środa, 29 kwietnia 2020

Mały zgon, czyli Fargo to nie jest


Gdy ogląda się "Mały Zgon" trudno nie oprzeć się refleksji, że kopiowanie nigdy nie wychodzi na dobre. Lepiej zaryzykować i zrobić coś oryginalnego, niż liczyć na to, że skoro gdzieś za oceanem był jakiś hicior, to zrobimy coś w tym stylu, tyle że biedniej i liczymy, że to widza polskiego zadowoli.
Niestety. To nie jest klasa "Fargo" choć podobieństw byłoby sporo. Tyle, że tam nawet to co przerysowane, robi wrażenie rozmachem, a u nas strzelaniny nawet nie bawią, są jedynie żałosne. Można oczywiście usprawiedliwiać, że reżyserów było kilku, że Machulski przyłożył palce nie tyle do samego scenariusza, co do dialogów, ale wyszło jak wyszło. "Mały Zgon" ani specjalnie nie bawi, a warstwie kryminalnej to nawet rozłazi się w szwach. Młodym twórcom: Maciejowi Kawalskiemu, Filipowi Syczyńskiemu oraz Piotrowi Domalewskiemu nawet doświadczenie starszego kolegi nie pomogło. Ale jedno jest na poziomie.

wtorek, 28 kwietnia 2020

Spisek przeciwko Ameryce, czyli czy życie europejskiego Żyda jest mniej warte niż amerykańskiego

W najbliższych dniach chyba aż trzy seriale i zważywszy na to, że majówka taka a nie inna, to może i kolejne zaległości uda się nadrobić. Na początek historia alternatywna i ekranizacja powieści Philipa Rotha. Dopisuję ją do listy do przeczytania.

W Stanach ten serial jest dziś odczytywany jako szczególnie aktualny, bo za prezydenta Trumpa wszystkie radykalne grupy nacjonalistyczne mają się coraz lepiej i atmosfera pewnie odbierana jest właśnie tak jak opisuje to Roth. Co z tego, że to historia. Pokazuje pewne mechanizmy, które są dość uniwersalne - jak łatwo manipulować tłumem, wskazać mu wroga, a potem zaostrzając retorykę nawet nie trzeba brudzić rąk, bo ludzie sami zajmą się pozbyciem tych, których wskażemy im jako tych "innych" winnych całego zła.

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Lupus - Jens Henrik Jensen, czyli Oxen powraca

Bardzo dobra trylogia sensacyjno-kryminalna o weteranie Nielsie Oxenie, byłym komandosie, który zostaje wciągnięty w śmiertelną rozgrywkę z tajną organizacją o licznych mackach i wszechstronnych wpływach, ma kontynuację! Frajda spora, bo to ciekawa postać, a fabuła skonstruowana przez Jensena naprawdę trzymała za gardło. I co ważne, daleka była od uproszczeń w tylu: zabili go, a on i tak uciekł.

Oxen wreszcie może odetchnąć, nikt go nie ściga, nic nie zagraża jego życiu, próbuje poukładać swoje relacje z synem, ale daleki jest od spokoju - wciąż nie może ułożyć sobie życia, znaleźć normalnej pracy, a koszmary z przeszłości wciąż nie dają mu spokoju. Każde z zespołu, który wtedy wygrał ważną wojnę, poszło swoją drogą - Mossman dostał niezłą posadkę i szefuje komisji przeglądającej akta jakie zdobyli, Margrethe Franck też wróciła do policji z awansem i jeszcze większym zaangażowaniem, tylko Oxen jak zwykle jest samotnym wilkiem. I takim trochę pozostaje. Gdy Mossman prosi go o wyjazd na Jutlandię i sprawdzenie co dzieje się z pewnym człowiekiem, nie przyjmie on tego zlecenie, choć i tak tam pojedzie, tyle że w tajemnicy przed dawnym szefem.

niedziela, 26 kwietnia 2020

Co z tymi młodymi, czyli Podrzutki, My oraz Kamper

Trzy filmy, które trochę łączy temat młodych ludzi - ale czy w różnych krajach udałoby się opowiedzieć o takich samych problemach i stylu życia?
"Podrzutki"to produkcja rosyjska, opowiadająca o młodym chłopaku wychowującym się w sierocińcu. Podobnie jak u nas nie wynika to z tego, że nie ma rodziców, ale nie chcieli oni brać odpowiedzialności za dziecko - tam system "okien życia" funkcjonuje widać podobnie jak u nas. Bohater ma rzadką chorobę, która sprawia, że mniej odczuwa on ból niż inni, co nie znaczy pewnie, że nie ponosi z tego tytułu konsekwencji. W tym filmie nie tylko on jednak jest istotny - jego historia jest okazją do opowiedzenia co zdaniem reżysera jest raczej problemem dorosłych, jaki kraj stworzyli, na jakich zasadach go oparli, czego uczą młodych. Choć świat na zewnątrz placówki kusi wszystkimi przyjemnościami, chłopak pewnie wolałby okazanie mu ciepła i bezpieczeństwa, a nie obsypanie go podarunkami, które nie są bezinteresowne. Matka, która próbuje go z sierocińca wyciągnąć ma bowiem jasny interes i pomysł: dziecko będzie pomagać w naciąganiu naiwnych bogaczy na kasę.

sobota, 25 kwietnia 2020

Kimkolwiek jesteś. Ukryta sieć #2 - Jakub Szamałek, czyli raczej się nie schowasz...

Odkładam na chwilę kolejny pakiet z filmami i może przyjrzyjmy się kontynuacji cyklu "Ukryta sieć". O poprzedniej książce Szamałka notkę znajdziecie w zakładce "Przeczytane" na górze. Druga część jest w bardzo podobnym stylu - to thriller, w którym wątki dziennikarskiego śledztwa oraz narastającego wokół bohaterki zagrożenia, przeplatają się z odkrywaniem przed nami zagrożeń związanych z bezpieczeństwem w sieci. O ile ten ostatni wątek mnie trochę w pierwszej części drażnił, to w drugiej wypada już trochę ciekawiej, autor bowiem dotyka mechanizmów, które ze świata biznesu, przenikają powoli np. do sfery polityki. Jak wiedzę o naszych upodobaniach, sposobach spędzania wolnego czasu, przeczytanych książkach, przełożyć na preferencje wyborcze? Okazuje się, że to całkiem proste. Politycy, partie i różne grupy uczą się tego od najlepszych speców od marketingu i wiedzą gdzie uderzyć trzeba z przekazem mocnym, a gdzie po prostu siać wątpliwości, rozmiękczać lub zniechęcać do pójścia na głosowanie. I choć Szamałek podobnie jak w części pierwszej, dotyka jedynie wierzchołka góry lodowej, to i tak dla wielu ludzi ta wiedza może być szokująca. Jak łatwo udostępniamy informacje o sobie, nie chronimy ich, dajemy sobą manipulować, w dodatku ciesząc się z tego, że to takie wygodne? O konsekwencjach, o tym do czego to może doprowadzić, jakoś mało kto chce myśleć. Może więc taka forma - poprzez książkę sensacyjną, może do ludzi dotrze?

piątek, 24 kwietnia 2020

Przygodowo, czyli Gdzie jest korona Cara oraz Gdzie jest dukat Króla Zygmunta


Jako osoba wychowana na Nienackim i Niziurskim, mimo upływu lat wciąż mam sentyment do awanturniczych i przygodowych książek dla młodszych czytelników. Podsuwam je potem już nie tyle córkom, bo te również wyrosły z takich lektur, ale różnym znajomym, którzy mają młodsze pociechy. I cieszę się, że wciąż pojawiają się na naszym rynku wydawniczym nowi autorzy, nowe pozycje, że mogę je polecać innym.
Zamiast wierzyć w reklamy drukowane na okładach zagranicznych (bestseller! ... milionów na całym świecie itp.), może warto rozejrzeć się wśród naszych rodzimych pisarzy. Jednym z tych, których odkryłem ostatnio jest Artur Pacuła, mający już 4 książki przygodowe dla młodzieży na swoim koncie. Przy okazji premiery najnowszej części cyklu, otrzymałem od wydawcy również wznowienie części pierwszej i z ogromną satysfakcją stwierdziłem, że nowa szata graficzna jest dużo ciekawsza od pierwotnej. Trzeba trzymać kciuki za wydanie brakujących części z podobnymi okładkami (poniżej macie porównanie, żeby wiedzieć o co mi chodzi). Okładka świetna, a w środku?

czwartek, 23 kwietnia 2020

Międzynarodowo i różnorodnie, czyli Bille, Bułgarska róża i Miłosierny

Trzy produkcje, niby nie powalające na kolana, ale każda z nich pokazuje kawałek rzeczywistości/historii danego kraju. Łotwa. Bułgaria. Francja. Obiecuję na dniach kolejne takie pakiety.

Bille. Ciekawe podejście - opowiedzieć o swojej słynnej pisarce Vizmie Belševicy, postaci bardzo ważnej dla kultury łotewskiej, pokazując ją jako małą dziewczynkę. Tak jakby jej wrażliwość, talent, spojrzenie na świat ukształtowało się właśnie wtedy, gdy dość naiwnie próbowała dostosować się do niełatwego świata dorosłych. Wyrosła w latach 30 XX wieku, w biedzie, w domu gdzie znerwicowana i surowa matka oraz popijający ojciec, nie zawsze otaczali ją wystarczającą uwagą. Dziewczynka uciekała w świat wyobraźni, poszukiwała cudownej krainy, w której podobno nie brakuje niczego. Jak każde dziecko psoci, popełnia błędy, buntuje się...
Ładne zdjęcia. Ale czy coś więcej dobrego mogę powiedzieć o tej produkcji? Chyba niestety nie.

środa, 22 kwietnia 2020

Płacz - Marta Kisiel, czyli mniej żartu, ale uczuć nie zabraknie

Płacz okładka
Widzę, że z każdym dniem coraz trudniej mi się mobilizować do pisania, jakaś totalna deprecha nadciąga :(
Ale póki jest jeszcze siła...
"Płacz" finał (czyżby?) tzw. trylogii wrocławskiej Marty Kisiel, cyklu z którym miałem trochę problem. Zaczynałem bowiem spotkanie z autorką (czy też wtedy jeszcze ałtorką?) właśnie od niego, od "Nomen Omen", które mnie wcale nie zachwyciło. Potem dopiero "Dożywocie" sprawiło, że odszczekiwałem swoje słowa, że ta Kisielowa to przereklamowana (dowody znajdziecie w zakładce Przeczytane). I "Toń" wydała mi się dużo ciekawsza. Na pewno była też poważniejsza i mroczniejsza niż pierwszy tom. I tak też jest i z finałem. To cykl na pewno odmienny od "Dożywocia", mniej tu humoru, zabawnych postaci, więcej za to akcji, tajemnic, napięcia. Mam wrażenie, że w takie klimaty w innych książkach Marta Kisiel wchodzi tylko na chwilę (ale potrafi to robić!), a tu zanurza nas prawie od początku. Gdyby nie to, że już trochę znamy charaktery poszczególnych postaci, mamy frajdę z różnych przepychanek między nimi, to byśmy w tym mroku zatonęli bez nawet jednego uśmiechu i sympatycznego ciepełka. A że są oni, to trochę nas w tych ciemnościach czasoprzestrzeni, duchów i potworów, coś jednak ogrzewa i światełka nadziei też nie zabraknie.

wtorek, 21 kwietnia 2020

Kobiety na pierwszym planie, czyli Vita i Virginia, Ekspedientki, Maria Królowa Szkotów, Miłość mojego brata

Vita i Virginia. Podobno poza filmem jest też książka, ale nawet nie wiem czy mam ją ochotę czytać. I nie dlatego, żebym nie wierzył w jakąkolwiek możliwość relacji Virginii Woolf z inną kobietą, ale jakoś skutecznie ten obraz mi tak spłycił jej osobowość, że wolę jednak przyglądać się ewentualnie jej twórczości, a nie roztrząsać na ile romans mógł mieć dla niej wielkie znaczenie.
Próba opowiadania w kostiumach epoki historii na wskroś współczesnym językiem, w dodatku z wtrętami rodem z jakiegoś eksperymentalnego filmu (czyli np. muzyka, taniec), może być dowodem albo szaleńszej odwagi, geniuszu artystycznego, albo też jakiejś degrengolady umysłowej i przekonania o swojej wyjątkowości. W przypadku tego filmu mamy do czynienia z drugim przypadkiem.

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Młodość - Terrific Sunday, czyli fale nade mną



Staram się przynajmniej raz w miesiącu napisać jakąś notkę muzyczną, więc mimo, że jakoś ostatnio daleko mi po drodze z radosnym, melodyjnym graniem, to z deezera wybieram tym razem Terrific Sunday. Niech będzie, że nazwa bliższa mojemu samopoczuciu :)
A muza? Cieszę się, że w Polsce wciąż gra się takie gitarowe, ale nie za ciężkie granie. Nie jestem na bieżąco z tym co na rynku, ale mam wrażenie, że indie rock trochę odchodzi do lamusa, szuka się oryginalności, czasem na siłę. A tu proszę - w prostocie czasem jest urok.

Gra w cykora - Szilárd Rubin, czyli toksyczne związki

„Człowiek nigdy nie powinien pogodzić się z tym, co utracił”. Ten cytat trochę oddaje ducha tej powieści, w której uczucie jest zarówno czymś wspaniałym, jak i destrukcyjnym. M. gdy jej pożyczyłem egzemplarz stwierdziła, że to powieść smutna i pełna goryczy. Ja przyznaję się, że zachwyciłem się głównie warstwą językową, zaskakująco poetycką i gdyby nie realia komunistycznych Węgrzech, to raczej bym nigdy bym nie odgadł, że powstała w latach 60. Wtedy zresztą chyba przeszła trochę bez echa, odkryto ją dopiero niedawno i zyskała duży rozgłos. Autor pisał nie tylko prozę, ale podobnie jak jego bohater był również poetą, może stąd niepowtarzalny klimat "Gry w cykora".
On poeta lewicujący, w nowej rzeczywistości otrzymał szansę na studia i awans społeczny, dla niej i jej rodziny to raczej zmiana na gorsze, ale w tej rzeczywistości trudno chwalić się dawnym bogactwem czy przywilejami. Oboje młodzi, otoczeni innymi studentami, przyjaciółmi, szalejący, choć wokół raczej system temu nie sprzyja. Uczucie wybucha...
No i właśnie.

niedziela, 19 kwietnia 2020

Śpiewajcie, z prochów śpiewajcie - Jesmyn Ward, czyli życie przeplatające się ze śmiercią

Gdy dotychczasowe życie się wali człowiek najchętniej zwinąłby się w kulkę i po prostu starał się odciąć od wszystkiego. W tej chwili chyba głównie książki, a może troszkę również ten blog, dają mi namiastkę takiej możliwości... Myśleć o czymś innym. Nie dać się ogarnąć do końca czarnym myślom.
Czytam. Szukam w tym ucieczki, zapomnienia. Choć nie raz lektury również mogą boleć, tak jak choćby ta. To jednak trochę inny ból, taki który próbujesz ogarnąć, pojąć jego bezmiar, przeżywasz go, ale to nie jest do końca twój ból, bierzesz go tylko małą okruszynę. Współodczuwanie daje jednak ukojenie. Skoro tamte krzywdy udało się opowiedzieć, to może i samemu uda się przejść przez wszystko i kiedyś być w stanie z większym spokojem spojrzeć do tyłu.
Wybaczcie dziwny wstęp, ale po prostu cieszę się, że właśnie dziś mogę napisać kilka zdań o tym tytule. Takim, który w wyjątkowy sposób dotyka emocji, wyobraźni, zostaje w głowie.
Każdy ma tu swój punkt widzenia, prawo do własnych emocji, ale przez to jeszcze wyraźniej doświadczamy tego jak bardzo można być blisko siebie, a jednocześnie się ranić, nie do końca świadomie.
Leonie pragnie zagłuszenia swoich lęków, ucieka w narkotyki, pragnie bliskości i dlatego tak bardzo zależy jej na powrocie męża, dzieci są trochę kłopotliwym ciężarem, choć boli ją to, że traktują jej z taką czułością jakiej by oczekiwała, sama również nie potrafi jej okazywać. Pomiędzy wyrzutami sumienia, a próbami ogarniania tego co jest w stanie, chwile gdy może odpłynąć są dla niej najważniejsze.
Jej dzieci...

Dwupak niepokojący, czyli Wieża. Jasny dzień oraz Ciemno, prawie noc

Znowu tak wyszło, że przy jednej produkcji będzie więcej zachwytu, a przy drugiej marudzenia. Niby można dostrzec pewne podobieństw, jakieś niedopowiedzenia, elementy snu, dziwnych wydarzeń, ale o ile Jagodzie Szelc wyszło coś oryginalnego, to Lankosz poległ na całej linii.
"Wieża. Jasny dzień" zachwyca klimatem, tajemniczością, możliwościami do interpretacji.
Rodzinne spotkanie, jak się domyślamy po wielu latach, choć nie wiemy z jakiego powodu, z pozoru jest sielanką, ale podskórnie cały czas wyczuwamy masę napięcia. Jego szczególnym źródłem wydaje się Kaja oraz jej relacja z siostrą Mulą. Sekrety i decyzje z przeszłości wciąż rzutują na sytuację obecną. Mula wychowuje bowiem córkę Kai i obawia się, że siostra będzie próbować nawiązać z nią jakieś relacje, a być może nawet zdradzić prawdę.
Cały czas wyczuwamy jakieś obawy, niepokój związany z obecnością dawno nie widzianej w tym domu kobiety, jedynie matka cieszy się na obecność obu córek.