czwartek, 8 sierpnia 2024

Na Podlasie, czyli U Pana Boga przy stole i Przewodnik po krainie otwartych okiennic

Dziś wyruszyliśmy rodzinnie na krótki wypad na Podlasie, więc i na Notatniku niech pojawią się kolejne dwie książki od Wydawnictwa Paśny Buriat, które skupione jest właśnie na tym regionie kraju. Przypominam pierwszą notkę gdzie pojawiły się zarówno kulinaria jak i trochę informacji o regionie Suwalszczyzny (kliknij tu), a dziś raczej południe.

U Pana Boga przy stole to był pierwszy przewodnik po lokalnych przysmakach Podlasia, autorstwa Pawła Kotwicy i Michała Skoczka. Przemierzają o różnych porach roku cały ten region, podpytują lokalsów, szukają poleceń na forach dla smakoszy, a potem biesiadują, nie ograniczając się raczej do skubnięcia po kawałeczku.  
Warto więc ostrzec, że przy lekturze może Wam ślinka polecieć, bo wszystko co zamówią fotografują, a smaki i swoje wrażenia opisują tak barwnie, iż samemu ma się ochotę natychmiast na zjedzenie czegoś wyjątkowego. 


No właśnie - wyjątkowego, bo niezależnie czy to przydrożne bary, kuchnia regionalna czy pięciogwiazdkowe lokale, autorzy szukają dań lokalnych, specyficznych dla Podlasia i wschodniej Polski. Zapijają kwasem chlebowym, albo i mocniejszymi trunkami, a my się nie możemy nadziwić ich możliwościom, bo pewnie każdy z nas po babce, kartaczach, pierogach nie dałby rady już nic więcej przełknąć a dla nich to zwykle przekąska...

wtorek, 6 sierpnia 2024

O historii trochę inaczej, czyli Biała odwaga i Filip

We wtorkowym kąciku filmowym tym razem propozycje bardziej popularne, nie tylko dla wytrawnych kinomaniaków. To nie znaczy jednak, że mamy do czynie z kinem łatwym i przyjemnym. Oba wzbudziły pewne kontrowersje bo opowiadają o historii na pewno w tonie odmiennym od patriotycznego uniesienia. Tu decyzje bohaterów prowadzą ich czasem w bardzo zaskakujące sytuacje, a oceny moralne, choć na pewno się pojawiają, czasem wcale nie są jednoznaczne. Bohater? Czy tchórz? Męczennik? Czy zdrajca?


"Biała odwaga" to historia w której próbuje się dotknąć głośnego i kontrowersyjnego tematu jakim jest goralenvolk, czyli inicjatywy współpracy górali z Podhala z Niemcami w trakcie II wojny światowej, podpisywania volkslisty. Choć nie było to zjawisko jakoś bardzo szerokie, a próba utworzenia specjalnych oddziałów złożonych z górali spełzła na niczym, nie jest to na pewno historia z której można by być dumnym jako środowisko. W wielu domach wśród przodków mogą być ci, którzy poszli na współpracę - widząc w tym jakieś swoje korzyści albo i ze strachu. Górale nie lubią więc tego tematu i film mocno oprotestowali. Czy słusznie? Czasem lepiej przecież oczyścić atmosferę. Zwłaszcza że film w sumie nie robi z tych, którzy wymyślili tą inicjatywę jakichś potworów. 

poniedziałek, 5 sierpnia 2024

Monument - Molchat Doma, czyli co surowe, proste, ale wpada w ucho

Poniedziałkowa porcja muzyki i znowu dość przypadkowe odkrycie w zapowiedziach nowości wydawniczych. Białoruski zespół, który osiągnął spory sukces za oceanem? No czemu by nie spróbować zanim ukaże się nowy krążek, czegoś starszego od Molchat Doma.

 
Automat perkusyjny, proste melodie grane na starych syntezatorach, mocno przypominają klimat wczesnych lat 90, gdy takich kawałków było sporo. Fascynacji taką muzyką nie ukrywają, ale jest też w tym coś dość oryginalnego - mimo tanecznych rytmów, jest tu coś mrocznego, co się wyczuwa, co sprawia że to nie jest muzyka do dyskoteki, tylko raczej to klubu dla miłośników gotyku. Charakterystyczny wokal i teksty - poważne, głębokie, nie omijające tematów egzystencjalnych, cierpienia, czy frustracji, nadają tej muzyce jakiegoś ciekawego cienia.

niedziela, 4 sierpnia 2024

Demony Białej Góry - Irena Małysa, czyli przesądy, uczucia i intrygi

Irena Małysa - nie sprawdziłem wcześniej, ale nie jest wcale debiutantką jak sobie zakładałem, Demony Białej Góry to już czwarta odsłona cyklu jej autorstwa, którego bohaterem jest policjantka Baśka Zajda. Choć kusił mnie sam tytuł, zapowiadający akcję w okolicach Diablaka, a na pewno w ukochanych górach, jakieś było moje zdziwienie, że tym razem fabuła przeniesiona została na drugi koniec Polski, nad morze. Ech chyba będę musiał poszukać poprzednich tomów, żeby poznać wcześniejsze losy bohaterki i doświadczyć atmosfery gór.


A jak wrażenie z lektury tego tomu? To kryminał, który mocno osadzony jest w tle obyczajowym - kluczem do rozwiązania zagadki jest historia z lat 50 opowiadana równolegle, a i to co dzieje się współcześnie jakoś mocno krąży wokół problemów prywatnych bohaterki lub ludzi których poznała. Przyjechała na wakacje wraz z matką, zostawiając na południu swojego faceta, który musi zająć się zdrowiem synka z poprzedniego małżeństwa. Baśka ma też czas dla siebie - ma zająć się swoją skórą, po wypadku (czyli coś co wydarzyło się w poprzednim tomie). Musi wynająć nocleg w trochę innym miejscu niż miała nadzieję, ale to będzie między innymi jedna ze spraw, które będzie wyjaśniać w czasie wolnym.

Empuzjon - Olga Tokarczuk, czyli to co słabe, źródłem siły?

DKK w moim mieście po raz drugi sięga po Olgę Tokarczuk, a ja znowu jakoś nie mogę się do jej powieści przekonać. Parę rzeczy mi się podoba, opisy cudne, ale drażnią różne elementy w fabule, które są nie wiadomo po co, a końcowa refleksja jest podobna jak "Prowadź swój pług..." - no i po co to było?


Obiecywałem, że będzie jakieś nawiązanie do gór i choć nie byłem tym razem w Kotlinie Kłodzkiej, ale okolice Rymanowa i Iwonicza Zdroju chyba nawet bardziej w tej chwili zachowały pewne odniesienia do przeszłości uzdrowiskowej, niż Sokołowsko, które widziałem nie tak dawno. Po rozmachu z jakim prowadzono kiedyś tam leczenie, nie ma raczej śladu. Nawet budynki w większości zniknęły. Została cerkiewka. No i góry, po których spacerują bohaterowie powieści.


Znowu można by to nazwać thrillerem metafizycznym, choć mam wrażenie, że tak jak wtedy intryga jest jedynie pretekstem, dla tego by wyrazić jakieś swoje poglądy. Wtedy było to przekonanie o prawach zwierząt do życia, teraz pokazanie roli kobiet. Tyle że Tokarczuk robi to w przedziwny sposób. Kobiety są bowiem w tle, a o nich wypowiadają się jedynie mężczyźni. I to jak.

sobota, 3 sierpnia 2024

W tych szacownych murach, czyli czy chciałbyś studiować w takiej atmosferze

Niby wciąż sobie obiecuję, że będę czytać głównie to co mnie interesuje i rzeczy ambitniejsze, ale od czasu do czasu ciekawość bierze górę i robię pewnego rodzaju eksperymenty. Jak choćby z młodzieżówkami, niestety często mocno się rozczarowując. To jednak interesujące doświadczenie, by móc choćby z córkami potem rozmawiać o tym co młodych fascynuje, co widzą w tym wciągającego. Dark Adacemia - pewnie lepiej wypada to na taśmie filmowej, gdy te mury starych uniwersytetów pogłębiają jeszcze bardziej atmosferę tajemnicy, mroku. Ale skoro młodzi czytają, to sprawdźmy i my. 

W tych szacownych murach ma być próbką, aby każdy odkrył coś interesującego dla siebie w ramach tego gatunku. Przyznam jednak, że przydałoby się dokonać bardziej spójnego wyboru tych tekstów, bo w niektórych chodzi jedynie o samo tło akcji, czyli jakiś stary uniwersytet i środowisko młodych bohaterów, a fabuła nawet w jakiś wyraźny sposób tego nie wykorzystuje. Gdzie więc ten obiecywany mrok, tajemnice, napięcie?

Mnich i karabin, czyli zdecydowanie trzeba zrobić porządek

Zdaje się, że od dziś już w kinach studyjnych, więc to dobra okazja by o tym filmie napisać. A dla mnie dodatkowo to jakaś namiastka gór, z których wróciłem szybciej niż planowałem.


Bhutan dopiero od niedawna zaczął pojawiać się w naszej świadomości i na pewno budzi ciekawość. Kolejne produkcje pokazujące ten kraj, choć są przesłodzone, nie ukrywają też tego jak wielka przepaść dzieli ten "najszczęśliwszy kraj na świecie" i bogate kraje Europy czy Azji. Mogliśmy zobaczyć to np. w "Lunanie" (pisałem o tym filmie tak) a oto możemy oglądać kolejną produkcję Pawo Choyninga Dorjiego, znowu łączącą w sobie elementy komedii, ale i refleksji nad tym jak się żyje w Królestwie Smoka u podnóży Himalajów. To trochę jak nasze "U Pana Boga za piecem" gdy zestawiasz styl życia ludzi w miastach, ich zagonienie, pożądanie pieniędzy, problemy, z prostym, ale i przyjmowanym ze spokojem życiem na wsi. Gdy próbujesz coś narzucić mieszkańcom górskich osad, którym do szczęścia tak niewiele potrzeba, możesz jedynie narobić problemów, wprowadzając w ich umysły niepokój, a w społeczność niesnaski.

czwartek, 1 sierpnia 2024

Miasto latarni, czyli początek steampunkowej historii


Czemu tak spieszyłem się z notkami w lipcu, a teraz przez dłuższy czas nie będzie wpisów. Po raz pierwszy od lat czeka mnie dłuższy urlop i to bez dostępu do komputera. Wędruję Głównym Szlakiem Beskidzkim, zobaczymy ile da się przejść. Jak chcecie dowiedzieć się co i jak, śledzić relację albo mnie wesprzeć to kliknijcie na mój profil na FB lub na ten link gdzie założyłem zbiórkę na leczenie dla Antka
To jest jeden z celów tej wyprawy i możecie mi pomóc go osiągnąć. 

Z góry dziękuję!

A Notatnik mam nadzieję, że w sierpniu wskrzeszę i jeżeli tylko czas pozwoli może znowu nawet nadgonię ilość notek, tak by rytm wymyślony ponad 13 lat temu został zachowany. Jedna notka dziennie i zawsze jakaś polecajka, bez reklam, sponsorowania, ode mnie, od serducha albo od kogoś z przyjaciół.
Ta notka też zniknie po moim powrocie i na jej miejsce pojawi się coś... Jeszcze nie wiem co. Może książka o Podlasiu?

Mam nadzieję więc, że będziecie wciąż tu wpadać.

***
Edit - wędrówkę musiałem przerwać, jestem już w domu, za to mogę spokojnie zabrać się za porządkowanie Notatnika. Nie obejdzie się bez jakiejś tematycznej notki, więc dziś o komiksie.

"Miasto latarni" przyciągnęło moją uwagę jak tylko zobaczyłem pierwsze plansze. Rozmach, mroczny klimat, zachwycały, a steampunkowa otoczka jeszcze bardziej podkręcała ciekawość.

niedziela, 28 lipca 2024

Kwiatokosy i Szkieletnicy - Marcin Szczygielski, czyli rodzina jakich wiele?

Zastanawiałem się jakim tytułem zakończyć lipiec i na jakiś czas się pożegnać. Wybieram Szczygielskiego, ze względu na to, że to książki lekkie, zabawne, przygodowe, czyli takie idealne na wakacje. Spróbujcie je podsunąć swoim pociechom (pewnie tak 10+) i sami zobaczycie jaką będziecie mieli frajdę.

To tak przedziwna mieszanka czarnego humoru, magii, przygody.
Rodzina Rodomiłów od lat walczy z różnymi manifestacjami złych mocy, czyli strzygami, upiorami, demonami i wszelkiej maści potworami. Od lat? Co ja gadam! Od pokoleń! Taki to już dar, a może przekleństwo, ich misja i sposób na zarabianie. Gromadzą różne przepisy, robią notatki, hodują zioła i rośliny, eksperymentują z miksturami. I uczą swoje dzieci tego "zawodu".

czwartek, 25 lipca 2024

Gusła, czyli gdy spotykają się światy żywych i zmarłych

I jeszcze jedna zaległość i to od wielu miesięcy. Sam nie wiem czemu nie napisałem o tym spektaklu od razu, przecież podobał mi się bardzo. Jakoś odłożyłem go na bok, a potem coraz bardziej spadał w przeszłość i dopiero dziś sobie o nim przypomniałem sprawdzając archiwa.


Wizualnie - naprawdę bajka. Koncept też. Ale może dlatego że tyle razy już człowiek zagłębiał się w Dziady, iż nie bardzo już znajduje w nich coś dla siebie nowego. Pozostaje to wszystko na poziomie obrazów, gestów, słów, ale chyba już mniej emocji i jakichś refleksji. Katowani Mickiewiczem przez tyle lat, jakoś zamykamy się trochę na jego przesłanie. Ale może gdyby tak młodzi mogli od początku doświadczać tego w taki sposób jak na Gusłach, byłoby inaczej.

środa, 24 lipca 2024

Piekielne niebo - Karolina Ligocka, czyli niech zajdzie czym prędzej zmierzch nad takimi książkami

No jak to jest, że chwalę takie rzeczy jak Prosta sprawa, a chwilę potem marudzę na potęgę przy Piekielnym niebie, choć o obu można powiedzieć, że są proste jak konstrukcja cepa, przewidywalne i być może za to kochają je czytelnicy. W przypadku debiutu Ligockiej pewnie raczej czytelniczki, ale to nie zmienia istoty rzeczy. Zdecydowanie jednak Piekielne niebo mi nie podeszło. Cieszę się z lektury jedynie dlatego, że już rozumiem chyba na czym polegał fenomen Zmierzchu i tym podobnych koszmarków.


Przecież same detale scenograficzne nie są istotne, ale chodzi o to zakazane uczucie, gdzie jednocześnie coś cię pociąga i odpycha, fascynuje i budzi lęk. Czy to ważne czy to relacja człowiek-wampir, czy anioł-demon? Cała reszta to otoczka, bo coś musi się dziać, jakieś walki, konflikty, zagrożenie, a potem żyli długo i szczęśliwie. Czemu to takie miałkie to nie wiem. Czy młodzieżówki nie można napisać jakoś z polotem? Przecież Mięta wydawała dużo lepsze rzeczy, nawet jeżeli gdzieś wciąż w nurcie urban fantasy. Przyznaję się bez bicia, nie podeszło i nie nie poradzę. Domyślam się, że może istniej spore grono czytelniczek, które będą zachwycone, dla mnie to jednak zdecydowanie płaskie i bez pomysłu. Sto razy wolę Ćwieka z jego Kłamcą, bo tam jest suspens, humor, intrygujące postacie...

Prosta sprawa, czyli przecież grzecznie prosiłem

Żeby wejść w klimat tej notki, bo być może nie wszystkim będą pasować moje peany, należałoby kliknąć wcześniej moją opinię o powieści Wojciecha Chmielarza, która była podstawą scenariusza (możesz klikać tu) albo opinię o ostatnim serialu o Jacku Reacherze. 

Czasem po prostu fajnie sięgnąć po coś mięsistego, z wyraźnym podziałem na dobro i zło, z bohaterem, który choćby i bez broni, potrafi rozprawić się ze wszelkimi złolami, zagrażającymi danej społeczności. Smakuje wtedy najlepiej, gdy to niewielkie miasteczko, czyli wchodzimy jeszcze w klimat dawnych westernów, a nie sensacji wielkomiejskich z pościgami, strzelaninami itd. Po co fajerwerki, skoro zwykle ciekawsi są ludzie? W produkcji Olenckiego (to ten od świetnej Furiosy), podobnie jak w książce, zaskakuje i intryguje tożsamość tego bohatera, jego tajemnice. Wiemy że potrafi walczyć, strzelać, że nie przepada za kontaktami z prawem, cały czas wydaje się kryć, ale co więcej? Przybywa do niewielkiego miasteczka na Dolnym Śląsku, w Karkonoszach jedynie na chwilę, załatwić prostą sprawę. I rozpętuje piekło.

wtorek, 23 lipca 2024

Radiosoul - Alfie Templeman, czyli tanecznie, ale i od serca

Muzycznie miało być wczoraj, ale i tak mi się sypie cały harmonogram na Notatniku - od piątku przez dłuższy czas będę poza Siecią. Chcę przynajmniej lipiec dokończyć tak jak planowałem, a w sierpniu... Wrócę kiedy wrócę. I trochę szkiców jest, więc może jakoś to nadrobię, a Wy wybaczycie że notki będą pojawiać się po dwie dziennie :)

Dziś tanecznie i młodzieńczo. Alfie Templeman to dla mnie artysta nieznany, ale do wcale nie jest jego debiut. I buja fantastycznie! Jest jakiś letni klimat w tych nagraniach i choć może nie są super odkrywcze, ale to samo można by powiedzieć o 80% sieczki z radia. Fajny rytm, niby elektronika na pierwszym planie, ale pobrzmiewa fajnie i gitara i jakieś dęciaki, acid pop nie musi być nudny. No i ten wokal - słychać w nim fajną energię, młodzieńczość. Ale wiecie co jest jeszcze ciekawego?