Miał swój film już pies, osiołek, świnia, to czemu nie kura? Podobnie jak przy IO, to obraz który więcej mówi o ludziach, niż o samym zwierzęciu które obserwujemy. Ono kieruje się swoim instynktem, nikomu nie robi krzywdy (no chyba że niechcący jak w przypadku samochodu z uchodźcami), a to człowiek traktuje otoczenie tak egoistycznie, że niszczy, zniewala, morduje.
Przyzwyczailiśmy się do tego, że zwierzęta rozczulają nas jako jednostki indywidualne, ale w masie, tej hodowlanej, już o nich nie myślimy jako o stworzeniach zasługujących na naszą przyjaźń i emocje. Tak jakbyśmy wypierali fakt pochodzenia tego co mamy w lodówce - lepiej nie wiedzieć.
Od razu więc ostrzegam, że ten obraz może skłonić Was nie tylko do ograniczania spożycia mięsa, ale również jajek. Jak zobaczycie to zrozumiecie.
Twórcy nie epatują jakimiś wielkimi scenami przemocy, choć chwilami trochę pojawia się gula w gardle, paradoksalnie więcej tu nawet scen pełnych humoru, gdy obserwujemy kolejne próby ucieczki albo gdy rozbrzmiewa muzyka do sceny zauroczenia :)
Czarna kura, wyróżniająca się spośród wszystkich innych, taki typ buntownika, który nie akceptuje przygotowanego dla niego losu, pokazuje nam świat swoimi oczami. I nie jest to zbyt wesoły obraz.
Mimo całego ciepła jaki w tym filmie jest, posiada on też pazur, którym drażni nasze dobre samopoczucie, że niby my nie przykładamy ręki do żadnego cierpienia. Czy aby na pewno?
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz