkim gdy już pęknie bańka jego sterylnej doskonałości i bezpieczeństwa, wciąga bardziej niż niejeden kryminał czy film gangsterski. Choć bohater pracuje dla ludzi bez sumienia, sprzedaje narkotyki nie przejmując się tym co one ludziom robią, sam jest po prostu człowiekiem głęboko samotnym, z rzadka wychodzącym ze swojej skorupy i pokazującym swoje prawdziwe oblicze. Cyniczny, dbający tylko o siebie, uciekający przed deklaracjami bliskości, czy przyjaźni, Kuba nie jest przecież bez serca. Nie robi tego dla władzy, kariery, nawet dla pieniędzy, choć lubi luksus, w odróżnieniu od swojego otoczenia wcale nie chce więcej i więcej, doszedł chyba do jakiejś granicy i szuka możliwości zmiany. Wytrzymać jeszcze kilka dni i wyjedzie na wymarzone wakacje do Ameryki Południowej...

sobota, 22 lutego 2020

Dżentelmeni, czyli nie próbuj ze mną pogrywać

Proszę Państwa Guy Ritchie powraca! Wszystkim, którzy pokochali Przekręt, Porachunki i kolejne jego zwariowane (ale słabsze) produkcje, mam do przekazania dobre wieści. Powraca nie tylko do kina gangsterskiego, ale i powraca w formie!
Oczywiście poza jego scenariuszem, pokręconą konstrukcją opowiadanej historii, cudownie pomyślanymi postaciami, dużą robotę robią tu kreacje aktorskie, ale w końcu to też robota reżysera, żeby ich ściągnąć na plan i przekonać, by zagrali coś troszkę innego niż zwykle.
Ależ to przyjemność oglądanie tych wydawałoby się eleganckich facetów (i jednej babki), którzy obracają się w najwyższych kręgach, ale spróbuj nadepnąć im na odcisk, a własnoręcznie odetną ci jaja. Angielski sznyt, ale ponieważ większość z nich wcale nie urodziła się w klasie wyższej, to i czasem chlapnie im się trochę dosadniejsze zdanie. Cała zabawa u Ritchiego polega właśnie na takich schematach: ci z tytułami to zwykle nieudacznicy i nieroby, ale za pieniądze, by utrzymać swoje tytuły i włości, zrobią wszystko, dlatego tak bratają się z gangsterami, o ile ci założą garnitur szyty na miarę i potrafią zachować się przy stole. Balansujemy między dwoma światami, bo aspirując do tego wyższego wcale nie jest prosto wyzbyć się wszystkiego z przeszłości. Nawet jeżeli próbujemy wyczyścić sobie interesy i pozbyć się tego co by mogło zainteresować w przyszłości policję lub władze.

piątek, 8 marca 2019

Kobiety mafii 2, czyli młotkiem, wiertarką, piłą, wyrzutnią...


I znowu mam zaległości kinowe. Ale co tam. Trochę więcej czytam, sporo oglądam w tv. Drugi sezon Mr. Mercedes trochę przekombinowany, ale lubię tego bohatera, z przyjemnością wchodzę w 5 sezon Luthera, a i Detektyw wciąga. Ten ostatni sprawia, że o raz pierwszy mam ochotę recenzować kolejne sezony w osobnych notkach, czego nigdy przecież nie robiłem. Ale może kiedyś... Skoro recenzuję sequele i prequele... Jak choćby ten dzisiejszy. Vega bezczelnie wykorzystuje popularności i robi filmy trochę na jedno kopyto, traktując je trochę niczym serial - część postaci zostaje ta sama, jakieś wątki się kontynuuje, ma się dziać tyle, żeby widz się nie nudził i dajemy obietnicę, że lada chwila będzie ciąg dalszy... Jeszcze ostrzejszy, jeszcze szybszy...
Skoro panie mają głos, to róbmy filmy o paniach. Ale tak po męsku, czyli niech klną, pieprzą się i robią interesy dokładnie tak jak faceci. to nawet ciekawiej wypadnie na ekranie, bo facet z kałachem na nikim już wrażenia nie robi, ale jak niebrzydka babka? Równie bezwzględna i robiąca demolkę niczym największy bandzior?

sobota, 11 sierpnia 2018

Sicario 2: Soldado, czyli macie wolną rękę

Ależ to jest mocne! I nie szkodzi, że bardziej płaskie, mniej prawdopodobne, gdy porównujemy to ze świetnym filmem Vileeneuve'a. Została dwójka bohaterów, ale mamy zupełnie inną historię, reżyser dostał zdaje się, że wolną rękę, więc nie ma co się spodziewać wiernej kopii. Tak jakby ktoś na tych samych dekoracjach i rekwizytami (spluwy, opancerzone wozy, śmigłowce itp.), grał trochę inną sztukę. Nie ma jednak co marudzić: to nadal twarde, brutalne kino, które może się podobać. A za pokazanie tego jak Amerykanie rządzą się nawet nie u siebie, jak robią rozpierduchę, nie przejmując się konsekwencjami (najwyżej się posprząta), duże brawa. Nawet jeżeli połączenie logiczne: ataki terrorystyczne Jemeńczyków z pieniędzmi karteli narkotykowych i gangami z Meksyku, wyda się dość naciągane.

wtorek, 7 sierpnia 2018

Prawo Bronxu, czyli naucz się wybierać


Dziś w planach Mamma Mia, jutro kolejne trzy filmy, na dniach więc trochę nowości i kolejny książkowy kryminał. Ale póki co jeszcze jedne staroć. Jeżeli chodzi o kino gangsterskie to chyba najbardziej genialne klimaty udało się uchwycić Scorsese, portretując włoską mafię działającą w Stanach. Myślimy od razu: Robert De Niro i on też właśnie pojawia się w Prawie Bronxu, choć paradoksalnie nie w roli mafiosa. Sam stając za kamerą, wybrał dla siebie rolę kogoś, kto próbuje mafii się przeciwstawić. 

czwartek, 10 maja 2018

Pusher, czyli niech się schowa Tarantino

Nicolas Winding Refn zanim triumfalnie podbił serca krytyków i widzów "Drive" i "Tylko Bóg wybacza", nakręcił trylogię, która dużo mówi o jego spojrzeniu na świat i stylu opowiadania historii. W tytule notki zestawiłem tego duńskiego reżysera z Tarantino i choć może wydawać się to może trochę na wyrost, obu charakteryzuje podobna bezczelność i umiejętność szokowania widza przemocą. Obaj podają ją jednak w trochę inny sposób - oglądając Pushera raczej nie masz poczucia, że coś tu jest "dla jaj", chwilami czujesz się tak, jakbyś oglądał naturszczyków naprawdę rozwalających szczęki konkurencji i krojących piłą tych, którzy im podpadli. Zaglądamy do świata drobnych i grubszych przestępców, bez tworzenia jakichś specjalnych kreacji postaci (bo ma być zabawnie/strasznie/ciekawie), a grający aktorzy wchodzą w to całymi sobą. Kto zobaczy raz Mikkelsena, ten na pewno tej roli nie zapomni. Brutalność, brak zasad i hamulców, alkohol, narkotyki, język i działania pełne przemocy - oto sedno całej trylogii.

czwartek, 5 kwietnia 2018

Pitbull. Ostatni pies, czyli Vegi nie brakuje

W kinach znowu szykuje nam się wysyp kina lżejszego, rozrywkowego, więc nie dziwcie się, że i Notatnik od czasu do czasu zerknie na to co tam ciekawego można zobaczyć. Na początek Pitbull, a wieczorem może przedpremierowo Tomb Raider? Dzięki kinu Atlantic często można zobaczyć filmy sporo przed premierą.
Pitbulla co prawda widziałem już kilka tygodni temu, ale można go jeszcze upolować na ekranach, więc jakby co... Jeżeli tylko lubicie kino sensacyjne, widzieliście poprzednie filmy reżyserowane przez Patryka Vegę, nowa odsłona w wykonaniu Pasikowskiego myślę, że będzie Wam się podobać. To trochę powrót do początków tego tytułu, czyli bardziej liczyć się spójna fabuła, scenariusz nie jest tak przeładowany wątkami i scenami, które nie grają żadnej istotnej roli, miały na celu jedynie szokowanie, czy rozbawienie widza. Vega poszedł w tym kierunku, teraz znalazł sobie nowy temat (Kobiety mafii), a Pitbulla przejął spec od męskiego, mocnego kina. I wyszło całkiem sprawnie.

środa, 28 marca 2018

Pakt z diabłem, czyli spodziewałem się więcej

Ten film to dowód na to, że nie wystarczy dobry pomysł, znany aktor, który da twarz głównemu bohaterowi, trzeba jeszcze tą historię umieć opowiedzieć. Johny Depp nie wystarczył tym razem do sukcesu, choć jego rola jak zwykle przykuwa uwagę.  
James "Whitey" Bulger zasługiwał na dobry film, w końcu to jeden z najsłynniejszych amerykańskich gangsterów, brutalny i bezkarny, bo kryty przez FBI, któremu wystawiał swoich wrogów. Nie traktował tego jako zdradę, ale po prostu interesy, zwłaszcza że do tego układu wciągnął go jego dawny przyjaciel z podwórka. W środowisku imigrantów wiadomo, że wszyscy trzymają się razem - tak było przez długie dekady i dzięki temu różne grupy przestępcze mogły sobie spokojnie funkcjonować w swoich dzielnicach, bo byli traktowani przez społeczność jako swoi, jako opiekunowie. Jak się okazuje, mając kumpla w FBI, można przez lata mordować, handlować prochami i robić różne przekręty, byle jakaś niewielka działka skapnęła również dla niego. Irlandczycy podobnie jak Włosi trzymają się razem.

środa, 22 lutego 2017

Bandzior może dać się lubić, czyli Aż do piekła, Legenda, Zabić, jak to łatwo powiedzieć

Dziś aż trzy filmy, ale po prostu muszę odgruzować zaległości, bo wciąż przybywa nowych rzeczy. Mimo wszystko może nawet do takich zbiorczych notek ktoś zajrzy (zdecydowanie o każdym tytule napiszę mniej niż zwykle).
Jutro coś czeskiego. Na dniach jeszcze spora dawka filmów oscarowych, może przy okazji zabawię się w typowanie. Pojawią się też horrory. Z nowości kinowych na pewno Pokot i Skłodowska-Curie. Z książek? Ano sami widzicie co czytam. Skaczę od reportażu, historii, aż po leciutką i zabawną Rudnicką. W kolejce biografia Grzesiuka.

Ale przejdźmy do filmów. Wszystkie łączy pokazanie ludzi łamiących prawo w trochę innych sposób.

Aż do piekła. Bardzo chwalony, nawet nominowany do Oscara. Czy aż tak dobry?