środa, 31 października 2012

Miłość, czyli nie opuszczę Cię...

Wyobraźcie sobie, że upłynął miesiąc od momentu gdy widziałem ten film i dotąd nie potrafiłem się zebrać by napisać o nim notkę. Najpierw wydawało mi się, że mam to prostu na zbyt świeżo, zbyt wiele emocji i pytań jest we mnie, ale czas mijał, a ja nadal nie pisałem. Jest to bowiem film tak poruszający, tak osobiście można go odebrać, że trudno go w jakiś chłodny sposób oceniać pod względem artystycznym, polecać lub nie. Ten film może zaboleć, może skłonić do myślenia, do rozmów do chorobie, cierpieniu i jego sensie, o umieraniu, o eutanazji, o miłości i o tym co to znaczy być ze sobą przy sobie w zdrowiu i chorobie. Aż do śmierci. Ile osób wypowiadając słowa przysięgi małżeńskiej specjalnie nie zastanawia się jak to będzie za lat... Może myślimy - oby odejść pierwszym, oby odejść razem, oby bez cierpienia...
Tu mamy obraz tak bliski życia, tak intymny jak to tylko możliwe. Sprowadza nas na ziemię, zachwyca i przeraża jednocześnie. 
Jedno mieszkanie. Dwoje ludzi. I miłość.

wtorek, 30 października 2012

Między tęsknotą lata, a chłodem zimy - Leif GW Persson, czyli znajdź uczciwego policjanta

Coraz bardziej przekonuję się do słuchania książek.
Od razu się przyznam, choć to dla fana kryminałów to trochę obciach, że ani Larssona, ani żadnej innej "gwiazdy" skandynawskich powieści nie czytałem - nigdy mi nie było po drodze, mimo, że Mankella bardzo lubię. Cała ta moda trochę mnie drażni i jakoś dotąd nie miałem ochoty wydawać na to kasy. Ale ciekawość jednak troszkę mnie zżerała. Gdy więc dostałem wybór audiobooka - pomyślałem sobie: wezmę którąś z tych skandynawskich "cegieł" kryminalnych i zobaczę czy dam jej radę. 
Plusem w sklepie Audeo jest to, że całość dostajesz w pliku, który automatycznie ściągasz i możesz przenosić z jednego urządzenia na drugie - miałem więc możliwość słuchać nie tylko w domu na kompie (gdzie na dłuższą metę o kwadrans spokoju trudno), ale jeszcze lepiej sprawdzało się to w drodze do pracy czy w trakcie długiej podróży samochodem. Pliki na komórkę, słuchawki albo na głośnik (w aucie) i masz możliwość wejścia w tę powieść dużo intensywniej niż nawet szukając wolnej chwili na czytanie. Powtarzam - po tej pozycji jeszcze bardziej przekonuję się do słuchania (a nie tylko czytania). Ta powieść bardzo mi podpasowała - jej wielowątkowość, specyficzny klimat świetnie wychwytuje się gdy możesz tego słuchać... A lektor - Andrzej Mastalerz dobrze wpisuje się w chłodny, lekko depresyjny nastrój tego thrillera.

poniedziałek, 29 października 2012

Comic-Con Epizod V: Fani kontratakują, czyli duże dzieci

Ubawiłem się na tym dokumencie. Ale nie był to jedynie śmiech z dziwaków, których zakręcenia kompletnie nie rozumiem - to także uśmiech sympatii, gdy okazuje się, że to zwyczajni ludzie, którzy jedynie na te kilka dni w roku dają się ogarnąć jakiemuś szaleństwu. Któż z nas nie ma jakichś dziwactw, które nie zawsze są rozumiane przez otoczenie? 

- Po co wydajesz kasę na głupoty? 
- Bo to nie są dla mnie głupoty. 
- Czemu nie dorośniesz? 
- Jestem dorosły, tyle, że czerpię radość z czegoś co dawało mi radość od dziecka. Proste?

I właśnie o takich ludziach jest ten film - o fanach, czytelnikach komiksów, kolekcjonerach, maniakach, sprzedawcach itd. Ludzi na co dzień może nie do końca rozumianych, ale przez te kilka dni mogących oddać się swemu szaleństwu i poczuć się jak we wspólnocie do siebie podobnych. Gdy usłyszałem, że Comic-Con w San Diego (Festiwal? Konwent? Zlot fanów? Targi?) odwiedza przez te kilka dni 125 tysięcy ludzi to mi szczęka opadła. Wyobrażam sobie jaki to biznes.

sobota, 27 października 2012

18 kilogramów, czyli zajrzyj na festiwal HumanDoc - nawet nie musisz ruszać się z domu

18 kgSypie. I nie chce przestać. Ale końcówka października. Nosa się nie chce z domu wystawiać. Ale zamiast siedzieć przy kompie i robić porządki wolałem dziś trochę poczytać... Do klawiatury usiadłem na chwilę i od razu trafiłem na dwie ciekawe rzeczy: jedna to ostatni koncert Gintrowskiego z tego roku - dorzucam go do notki Leszka. A druga rzecz to moje spore zaskoczenie i radość ogromna - oto iplex.pl nie tylko postanowił tak jak dotąd zamieszczać starsze filmy dokumentalne, które premiery miały już kilka lat temu, ale teraz z okazji kończącego się właśnie Festiwalu Human Doc pokazują przez miesiąc za darmo dużą ilość filmów z tegorocznych pokazów. Świeżutkie - nie musisz ruszać się z domu (choć oczywiście namawiam jeszcze na jutrzejsze pokazy, bo na festiwalu zobaczycie więcej) - po prostu brawa za takie inicjatywy! Wszystkie filmy dostępne są tutaj przez miesiąc, a jeżeli ktoś lubi dokumenty to znajdzie tam również sporo filmów starszych, nagradzanych i wartych obejrzenia. 
Ja na początek wybrałem sobie coś króciutkiego, czyli 18 kg - film nakręcony przez Kacpra Czubaka i pokazywany zdaje się, że niedawno w religa.tv

Pelagia i czerwony kogut, czyli wiara i umysł

No i niestety - nie udało się dotrzeć ze Szczecina na kolejne spotkanie DKK w moim mieście, ale ponieważ lekturę, czyli serię Kryminał prowincjonalny znam i lubię, powtarzam więc ją sobie z przyjemnością. Mogę jedynie żałować, że nie miałem okazji pogadać o tym jak to odbierają inni - czy dostrzegają oryginalność i jakiś fenomen twórczości Akunina i jego popularności (również w Polsce). Pewnie przy okazji powtórzę wszystkie tomy serii o siostrze Pelagii, ale jako pierwszy wpadł mi w ręce tom ostatni - od niego więc zaczynam. Ku mojemu zaskoczeniu, na ile zdążyłem się przekonać przeglądając różne recenzje, jest to tom, który oceniany jest jako najsłabszy z trylogii. Dla mnie - mimo zakończenia, którego autorowi nie mogę darować - trzyma poziom i zachowuje większość z tego co było siłą poprzednich tomów. Troszkę inny jest nastrój i nie otrzymujemy wszystkich odpowiedzi, ale też dzięki temu dużo więcej zostaje miejsca na naszą wyobraźnię i domysły.

czwartek, 25 października 2012

Obława, czyli wojna jest brudna

Pozwólcie, że najpierw kilka słów prywaty :) Wypełniam różne notki konkursowe więc zapraszam do czytania kolejnej "zaległej" - tym razem o rosyjskim filmie Euforia. Dziś sporo kręciłem się po Szczecinie, odkrywając różne jego zakamarki, potem - korzystając z tego, że nie muszę być non stop z uczestnikami szkolenia wybrałem się do kina. Kina wyjątkowego - bo okazało się, że te malutkie salki czarują już X muzą już ponad 100 lat - zmieniały się nazwy, właściciele, ale stwierdzono bezsprzecznie - Pionier to najdłużej nieprzerwanie działające kino na świecie. I właśnie tam udało mi się obejrzeć Obławę. Film, o którym jest bardzo głośno - GW krzyczy: wreszcie dobry film polski (tak jakby nie nakręcono przynajmniej kilku lepszych w ciągu ostatnich lat), a ja prawdę mówiąc mam mieszane uczucia. To film specyficzny i podobnie jak po seansie "Domu złego" pewnie znajdzie się sporo widzów, którzy powiedzą, że nie mają ochoty oglądać tak brudnych, nieprzyjemnych historii oskarżając twórców o chorą wyobraźnię i upodobanie w zohydzaniu ludziom wszystkiego.  

środa, 24 października 2012

Odszedł Bard Podziemia, czyli Epitafium... nie dla Sergieja Jesienina

W sobotę 20 października 2012 r. w wieku 61 lat pożegnał się z nami Przemysław Gintrowski.
Wspaniały Śpiewak, Kompozytor, wykładowca Warszawskiej Szkoły Filmowej. Człowiek, który przez muzykę nadawał nowych treści poezji m. in. Z. Herberta, T. Jastruna, K. M. Sieniawskiego i własnym kompozycjom. W 2006 roku za swą twórczość i swoją postawę, działalność odznaczony został Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Wiele polskich filmów zawdzięcza mu unikalną ścieżkę dźwiękową. Od komediowych "Zmienników" czy "13 Posterunku" do poważniejszych, takich jak np. "Matka Królów", "Tato" czy "Człowiek z żelaza".
Debiutował w 1976 roku w Warszawie na przeglądzie w Riwierze piosenką "Epitafium dla Sergiusza Jesienina". Kilka lat później, w 1979 roku, wspólnie z J. Kaczmarskim i Z. Łapińskim stworzyli trio i przygotowali program poetycki Mury. Tytułowa piosenka oparta na słowach hiszpańskiego pieśniarza Lluisa Llacha została wkrótce uznana za "hymn" nowopowstałego związku "Solidarność".

Fotograf wojenny, czyli głos, którego inaczej by nie mieli

Na ten film już od dawna miałem chrapkę - tzw. gustomierz na Filmwebie wyświetla mi go zawsze w rekomendowanych i oto wreszcie się udało go znaleźć. I przyznam, że wciąż jeszcze mam gulę w gardle. Wstrząsające zdjęcia, mądre komentarze, ciekawa postać i sporo pytań, które przed nami film stawia. Czego więcej chcieć od dokumentu? Po prostu świetny obraz i polecam do obejrzenia każdemu. Nie zważając na drastyczność i poruszający charakter niektórych zdjęć, a może właśnie ze względu na to, że one takie są.  
Film poświęcony jest prezentacji sylwetki jednego z najbardziej znanych fotografów wojennych - James'owi Nachtwey. Kamera towarzyszy mu w trakcie różnych jego misji i prac, mamy sporo wypowiedzi jego znajomych i jego samego i przede wszystkim zdjęcia.  Już one by wystarczyły by przykuć wzrok do ekranu, ale obdarzone dodatkowo komentarzem i powracającym pytaniem: "czemu to robię?", sprawiają, że film jest i do oglądania i do przemyślenia.

Protection - Massive attack, czyli spacer po mieście i inspiracje muzyczne


Zamglony Szczecin i spacer po tym mieście dziś nastroił mnie muzycznie :)
Ta notka będzie przed wszystkim wypełniona muzyką. Bo trudno mi oddać słowami wszystkie te odczucia, które towarzyszą mi gdy puszczam sobie któryś z albumów tej formacji, gdy zatapiam się w ich muzykę. Może komuś wystarczy szufladka: trip-hop i od razu wie o co chodzi, innym ani ta definicja, ani sama nazwa zespołu nic nie powie. Stąd też namawiam Was przede wszystkim do posłuchania tej muzy, do odpłynięcia przy niej - jest tak cudownie hipnotyczna, lekko psychodeliczna, ale nie agresywna, drażniąca lecz raczej otulająca niczym mgła. Uczucie jakbyś widział przed sobą jedynie jakiś zarys ścieżki, drzewa, latarni. Nie masz ochoty nigdzie się śpieszyć...

Whisky dla aniołów, czyli wykorzystaj szansę

W ramach porządków i zapełniania pustych notek, gdzie konkursy już są zakończone pojawiły się nowe treści, zapraszam Was wiec do zerknięcia m.in. na: o serialu Homeland, czyli wilk w owczej skórze, oraz o filmie Bękarty wojny, czyli oblicze żydowskiej zemsty. A dziś kolejny dłuuugi wyjazd i tylko żal, że nie wziąłem żadnych płyt na drogę... Pozostanie radio. Miała być notka muzyczna, ale w weekend obejrzałem nowy film Kena Loacha, więc żeby nie czekał na notkę zbyt długi, dziś na szybko słów kilka.
Bohaterowie u tego reżysera to zwykle ludzie przeciętni, a nawet tacy, którym nie do końca udaje się załapać na "sukces" życiowy. Bezrobocie, bezradność, uzależnienie, bieda, a w tym wszystkim widzimy nie patologię, tylko normalnych ludzi, którym po prostu z jakichś powodów się nie ułożyło, nie udało. Tak jest i tym razem. Mimo więc trąbienia w reklamach, czy scenek w zwiastunie po których można by się spodziewać komedii sensacyjnej nie dajcie się zwieść. Znajdziecie tu tyle samo humoru co i gorzkich refleksji. Natomiast - co warto podkreślić, tym razem całość filmu ma w sobie, jak na tego reżysera, bardzo dużo optymizmu... Nie chcę kręcić nosem, że bagatelizuje się problem, podaje trochę infantylne słodkie zakończenie, czy też że morał jaki z tego filmu płynie namawia do kombinacji - po prostu trzeba potraktować tę opowiastkę trochę lżej i mniej poważnie niż poprzednie filmy tego reżysera (które bardzo lubię).

niedziela, 21 października 2012

Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj, czyli morderca też ma uczucia

Tytuł beznadziejny, ale film zaiste fajny. To dopiero drugi film Martina McDonagha (przede wszystkim świetny dramatopisarz), ale zapowiada się, że wszyscy, którzy lubią zakręcone czarne komedie nie będą musieli ograniczać się do produkcji Guy'a Ritchie'go, czy liczyć na poczucie humoru Tarantino. 
Może nie ma tu aż tyle akcji, ale sam pomysł, specyficzny humor, dialogi i budowanie klimatu m.in. na przemocy i czarnych charakterach - to wszystko  przecież tak lubią wszystkie tygrysy. Akcji nie ma dużo, ale może właśnie dzięki temu udaje się uniknąć przesady, śmieszności, dublowania tych samych pomysłów. Powiedziałbym, że ten spowolniony nastrój, te krajobrazy i nutka nostalgii nadają mu czegoś oryginalnego, co sprawia, że będę czekał na kolejne filmy tego reżysera (7 psychopatów nakręconych w tym roku już uznano w Wlk. Brytanii za hit). Ach wspomniałem o krajobrazach - tytuł filmu w oryginale brzmi "In Brugia" i właśnie to cudowne stare miasto stanowi tu tło i dodatkowy element, dla którego film warto zobaczyć. Prawdę mówiąc, jak zobaczyłem te kamienice, stare mury katedry i obrazy Bosha w muzeum (którego kocham nawet bardziej niż Bruegel'a) to stwierdziłem, że sam muszę dopisać to miasto do "must see".

Sześć stóp pod ziemią, czyli lekko depresyjne, ale świetne. I roztrzygnięcie konkursu


Kolejny serial, który od kilku sezonów utrzymuje uwagę widzów i niezły poziom, a ja postanowiłem go sobie niedawno odświeżyć i o nim napisać. Warto poświecić mu jedną notkę, bo to produkcja, która po raz kolejny przesuwała pewne granice w naszym myśleniu o serialach. Mimo, że opowiada głównie o członkach jednej rodziny, to trudno go nazwać "familijnym" w tradycyjnym rozumieniu.
Już samo miejsce umieszczenia akcji cholernie oryginalne - dom pogrzebowy - rodzina Fisherów mieszka tu i pracuje i chcąc nie chcąc jesteśmy wciąż tu w obliczu śmierci, odchodzenia, straty. Każdy odcinek to historia jakiegoś człowieka i jego bliskich, nie spodziewajcie się jednak monotonii. Jest dużo czarnego humoru, sporo barwnych postaci i mało poprawności. Już sam początek każdego odcinka gdy poznajemy okoliczności śmierci danej ofiary potrafi nieźle zaskoczyć (jeden z moich ulubionych to kot, suszarka i kąpiel w wannie).

sobota, 20 października 2012

Stos numer 13, czyli gdy żołądek skręca

No tak gdy żołądek skręca to nic miłego, ale w całym tym obrzydliwym doświadczeniu jest chociaż jedna rzecz pozytywna. Można zalegnąć w łóżku choćby i na cały dzień, obłożyć się książkami i gdy tylko nie kłuje za bardzo rozkoszować się lekturą... A czytać jest co. Po raz drugi w ostatnich kilku miesiącach dałem się skusić na promocję Wetbildu (dawniej Świat książki) - wszystko po 9 złotych (teraz nawet co czwarta gratis), do tego dochodzą rzeczy pożyczone i te które mimo iż ograniczam się jak tylko potrafię wciąż spływają od wydawnictw do recenzji. Poniżej stosik, fota tym razem wspominkowa - jeszcze sentymentalnie a propos ubiegłego tygodnia :) Rozstrzygnięcie konkursu pewnie wieczorem albo już jutro, może wtedy też kolejna notka. Jakoś mnie teraz oglądam, ale czuję, że mimo kolejnego wyjazdu znajdę trochę czasu by wreszcie porobić porządki na blogu i nadgonić ilość notek do końca miesiąca... Może jakaś kolejna rozdawajka jeszcze w październiku. A teraz do stosu: