I jeszcze jedno krymi, choć filmowe, nie książkowe. To efekt wypadu do kina plenerowego w naszym Piastowie no i ciekawość Dorocińskiego w duńskiej produkcji.
Zabawa całkiem niezła, choć to zdecydowanie humor skandynawski, mocno pokręcony i fabuła pełna schematów. Na Zachodzie to norma w scenariuszach komediowych, że jak człowiek ze wschodu do oczywiście alkoholik, taka więc przypadła tu rola Marcinowi Dorocińskiemu. Wiecznie napruty, jednocześnie jednak jest "zawodowcem", czyli nie ma skrupułów, by zabić gdy ktoś go wkurza. A że wkurzają go ludzie często, nawet sami zleceniodawcy trochę się go obawiają.
Wymyślili sobie, że pozbędą się żon, bo rozwód może ich dużo kosztować, a ewidentnie w tej chwili małżonki już się nimi znudziły, więc nie zamierzają być na każde zawołanie jakby sobie panowie życzyli.
Jest tu więc też jakiś morał w tle - zamiast zmieniać żonę, spróbuj przyjrzeć się też temu czego ona oczekuje, a nie tylko myślisz o sobie... Jak czarna komedia to oczywiście postaci przerysowanych jest więcej, wszyscy podejmują dziwne decyzje i zachowują się jak szaleni, ale porównania tej produkcji do filmów Tarantino to jednak bardzo niecelny strzał. Nie ma w tym oryginalności, pomimo prób łamania poprawności i mrugania okiem do widza.
Powściągliwi Duńczycy są przerażeni na samą myśl o łamaniu prawa, ale gdyby tak ktoś zrobił to za nich, wcale nie będą się gniewać. Byle się nie wydało.
Można się uśmiechnąć, rola Dorocińskiego przerysowana jak diabli, to jednak rzecz którą pewnie szybko się zapomni.
I od razu uprzedzam - dość wulgarne.
I od razu uprzedzam - dość wulgarne.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz