Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taniec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taniec. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 czerwca 2026

Blue Sky Mentality - Good Neighbours, czyli lato idzie kochani

A co mi tam, muzycznie ostatnio w zupełnie innych klimatach, ale lato i wakacje mają swoje prawa i musi znaleźć się coś lżejszego, prawda? I co z tego, że może nie powala oryginalnością? Za to nóżka się kiwa i słucha się sympatycznie no i od pierwszych dźwięków od razu robi się wakacyjnie. 

Jest optymistycznie, tanecznie, radośnie i tak właśnie ma być. Nawet jeżeli w tekstach jest trochę poważniej. Ma po prostu wpadać w ucho. 

I nie marudź że to brzmi jak muzyka z sieci fastfoodowej gdzie chyba AI im po prostu wszystko produkuje, nie mów że nie zapamiętasz żadnego utworu na dłużej. Jakby Ci grali go po kilka razy na dobę, jak inne "przeboje" to być zapamiętał a może i pokochał. Takie to już czasy że lubi się głównie to co znane...

poniedziałek, 4 sierpnia 2025

Warszawskie Combo Taneczne - Pamiętam Twoje oczy, czyli o koncercie i płycie słów kilka

Tydzień temu o koncercie z Muzeum Powstania Warszawskiego, a dziś koncert z 1 sierpnia, ale mniej typowy. 

Warszawskie Combo Taneczne od początku istnienia gra w rocznicę powstania, tym razem jednak zaproponowało w trakcie koncertu w Łazienkach Królewskich trochę inny repertuar. 

Wciąż było sentymentalnie i nie brakowało wspomnień tych, którzy zginęli w Powstaniu albo w trakcie wojny, jednak piękne jest to, że pamięć o tym co tworzyli, czym żyli wciąż może trwać. 


I to jest pewnego rodzaju fenomen - odradzająca się moda na granie muzyki z międzywojnia, pięknych kompozycji, których wtedy słuchali nasi pradziadkowie, dziadkowie. Kapela założona m.in. przez Jana Emila Młynarskiego najpierw była nastawiona jedynie na granie koncertów, przypominanie tej muzyki, ale z czasem zachęcana przez ludzi zaczęła nagrywać płyty. I oto obok piosenek nawiązujących do Warszawy, do Powstania mieliśmy piękny secik z materiałem z nowego krążka. 

czwartek, 3 marca 2022

Bass Astral - Waiting for love, czyli połowa duetu bez tej samej magii

Pokochałem Bass Astral zauroczony tym co wyprawiają na koncertach, to nigdy jednak nie była do końca moja bajka. Bujałem się, nie ukrywam jednak, że to głos Igo stanowił o magii i klimacie tej muzy. Gdy słucham solowego krążka Kuby Tracza, czyli drugiej połowy duetu, raczej się w tym utwierdzam. Są tu miejsca, które mi się podobają, zbliżone do tego co robili razem muzycznie, powoli rozpędzające się numery, podkręcane w finale ostrym bitem, nie brakuje jednak pomysłów, które wypadają co najwyżej średnio.

piątek, 29 października 2021

NCRMX - Baasch, czyli pakuj walizki, wyjeżdżamy stąd...

Niby niewiele słucham muzyki klubowej, czy tanecznej, ale ten album z remiksami mnie zainteresował i to mimo tego, że nie znam materiału oryginalnego, czyli płyty "Noc" - pewnie niedługo po nią sięgnę. Dlaczego uznałem, że warto o niej wspomnieć? Bo rzadko trafia się na coś tak oryginalnego i nie chodzi nawet o sam zestaw wykonawców, o ich różnorodność, ale o to, że te kawałki w różnych interpretacjach naprawdę brzmią ciekawie i każdy zupełnie inaczej.
Na zaproszenie Baascha odpowiedzieli m.in. Smolik, Skubas, Paulina Przybusz, Karaś/Rogucki, Kapela ze Wsi Warszawa, Tęskno... To tylko ci których znam, a przecież do tego sporo artystów mniej mi znanych, didżejów i ludzi związanych z muzyką elektroniczną... Ciekawie jest zanurzyć się w różne ich wizje, ich światy, a jednocześnie wciąż rozpoznawać tekst i klimat oryginału. 

czwartek, 30 września 2021

Loving in stereo - Jungle, czyli na pewno się ruszysz

Ostatnia notka wrześniowa i wrzucam kilka zdań znowu na temat muzyki, na filmy i książki przyjdzie czas może w następnych dniach. Tym razem wybieram coś co z jednej strony jest jeszcze powiewem lata, pełnym słońca i tańca, a z drugiej strony, teraz jesienią może być fajnym tłem choćby do pracy. Muza pozytywna, nie za ciężka i wpadająca w ucho.
Duet producencki Jungle znalazłem kompletnie przypadkowo przeszukując sobie sieć i nie ukrywam, że przesłuchałem go z przyjemnością. Nie jest to pewnie muza, która sprawia, że chce się potem czekać na kolejny album tej formacji z wielkimi emocjami, ale teraz, gdy już nazwa nie jest mi obca, będę pewnie już z uśmiechem do nich wracać.

poniedziałek, 20 września 2021

Satellite - Bass Astral x Igo, czyli koncert, pożegnanie i pytanie co dalej

Półtora roku czekania na koncert i kompletnie inna rzeczywistość. Zespół przez ten czas nagrał kolejny krążek, ale i zdążył ogłosić koniec działalności. Smutne, choć jednocześnie wciąż mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec, może to tylko na jakiś czas. No i z dużą ciekawością spoglądam na to co panowie wymyślą solo. O projekcie Kuby napiszę może już za kilka dni, a Igor, przez którego tak naprawdę pokochałem ten projekt? Cóż. Się okaże. Zapowiada coś po polsku...
Dzisiejsza notka będzie więc trochę o koncercie i trochę o najnowszym krążku.

środa, 7 kwietnia 2021

Under the flag - Fad Gadget, czyli zanim pojawiło się Depeche Mode

Od kilku dni cieszę się nowym zakupem - stylizowanym na starą skrzynkę radiową zestawem do odtwarzania muzyki i wreszcie mogłem ściągnąć po wielu latach płyty ze strychu. O rany! Ileż tam skarbów. A ile dziwnych rzeczy, o których zapomniałem... Polska muzyka alternatywna i rzeczy nie wznawiane, jakieś klasyki wydawane jeszcze przez sowiecką Melodię, pierwsze rzeczy zagraniczne, które zdobywało się albo na giełdach albo zdaje się w sklepie Tonpressu. Nawet na CD potem już nigdy nie upolowałem pewnych tytułów. Wśród nich np. tego dziwactwa. Po blisko 40 latach brzmi chwilami może i zabawnie, ale wciąż zaskakuje połączeniami i odwagą z jaką funduje się tą mieszankę słuchaczom. Muzyka elektroniczna, taneczna, chwilami bardzo przypominająca wczesne Depeche Mode - i owszem. Ale do tego dodajcie całkiem poważne teksty i masę odjechanych pomysłów, które raczej nie dodawały tej muzyce popularności w dyskotekach. Zgrzyty, dziecinne chórki, przeszkadzajki, sprzężenia... Punkowa energia. Do tego ten bardzo dziwny wokal... Pierwszy raz usłyszałem o Franku Toveyu (bo Fad Gadget to pseudo) chyba u Kaczkowskiego i potem trafiłem ten czarny krążek. Tyle lat go nie słuchałem (pewnie około 30), a gdy tylko płytę odpaliłem od razu wróciły te melodie i zaczęło się nucenie.  

środa, 24 marca 2021

Orell - Bass Astral x Igo, czyli podróż w inny wymiar

Notatnik to zapis chwili i po raz kolejny to wykorzystuję. Planowana notka na temat książki pójdzie jutro. Dawno nie było muzyki? To łapcie.

Bass Astral x Igo. Pisałem o tym jakie wrażenie na mnie zrobił ich koncert (kliknij tu), na kolejny bilety już kupione i czwarty raz przekładany termin, ale ja nie tracę nadziei. A póki co płyta. W oczekiwaniu na nową, ich drugi krążek, który dobrze oddaje charakter tego co robią. 

To muzyka taneczna. Bezsprzecznie.
A jednak cholera nie nikt tego nie zestawi z sieczką klubową, gdzie masz cały czas jeden prosty motyw. Tu jest dusza.

To jest muzyka do słuchania. I też się zgadza.
Głos Igo nadaje jej charakter, czasem pazura, a czasem melancholię. Może to nie są kawałki nadające się na przebój, który się nuci bo w głupawy sposób się przyczepił, słucha się tego jednak z przyjemnością. Nie tylko jako tło, do robienia czegoś (ja właśnie siedzę nad analizą wydatków gmin z 3 województw :)), bo jakoś wkręcasz się w ten rytm, całe ciało zaczyna chodzić, a ty dostajesz dawkę świetnej energii. 

czwartek, 5 marca 2020

The Osmosis - opowieść baletowa, czyli... połówka czy całość?

Teatr Druga Strefa odkrywa przed nami kolejną odsłonę swoich możliwości. Tym razem jest to opowieść baletowa w wykonaniu Natalii Marii Wojciechowskiej oraz Łukasza Lewandowskiego o tym jaki wpływ mają na siebie ludzie, którzy starają się stworzyć związek. A może w ogóle o wzajemnym wpływie jednych ludzi na innych. Osmoza to przenikanie cząsteczek prowadzące do wyrównania stężeń w roztworach. Ale czyż ludzie nie składają się z cząsteczek? Czyż nie starają się wpływać na siebie? W związku i poza nim? Szukamy w życiu miłości, dobrych uczuć, przyjaźni, zrozumienia. Idziemy przez życie w poszukiwaniu tej „drugiej połówki”, która ma nam to zapewnić. Jednak to co do siebie nas przyciąga nie zawsze jest constans. Raz zauroczenie staje się długotrwałą miłością, a raz przelotnym romansem. Staramy się do siebie dopasowywać, ale nie zawsze wychodzi. Człowiek to nie roztwór , jest bardziej skomplikowany, osmoza często nie zachodzi do końca. Idąc przez życie zdobywamy doświadczenia, niekiedy bolesne, odchodzimy i wracamy, ranimy i przepraszamy, tęsknimy, podnosimy się z porażek, budujemy się od nowa, szukamy lepszych rozwiązań, zaczynamy odkrywać swoją wartość i budować ją samemu bez oglądania się na innych.

czwartek, 15 sierpnia 2019

Yuli, czyli musisz wykorzystać szansę i talent

Nie wiem w ilu kinach ten film będzie pokazywany, ale miłośnicy baletu nie mogą go przegapić.
Carlos Yunior Acosta Quesada jest baletmistrzem o światowej renomie. A ten film to jego biografia. Pełna emocji i pasji. I oczywiście tańca.
Sam w filmie zagrał, choć we wspomnieniach z dzieciństwa i początków kariery pojawiają się też inni aktorzy. Ciekawa jest już sama konstrukcja filmu, bo osią jest spektakl, w którym bohater opowiada o sobie, o swojej drodze, ale jednocześnie o swoim kraju, o tęsknocie, trudnych relacjach z ojcem.
Carlos Yunior Acosta Quesada urodził się na Kubie w dość biednej rodzinie, od zawsze lubił tańczyć, ale raczej dla wygłupu, bo balet uważał za coś "pedalskiego". To ojciec, poczuł że dziecko ma talent, który powinno rozwijać i zmuszał go do chodzenia do szkoły. A potem cisnął, by za wszelką cenę łapać wszystkie okazje do rozwoju, nawet kosztem kontaktów z rodziną. Z 11 rodzeństwa żyjących w biedzie, z dzieciaka ulicy, chciał by ten wyrwał się na świat, by mu się poszczęściło.

wtorek, 26 czerwca 2018

Przypomnijmy te cudne melodie, czyli Warszawa w Krakowie


No tak, specjalnie trzeba było jechać do Krakowa, by odkryć zespół, który dość regularnie gra w Warszawie i stąd pochodzi. Tym razem w ramach wyjść kulturalnych na konferencji moje koleżanki wybrało coś dość oryginalnego - nie koncert, nie teatr, nie wystawę, ale potańcówkę. Powinniście posłuchać jak zabawnie wymawiają to słowo goście np. z Izraela. Bo wczoraj było nie tylko tłumnie, ale i międzynarodowo. Po prostu wydarzenie było częścią dużego programu Festiwalu Kultury Żydowskiej, co sprawiło że zainteresowanie było ogromne. Muzycy grali już godzinę, a pod klubem Le Hevre wciąż stała grupa ludzi, którzy czekali na możliwość wejścia, gdyby tylko zwolniły się miejsca.

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Romeo i Julia - Teatr Bolshoi, czyli na Pragę żeby oglądać spektakl z Moskwy

Nie mam szczęścia z terminami do transmisji baletowych w tym sezonie, choć przecież po "Poskromieniu złośnicy" obiecywałem sobie, że jak najszybciej się na coś wybiorę. Jednak na szczęście mogę liczyć na znajomych, którzy mimo choroby (dlatego tym razem króciutko) kontynuują serię recenzji, którą nazwaliśmy sobie roboczo "laicy baletowi komentują". Zainteresowanych całym cyklem pokazów (przypominam również o cyklu teatralnym, operowym i prezentacji wystaw z całego świata) odsyłam do organizatora pokazów w Polsce, czyli Na żywo w kinach. Tam znajdziecie wszystkie miejsca i terminy pokazów.

MaGa: Po raz kolejny 21 stycznia 2018 r. wybraliśmy się do kina Praha na spektakl baletowy „Romeo i Julia” w wykonaniu Teatru Bolszoj. Znów balet inny w odbiorze od oglądanych wcześniej: „Dziadka do orzechów” czy współczesnej wersji „Poskromienia złośnicy”… Była bajka, komedia, a tym razem tragedia Szekspira z muzyką Prokofiewa. Powiem szczerze … o ile w poprzednich spektaklach nie odrywałam wzroku od tancerzy, tym razem większą uwagę przyciągnęły kostiumy, scenografia a już najbardziej muzyka. W moim odczuciu motyw przewodni jest monumentalny, każde inne słowo mi do niego nie pasuje.

poniedziałek, 15 lutego 2016

We are not superheros, czyli przewrotnie o bohaterach naszych czasów!

            Tym, którzy chcą w teatrze zaznać czegoś nowego, pełnego energii i młodzieńczej świeżości, polecam, aby wybrali się do Teatru Ochoty. Tutaj grupa Ruchomy Kolektyw, składająca się z absolwentów i studentów ostatnich lat Wydziału Teatru Tańca w Bytomiu (będącego filią PWST w Krakowie), prezentuje właśnie swoje kolejne przedstawienie pt. „we are not superheroes”. Spektakl jest efektem wygranej grupy Ruchomy Kolektyw w trzeciej edycji konkursu dla młodych twórców teatralnych POLOWANIE NA MOTYLE.
           Tytuł przedstawienia sugeruje, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy nie do końca czują się bohaterami swoich czasów. Patrząc na to, co piątka młodych, utalentowanych ludzi pokazuje na scenie, natychmiast włącza się w głowie lampka z napisem: Charlotte Perrelli i „Hero”. To przecież o nich. Z wielu zresztą powodów, ale powoli…

sobota, 5 września 2015

Jezioro łabędzie, czyli piękna klasyka, ale jednak usypia

Szedłem na to wydarzenie z dużymi obawami. W ramach projektów Multikina mam już za sobą sporo przedstawień teatralnych, jedną operę, jakieś filmy dokumentalne. Ale baletu jeszcze nie. Musi być kiedyś ten pierwszy raz, prawda? Mimo, że nie jestem znawcą, ba, nawet nie jestem miłośnikiem baletu, to przecież "Jezioro łabędzie" zna każdy i chyba każdy też wie, że Teatr Bolshoi z Moskwy to klasa sama w sobie. Jak to się będzie oglądać w kinie?

Ostrzegam, że to mocno subiektywne wrażenia i mogło na nie mieć wpływ również moje zmęczenie. Niestety mocno znużyło mnie to przedstawienie. Piękna muzyka Czajkowskiego brzmi świetnie, wiele scen bardzo mi się podobało i do profesjonalizmu tancerzy, do choreografii nie mam co się przyczepiać. To co jednak było dość denerwujące (a co rzucało mi się w oczy) to fakt iż w scenach zbiorowych w pałacu (a było ich sporo) solowe występy na pierwszym planie psuło totalne zesztywnienie na planie drugim. Jedyne gesty to kiwnięcie ręką, a poza tym jakby wszyscy zastygli w nieruchomych pozach i nawet nie zamieniają ze sobą słowa. Brak w tym totalnie życia, odrobiny ruchu, autentyczności. Przyzwyczajony do scen operowych, gdzie wszyscy uczestniczą aktywnie w ożywieniu drugiego planu, tu mierziło mnie to strasznie.

środa, 27 maja 2015

Mamma Mia, czyli ileż pokoleń przy tym się bawi

Kolejny wypad teatralny z okazji Dnia Matki. To już chyba od 5 lat zwiedzamy sobie różne sceny i przyszedł czas na powrót do Teatru Roma. Tym bardziej, że o Mamma Mia jest głośno już od kilku miesięcy, więc jak tu się nie wybrać i nie zabrać obu mam na taki spektakl? W końcu to poniekąd czas ich młodości. Film widziały, ale chyba dość dawno, więc nie kojarzyły wszystkich detali, ale przecież i tak sama fabuła nie jest w tym spektaklu najważniejsza. Króluje muzyka, śpiew i taniec.
A ode mnie jeszcze brawa za scenografię. Trudno mi było sobie wyobrazić jak uda się oddać klimat greckiej wysepki, a tu proszę: fajny pomysł z przesuwanymi ekranami, dość prosta, ale pomysłowa budowla na środku i już.
Sam bardzo lubię film, więc wybrałem się z dużą ciekawością do Romy. I z góry uprzedzam - o bilety niełatwo. Na maj musiałem kupować już w styczniu i wcale nie miałem dużego wyboru. Jakieś szaleństwo. Można jednak gratulować tylko pomysłu i świetnej promocji.

sobota, 25 czerwca 2011

Bachata, czyli notka trochę nietypowa i wyjazdowa

Dziś jeszcze jedna notka i jak w tytule - trochę nietypowa. Po pierwsze jutro na kompa nie będzie czasu bo sporo czasu zajmie podróż do Krakowa, a potem też pewnie nic się nie napisze. Po drugie - pisząc zwykle staram się wskazać konkretną płytę, a tym razem jest trochę inaczej. To notka dotycząca raczej pewnego nastroju, gatunku muzyki, więc i wykonawców i płyt można by wymieniać sporo. Ale po kolei. Dostałem kiedyś od koleżanki z pracy na pendrive cały katalog o nazwie Xtrme Bachata. Przesłuchałem specjalnie się nie przyglądając, ponuciłem bo wpada w ucho - ot takie ludowe granie z Ameryki Płd, typowo latynoskie rytmy, może trochę przypominające nam telenowele rodem stamtąd. Odłożyłem "na później" bo muzyki mam tyle, że już na kompa się nie mieści, trzeba to upychać w różne zakamarki, do których sięgam rzadziej. I oto dziś przy sprzątaniu nagle "załapałem " i ta muzyka nie chce za diabła odpuścić, leci w kółko.