sobota, 14 listopada 2015

Moja matka, czyli czy masz czas się zatrzymać?

Po tym co się wydarzyło we Francji jakoś nie mam ochoty pisać o czymkolwiek. Kto by miał głowę nawet do czegoś tak fajnego jak wydarzenia kulturalne w obliczu takiej tragedii?
Ponieważ jednak nie chcę rezygnować z bloga, zdając sobie też sprawę, że ostatnio coraz trudniej mi się zmobilizować, siadam do kolejnej notki. Filmu, który od wczoraj jest na ekranach kin, ale pewnie niewiele osób zwróci na niego uwagę. Nanni Moretti kręci obrazy raczej kameralne i chyba tylko Habemus Papam miał większą reklamę.

"Moja matka" jest dziełem jeszcze bardziej osobistym i intymnym. Czy po przeżywaniu odejścia własnego rodzica łatwo przenosić podobne historie i uczucia na ekran? Czy film jest formą własnej terapii, radzenia sobie z jakąś trudnością? Te pytania rodzą się w głowie i trudno ich pewnie uniknąć. 

czwartek, 12 listopada 2015

Dream Read List cz. 2, czyli szukamy czegoś dla nastolatek


Kilka dni temu pisałem swoje propozycje tytułów, które można polecić do lektury prawdziwym facetom, ale przyznam się Wam, że akcja zaproponowana przez przez Wydawnictwo Znak i Joasię z bloga Book me a cookie, na tyle mi się spodobała, że postanowiłem zrobić jeszcze druga listę życzeń/rekomendacji.

Tym razem zainspirowały mnie zbliżające się urodziny mojej starszej córki. Co można podsunąć do czytania 15-latce? Na razie w ramach prezentu zabrałem ją do Escape Room, bo strasznie polubiliśmy tę zabawę (może znowu o niej napiszę), dostała grę na konsolę, ale pewnie i książkowego coś znajdzie w swoich prezentach.

Buszując po propozycjach ZNAKu nawet byłem zaskoczony, że tych pozycji dla ciut młodszych czytelników mają całkiem sporo, a wiele z nich to naprawdę fajne, kilkutomowe serie. Zwykle przeglądam ich ofertę pod swoim kątem, a do młodzieżówek zaglądam rzadziej.
Zapraszam więc do zapoznania się z moimi rekomendacjami, wyborem. A może Wy byście jeszcze coś do tej listy dorzucili. Zbliżają się Mikołajki, potem Święta Bożego Narodzenia, może warto już teraz pomyśleć nad pomysłami na prezenty? Książki ucieszą każdego!




Wishlist - idealne dla nastolatki to:

środa, 11 listopada 2015

Jaskółka, czyli czemu nie lubisz tej piosenki?


Jaskółka siostra burzy. Motyw, który powraca i muzycznie i w warstwie fabularnej. Choćby nie wiem jak się próbowała od tego przydomku główna bohaterka, od przeszłości uwolnić się bardzo trudno.
Powraca po wielu latach. Uciekła, by rozpocząć nowe życie, próbowała zapomnieć. Ale teraz, sama już będąc rodzicem, postanawia zajrzeć do rodzinnego domu. Może szuka pojednania z ojcem, może potrzebuje od niego pieniędzy, a może po prostu nabrała odwagi by wykrzyczeć mu w twarz, to wszystko co w niej zalega... Kiedyś wiecznie pijany, dziś sprawia wrażenie nawiedzonego pustelnika. Równie ciężko się z nim porozumieć jak i kiedyś.

Niesamowity jest klimat tego filmu. Kamienice i podwórka, które nadal nie doczekały się remontów i wyglądają równie paskudnie jak przed 15 laty. I te mieszkania - pełne mebli z PRL i bibelotów zbieranych przez lata, kryształów i świętych obrazów. Zostali prawi sami starzy ludzie, bo kto tylko może, próbuje się stąd wyrwać.

wtorek, 10 listopada 2015

Zawód szpieg, czyli sorry, taką mamy pracę

Przy Bondzie prawie wszystkie filmy szpiegowskie wydają się jakieś marne. No bo jak to? To oni nie działają sami? Tygodniami planują akcje, a ktoś musi zatwierdzać im preliminarze? Trochę to nudne, nie?
"Zawód szpieg" zapowiada się jak niezły thriller szpiegowski - oto agent amerykański próbuje wyciągnąć kogoś z chińskiego więzienia, ale niestety zostaje złapany. Spodziewamy się, że jego rodacy wyruszą natychmiast na ratunek. A tu gucio... Ważniejsze są dobre relacje z Chinami i wymiana gospodarcza z nową potęgą, w czasach gdy Stany pogrążają się w kryzysie.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Dream Read List część 1 - dla prawdziwych facetów


Jesień w pełni. I to niestety raczej pokazuje się od tej miej przyjemnej strony - chłodnej, wietrznej, mokrej i nieprzyjemnej. A jak do tego dodamy jeszcze smog w powietrzu, to człowiekowi odechciewa się wychodzenia z domu.

Zróbmy więc sobie odrobinę cieplejszej i przyjemniejszej przestrzeni w życiu. Zainwestujmy trochę czasu w bliskich, we wspólne wieczory np. przy gotowaniu, jedzeniu albo przy planszówkach. No i chyba nie ma lepszego czasu na to, żeby posiedzieć nad dobrą lekturą. Kubek herbaty, kocyk, lampka i odrobina świętego spokoju to marzenie, które jest na wyciągnięcie ręki. Tak łatwo je przecież zrealizować.

Ta notka jest trochę wyjątkowa, bo zwykle piszę przecież recenzje. Tym razem jednak dałem się namówić na udział w akcji zorganizowanej przez Wydawnictwo Znak i Joasię z bloga Book me a cookie.

Spodobał mi się po prostu pomysł na stworzenie listy życzeń, którą mogę komuś zadedykować, z tytułami tego wydawnictwa. Sam często robię tam zakupy, współpracuję przy recenzjach, więc nie miałem dylematów, że będę musiał polecać coś czego nie jestem pewien. Tu rekomendację wystawiam z ręką na sercu :)

Na początek: propozycje ode mnie dla prawdziwych facetów. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wiele przedstawicielek płci pięknej też sięga po taką "bardziej męską" literaturę, ale w drugą stronę to już tak bardzo nie działa. Możecie więc spokojnie sugerować się tymi propozycjami przy zakupach dla swoich mężów, braci, chłopaków itd. Pobawcie się może też sami w próbę stworzenia takiej wish-listy. Może dla siebie, aby dać delikatnie znać św. Mikołajowi gdzie ma szukać inspiracji :) Strona Wydawnictwa ZNAK to kopalnia dobrych pomysłów na prezenty.


niedziela, 8 listopada 2015

One same, czyli o najlepszym spektaklu teatralnym w Polsce w 2015 roku słów kilka

Czasem tak bywa, że różne sprawy domowe i rodzinne, staną na przeszkodzie planom kulturalnym. I tym razem niestety tak było. Premiera przeszła mi koło nosa i teraz tylko marzę, żeby znaleźć okazję, by złapać tam w najbliższych tygodniach te spektakl. Moje zaproszenie wykorzystał Włodek (farciarz) i to co opowiada sprawia, że jeszcze bardziej stwierdzam: tego spektaklu nie wolno przegapić. Sprawdzajcie terminy.

Tu trochę więcej zdjęć i informacje o przedstawieniu.
A ja udostępniam opinię tego, który już to widział. Jak czasem nie mogę się doprosić go o to by trochę rozbudował recenzję i dodał coś od siebie, to teraz mnie totalnie zaskoczył.

O Teatrze Żydowskim mówi się w środowisku krytyków teatralnych źle. Że repertuar nie taki, że aktorów wychowuje się „pod siebie”, że „to teatr, w którym uprawia się folklorystyczną galanterię” (Janusz Majcherek), a wciąż korzysta się „ze sprawdzonego przepisu: sztetl – szmonces – szlagiery” (Aneta Kyzioł). Konia z rzędem temu, kto udowodni, że w innych teatrach nie korzysta się ze sprawdzonych reguł. Ciekawe dlaczego w Teatrze Komedia nie ma rozbudowanych spektakli wizyjnych, a wciąż pojawiają się komedie pomyłek? Bo to się podoba i wpisuje w tradycję instytucji. Dlaczego Teatr Rozmaitości ogrywa wciąż sztuki poświęcone gejom? Odpowiedź nasuwa się sama. A ludzie biją się tam o bilety na choćby „Anioły w Ameryce”. I tyle.
Niech tymczasem nie rzuca na Teatr Żydowski kamieni ten, kto ostatnio do niego nie zagląda. Okazuje się bowiem, że to nie tylko jedna z lepszych scen na kulturalnej mapie Warszawy, ale też – dzięki najnowszemu spektaklowi „One same” według scenariusza i w reżyserii Karoliny Kirsz – w tym roku zdecydowanie najciekawsza (mam prawo tak powiedzieć, zaglądając do teatrów kilkadziesiąt razy w roku i widząc, co oferuje nam Warszawa).

Gra w kości Elżbieta Cherezińska, czyli nasza historia może być świetnym tematem

W planach na najbliższy tydzień znowu sporo rzeczy kryminalnych - m.in. Krajewski, Ćwirlej, seriale, bo w końcu w tym tygodniu startuje kolejna premiera HBO. Ale póki co trochę dwie notki trochę bliżej historii. W obu pojawia się postać papieża, ale w różnych czasach. Ktoś zgadnie jaki tytuł będzie jutro?
Zajrzyjcie też do notki, która została ciut rozbudowana - staram się, żeby w miejsce zakończonych konkursów albo notek pisanych przez kogoś, pojawiło się również coś ode mnie. Tym razem o książce Sławomira Kopra - Zachłanne na życie.

A dziś Cherezińska. Tyle słyszałem zachwytów o jej powieściach, a ja wciąż te cegły odkładałem na bok. Wreszcie DKK mnie zmobilizował, żeby sięgnąć po jedną z nich. Podobno nie najlepszą. Więc muszę przyznać, że jeżeli to co czytałem ma być "słabsze", to jestem bardzo ciekaw tytułów o innych naszych władcach. Pomysł by oprzeć się na naszej historii i zaproponować powieść opartą na faktach, ale rozbudowując ją o własne interpretacje, domysły i pomysły fabularne uważam za kapitalny. Co prawda znawcy historii mogą się czepiać detali, twierdzić, iż historyk, który to konsultował jest hochsztaplerem (Urbańczyk), ale chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, że w końcu jest to tylko powieść. Wariacja na temat, a nie suche fakty. Więc zabawa w stawianie hipotez na temat różnych decyzji, przebiegu zdarzeń, cech charakteru poszczególnych postaci i przebiegu ich wzajemnych spotkań jest tylko zabawą. Z ciekawym tłem (w końcu autorka uczestniczy w grupach rekonstrukcyjnych, więc zna te szczegóły i kocha je, to nie jest cepelia dla mas), wciągająca, z dość atrakcyjnymi dla współczesnych wątkami, ale jednak tylko powieść. Więc nie ma co kłócić się o drobiazgi.

piątek, 6 listopada 2015

Spectre, czyli mówią że jesteś skończony


No i tak. Dzięki Multikinu razem z Marcinem (blog Pan Kulturalny) jesteśmy już po premierze najnowszego Bonda, a ponieważ wiem, że on będzie trochę kręcił nosem, a mi się podobało, staram się go wyprzedzić z wpisem, żeby wyszło na moje. Na ekranie Bond słyszy, że już się skończył, ale wciąż daje radę, ja bym więc nie zamykał tak szybko drzwi za tą serią, nawet jeżeli Craig już nie zagra. Może znajdzie się nowy odważny, który poprowadzi ten statek na nowe wody. Mendes już w "Skyfall" (tu moja notka - Skyfall, czyli stary pies, nowe sztuczki) pokazał, że można pokazać tę historię trochę inaczej. W "Spectre" mam wrażenie, że próbował trochę podomykać pewne wątki z przeszłości, jest sporo nawiązań do dawnych filmów cyklu (niektóre dość zabawne), zrezygnował z tego nostalgicznego klimatu, który tak zaskoczył w przedostatnim filmie. Teraz Bond znowu jest sobą - obrywa, ranią go, wysadzają, a on tylko się otrzepuje, poprawia garnitur i idzie dalej. A w następnej scenie znowu jest nieskazitelny. Chyba właśnie takiego go zapamiętaliśmy najbardziej. Jest coś niesamowitego, że w czasach gdy przy każdym prawie filmie kłócimy się i obrażamy za drobiazgi, twierdząc, że nie są prawdopodobne, tu bawimy się nawet największymi bajerami. Bo taka konwencja. Można więc spowodować największą nawet katastrofę, po czym okazuje się, że łącznie z kierowcą/pilotem nikomu prawie nic się nie stało. Ofiar nie widać (wkurzające to było szczególnie w początkowych scenach z Meksyku). Bo liczy się akcja i główny bohater, który ma ją doprowadzić do końca.

Oj chyba z sentymentu wrócę sobie do wszystkich części. W końcu seria jest skompletowana na półce.

środa, 4 listopada 2015

www.afgan.com.pl - Marcin Ciszewski, Tadeusz Michrowski, czyli zmieniamy historię

Na moim blogu znajdziecie notki na temat wszystkich innych tytułów Marcina Ciszewskiego, więc nie dziwcie się, że tuż po premierze książka była już moich łapkach. Nie ukrywam sentymentu do serii www, a szczególnie trzech pierwszych tomów. Teraz bohaterowie tego cyklu powracają. Co prawda trochę inni, jakby bardziej zagubieni i bezradni wobec wydarzeń, które ich ogarniają, ale czyta się to nadal świetnie. Książka chyba znajdzie się w moich rekomendacjach przedświątecznych, ale o tym napiszę w ciągu najbliższych dni.
Zanim kilka zdań o książce: jeszcze dwa linki - wciąż pracuję nad tym by uzupełniać puste miejsca np. po zakończonych konkursach, czymś ciut ciekawszym. Macie więc dwie notki filmowe:
Hotel Ruanda, czyli chyba jednak zbyt grzecznie
Kapitan Alatriste, czyli nasz Kmicic lepszy

A teraz powróćmy do www.afgan.com.pl. Chyba trzeba zacząć od przybliżenia pomysłu na serię. Pierwszy Samodzielny Batalion Rozpoznawczy, dzięki sabotażowi i dziwnemu zbiegowi okoliczności trafia ze współczesności do ostatnich dni sierpnia 1939 roku. MDS (Mobile Defence System) - eksperymentalne urządzenie amerykańskie, które nasze wojsko miało testować, okazało się, że nie tylko spełnia swoje podstawowe zadanie, czyli tworzy barierę ochronną nad określonym miejscem, ale przez pewne procesy związane z nagromadzeniem olbrzymiej ilości energii, pozwala na podróże w czasie. Przeniosło ich, ale wrócić nie mogli. Postanowili więc zostać i walczyć. Ktoś to nazwał patriotic fiction i coś w tym jest. Przygoda, humor, emocjonująca akcja, połączone są w fajny sposób z realiami historycznymi i dobrymi opisami walk. Kto nie czytał, niech nadrabia!
Mamy więc kolejny tom cyklu, który wydawał się definitywnie skończony. Tym razem jednak o tamtych wydarzeniach jedynie się wspomina, jakby przez mgłę, dzięki wspomnieniom innych, bo nikt z bohaterów ich nie pamięta. Mamy więc do czynienia z postaciami, które zostały w czasie teraźniejszym, a nie ich sobowtórami, którzy podróżowali w czasie. Teraz część z nich ponownie znajdzie się w takiej samej sytuacji. Zostawmy na boku zastanawianie się nad zbiegami okoliczności i niejasnościami - dajmy się po prostu porwać wydarzeniom i ich klimatowi.

wtorek, 3 listopada 2015

Donna Tartt – Tajemna historia, czyli jak wbić czytelnika w fotel...

No ładnie. Od kilku miesięcy rzuciłem się na kryminały, kończąc jeden, prawie od razu sięgam po kolejny, ale widzę, że zaniedbałem kompletnie inne rzeczy. A tu tyle smakołyków czeka na recenzję. Niektóre trochę przerażając grubością, a że czytam głównie w komunikacji, to i niestety muszą ustąpić rzeczom lżejszym. W efekcie Włodek, który podbiera mi różne rzeczy, nie tylko przeczytał przede mną "Szczygła" Donny Tartt, ale i kolejną powieść tej autorki wydaną przez ZNAK (ale napisana była wcześniej). No cóż. Wstyd mi. I obiecuję do Świąt Bożego Narodzenia się poprawić. 
A póki co - zerkajcie na notkę o "Tajemnej historii". A jakby co - tu można do książki zajrzeć

Kilka miesięcy temu podebrałem Robertowi osławionego „Szczygła” Donny Tartt (osławionego choćby nagrodą Pulitzera) i byłem zadowolony z tej lektury. Teraz przyszedł czas na chronologicznie wcześniejszą, bo debiutancką powieść amerykańskiej pisarki, znanej z tego, że swoje książki pisze latami, cyzelując je językowo, dopieszczając wątki i wplatając konieczne ozdobniki. Udało się – dorwałem się do niej nawet pierwszy i – uwaga – jestem zachwycony! Nawet bardziej, niż przy „Szczygle”!

El club, czyli usuniemy cię w cień

Od ponad tygodnia film jest na ekranach kin studyjnych, ale nie wiem czy w nawale innych ktokolwiek zwróci na niego uwagę. Nie tylko dlatego, że niewiele o nim się mówi, nie dlatego, że kino z Chile pewnie niewielu ma fanów, ale też dlatego, że temat jest cholernie ciężki. W dodatku opowiedziany został w dziwny sposób, trochę na chłodno, mgliście, za to z wylaniem na nas fali pomyj, tak byśmy sami musieli sobie poradzić z własnymi ocenami, przypuszczeniami. Grzech i możliwość jego odpokutowania, sąd ludzki i sąd Boży - to wszystko kotłuje nam się w głowach i nawet koniec można odczytywać na różne sposoby.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Pingwiny z Madagaskaru, czyli gdzie jest Julian? I konkurs


"Madagaskar" chyba jako jedna z pierwszych animacji sprawiła niespodziankę twórcom - od głównych bohaterów bardziej popularne stały się postacie drugoplanowe i to one zostały prawdziwymi gwiazdami. Najpierw seria filmów telewizyjnych, ale sympatyczne pingwiny doczekały się również własnego filmu długometrażowego. Dowcip jest podobny - szalone przygody narwanej czwórki pełne są akcji, wybuchów i kłopotów w jakie co i rusz się ładują. Są odważni, ale i trochę narwani. Każdy kto choć trochę zna się na pracy tajnych agentów, patrząc na nich, może się jedynie postukać w głowę, bo przecież nikt nie dał by im żadnych szans na jakąś udaną misję. I to jest właśnie ich tajna broń.

niedziela, 1 listopada 2015

Carlos, czyli powalczę za sprawę, ale najlepiej za kasę

Nie, nie. Nie mylcie tego filmu ze słynnym francuskim thrillerem sensacyjnym "Dzień Szakala". Carlos, czyli Ilicz Ramirez Sanchez - jeden z najbardziej znanych terrorystów, w tym filmie został przedstawiony tak, że można powątpiewać w inteligencję służb, które nie potrafiły sobie z nim poradzić. No chyba, że zadziałała tu zasada "głupi i bezczelny" ma szczęście i zaskoczył ich tak bardzo swoim brakiem profesjonalizmu, że jednak go nie zastrzelili. 
Dajcie spokój, gdy to oglądałem, naprawdę trochę opadały mi ręce - to ma być ten postrach całego zachodniego świata? Facet, którego ego jest większe od katalogu jego akcji i kalibru jego spluwy? No dajcie spokój. Twórcy filmu (a jest też wersja telewizyjna rozbudowana do ponad 300 minut i na tę właśnie trafiłem) uznali, że chcą przybliżyć tę postać w trochę inny sposób niż się tego spodziewałem. Nie skupiamy się bowiem na akcjach, czy przygotowaniach do nich, niewiele jest ucieczek przed policją, ale raczej oglądamy go jak pławi się w sławie rewolucjonisty i skutecznego wojownika sprawy, jak negocjuje kasę albo szczegóły planów, siedzi w fotelu i napawa się dumą ze swoich akcji, a nie je przeprowadza.