Styczeń przeleciał nie wiadomo kiedy, jakoś fartem udało się wypełnić plan na blogu - jedna notka dziennie, choć wcale nie jestem zadowolony z ostatnich wpisów. Piszę na szybko, robię błędy, obiecuję sobie, że do tekstu wrócę i go poprawię, a potem nie ma na to czasu. W dodatku wybieram coraz częściej rzeczy, o których wystarczy napisać parę zdań, a to co najbardziej ciekawe wciąż czeka na swoją kolej. Dlaczego? Trochę ze zmęczenia, braku weny, czasu, ale mimo wszystko nie chcę bloga porzucać.
Przydałby się jedynie miesiąc na bezludnej wyspie, by filmy nie kusiły, a stosy z książkami udało się trochę zmniejszyć.
Trzy spektakle (a już lada dzień kolejny), jedna książka i cała masa dobrych filmów do opisania. Luty więc zapowiada się ciekawie.
Ale dziś znowu jedynie parę zdań. "Potwór" mimo że lubię kryminalne i skandynawskie klimaty, wcale bowiem nie zachwycił. Czułem się tak, jakby twórcy wzięli sobie parę wątków z innych produkcji i postanowili wkleić je w swoją historię. Postawili na tajemnicę i na widoczki. Trochę zbyt mało, żeby wzbudzić nasze emocje.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
środa, 31 stycznia 2018
wtorek, 30 stycznia 2018
Łódź nie tylko filmowo, czyli kto powiedział, że to nudne miasto?


Dziwnie reagowali znajomi i rodzina, gdy mówiliśmy, że jedyne plany na ferie to jakiś krótki wypad do jakiegoś miasta, a jeszcze dziwniej gdy padała nazwa Łódź. Co ciekawego może być w Łodzi?
Jednak rodzinka przyzwyczajona już do różnych wypadów krajoznawczych, wie że prawie wszędzie można znaleźć coś ciekawego, wystarczy tylko poszukać - to one zdecydowały, że tym razem jednak jedziemy bliżej, a nie np. do Poznania, gdzie jeszcze też nie były.
Pora więc na krótką relację, a jeżeli ktoś jest zainteresowany, mogę podzielić się garścią podpowiedzi, bo plany były nawet szersze i zostało nam trochę pomysłów na następny raz.
Pierwsze co zawsze muszę brać pod uwagę to nie tylko plan, jakieś propozycje, aprowizację (nie banalną), to fajne miejsce do spania. Tym razem trafiłem w 10.
Zombie express, czyli wściąść do pociągu nie byle jakiego
Zombie. Gdy słyszy się taki tytuł wszystko jest już jasne - fani The Walking Dead zacierają ręce, a ci co już mają dość schematycznych historii z żywymi trupami omijają dany tytuł jak najszerszym łukiem. A może trochę szkoda, bo może się zdarzyć, że stracą okazję do niezłej zabawy.
To nie jest nic oryginalnego, ale Koreańczycy zrobili ten film tak sprawnie, że zapominamy o schematach, o poprzednio oglądanych "dziełach" tego typu, dając się porwać emocjonującej zabawie.
poniedziałek, 29 stycznia 2018
Tajemnicza śmierć Marianny Biel - Marta Matyszczak, czyli przyjaciela znajdziesz w schronisku
Na blogach i w mediach społecznościowych sporo zamieszania wokół serii "kryminałów pod psem" Marty Matyszczak, więc i ja sięgnąłem po pierwszy (a teraz czytam drugi) tom.
Spodziewałem się chyba czegoś dużo bardziej humorystycznego, z jajem, ale historia raz opowiadana z punktu widzenia człowieka, a raz widziana oczami psa jest bardzo sympatyczna, lekka i dość szybko zawiera się przyjacielskie relacje z jej bohaterami. Jej plusem na pewno jest też ciekawe tło - chorzowskie familoki i ich charakterystyczni mieszkańcy, jakże inni od wymuskanych rodzin z nowych apartamentowców, doczekali się miejsca w literaturze kryminalnej. Zwykle tworzą tworzą oni wspólnotę, w której jakieś sąsiedzkie zadrażnienia, nie niszczą jednak zupełnie więzi i faktu, że można na siebie wzajemnie liczyć. Tu jednak jest inaczej i pytanie dlaczego, będzie nas dręczyć równie bardzo jak klasyczne: kto zabił?
Spodziewałem się chyba czegoś dużo bardziej humorystycznego, z jajem, ale historia raz opowiadana z punktu widzenia człowieka, a raz widziana oczami psa jest bardzo sympatyczna, lekka i dość szybko zawiera się przyjacielskie relacje z jej bohaterami. Jej plusem na pewno jest też ciekawe tło - chorzowskie familoki i ich charakterystyczni mieszkańcy, jakże inni od wymuskanych rodzin z nowych apartamentowców, doczekali się miejsca w literaturze kryminalnej. Zwykle tworzą tworzą oni wspólnotę, w której jakieś sąsiedzkie zadrażnienia, nie niszczą jednak zupełnie więzi i faktu, że można na siebie wzajemnie liczyć. Tu jednak jest inaczej i pytanie dlaczego, będzie nas dręczyć równie bardzo jak klasyczne: kto zabił?
niedziela, 28 stycznia 2018
Atak paniki, czyli karma wraca?
Jeżeli podobały się Wam "Dzikie historie" i ich pokręcony, czarny humor, to pewnie i "Atak paniki" uznacie za świetną zabawę. Cała reszta jednak powinna z ogromną ostrożnością podchodzić do zapowiedzi "najlepszej komedii tego roku". To nie jest humor do którego by nas przyzwyczaili nasi rodzimi twórcy i pod tym względem na pewno dla Pawła Maślony duże brawa za debiut. Jeżeli ten pazur, ostrość spojrzenia i połączenie groteski ze świetnym psychologicznym realizmem utrzyma w kolejnych dziełach, to będziemy mieli twórcę odważnego i charakterystycznego. Porównania z Markiem Koterskim wcale nie muszą być błędne, choć Maślona nadaje swojemu filmowi dużo więcej tempa, dynamizmu. Oj będą chyba walczyć aktorzy o miejsce na jego planie zdjęciowym, bo to gratka nie lada, by pokazać się w trochę innej roli. Tu na pewno skorzystali z tego m.in. Bartłomiej Kotschedoff i Magdalena Popławska, ale i pozostali mają ciekawe postacie.
Mroczne zakamarki - Kara Thomas, czyli co tak naprawdę się wydarzyło tamtej nocy
Wczoraj teatr, dziś teatr, a ja po powrocie z wypadu do Łodzi czuję się nie tylko zmęczony, ale i podziębiony, idę więc na łatwiznę i sięgam po szkice notek o tytułach przy których wystarczy mi napisać coś króciutko, bo nie wzbudziły większych emocji. To co bardziej ekscytujące mam nadzieję, że na dniach.
Co do "Mrocznych zakamarków", to zastanawiam się na ile mój brak emocji wynika z samej książki, stylu w jakim jest napisana, a w jakim ze "zmęczenia materiałem". Sięgając raz za razem po kryminały i thrillery, mam wrażenie że coraz bardziej dostrzegam schematy i coraz trudniej mnie zadowolić. Niby powinienem zrobić przerwę, ale jak tyle tytułów kusi... Lubię te gatunki, więc pewnie ciężko będzie zupełnie z nich zrezygnować.
"Mroczne zakamarki" bazują na odkrywaniu przeszłości, powrocie w rodzinne strony, do wspomnień, które pozwolą na odkrycie czegoś bardzo istotnego.
Co do "Mrocznych zakamarków", to zastanawiam się na ile mój brak emocji wynika z samej książki, stylu w jakim jest napisana, a w jakim ze "zmęczenia materiałem". Sięgając raz za razem po kryminały i thrillery, mam wrażenie że coraz bardziej dostrzegam schematy i coraz trudniej mnie zadowolić. Niby powinienem zrobić przerwę, ale jak tyle tytułów kusi... Lubię te gatunki, więc pewnie ciężko będzie zupełnie z nich zrezygnować.
"Mroczne zakamarki" bazują na odkrywaniu przeszłości, powrocie w rodzinne strony, do wspomnień, które pozwolą na odkrycie czegoś bardzo istotnego.
PolandJa, czyli a ty ciągle narzekasz...
Po wypadzie do Łodzi z rodzinką jeszcze bardziej nakręcony jestem filmowo (ale może o wyprawie w innej notce), mam chęć opowiadać, dyskutować o tym co zobaczyłem, co jeszcze warto zobaczyć, o rolach, twórcach...Czasem obejrzysz coś takiego co poruszy, wkurzy, rozbawi, wzruszy.
W ostatnich dniach mam przynajmniej dwie produkcje polskie, które na pewno wrzuciłbym do tego worka - niby inne, a jednak podobne, Reklamowane jako komedie, ale są one raczej komediodramatami, przewrotnymi próbami spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość, na to co kotłuje się w naszych serduchach, czy głowach.
Najpierw przyjrzyjmy się temu co w kinach już było, a teraz już można upolować w telewizorze. "PolandJa" bawi, choć to humor bardzo specyficzny, więcej osób ten film raczej wkurza przez jego chaotyczność, brak jakiegoś połączenia dla wszystkich historii, zakończenia poszczególnych wątków. Znane twarze weszły w produkcję, która pewnie popularności im nie przyniesie, ale w sumie niektóre filmy, równie pokręcone po latach zdobywały popularność (szczególnie amerykańskie), więc może dostrzegły w tym pomyśle jakiś sens. Najciekawsze byłoby zapytać ich samych o to: czy scenariusz oddawał to co zobaczyliśmy w ostatecznym kształcie. Czy reżyserowi udało się zrealizować wszystko tak jak chciał, czy też ktoś zabrał mu pod koniec połowę budżetu.
środa, 24 stycznia 2018
Między łóżkami, czyli czemu z tym seksem robi się tyle hałasu
Ostatnie moje doświadczenia z komediami w teatrze nie zawsze były udane - farsa jedynie z pozoru jest łatwą drogą do serca widza. Tu łatwo wyczuć każdy fałsz, sztuczność, szarżowanie, to czy zespół bawi się tym co gra, czy też traktuje to jedynie jako chałturę do odbębnienia. W każdym mieście można znaleźć kilka tytułów, które są pewniakami, ludzie szukają znanych twarzy, żeby mieć jeszcze większą frajdę i w ten sposób teatry zapewniają sobie komplety, mogąc wystawiać też rzeczy bardziej ambitne. I w sumie dobrze. Trochę inny rodzaj widza, inna atmosfera, ale wiecie co? Choć zdecydowanie preferuję sztuki poważniejsze, dobra komedia stanowi cudowną odmianę i pozwala na pozbycie się napięcia, czy zmęczenia. Moją pierwszą wizytę w Teatrze Capitol (gościnnie w ich progach Teatr Gudejko) zaliczam właśnie do tego typu doświadczeń. Szedłem trochę zmęczony, środek tygodnia nie zawsze daje komfort luzu, nie spodziewałem się nic rewelacyjnego, nastawiając się bardziej na sprawienie przyjemności żonie, która uwielbia komedie... Blisko trzy godziny zabawy sprawiło, że oboje wracaliśmy w wyśmienitych humorach.
wtorek, 23 stycznia 2018
Trzy billboardy za Ebbing, Missouri, czyli Oscary murowane!
Za kilka dni wyprawa do Łodzi, która odkąd pamiętam jakoś kojarzy mi się filmowo, kto wie może powstanie specjalna notka z relacją z wypadu?Ponieważ z czasem na pisanie może być krucho, próbuję póki jeszcze mogę coś napisać. A jest o czym, bo wśród nowości, które lada chwila trafią na nasze ekrany kinowe jest film absolutnie świetny.
Jeżeli pamiętacie moje zachwyty nad serialem Olive Kitteridge i rolą Frances McDormand, to teraz będziecie mieli kontynuację peanów. Trochę podobne charaktery bohaterek - to postacie zgorzkniałe, przepełnione wściekłością wobec innych, zgryźliwe, trochę szorstkie i bardzo bezpośrednie w relacjach z innymi. Ale daj Boże innym aktorkom takie role, w których mogą tak błysnąć, nawet jeżeli trochę są do siebie podobne.
W "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri" Frances McDormand niezaprzeczalnie gra pierwsze skrzypce, trzeba jednak przyznać, że więcej tu jest dobrze skonstruowanych i zagranych postaci. Zachwyca scenariusz, dialogi, ale przede wszystkim klimat tego filmu, niespieszny, wciągający nas w dramatyczną historię, jednocześnie jednak wcale nie dołując.
poniedziałek, 22 stycznia 2018
Romeo i Julia - Teatr Bolshoi, czyli na Pragę żeby oglądać spektakl z Moskwy

Nie mam szczęścia z terminami do transmisji baletowych w tym sezonie, choć przecież po "Poskromieniu złośnicy" obiecywałem sobie, że jak najszybciej się na coś wybiorę. Jednak na szczęście mogę liczyć na znajomych, którzy mimo choroby (dlatego tym razem króciutko) kontynuują serię recenzji, którą nazwaliśmy sobie roboczo "laicy baletowi komentują". Zainteresowanych całym cyklem pokazów (przypominam również o cyklu teatralnym, operowym i prezentacji wystaw z całego świata) odsyłam do organizatora pokazów w Polsce, czyli Na żywo w kinach. Tam znajdziecie wszystkie miejsca i terminy pokazów.
MaGa: Po raz
kolejny 21 stycznia 2018 r. wybraliśmy się do kina Praha na
spektakl baletowy „Romeo i Julia” w wykonaniu Teatru Bolszoj.
Znów balet inny w odbiorze od oglądanych wcześniej: „Dziadka do
orzechów” czy współczesnej wersji „Poskromienia złośnicy”…
Była bajka, komedia, a tym razem tragedia Szekspira z muzyką
Prokofiewa. Powiem szczerze … o ile w poprzednich spektaklach nie
odrywałam wzroku od tancerzy, tym razem większą uwagę
przyciągnęły kostiumy, scenografia a już najbardziej muzyka. W
moim odczuciu motyw przewodni jest monumentalny, każde inne słowo
mi do niego nie pasuje.
Zawsze jest przebaczenie - Anne B. Ragde, czyli czy jesteś szczęśliwy
Saga rodziny Nashov była moim literackim odkryciem w roku ubiegłym, każda z książek była wyczekiwana, czytana z wypiekami na twarzy, choć przecież nie jest to żaden thriller, kryminał. Okazuje się, że można wywołać u czytelnika dużo większe emocje, pisząc o sprawach wydawałoby się codziennych, mało skomplikowanych. Ale za to jak pisząc.
Dlatego z ogromną radością przyjąłem informację iż po latach autorka wróciła do tej sagi, napisała kontynuację i być może nawet wcale nie zamyka jeszcze całkowicie tej furtki, kto wie czy nie będzie kontynuacji. I tylko pomarzyć jeszcze o tym, by któryś z kanałów telewizyjnych pokusił się na ściągnięcie do nas serialu, który powstał na kanwie powieści Anne B. Ragde.
Czwarty tom daje nam trochę inną perspektywę na bohaterów. Minęło trochę czasu i ich życie się pozmieniało. W centrum już nie jest gospodarstwo, wszyscy rozpierzchli się do swoich spraw, a ono powoli niszczeje. Decyzja Torunn była dla nich trudna do zrozumienia, nagła, ale wszyscy z czasem ją zaakceptowali. Sytuacja jednak wymusiła na nich rozluźnienie więzi. Choć dotąd obserwowaliśmy również trzy oddzielne wątki (nawet cztery w pierwszym tomie), czuliśmy że one się splatają, że szukają bliskości ze sobą, uczą się jej, choć nie było to łatwe. Teraz mam wrażenie, że autorka w centrum postawiła najmłodszą z nich i to jej życiu się przygląda, to od jej decyzji zależy to czy wujowie pojawią się znowu na horyzoncie wydarzeń.
Dlatego z ogromną radością przyjąłem informację iż po latach autorka wróciła do tej sagi, napisała kontynuację i być może nawet wcale nie zamyka jeszcze całkowicie tej furtki, kto wie czy nie będzie kontynuacji. I tylko pomarzyć jeszcze o tym, by któryś z kanałów telewizyjnych pokusił się na ściągnięcie do nas serialu, który powstał na kanwie powieści Anne B. Ragde.
Czwarty tom daje nam trochę inną perspektywę na bohaterów. Minęło trochę czasu i ich życie się pozmieniało. W centrum już nie jest gospodarstwo, wszyscy rozpierzchli się do swoich spraw, a ono powoli niszczeje. Decyzja Torunn była dla nich trudna do zrozumienia, nagła, ale wszyscy z czasem ją zaakceptowali. Sytuacja jednak wymusiła na nich rozluźnienie więzi. Choć dotąd obserwowaliśmy również trzy oddzielne wątki (nawet cztery w pierwszym tomie), czuliśmy że one się splatają, że szukają bliskości ze sobą, uczą się jej, choć nie było to łatwe. Teraz mam wrażenie, że autorka w centrum postawiła najmłodszą z nich i to jej życiu się przygląda, to od jej decyzji zależy to czy wujowie pojawią się znowu na horyzoncie wydarzeń.
niedziela, 21 stycznia 2018
Aktorki. Odkrycia - Łukasz Maciejewski, czyli talent i szczęście
Moje drugie spotkanie z wywiadami Łukasza Maciejewskiego z polskimi aktorkami. "Portrety" i "Spotkania" to rozmowy z gwiazdami sceny i ekranu, których największe role przypadały na lata 60, czasem 70, w tomie "Aktorki. Odkrycia" są panie troszkę młodsze, choć przecież mające już za sobą niemałe doświadczenie. Gdy patrzy się na te nazwiska, z uśmiechem można odnieść się do określenia "odkrycia", bowiem większość z nich ma już w zawodzie status gwiazd dużego formatu. Rozumiem jednak pomysł na pokazanie po prostu kolejnego pokolenia aktorek, które mają za sobą bardzo wiele ról, ale karier wcale nie kończą, jeszcze wiele przed nimi.
Błęcka-Kolska, Bohosiewicz, Budnik, Dancewicz, Gniewkowska, Grabowska, Gruszka, Hajewska-Krzysztofik, Kolak, Kulig, Kożuchowska, Kulesza, Kuna, Muskała, Nieradkiewicz, Ostaszewska, Preis, Trzepiecińska. Gdy myślę sobie o każdej z nich, od razu przypominają mi się różne ich kreacje, bo odkąd zacząłem swoją przygodę z kinem, polskie premiery wypełniały właśnie ich twarze. Nie miałem więc przy tym tomie tak często problemu, że różne tytuły, do których odwoływał się Maciejewski były dla mnie zupełnie nieznane (niestety).
Błęcka-Kolska, Bohosiewicz, Budnik, Dancewicz, Gniewkowska, Grabowska, Gruszka, Hajewska-Krzysztofik, Kolak, Kulig, Kożuchowska, Kulesza, Kuna, Muskała, Nieradkiewicz, Ostaszewska, Preis, Trzepiecińska. Gdy myślę sobie o każdej z nich, od razu przypominają mi się różne ich kreacje, bo odkąd zacząłem swoją przygodę z kinem, polskie premiery wypełniały właśnie ich twarze. Nie miałem więc przy tym tomie tak często problemu, że różne tytuły, do których odwoływał się Maciejewski były dla mnie zupełnie nieznane (niestety).
sobota, 20 stycznia 2018
London Town, czyli buntu w tym za grosz
Znowu nam się ferie jakoś układają w dziwny sposób, że nie dane nam jest wyjeżdżać, ale za to staramy się robić przynajmniej krótkie wypady i większą ilość drobnych przyjemności. Jak nie laserowe potyczki, to teatr, spacery, kino i domowe seanse filmowe lub planszówki. A samemu trochę mniej okazji do kosztowania kultury. Ale może w drugim tygodniu pojawi się okazja. Dużo fajnych premier się szykuje.
Ten film przegapiłem w kinie, choć bardzo mnie zainteresował - muzykę The Clash przecież bardzo lubię, a ich zaangażowane teksty, postawa wobec polityki rządu Wielkiej Brytanii, przemiany społeczne, dawały nadzieję, że film będzie historią żywą, że będzie pełen energii. Sex Pistols wzywało do anarchii, ale było raczej wygłupem, The Clash dość jawnie wzywali do rewolucji, dokładając do buntu pierwiastek walki o sprawiedliwość społeczną.
Ten film przegapiłem w kinie, choć bardzo mnie zainteresował - muzykę The Clash przecież bardzo lubię, a ich zaangażowane teksty, postawa wobec polityki rządu Wielkiej Brytanii, przemiany społeczne, dawały nadzieję, że film będzie historią żywą, że będzie pełen energii. Sex Pistols wzywało do anarchii, ale było raczej wygłupem, The Clash dość jawnie wzywali do rewolucji, dokładając do buntu pierwiastek walki o sprawiedliwość społeczną.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









