sobota, 31 grudnia 2022

Przeczytane 2022, czyli lekkie czy poważne

No i ostatnia notka w tym roku, tym samym kończę dwunasty rok pisania na Notatniku. Jedna notka dziennie przez tyle czasu to lekkie szaleństwo, ale póki sprawia to frajdę i jest o czym pisać, nie zamierzam rezygnować. Zobaczymy czy w roku 2023 uda się utrzymać założony rytm. Kończąc rok i oddychając z ulgą, że się udało (czasem M ratowała mi tyłek, gdy nie chciało mi się pisać), pragnę podziękować wszystkim Wam, którzy zaglądacie na Notatnik Kulturalny. Każdy komentarz, dobre słowo, daje motywację do tego by nie rezygnować, choć przecież mój blog raczej nie ma szans konkurować z tymi gdzie wydaje się spore pieniądze na ich dopieszczenie, reklamę, zasięgi. A ja po prostu siadam na kwadrans dziennie i stukam w klawiaturę, przelewając tu swoje uczucia i refleksje. Dla mnie to ważne, jeżeli więc kto pisze że to dla niego było interesujące, to jakby miód wylany na moje serce. Dziękuję.

Zwykle ostatnia notka w roku dotyczyła podsumowania książkowego, chyba najbardziej przeze mnie lubianego (sprawdźcie co polecałem w poprzednich latach). Oczywiście nie mam zamiaru udawać, że ten wpis w jakiś realny sposób odnosi się do tego co ukazywało się na rynku książkowym - nie mam takich ambicji. Różne rzeczy trafiają na stos czytelniczy, na półki ebookowe, czy nawet do zeszyciku rzeczy "do zdobycia", sam czytam rzeczy starsze, czasem te mniej ambitne, rozrywkowe, więc te moje zapiski dotyczą tylko tego co przeczytałem sam (bo M też pisze u mnie o książkach), co zwróciło moją uwagę. Z przyjemnością zerkam na podsumowania u innych, czasem nawet mam wyrzuty sumienia, że tyle ciekawych tytułów przegapiłem, a czytałem głupotki, no ale od początku miałem takie założenie - sięgam po lektury dla przyjemności, czasem zmotywowany wyborem w DKK, czy zleceniem, ale piszę o wszystkim, nawet o mniej udanych tytułach. Po co? Trochę dla siebie, żeby pamiętać po roku, czy dwóch (tak szybko to ucieka), ale i może komuś się to przyda?
 

No dobra - 137 notek książkowych w tym roku, do tego 5 komiksów, 4 książki przeczytane jako recenzent wewnętrzny, więc o nich póki co nie mogę napisać. Czytane w różny sposób, bo w tym roku sporo weszło w wersji audio lub jako e-booki, ale i tak najbardziej kocham papier. Często rzeczy połykam równolegle, może stąd dużo więcej tu tytułów rozrywkowych, lekkich, bo te wchodzą po prostu szybciej. I może od nich zacznijmy.

piątek, 30 grudnia 2022

Ucieczka niedźwiedzicy - Joanna Bator, czyli przepoczwarzamy się

Gdybym próbował w kilku słowach ująć najnowszą książkę Joanny Bator, czyli zbiór opowiadań Ucieczka niedźwiedzicy, to pewnie byłyby to: samotność, pragnienie zmian, ucieczka. I choć wydawałoby się pozornie, nie łączą się jakoś mocno ze sobą, mozaika tych tekstów tworzy ciekawą całość. Magia, skomplikowane losy ludzkie, jakaś dziwna atmosfera, jakby zawieszenie między jawą i snem, to rzeczy które już znamy z twórczości tej autorki, więc pewnie ten zbiór nie zaskoczy. A dla kogoś kto jej nie zna? Cóż. Może to właśnie dobry sposób, by trochę popróbować wejść w budowane przez nią światy? Będzie i Wałbrzych i natura, jakieś elementy kultury Japonii i piękno wysp greckich, a realne życie, choroby, dramaty, przeplatają się z tym co baśniowe, magiczne, fantastyczne. Wyobraźnia pisarki pozwala spojrzeć na jej bohaterów inaczej, zobaczyć zmianę jaka ma szansę się w nich dokonać.

czwartek, 29 grudnia 2022

Podsumowanie filmowe, czyli na wielkim i mniejszym ekranie w 2023 i na Notatniku

Pora na drugą część podsumowań - tym razem filmy. Ponad 140 notek w tym roku poświęconych różnych produkcjom (no może mniej, bo niektóre były na temat 2-3 tytułów) wydaje się ilością sporą, a przecież do kina przez długi czas chodziło się z dużą ostrożnością. A i repertuar nie powalał. Coraz więcej produkcji pojawia się od razu premierowo choćby na netflix czy innych platformach, a pandemia jeszcze bardziej ten trend umacnia. Cieszy to, że ogląda się legalnie, ale martwi fakt, że tracimy tą magię jakiej doświadcza się na dużym ekranie. Niektóre obrazy wręcz należałoby tak oglądać! I nie mówią jedynie o Avatarze (wciąż przede mną) czy innych wielkich produkcjach, ale również o kinie kameralnym, wymagającym skupienia.
Co tam ciekawego sobie wynotowałem z moich wpisów tegorocznych?Cały spis znajdziecie na końcu notki.

środa, 28 grudnia 2022

Zło pójdzie za tobą - Mark Edwards, czyli co tam do cholery Was spotkało?

Dwójka młodych Brytyjczyków z plecakami w ciemnym lesie w Transylwanii? Oj to nie może skończyć się dobrze. Utrata dokumentów nagle odbiera im cały komfort podróży i urok przygody. I choć sceny z lasu mogą nam się kojarzyć z horrorami, lub mrocznymi baśniami, to co spotkało parę bohaterów, a co próbują mocno wyprzeć ze świadomości, ma dość realistyczne korzenie i niestety wynika nie z żadnych paranormalnych przyczyn, a z natury ludzkiej. Do czego zdolny jest człowiek, gdy wydaje mu się, że jest ponad normy etyczne? Gdy zetkniesz się z takim złem, nawet jeżeli fizycznie cię nie dotknie, będziesz mieć koszmary i długo nie będziesz mógł się z tego otrząsnąć.
Nic dziwnego, że po traumatycznych przeżyciach i powrocie do Anglii Daniel i Laura przeżywają kryzys - rozstają się, ona myśli o tym by uciec na drugi koniec świata, on znowu chodzi na terapię. Jednak jak zdobyć się na odwagę, by opowiedzieć o wszystkim co się wydarzyło, skoro uciekli, nie ufając nawet policji? A może ktoś będzie ich za to obwiniał?

Na scenie, czyli co tam się takiego widziało i słyszało

Co prawda przede mną jeszcze dwa spektakle teatralne do końca roku, ale ponieważ zostało już tylko kilka dni i trzeba robić tradycyjne podsumowania, wpadną one już na Notatnik już w styczniu. 


Pandemia, ale i trochę zmiana zachodząca w mojej aktywności (sporo wypadów w góry, Camino, więcej pracy, ale i sytuacja domowa), wpłynęły, że w tym roku zarówno teatralnie, jak i koncertowo było skromniej w porównaniu z innymi latami na Notatniku. Na pewno było co czytać, bo tekstów M z wypadów do teatru, na spektakle baletowe czy operowe pojawiło się całkiem sporo, ale moich wpisów, które mógłbym ułożyć w jakiś ranking było dużo mniej. Skoro jednak podsumowania stały się pewnego rodzaju tradycją, to nie ma co tego zmieniać. No i w końcu nie o same podium tu chodzi, a raczej o wskazanie tego co moim zdaniem było najciekawsze.

Zacznijmy może od muzyki. Wszystkie linki do notek tegorocznych, czyli recenzji płyt, koncertów, czy spektakli znajdziecie na końcu niniejszego wpisu.

wtorek, 27 grudnia 2022

W trójkącie, czyli ma być pięknie, wyjątkowo, na bogato...

Pora robić małe podsumowanie roku, a ja wciąż zalegam z notkami rzeczy przeczytanych lub obejrzanych. O trzecim sezonie Kruka postanowiłem nie pisać, choć jest dobry (!), do Na noże dopiero się przymierzam, jeszcze parę rzeczy innych w planach kinowych, ale o "W trójkącie", choć premierę oficjalną ma dopiero na początku stycznia, postanowiłem napisać już teraz. Może dlatego, że recenzji będzie tego sporo (już są, bo Gutek Film pokazuje to dość szeroko), a w tym przypadku chyba dobrze mieć pewien dystans do zachwytów krytyków. Nagrody, peany, w tym przypadku uważam że są zasłużone, jeżeli jednak nie wiesz czego się spodziewać, może wyjść z kina zniesmaczony. Dla jednych będzie to więc arcydzieło, dla innych, najbardziej obrzydliwy film roku.
Ruben Östlund jedzie bowiem po bandzie i spora część humoru tu zawartego może zostać uznana za zbyt prostacką. Czy satyryczne przedstawianie bogatych opływających w luksusy, jak są bezbronni i żałośni, gdy pozory swojej wyjątkowości utracą, nie ma w sobie czegoś z obrzydliwej nagonki np. realizowanej przez komunistów? Owszem, śmiejemy się, bo udało się świetnie napiętnować fanaberie bogaczy, ale przerysowując niektóre sceny mam wrażenie, że posunięto się ciut zbyt daleko. Skoro ktoś odbiera godność i prawo do równości innym, można go zgnoić i to w dosłownym sensie? Gdybyś wszystko udało się utrzymać w tonie początku filmu albo scen z parą młodych bohaterów - w mojej ocenie wcale nie byłoby mniej celnie, a wyszło by to tylko z korzyścią dla filmu.

niedziela, 25 grudnia 2022

Małe Licho i krok w nieznane - Marta Kisiel, czyli nie daj rozpaczy

To już piąty raz piszę o książce z cyklu o Małym Lichu. Boże Narodzenie to dobry czas, by właśnie o tym tytule wspomnieć. Nie tylko dlatego, że i w fabule się o świętach wspomina, nie tylko dlatego, że niewiele jest tak pełnych ciepła i klimatu rodzinnego książek, ale również z powodu większej ilości czasu, który możecie poświęcić na czytanie - może wspólnie z Waszymi pociechami? To książka dla małych i dużych. I nie wiem kto się nią cieszy bardziej. Młodsi cieszą się fantastycznymi postaciami, humorem, przygodą, klimatem, a dorośli nieodmiennie zachwycają się tym jak mądrze można mówić o niełatwych emocjach i sprawach, jak uczyć tego co w takich chwilach jest ważne. Czytajcie Małe Licho! Tym bardziej, że to już chyba koniec cyklu.
Troszkę smuteczek, ale może i dobrze - nie ma co ciągnąć na siłę, a tak w naturalny sposób można towarzyszyć młodemu bohaterowi w dorastaniu, w pierwszych przyjaźniach, problemach, lękach i nadziejach.
Bożydar tak jak wielu nastolatków nie lubi zmian i trochę się ich boi. Zdobył prawdziwych przyjaciół, akceptację mimo swojej dziwności, cieszy się ze szczęśliwego domu... I nagle wydaje mu się, że wszystko zaczyna się rozlatywać. Mama chce się wyprowadzać z domu, w którym nie tylko się wychował, ale i który jest dla niego całym życiem, w szkole wszyscy mają jakieś swoje sprawy i nie bardzo mają dla niego czas, a wśród tych, na których pomoc liczył, dzieje się coś bardzo dziwnego, jakby wszystkich nagle ogarnęła jakaś nostalgia, która sprawia, że skupieniu są tylko na swoich emocjach i obawach. Zdecydowanie trzeba temu przeciwdziałać!

piątek, 23 grudnia 2022

Z Matką Boską na rowerze - Wojciech Koronkiewicz, czyli jak co roku: lektura i życzenia

Co roku na Notatniku w okolicach Wigilii znikam na trochę z sieci, a zostawiam Was z jakąś wyjątkową notką i życzeniami, niech tak będzie więc i w tym roku. Czego Wam życzyć? Pewnie tego samego, czego chciałbym i dla siebie.
Pisząc niedawno życzenia dla świetlic do których z pracy wysyłaliśmy paczki z grami i książkami, napisało mi się tak:

By to co dobre i piękne zawsze przynosiło wiele radości i pozytywnych emocji, a to co trudne i bolesne nie odbierało sił i nadziei.

I to chyba sedno. Zabiegani wokół gotowania, przygotowań, sprzątania, myśląc o prezentach i innych rzeczach, które wydają się ważne, zapominamy o tym co najważniejsze. Boże Narodzenie jak chyba żaden inny czas, zwraca nam uwagę na potrzebę bliskości, wartość rodziny, uczy nas opiekowania się słabszymi, wymagającymi wsparcia. Biegając po sklepach i skupieni na pieniądzach, zapominamy że ważniejsze od tego jest obecność, bliskość, szczerość, czas spędzony razem. Wtedy może narodzić się przebaczenie, wdzięczność, radość i miłość. Tego więc Wam życzę. Żebyście nie czuli się samotni i żebyście dostrzegali innych, którzy mogą tak się czuć. Byście byli dla innych i czuli, że ktoś chce się odwdzięczać tym samym wobec Was.

I dorzucam lekturę, która mnie zachwyciła. Czy osoba, która jak sama o sobie pisze - jest lewakiem i nie do końca czuje religijne uniesienia, może napisać z wrażliwością dla sacrum książkę o miejscach, do których pielgrzymowały setki tysięcy ludzi? Koronkiewicz udowadnia że jak najbardziej. To reportaż, migawki pełne ludzi, magicznej atmosfery Podlasia, ale i ciekawe zderzenie historii i współczesności, kultur, narodów, religii, emocji. Wschód i Zachód. Tu się spotykają, przenikają, pozwalają dotknąć. Tu ikony wiszą w kościołach katolickich, a ksiądz i batiuszka potrafią z równą pasją opowiadać o ich historii, o cudach za jakie przychodzili dziękować wierni. Warto mieć otwarte oczy i uszy, bo czasem najciekawszych rzeczy można doświadczyć wcale nie tam gdzie spotyka się tłumy wiernych. 

czwartek, 22 grudnia 2022

Ty pieronie! Biografia Franciszka Pieczki - Magda Jaros, czyli aktor i człowiek, a nie gwiazda i celebryta

Dziwna rzecz, to nie jest biografia, która by zaskakiwała, nie ma w niej wiele rzeczy odkrywczych, nie należy też do tekstów, które by się jakoś cudownie lekko czytały... A mimo to sięgnąłem po nią z przyjemnością, a kończyłem nawet z łezką w oku. Postać pana Franciszka naprawdę jest wyjątkowa. Wspaniały aktor, ale i człowiek, który fascynuje, bo wszystkim kojarzy się bardzo pozytywnie: z ciepłem, życzliwością, łagodnością. To nie tylko role, dobierane z głową (choć podobno np. w Niemczech często obsadzano go w rolach czarnych charakterów, co dla nas może być dość zaskakujące), a raczej fakt iż w granych przez niego postaciach była dostrzegalna i odczuwalna przez widza jakaś pozytywna energia. Gdy się pojawiał, choćby w małej roli, nie dało się go nie zapamiętać. Głęboki, charakterystyczny głos, ale i serce wkładane w wypowiadane słowa, sprawiały że to kreacje, które się pamięta. Moje pokolenie oczywiście będzie widzieć w nim m.in. Gustlika, smakosze kina kreacje choćby w filmach Kolskiego, a najmłodsi pewnie będą go pamiętać z ławeczki w Ranczu. Nie można mu odmówić tego, że miał szczęście i nie został skazany na zapomnienie, co niestety spotyka wielu aktorów na starość i to było piękne. Choć jego rodzimy teatr potraktował go bardzo nieładnie, na szczęście miał jeszcze radio, telewizję i kino. A gdy się pojawiał na ekranie zawsze to było dla widza jakaś magia, chyba nigdy nie zrobił żenującej wtopy (a innym się zdarza, oj zdarza).

Jak być kochaną, czyli ból niekochania

W młodości film Hasa o tym samym tytule zrobił na mnie kolosalne wrażenie. Zresztą kreacje stworzone przez Barbarę Krafftównę i Zbigniewa Cybulskiego zasłużenie przeszły do klasyki kina polskiego. Byłam bardzo ciekawa jak teatr poradzi sobie z adaptacją utworu Kazimierza Brandysa i jak Gabriela Muskała i Jan Frycz wypadną w konfrontacji z moimi wspomnieniami i pierwowzorami ich postaci. I powiem tak: są inni, ale bardzo dobrzy.

Zaznaczę od razu, że spektakl bardzo mi się podobał, a delikatność i melancholijny smutek Gabrieli Muskały jako Felicji wspominającej dzieje swojej okupacyjnej miłości naprawdę niosły w sobie ogromną moc. Wzruszały, miało się ochotę podejść i utulić tę drobną kobietę. Pięknie zagrana rola, a przecież nad wyraz wymagająca.

poniedziałek, 19 grudnia 2022

Szalony świat Louisa Waina, czyli piękne kolory, słodkie kociaki i dojmujący smutek

Do końca roku jedynie 12 notek, przynajmniej trzy na podsumowania i zaczynam się martwić czy zdążę o wszystkich co mi się spodobało w ostatnich dniach i tygodniach napisać. Będę w każdym razie próbował. Najwyżej jakiś tytuł zostanie wspomniany, a notka przejdzie na rok przyszły. Odkrycie wydawnictwa Paśny Buriat sprawiło sporą przyjemność, kolejne Małe Licho jak zwykle rozczuliło, a tu jeszcze kilka innych ciekawych książkowych rzeczy w czytaniu...
Dziś jednak film upolowany wczoraj w TV. Szczerze? Spodziewałem się czegoś innego. Może te plakaty, cała otoczka wokół filmu, słodka twórczość Waina, sprawiły że spodziewałem się czegoś komediowego, w miarę lekkiego. Tymczasem...

Cravate Club, czyli męska przyjaźń w krzywym zwierciadle

Lubię takie komedie, które swoją wartką akcją, szalonym tempem i błyskotliwymi dialogami bawią od początku do końca, a jednocześnie czujemy skryty w nich morał. W dodatku Wojciech Malajkat jest moim ulubieńcem i tym razem nie zawiódł, zarówno jako reżyser i jako bohater sztuki.

Dwóch wspólników , architektów, przyjaciół poróżni w pewnym momencie fakt, że jeden z nich (Adrien) posiada małą tajemnicę, o której nie wie Bernard. Adrien jest człowiekiem zdolnym, pracowitym, przyjacielskim i bardziej uważnym od Bernarda – mężczyzny raczej egocentrycznego i apodyktycznego.

niedziela, 18 grudnia 2022

Wiele hałasu o nic, czyli niby klasyka, a wciąż bawi

MaGa: Oderwanie się od gorączki przedświątecznej zaprowadziło nas (wraz z nazywowkinach.pl) na spektakl Szekspira „Wiele hałasu o nic”. Wprawdzie nie przepadam za tego typu komediami, ale mając w pamięci „Sen nocy letniej” z Londynu postanowiłam zobaczyć co tym razem zaproponują. I w ten sposób spędziłam miły wieczór.

Robert: Znając tą komedię, nie spodziewałem się wielkich emocji, obawiałem się nawet, że nie oprę się porównaniom z tak lubianym przeze mnie filmem z końcówki lat 90. A jednak - po raz kolejny Londyn udowadnia, że nawet niewiele dłubiąc w tekście oryginalnym, nie próbując na siłę czegoś uwspółcześniać, jednocześnie potrafią zaproponować coś lekkiego, zabawnego, bliższego naszym czasom.