piątek, 18 września 2026

Kandydaci śmierci, czyli co Wam to daje albo inaczej notka która będzie uzupełniona

Dziś notka bardzo nietypowa, bo moją zasadą jest zawsze zakończenie czytania/oglądania/zapoznawania się, przed tym jak o tym napiszę. Żadnych zapowiedzi, recenzji w trakcie, ewentualnie można coś dopisać po czasie gdy masz okazję wrócić do danego tytułu (czasem się zdarza ale rzadko). A tu naprawdę mam chęć napisać o filmie, który jest w kinach, choć sam go jeszcze nie widziałem. Poczytałem za to trochę dobrych recenzji, zaciekawiła mnie ta historia i postanowiłem zapoznać się z tym co leżało u źródła pomysłu na ten dokument. 

Jest to bowiem opowieść o trójce przyjaciół, którzy dzieląc filmową pasję od małego, postanowili kręcić własne produkcje - amatorskie, przygotowując wszystko od początku do końca sami. Takich filmów powstało na przestrzeni kilkunastu lat już trzynaście (wszystkie możecie zobaczyć np. tu https://www.youtube.com/@candidatesofdeath/videos lub tu https://candidatesofdeath.com/pl/) i dokument opowiada właśnie o tym jak się to im udało, co im to dało... O przyjaźni, tęsknotach, marzeniach, dorastaniu, relacjach z ojcem. Przecież jak zaczynali mieli po kilkanaście lat, teraz dochodzą do 30.



Mam nadzieję, że uda mi się dokument obejrzeć, bo jestem go bardzo ciekaw. A na razie spróbowałem ich produkcji, oczywiście nie wszystkie, pewnie będę sobie to dawkował w wolnych chwilach, chciałem jednak zrozumieć ten fenomen. Pierwsze kroki przecież były nieporadne - udający dorosłych, z doklejonymi wąsami, ze śmiesznie brzmiącymi kwestiami, mało skomplikowaną fabułą. Cudowne jednak jest to że sami to wymyślili, zagrali, a ktoś pomógł im zrealizować marzenie, by mogli się pochwalić własną filmową produkcją. A potem przychodziły kolejne pomysły. Z czegoś bardzo dziecinnego, gdy zobaczycie choćby ostatnią odsłonę Kandydatów śmierci (tą SF) to zachwyci Was dbałość o detale, klimat, zdjęcia, ach prawie wszystko! Kurcze na coś podobnego czasem wykłada się duże pieniądze, a oni to robią nadal własnymi siłami, nigdzie nie prosząc o żadne wielkie dotacje. To jest od początku ich.   



Dorośli, mają pewnie rodziny, obowiązki, prace. Dziś jeden zdaje się uczy się na wydziale reżyserii, drugi chce być operatorem. Chłopięce wygłupy i fascynacja horrorami, przekształciła się w coś dużo głębszego. Praktycznie od przedszkola wciąż trzymają kontakt i raz na jakiś czas umawiają się: no to co? Robimy kolejny film? 

A ponieważ ojciec jednego z nich, który właśnie zainicjował ich zabawy wręczając lata temu małą kamerę cyfrową, towarzyszył im cały czas, zebrał materiał jaki w tym roku pokazał światu w film dokumentalny o tym samym tytule jak ich produkcje. To się nazywa przekazanie pasji! I mądre towarzyszenie! 

 

 


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz