Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśń. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 września 2025

Księga Poku - Edgar Valter, czyli czego potrzebujesz do szczęścia

Urokliwa książka dla dzieci i dla rodziców (do wspólnego czytania). Ilustracje stanowią spójną całość z tekstem tworząc fajny klimat. Może jest coś w tym, że ludzie z północy mają tendencję do opowiadania historii o życiu w zgodnie z naturą, mimo może czasem surowych warunków. To nie raj ciepłych krajów, gdzie wszystko kojarzy się z relaksem, uśmiechem, słońcem. Na północy często żeby odpocząć lub się zrelaksować (choćby w saunie) trzeba wcześniej nieźle się napocić na przygotowaniach. Ale czy nie daje to też więcej satysfakcji, że wytchnienie przychodzi po wysiłku, jest nagrodą za jakiś konkretny efekt?   
Na odludziu nie ma sklepów, raczej rzadziej można coś upolować, często więc je się to co daje ziemia albo las - owoce, warzywa, rośliny. I w tym też można znaleźć szczęście, spokój i jakąś satysfakcję, prawda? 

Poznajcie więc Pokoludki, trawiaste skrzaty, które uwielbiają żyć w miejscach gdzie nie ma cywilizacji, a za to jest trochę wilgoci pod stopami i dużo przyrody. I żyją właśnie zgodnie z naturą. 

A gdzie ich spotkać?

środa, 2 lipca 2025

Przez las - Emily Carroll, czyli czy horror może zachwycić

Lipiec rozpoczęty dwoma notkami teatralnymi, a mimo że nie chodzę od kilku tygodni na nic, mam jeszcze kilka zaległych tekstów. Generalnie jednak przerwa pomogła mi trochę zmniejszyć kolejkę rzeczy czekających długo na opisanie oraz stosy do czytania. A może jeszcze będzie szansa w wakacje na taki czas wyciszenia i oderwania się od pracy i bieganiny. Niby lubię spektakle, kino, ale jeżeli to robi się wyprawa, gdzie mimo zmęczenia i braku nastroju lecisz z wywieszonym językiem bo przecież kilka godzin snu i znowu praca - to nie jest fajne...

A dziś postanowiłem napisać też o czymś sprzed kilku tygodni. Powieść graficzna, a może raczej powinienem napisać: graficzny zbiór opowiadań. To w sumie rzadkie, a tym bardziej i zaproponowana tematyka raczej nie tak często podejmowana. No jak to - niby dla dzieci i młodzieży, niby motywy znanych baśni braci Grimm, ale w klimacie - czysty horror. Trochę niedopowiedziany, tym bardziej jednak niepokojący. 
Może się podobać zarówno młodym jak i starszym!

sobota, 2 listopada 2024

Powiernik - Franciszek M. Piątkowski, czyli wejdź w świat rodzimowierców

Niewiele kupuję i czytam od samowydawców, ale widzę że ten rynek coraz mocniej rośnie i sporo z moich znajomych właśnie tam poszukuje czegoś nowego, czegoś ciekawego.
Dotąd przyjmowało się, że książki które nie pojawiają się "u największych" to po prostu literatura klasy B, jakieś odrzuty, nad którymi po prostu uznano że dalsza praca redakcyjna nie ma sensu. Od kilku lat mam wrażenie iż to gruba pomyłka, bo coraz więcej ciekawych rzeczy widzę bez logo znajomego wydawnictwa, a wśród tych rzeczy, które znowu ów znaczek noszą, coraz więcej chłamu.


Nie chcę dokonywać jakichś analiz, bo za słabo znam tą ofertę, mam jednak wrażenie, że bardziej zdeterminowani by wydać stworzoną przez siebie opowieść są ludzie jakoś związani z fantastyką, przyzwyczajeni do fandomowego "najlepiej zrób to sam", pełni pasji i przekonani, że znajdą swoich odbiorców. Mniejsze ciśnienie jest może na sukces, a radość raczej z każdego fana, czy czytelnika, z którym można porozmawiać, który docenia to co się zrobiło.

Ten przydługi wstęp to część refleksji jakie miałem przy lekturze Powiernika, pożyczonego od przyjaciół. I w sumie w okolicach 1 listopada to dobry czas na taką notkę. Książka to wstęp do większej historii, mocno osadzonej w świecie słowiańskich wierzeń, legend, które w ostatnich latach budzą coraz większe zainteresowanie. Historii w której jest i przygoda, i napięcie, i jakaś droga do przebycie przez głównego bohatera.

niedziela, 8 października 2023

O kocie, który ratował książki - Sosuke Natrukawa, czyli wśród tych liter jest życie, które trzeba odkryć

Kolejna prosta, ale urokliwa historia rodem z Japonii, zdaje się, że mamy modę na zalew takich książek. A jak jeszcze w tytule pojawi się kot i książki, od razu wszyscy bibliofile rzucają się na to z westchnieniem "muszę to mieć". Umiejętnie przeplatając realne, czasem bolesne doświadczenia i elementy baśniowe, zwykle autorzy takich opowieści trochę manipulują naszymi emocjami, ale przecież to właśnie lubimy? Trochę się wzruszyć, zachwycić nad prostymi przekazami o wartości przyjaźni, serdeczności, wybaczenia, ucieszyć się z przemiany, uzdrowienia, docenić mądrość płynącą z nieskomplikowanych prawd... 

I już? Przecież to się szybko zapomni, a wrażenie się ulotni. Cały jednak w tym urok, że potem być może ktoś zechce do tego wrócić i teraz nie będzie biegł strona po stronie, by śledzić historię, ale zatrzyma się przy niektórych fragmentach, doceni wyobraźnię i symbolikę. Czy się rozczaruje? Może tak, może nie. Pamiętajmy że to baśń, która urzeknie przede wszystkim młodszych czytelników. Zresztą główny bohater jest właśnie w ich wieku, chodzi jeszcze do liceum, choć pod wpływem okoliczności musi szybko dojrzeć.

sobota, 14 marca 2020

Znak Kukułki - Anna Bichalska, czyli kawałek prawdy ukryty w baśniach


Dano nie czytałem nic tak dziwnego. Spodziewając się kryminału, może thrillera, zderzyłem się ze ścianą. Potem jednak wracałem do tej powieści, zaczynałem ją jeszcze dwa razy od początku, by przejść przez ten labirynt snów, wizji, tajemnic.
Wielu autorów próbuje prowadzić nas poprzez kilka wątków czasowych, które potem splatają na koniec, u Bichalskiej jednak od początku są one tak zagmatwane i niejasne, że jedyne co możemy zrobić to doszukiwać się, podobnie jak bohaterki odpowiedzi w ich snach, w opowieściach, które zbierają, by znaleźć odpowiedzi na swoje pytania.
Dziewczynka wychowywana przez ojca w wielkim domu i podejrzewająca, że gdzieś obok ukrywane jest jeszcze jedno dziecko, z tajemniczą dolegliwością. Kobieta, która cierpi na bezsenność i podczas krótkich chwil gdy odpływa doświadcza dziwnych wizji, pełnych zagadkowych scen. Dziecko, które mieszka z nadopiekuńczą matką, wrażliwe i prześladowane za inność przez rówieśników. Co je łączy?

środa, 19 lutego 2020

Dom na kurzych łapkach - Sophie Anderson, czyli po szczęśliwym życiu odejść bez żalu


Kiedyś czytywałem dużo książek dla dzieci na głos, teraz mam okazji dużo mniej (i do wnuków jeszcze się nie spieszę), ale z przyjemnością czasem sięgam do takich tytułów, szczególnie gdy tak bardzo cieszą oczy. Okładka, w środku ładna oprawa graficzna i od razu troszkę inaczej czyta się również i sam tekst, bo wszystko tworzy klimat, jakąś całość.
Tak jest na pewno w przypadku "Domu na kurzych łapkach". Choć autorka odwołuje się do swoich rosyjskich przodków, to fabuła moim zdaniem mocno nawiązuje do podań i zwyczajów Ameryki środkowej i południowej (choćby Meksyku). Obcowanie ze zmarłymi, gotowanie dla nich posiłku, wspominanie dobrych chwil z ich życia, śpiewanie i radowanie się, by odeszli w spokoju na drugą stronę to zadanie nie dla wszystkich - wybrani, żyją zwykle trochę na uboczu, nie narzucając się innym ludziom, a nawet unikając ich wzroku. Przecież rytuały przejścia przez Bramę między światami, czyli na przykład budowanie ogrodzenia z kości, może trochę szokować żywych, prawda? A i domostwa Jagów, jak zowią się wybrani, też są specyficzne - to domy na kurzych łapkach, które potrafią przemieszczać się z miejsca na miejsce i posiadają dość wyjątkowe moce. Być może nawet większe niż sami Jagowie, bo ci zajmują się czynnościami, które są dostępne i dla śmiertelników. Żyją dłużej, to daje im mądrość i doświadczenie, ale wszechmocni nie są.

wtorek, 8 października 2019

Małe Licho i anioł z kamienia - Marta Kisiel, czyli dopieścić wewnętrzne dziecko w nas.


Alleluja! Marta Kisiel po raz kolejny zabiera nas w świat wykreowany w Dożywociu. Przy lekturze "Małego Licha i tajemnicy Niebożątka" nie mogłem się nadziwić jak zgrabnie udało się tych samych bohaterów wrzucić do historii dla młodszego czytelnika, pogodzić różne wrażliwości. To nie jest jakaś uboższa wersja, ale nierozerwalnie połączona gałąź tej samej opowieści. Tyle, że w centrum są nie perypetie, a dziecko. Okiem dorastającego chłopaka wszystkie dziwactwa, do których dorośli musieli się przyzwyczajać, wydawały się zupełnie naturalne - dopóki nie poszło do szkoły. U nikogo innego przecież zamiast karpia w wannie nie siedzą utopce, kolęd nie śpiewają widma żołnierzy Wermachtu, a najlepszym partnerem do psot nie jest anioł. Bożek jednak dostaje tyle wsparcia i miłości, że i z tą swoją odmiennością sobie poradził. I zdobył prawdziwych kolegów. W ich domu nawet oni przestają się dziwić, co najwyżej zaczynają zazdrościć. Czy to bowiem ważne, że naleśniki albo inne smakołyki przyrządził potwór, którego macki potrafią zrobić wszystko dużo sprawniej niż jakikolwiek człowiek - ważne, że to smakuje niebiańsko. I choć sztywny i zasadniczy Tsadkiel potrafi czasem wszystkich wyprowadzić z równowagi, nawet do niego i jego braku poczucia empatii każdy zdążył się przyzwyczaić. Można zawsze go było zignorować - nieprawdaż? Skoro było obok tyle innych osób... Gdy jednak z powodu epidemii ospy, chłopiec musi jechać na ferie do ciotki, w samo serce przedziwnego lasu i w dodatku w towarzystwie anioła, który bardzo mocno zranił go w jego dziecięce serce, nie zapowiada się to wcale tak fajnie i radośnie.

wtorek, 1 października 2019

Owieczki boże, czyli obmyjcie się i czyści bądźcie

Ależ pokochałem ten pokręcony serial. I żal, że to tylko 4 odcinki. Australijska produkcja ma świetny klimat, jest zaskakująca, chwilami bawi, zachwyca zdjęciami. Nie wiem czy kogoś oburzy, czy zgorszy, bo pokazuje ludzi Kościoła w dość negatywnym świetle, warto jednak otworzyć się na tą historię i zobaczyć w niej drugie dno. To baśń, w której można dostrzec tęsknotę za wiarą czystą, nieskalaną. Fakt, że traktowaną jako ucieczka przed światem, zmieniającą się pod wpływem surowych warunków i otoczenia, mimo wszystko budzącą szacunek lub podziw.
Wyobraźcie sobie trzy kobiety w starym klasztorze, na wyspie, w miejscu odciętym od świata, samowystarczalne i... szczęśliwe. W ich świat wkracza nagle ktoś obcy, przychodzi zło. W osobie księdza.

niedziela, 28 lipca 2019

Labirynt Fauna - Guillerno del Toro, Cornelia Funke, czyli czy potrafisz wyczuć zło

Czy pamiętacie film "Labirynt fauna", od którego zaczęła się na dobre sława Guillema del Toro? Oto reżyser postanowił wrócić do tej historii i wraz z Cornelią Funke, znaną autorkę książek dla młodzieży, wydać ją w wersji książkowej. Z jednej strony odezwą się pewnie głosy: ale jak to, przecież prawie nigdy nie udaje się napisać dobrej powieści na podstawie scenariusza. Z drugiej pewnie ci którzy nawet znają film, chętnie do niego powrócą. Zwłaszcza, że Cornelia Funke rozbudowała to co widzieliśmy w filmie o większą ilość legend, które pozwalają nam zrozumieć bieg wydarzeń w teraźniejszości. Wejdziemy do Podziemnego Królestwa, poznamy los poszczególnych artefaktów i to jak wpływały na ich posiadaczy. A więc moim zdaniem warto!

Duże brawa na początek dla wydawnictwa Zysk i S-ka za to, że nie poszły na łatwiznę i nie skorzystały na okładce ze zdjęcia z filmu. Chwała! Za samo wydanie (bardzo ładne) i klimatyczne ilustracje chwała po trzykroć.