To już trzecia powieść napisana przez duet: byłego prezydenta, który podrzuca pewnie smaczki na temat kulisów Białego Domu i pisarza, który regularnie podrzuca swoim fanom kolejne powieści sensacyjno-kryminalne. Patterson co prawda wzbudza u niektórych kontrowersje, bo odważnie przyznał się, że wiele z jego tytułów pisanych jest przez kogoś innego - on daje jedynie szkic pomysłu i potem kontroluje kierunek, ale trzeba przyznać że czyta się je naprawdę dobrze i jako rozrywka sprawdzają się nieźle.
O dwóch poprzednich tytułach duetu pisałem na blogu (można znaleźć notki w spisie przeczytanych), ale Pierwszy dżentelmen ma trochę inny charakter. To bardziej thriller prawniczo-kryminalny, trochę w stylu Grishama, niż sensacja z wątkiem kryminalnym jak w poprzednich przypadkach. Zmieniła się nawet postać numer jeden - to już nie jest były komandos, szanowany przez ludzi polityk, ale...
No właśnie w przypadku Pierwszego dżentelmena to nie Biały Dom jest na pierwszym planie, a przynajmniej nie cały czas. Prezydentem jest kobieta, która właśnie szykuje się do radykalnych reform i zbiera poparcie dla trudnych cięć w budżecie, a cała afera będzie dotyczyć nie jej, ale jej męża. To były sportowiec, który z powodu kontuzji kiedyś przerwał karierę, raczej prosty facet, bez wielkich politycznych zapędów. Gdy powraca sprawa zaginięcia młodej kobiety, z którą przyjaźnił się w młodości, to cios nie tylko dla niego, ale i dla małżonki i całej jej ekipy...
Przyglądamy się temu jak oni sobie radzą z oskarżeniem, ale na pierwszym planie jest kobieta, która wraz ze swoim partnerem prowadzą śledztwo w tej sprawie. Prawniczka i pisarz chcą wydać książkę, która ma ujawniać całą, przez lata skrywaną prawdę i tuszowanie dowodów byle nie oskarżyć męża pani prezydent. Po kilkudziesięciu latach niewiele osób coś pamięta, a jeszcze więcej, ze względu na to kogo dotyczą oskarżenia, nie chce mówić. Wydarzy się jednak coś, co pozwoli postawić pierwszego dżentelmena przed ławą przysięgłych - po raz pierwszy historii. Tylko czy dowody okażą się wystarczające?
Ciekawy temat, choć przy Trumpie, który mimo wyroków i tak wygrał prezydenturę, w tym co amerykańskie już nic mnie nie zdziwi. Krzyk, że nikt nie jest ponad prawem, to już jedynie pieśń idealistów, a rządzą ci którzy potrafią manipulować ludzkimi emocjami.
Przepychanki prawników i popisy oratorskie, trochę napięcia wokół bohaterów, którym wciąż ktoś zagraża, rozgrywki polityczne - całkiem niegłupio zebrane w całość. Jak dla mnie od pewnego momentu już przewidywalne, ale czyta się z ciekawością! Krótkie rozdziały sprawiają, że to taka lektura przy której się mówi: no dobra, to jeszcze kawałeczek.
Może i nie tak ekscytujące jak poprzednie, inne tempo, ale ci którzy lubują się w thrillerach z wątkiem sądowym będą mieli trochę frajdy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz