Co tam filmowego ostatnio? Przypadkowe strzały, niewiele zaplanowanych, przemyślanych. Z seriali próbuję Dżentelmenów, napiszę na pewno o Pewnego razu na krajowej jedynce. Trafiłem przegapioną w kinach Dziewczynę z Kolonii, ale jakoś skacząc po tym co w ofercie nie widzę nic więcej ekscytującego - może Wy coś polecicie?
Na kino nie ma czasu, ale za to jedną z nadchodzących premier mogę Wam wskazać. Trochę egzotyczną bo to historia z Afganistanu tuż przed tym jak stamtąd zwiali Amerykanie. Niełatwa, bo też nie żyje się tam przecież lekko - kraj od kilkudziesięciu lat wciąż w nieustannych konfliktach. Co jednak zaskakujące, całkiem też zabawna.
I co jeszcze ciekawsze, mocno osadzona w kobiecym punkcie widzenia, co jak na Afganistan tym bardziej może wydawać się wyjątkowe. Nawet przed nadejściem Talibów kobietom nie było łatwo tam żyć, co tu udawać to kultura mocno zbudowana na mężczyznach i to oni chcą mieć decydujące zdanie we wszystkim. Odejść od męża bo bije? Może i by się udało jeżeli któraś z kobiet ma odwagę, ale wciąż musi żyć w obawie, że dzieci może on odebrać, bo prawo (i siła) będzie po jego stronie.
Bohaterka - to kobieta, która w sercu czuje się odważna, potrafi pokazać że nie ustępuje pola mężczyznom nawet gdy wokół świszczą kule, ale nawet ona czasem musi pokornie przyjąć wolę męża jeżeli nie chce stracić syna. Naru pracuje dla telewizji w Kabulu, wykonując raczej podrzędne prace techniczne, ale przypadkiem okazuje się, że nie tylko potrafi pracować z kamerą, ale i ma dar, by kobiety potrafiły do niej przemówić. Zwykle przecież kamerzystami są faceci, przed którymi żadna z nich nie będzie się wywnętrzać. Ten talent sprawia, że zostaje zauważona i doceniona, choć cały czas spotyka się z różnymi przejawami szowinizmu i lekceważenia.
Przyglądamy się więc temu jak te które zwykle milczą, nie wypowiadają głośno swojego zdania, mówią o tym co czują, czego pragną, słuchamy ich żartów i szczerych opowieści. Jest w tym sporo bolesnej prawdy, ale i lekkości, która może zaskakiwać. Gdy jednak powolutku zmierzamy do rozwinięcia się tej historii w romans, następuje to o czym wspomniałem na początku - władza z dykty okazuje się niezdolna do obrony przed fundamentalistami, a ci którzy mieli zapewnić trwałość demokracji, zostawili ich niczym porzucone zwierze na drodze, które patrzy nie rozumiejąc co się stało. Końcówka ze zdjęciami dokumentalnymi ściera nam uśmiech z twarzy, nawet jeżeli wcześniej mieliśmy jakąś nadzieję.
Warto. Nie tylko ze względu na egzotykę. Naprawdę świetnie się to ogląda, a bohaterkę świetnie zagrała sama reżyserka Shahrbanoo Sadat.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz