Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film; dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film; dramat. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 stycznia 2024

Mężczyzna imieniem Otto, czyli czym wypełnić za duże serce

Jak niedziela to kino poniekąd familijne. Poniekąd, bo jednak chyba dla starszych. Feel good moovie, ale z motywami, które pewnie trzeba by z młodszymi obgadać (samobójstwo). No i to co ważne: to remake filmu, który już parę lat temu krążył po kinach (pisałem o nim tak) - Amerykanie jak zwykle muszą wszystko opowiedzieć po swojemu, co wcale nie znaczy że lepiej.
Na pewno każdy kto lubi Toma Hanksa, będzie miał frajdę, porównując jednak oba filmy dostrzega się to, że pazur trochę został stępiony (niechęć wobec imigrantów), a pozostała dość miałka obyczajowa opowieść. Czasem i takie fajnie jest obejrzeć, nie pozostanie w głowie jednak pewnie na dłużej. Ot sympatyczne kino...

Tym razem mam wrażenie, że Hanksa zresztą przyćmiła Mariana Trevino w roli gadatliwej i wrażliwej Marisol, nowej sąsiadki bohatera. Reszta postaci bardziej w tle, niektóre zresztą dość przerysowane, generalnie jednak zachowano to co było ważne w oryginalnej wersji. Oto niewielkie osiedle, w którym od lat mieszka Otto Anderson. Sam sobie nadał rolę strażnika porządku, wszystkich poucza, wyzywa od idiotów i większość mieszkańców jest na niego obrażona, choć już do niego się przyzwyczaili. Czy był taki od zawsze? Jeszcze parę miesięcy temu jego kanciastą osobowość mocno wygładzała żona, ale odkąd zmarła, zamknął się w sobie, a po przejściu na emeryturę nie widzi już żadnego sensu w dalszym życiu.

wtorek, 7 lutego 2023

Rimini, czyli co z tą Europą (albo król jest nagi!)

Urlich Seidl od dawna jest dość bezkompromisowy w swoich filmach. I nie ma co się cieszyć, że pokazuje w nich głównie swoich rodaków, bo tam jak w lustrze odbija się wiele problemów dzisiejszej Europy, a przynajmniej tej bogatszej jej części. Nie ma co ukrywać, że wbrew naszemu narzekaniu, choćby dla naszych sąsiadów ze wschodu, również należymy do tych, którzy żyją już na tym wyższym poziomie materialnym, przynajmniej porównując nas do średniej światowej. A co za tym idzie, przy rosnącej konsumpcji, wcale nie roście poziom satysfakcji z życia, wręcz odwrotnie, z każdym pokoleniem często rośnie apetyt na więcej i więcej, przy pragnieniu jak najmniejszego wysiłku. Więzi stają się coraz słabsze, każdy chce przede wszystkim korzystać z życia, a nie myśleć o obowiązkach, np. opiekowania się rodzicami, czy wychowania dzieci.
Takie między innymi refleksje przychodzą do głowy przy oglądaniu Rimini. Głównym bohaterem jest Richi Bravo, niegdyś popularny artysta, a dziś raczej odcinający od tej sławy kupony dość żałosny cień dawnej gwiazdy, zarabiający więcej nie tyle na śpiewaniu dla emerytów, co czarowaniu co bogatszych pań. Żigolak potrafi nieźle kombinować, by utrzymać dotychczasowy poziom życia, cała tak jego misterna konstrukcja szybko może jednak runąć.

sobota, 15 października 2022

Oskar i Pani Róża, czyli z nikim innym nie chce gadać

Pewnie gdyby nie wcześniejsza lektura powieści Erica Emmanuela Schmitta (pisałem o niej tu) i zachwyty czytelników, porównujących ją do Małego Księcia, pewnie ten film bym sobie odpuścił. Nie przepadam za kinem familijnym, bo rzadko ono robione jest na dobrym poziomie, zbaczając albo ku żenującemu humorowi lub znowu ku klimatom bardziej dla dorosłych niż ich dzieci. Z Oskarem jestem jednak trochę inaczej, bo nie jest to banalna bajeczka, ale rzecz, która ma pomóc w rozmawianiu o sprawach najtrudniejszych. Po pierwsze: temat stanowi taki kaliber, że trudno tu dowcipkować (choć trochę tego jest i tu i w książce), po drugie: powieść i film chwilami wkraczają w poetykę dziecięcej fantazji, ale to nadaje im ciekawego rysu, nie wpychają bynajmniej w banał. Gdy ma się 10 lat przecież często się fantazjuje. A mimo tego, że Oskar musi szybko dojrzeć, to nadal jest przecież zwykłym chłopcem.
Jak to jest mieć 10 lat i dowiedzieć się, że zostało ci kilka tygodni życia?

środa, 24 sierpnia 2022

Cudak, czyli kto ratuje jedno życie...

TVP pod rządami PiS mocny nacisk kładzie na produkcje, które pokazują jedyną słuszną wizję historii, w tym taką, gdzie Polacy występują jedynie jako ratujący Żydów w trakcie II wojny światowej. Ma to być przeciwwaga dla narracji obecnej w produkcjach "niepolskich" lub "antypolskich", gdzie raczej ten wątek jest mniej obecny, a Polacy są pokazani jako ci którzy donosili, byli obojętni lub nawet mordowali. Trudno jest utrzymać jakąś równowagę w opowiadaniu o historii, bo przecież było i tak, i tak, a wszelkie manipulacje wypadają dość sztucznie. Nie mówię, że to źle, żeby przypominać o tych, którzy otrzymali tytuł Sprawiedliwego wśród narodów (a przecież Polaków wśród nich najwięcej), ale czemu te wszystkie produkcje są robione trochę na jedno kopyto, bez cieniowania, jakieś takie dość toporne. Nawet łez wzruszenia, czy emocji niespecjalnie twórcy potrafią wywołać, bo scenariusz jest prowadzony pod linijkę i nawet porównując różne filmy (choćby Braci, o których niedawno pisałem), można doszukać się sporo klisz, co jeszcze bardziej drażni i sprawia, że mało się w to angażujemy.

wtorek, 9 sierpnia 2022

Różniaste, czyli Wolność i Kosmos

Za chwilę znowu znikam na kilka dni, więc trzeba nadrabiać notki na bloga, wrzucam więc kilka tytułów filmowych, które wpadły w oko ostatnimi czasy.
Wolność - film belgijski, choć w klimacie raczej iberoamerykański, pełen lata, dusznej atmosfery i zupełnie innych problemów niż nasze europejskie, wydumane sprawy. A może i nie? W końcu rodzinne problemy zdarzają się wszędzie, a bunt młodych ludzi przeciw rodzicom, poszukiwanie wolności i akceptacji też jest naturalny i podobny na całym świecie. Tu w wakacyjnej atmosferze niby niewiele się dzieje, ale właśnie te relacje, konflikty i napięcia domowe i tak tworzą ciekawą plątaninę.
To ostatnie wakacje, które rodzina Vidalów spędzi z babcią Angelą, chorą na Alzheimera. I po raz pierwszy Nora czuje się nie na miejscu: wyrosła z dziecięcych zabaw, ale nie rozumie jeszcze rozmów dorosłych. Wszystko się jednak zmienia wraz z przybyciem do wilii Libertad, córki kolumbijskiej służącej i opiekunki babci. Choć dziewczyna pochodzi zupełnie z innego środowiska, klasy społecznej, matka Nory przymyka początkowo oko na ich wspólne wyjścia - wreszcie nastolatka ma towarzystwo.

wtorek, 2 sierpnia 2022

Powodzenia Leo Grande, czyli czemu to tłamsić i skrywać

Kilka dni temu usłyszałem opinię, że to niemożliwe, żebym zrozumiał ten film tak głęboko jak kobiety w pewnym wieku i prawdę mówiąc mocno mnie to zabolało. Oczywiście, można upierać się przy poglądzie, że młody nie jest w stanie zrozumieć starszego i odwrotnie, a mężczyzna myśli inaczej niż kobieta, istnieje jednak coś takiego jak wrażliwość, która jednak pomaga w tym, żeby nie zatrzymać się jedynie na poziomie tego co bliskie naszym własnym doświadczeniom. Czy film o wojnie będą zrozumiałe jedynie dla osób, które same to przeżyły? A przecież Powodzenia Leo Grande nie jest jakąś szczególnie skomplikowaną historią, żeby stwierdzić iż trudno wczuć się w emocje bohaterki. To co stanowi o jego sile to świetna rola Emmy Thompson i niegłupi scenariusz, które powodują, że ten skromny film odbiera się tak dobrze. Nie dość, że to film mądry, mówiący o ważnych sprawach, to jeszcze i ładny, w sensie bardzo pozytywny, ciepły i budzący dobre emocje. Jakże brakuje nam takich obrazów ostatnio. A że o seksie i to w sposób dość bezpruderyjny? Cóż, może właśnie tym bardziej wszyscy ci których to oburza, powinni go obejrzeć i zrozumieć jego przesłanie? 

czwartek, 21 lipca 2022

Oczy Tammy Faye, czyli Bóg Cię kocha i wszystko wybacza, zapłać za to że to możesz usłyszeć

Zanim kolejne francuskie produkcje, jeszcze jakieś zaległości z puli oscarowej. Oczy Tammy Faye to historia jakiej Amerykanie przegapić nie mogli, bo rzeczywiście aż prosiła się o opowiedzenie jej szerszej publiczności. Z jednej strony to kawałek pewnego fenomenu typowo amerykańskiego, z drugiej dość uniwersalna historia o tym, jak sława i pieniądze potrafią zaślepić. Gdy poznajemy bowiem Jima i Tammy Faye Bakkerów nie mają prawie nic poza zapałem do tego, by głosić słowo boże. Najpierw jako wędrowni ewangeliści, potem jako ludzie prowadzący własny program telewizyjny, aż wreszcie cały kanał poprzez satelitę, robią wciąż to samo - starają się przekonywać ludzi do tego, że Bóg ich kocha i do tego, by nie skąpili grosza na głoszenie tego innym. Czy to działa? I to jak! U nas radio z Torunia przyjęło się, że utrzymują głównie emeryci, ale tam całe wielkie konsorcja powstały z dobrowolnych ofiar od ludzi w różnym wieku. Jeżeli masz - to się podziel, jeżeli masz mniej, módl się i daj ofiarę, a my będziemy modlić się, być miał więcej. Prawda jakie to proste?

niedziela, 17 lipca 2022

Czy nazbyt nachalnie, czyli Wszystkie nasze strachy i Lato '85

Jakoś niespecjalnie mnie ekscytuje wrzucanie czegoś na siłę na miesiąc dumy i tolerancji, ale nie znaczy że nie zerkam specjalnie czegoś nie wyszukując. Choćby po to, żeby niektórym moim znajomym odpowiedzieć na często stawiane pytanie: czy nie za dużo homoseksualizmu w filmach, czy to nie jest nachalna promocja. Postaram się choćby na przykładzie tych dwóch produkcji na nie odpowiedzieć.
Najpierw Wszystkie nasze strachy, oparte na prawdziwym życiorysie Daniela Rycharskiego, który żyje we wsi Kurówka i tam właśnie zainstalował jedną ze swoich słynnych artystycznych wypowiedzi. Chodzi o kolorowe krzyże, które obleczone zostały w ubrania osób ze społeczności LGBT, które popełniły samobójstwo. Czemu tak? Jak na to patrzą miejscowi? Ten film próbuje na to odpowiedzieć, przybliżyć nam postać Rycharskiego i pytania jakie nam stawia. Czy można być jednocześnie katolikiem i gejem? Czy można zakazać wiary komuś, kto uważamy, że do nas nie pasuje?

czwartek, 14 lipca 2022

Dopóki żyję, czyli kto tu jest bohaterem

Uśmiech, ale i łzy wzruszenia towarzyszyły mi podczas seansu. Skąd uśmiech przy tak trudnym i bolesnym temacie jak odchodzenie, choroba terminalna? Ano powinniście zobaczyć ekipę tego szpitala (dodajmy państwowego), jak postępuje z pacjentami, jak stara się im umilić różne trudne chwile i co ważne jak dbają o własną równowagę psychiczną. Obserwowanie ich jak tańczą i śpiewają, jak żartują, ale też jak potrafią być empatyczni, nie spiesząc się, towarzyszą pacjentom i ich rodzinom, jak z nimi rozmawiają, to duża lekcja życia. Bajka? Może niekoniecznie. Może rzeczywiście gdzieś są tacy profesorowie, dla których każdy pacjent jest ważny, każdy pracownik cenny i nie mają oporów by to okazywać, jednocześnie nie obiecując gruszek na wierzbie. Wzruszenie jest naturalne, ale w tym filmie nawet to co trudne i bolesne, jest pokazane w taki sposób, że jest w tym nadzieja.

czwartek, 7 lipca 2022

Droga zwycięzcy, czyli team spirit

Książki pozaczynane i żadna nie skończona, na razie więc jeszcze garść notek filmowych. I prawdę mówiąc posucha, bo nie ma nic takiego co by zachwyciło. Ot, średniaki, o których spokojnie po obejrzeniu można szybko zapomnieć. Skoro jednak przyjąłem na blogu tradycję, że piszę (albo staram się) pisać o wszystkim, to trzeba się tego trzymać. Nie wiem kiedy uzupełnię spisy wszystkich obejrzanych, ale może kiedyś się to dokona :)

Droga zwycięzcy to propozycja dla tych, którzy lubią dramaty ze sportem w tle. Czy sukces to kwestia szczęścia czy determinacji? I co można zrobić, by potencjał jaki jest w zawodnikach skumulował się w dniu zawodów i to we wszystkich jednocześnie z równą siłą? Trener może wiele, ale czy przewidzi wszystko?

wtorek, 31 maja 2022

Supernova, czyli niedługo nie będę pamiętał

Maj kończę w Notatniku filmem i zbieram siły na kolejny miesiąc. Czy znowu uda się go wypełnić dzień w dzień wpisami? Się okaże. Książek trochę świeżych przybyło, tylko kiedy to czytać?

A na filmy szczerze mówiąc też czasu malutko, ale i serca jakoś ostatnio mniej - coraz bardziej ciągnie mnie w plener :) Ale z tego relacji za każdym razem nie będę wrzucał, kto chce znajdzie je na moim profilu prywatnym na FB (a jak nie kojarzycie dajcie znać to poleci zaproszenie).
Dziś jak wspomniałem filmowo i dość kameralnie. To nie znaczy jednak, że nie ma emocji. W dodatku to zostało świetnie zagrane - Stanley Tucci i Colin Firth nie szarżują, są bardzo naturalni i dzięki temu jeszcze mocniej tą historię się przeżywa. Chyba już po raz drugi widzę Colina w roli pierwszoplanowej gdzie gra homoseksualistę i powiem, że jestem zachwycony tym ile w nim wrażliwości, jak potrafi pokazać uczucia, a jednocześnie nie popaść w jakąś sztuczność, przerysowania.

poniedziałek, 30 maja 2022

Radzić sobie z przeciwnościami, czyli Najlepsze lata, Paper mache, Prawda i sprawiedliwość

Trzypak filmowy, na szybko bo myślami już w górach, za dwie godziny ruszam na kolejną wyprawę. Blog jednak sam się nie napisze, więc notka niech leci, a ja przy okazji odkopuję z archiwum kilka tytułów, które raczej nie nadają się na samodzielną notkę.
Paper Mache, zawiera w fabule kilka ciekawych elementów, twórcy jednak postanowili uczynić z niego opowieść poetycką, pełną symboliki, przez co mam wrażenie trochę stępili pazur scenariuszowi. Opowiadając o mieszkającym na prowincji młodym mężczyźnie, trochę naiwnym i dającym się manipulować, udało się pokazać nam obraz współczesnej Rosji i rozwarstwienia społecznego.

piątek, 14 stycznia 2022

Dom Gucci, czyli co kryje się pod złotkiem

Chyba nie spodziewałem się takiego filmu po tym reżyserze. Nie oszukujmy się - mimo całej otoczki, strojów, scenografii, detali z jakimi odtworzono atmosferę lat 70, to raczej dość kameralny dramat bez rozmachu, jaki lubi Ridley Scott. Samo nazwisko i fame jaki jest wokół rodu Guccich, obsada, pewnie przyciągną do tego obrazy, ale wiele osób może być zawiedzionych, bo te ponad 2.5 godziny niestety trochę się wloką - zabrakło trochę materiału, a może spójności w zszywaniu tego patchworku, żeby zapewnić napięcie.
W skrócie: marzenia dziewczyny o wielkich pieniądzach, o władzy, początkowo daje się realizować zgodnie z jej planem, ale potem coś zaczyna zgrzytać i na pewno inaczej sobie wyobrażała finał. To fabuła, w której znajdziemy pożądanie, zdradę, zazdrość, ale również coś co stało się powodem podziału rodziny - niesnasek i wzajemnych prób wygryzienia innych z interesów. Ród i firma w dużej mierze oparte były na ludziach już wiekowych, którzy nie bardzo chcieli przekazać stery młodym i ambitnym, a kiedy zostali odsunięci od władzy, zrobili wiele, by się na nich zemścić. I oto sławna marka największą swoją sławę i rozwój przeżyła już bez Guccich na pokładzie. Dlaczego? Zobaczcie w filmie.

sobota, 29 maja 2021

Sound of metal, czyli zanurzyć się w świat ciszy

Film o muzykach, zespołach, to często samograje, ale ich mocną stroną jest ścieżka dźwiękowa. "Sound of metal" jest zupełnie inny. To zanurzenie się w świat bez dźwięków, w świat ludzi niesłyszących. Jak to jest gdy ten zmysł się traci, czy łatwo odnaleźć w sobie spokój i zgodę na to, że życie się zmieni?
Dla bohatera granego przez Riza Ahmeda (bardzo ciekawa rola, zagrana w dużej mierze bez epatowania emocjami, na wyciszeniu), nie było to proste - wciąż widzimy i czujemy w nich złość, chęć do walki, by odzyskać świat, w którym kiedyś funkcjonował. Koncerty, trasy, komponowanie, słuchanie muzyki dla przyjemności... Miałby naprawdę się z tym pożegnać? Przecież m.in. to łączyło go z ukochaną, która wraz z nim podróżowała po kraju, marzyła o płycie, o sukcesie.

środa, 3 lutego 2021

Miłość i samotność, czyli Kraina nadziei, To właśnie życie, Mów mi Vincent

Kolejna paczka filmowa, tym razem dwa obrazy chyba mniej znane i jeden ciut starszy, ale pewnie go kojarzycie. Mów mi Vincent obejrzałem z przyjemnością już chyba po raz trzeci.

Ale zacznijmy od melodramatu z historią w tle. Oto Finlandia, lata powojenne, gdy ludzie powoli próbują otrząsnąć się z koszmaru jaki przeszli i budować swoją nową przyszłość. Dla Veikko to trudne, bo rany z wojny czasem o sobie przypominają, nie ma też nic co mógłby zaoferować przyszłej wybrance, ale dla Anni, wygadanej córki prominentnego biznesmena to nie jest przeszkoda. Wybrała sobie jego i woli odrzucić wygody, pomoc ojca wraz z jego szantażami, a zdecydować się na karczowanie dzikiej ziemi w północnej Karelii.

sobota, 16 stycznia 2021

Ludzi równie surowi jak i kraj, czyli Biały, biały dzień i Daleko od Reykjaviku

Islandia nieodmiennie fascynuje. I ja się też łapię na ten trend. Gdy widzę, że mogę w programie tv upolować jakieś kino z tego kraju, na pewno tego nie przegapię. Choć nie ukrywam, że mając w pamięci "Zimowych braci", to kolejnego obrazu Pálmasona trochę się bałem. 

"Biały, biały dzień" jest jednak dużo bardziej przystępny. Choć surowość narracji i obrazów jest podobna, sama historia jest po prostu dużo bardziej czytelna, zrozumiała. 

czwartek, 7 stycznia 2021

Elegia dla bidoków, czyli jemu się udało...

Powieść przyjąłem jakoś bez wielkiego entuzjazmu (pisałem o niej tu), a i film jakoś chyba nie zagości na dłużej w mojej głowie. Może dzięki roli Glenn Close ogląda się to całkiem nieźle, natomiast podobnie jak przy powieści - to raczej wydmuszka, a nie głęboki dramat, czy też analiza społeczna. Na szczęście mocno ograniczono rozważania na temat sąsiadów i próbę szerokiej diagnozy społecznej - jej namiastką są obrazki, gdy bohater jedzie przez miasta i widzi mało zadbane domy, nastolatki z alkoholem itp. Najważniejsza zaś staje się tu jego własna historia - dzieciństwo, które sobie przypomina, jadąc z powrotem do domu, by ratować tyłek swojej matce (Amy Adams). Ona przez wiele lat powtarzała mu jaka była dobra w szkole, jaką mogła zrobić karierę, ale ponieważ przytrafiło się jej dziecko, potem nie miała szczęścia do facetów, nie miała wsparcia ani kasy, skończyła jak skończyła. Czyli łapiąc się różnych fuch i szukając szczęścia w narkotykach. J.D. zresztą pewnie mógłby, podobnie jak wielu jego rówieśników i wielu przed nim, powielić podobny schemat - dobrze zapowiadający się, ale bez szans na wyrwanie się ze środowiska, z miasta, z regionu... Ile jest w każdym z krajów takich miejsc jak amerykańskie Apallachy, z których po kryzysie gospodarczym wycofał się przemysł, wcześniej wyeksploatowawszy ziemię i ludzi do cna.

środa, 3 czerwca 2020

Człowiek człowiekowi, czyli czteropak: Klasa pracująca, Potwory, Zła edukacja, Człowiek jutra

Jutro w planach dłuższa trasa rowerowa, ale może i na notkę czasu starczy. Będzie książka, tylko dziś jeszcze nie powiem Wam jaka - w szkicach mam aż trzy rzeczy, a dziś kolejny tytuł chyba skończę.

Ale na razie filmowo.
Najpierw kilka mnie znanych tytułów, a potem coś nowszego z HBO. Klasa pracująca - moim zdaniem całkiem ciekawy pomysł, ale nie do końca wykorzystany. Oto facet, który całkowicie poświęca się swojej pracy - non stop pod telefonem, podejmuje niełatwe decyzje, skupiony na celu, by firma zarabiała jak najwięcej, a dzięki temu jemu sypią się premie. Rodzina? Cóż. Musi im wystarczyć jego kasa, bo czasu dla nich nie ma.
Gdy jednak popełnia błąd, zamiast go chronić, firma się go pozbywa. A nowe stanowisko niełatwo zdobyć. Facet ma swój wiek, doświadczenie, ale na rynku zastój, a fama już poszła.