Nie ukrywam, że ostatnimi czasy wiele z lektur zaliczam częściowo albo nawet i w całości w formie audio - tak jest po prostu szybciej, a ja mam sporo w ciągu dnia okazji gdy mogę właśnie w ten sposób kontynuować sobie "czytanie" wybranych książek. Wiadomo, czasem z lektorem trafi się lepiej, czasem gorzej, jednak od słuchowisk oczekiwałbym że będą czymś na jeszcze wyższym poziomie atrakcyjności. Niestety "Smugi" udowodniły mi że może być inaczej.
Już dawno nie miałem takiego odczucia WTF przy słuchaniu książki, bo produkcja przygotowała to tak, że dźwięki "tła" potrafiły zagłuszyć nawet lektora. Żeby było śmieszniej nie zawsze o nich pamiętano, tak jakby dopiero przy konkretnym wspomnieniu w tekście o kluczykach, krokach, drzwiach, trzeba było koniecznie je nagrać albo podkreślić że bohaterowie siedzą w knajpie. Jak to fatalnie zrealizowano! Odbiera to sporo z przyjemności. A jak dodam do tego nie zawsze idealnie dobrane głosy (sporo z nich brzmi dość sztucznie jakby dukali swoje kwestie), to już generalnie klapa. Ponieważ jednak nie mam wersji papierowej, tym razem nie mogłem się "przerzucić" a w ebookach kryminałów i thrillerów nie chce mi się czytać, bo oczy się męczą - cyfrowe wersje zostawiam sobie na teksty które czytam powoli, po kilka stron, a te konkretne gatunki po prostu połykam i męczyłbym się gdybym nie mógł skończyć historii w jeden czy dwa dni. Ciekawość to jedno, ale i poczucie że mogę sobie spokojnie przyspieszyć tempo, bo tu głównie liczy się zagadka, napięcie, a nie detale.
Tak długi wstęp ale warto też parę zdać o samym tytule. Autorkę kojarzyłem dotąd raczej z komediami kryminalnymi, okazuje się że próbuje sił w różnych historiach, nawet w fantasy, więc może jeszcze będę do niej powracał by sprawdzać jak wypada w odmiennych gatunkach. Tym razem sięgnęła po prawdziwe wydarzenia, by wokół nich zbudować historię o próbie wyjaśnienia zbrodni po wielu latach. W niewielkiej wiosce na Podlasiu najpierw znika dwójka dzieci, a potem ktoś znajduje ich ciała. Sprawcy nigdy nie znaleziono, choć policja i prokuratura cisnęła bardzo mocno, nie przejmując się więzami rodzinnymi czy wiekiem przesłuchiwanych.
Bohaterka jest właśnie jednym z dzieci, które wtedy jako jedno z pierwszych znalazło się przy ciałach i trauma na długo stała się balastem w próbach budowania normalnego życia. Dziś Janka jest dziennikarką, często zajmuje się sprawami kryminalnymi i aferami, bynajmniej nie miała wcale ochoty powracać do sprawy sprzed lat, gdy zamordowano jej najlepszą przyjaciółkę i jej brata. Wrócić jednak do rodzinnych stron musi, bo została wskazana jako osoba która może pomóc w wyjaśnieniu śmierci zupełnie współczesnych. Gdy twój wuj najpierw prawdopodobnie kogoś morduje a potem popełnia samobójstwo, a przy swoim ciele zostawia kartkę by rozmawiać z siostrzenicą, nic dziwnego że policja nie chce jej dać spokoju. Janka jednak sama również chce uzyskać odpowiedzi, nawet kosztem zmierzenia się ze swoimi koszmarami i próbach przypomnienia sobie tego co mogła wtedy widzieć albo słyszeć. Wsparcie uzyskuje od ojca, który kiedyś jako komendant posterunku zajmował się tą sprawą, a dziś choć na emeryturze, wciąż ma różne dojścia i zdaje się że również wie więcej niż początkowo mówi.
Historia całkiem zgrabnie poprowadzona, jest tajemnica, jest odrobina napięcia, choć w pewnym momencie wszystko staje się dość przewidywalne. Dobrym pomysłem było pokazanie nam kilku perspektyw spojrzenia na śledztwo i bieżące wydarzenia, dzięki temu ta układanka wypełnia się powoli, ale systematycznie. Udało się też uchwycić atmosferę niewielkiej społeczności, gdzie podejrzenia i plotki mogą niejeden raz uprzykrzyć komuś życie, a z drugiej strony policja często ma trudność by przebić się przez niechęć by zeznawać przeciw komuś z kim może wiązać jakieś pokrewieństwo.
I tylko gdyby jeszcze obyło się bez tych wtop przy produkcji słuchowiska... Przecież zadbano i o regionalizmy, niezłą obsadę, efekty, a potem takie kwiatki.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz