czwartek, 13 sierpnia 2026

Cham z kulą w głowie - Ziemowit Szczerek, czyli burdel straszny, nikt nie ogarnia, ale winę jak zwykle zwala się na przeszłość, zaborców i obcych

Fabularnie można by oczywiście upierać się przy tym że to kryminał, powieść sensacyjno-przygodowa, gdzie bohater jest zmuszony wykonać jakąś misję, rozwiązać zagadkę. Dużo ciekawsze w Chamie z kulą w głowie są jednak zarówno warstwa językowa, mięsista i barwna, jak i samo tło. Jesteśmy bowiem w historii alternatywnej, w której to nie było wielkiego szaleństwa drugiej wojny światowej, Hitler zginął dość szybko w zamachu, Polska więc nadal mogła spokojnie sobie rosnąć na jedną z potęg w regionie, prowadząc politykę dość zbieżną z tym co znamy z czasów Piłsudskiego i rządów Sanacji. Nie chodzi jednak o samą zabawę w "co by było gdyby", w uderzanie w bębenek propagandy wielkiej Rzeczpospolitej, która po prostu miała pecha mieć takich sąsiadów jakich miała. Rysując przed nami różne obrazy z miasta (np. pomniki, prace architektów próbujących udowodnić wielkość Warszawy), czy scenki ze spotkań bohatera z różnymi grupami (od opozycji, przez inne gryp wyznaniowe, narodowościowe, anarchistów, socjalistów aż po zwykłych bandziorów) Szczerek chce nam udowodnić iż od początku był to ślepy zaułek i jedynie przekonanie o potędze, gdy w rzeczywiści różne błędy i podgrzewanie niechęci wobec mniejszości, prowadziły ku katastrofie.  

Co z tego że nie było wojny, że nikt nas nie napadał albo potrafiliśmy się obronić, w sytuacji gdy sami wewnętrznie potrafiliśmy walczyć ze sobą i od środka podkładać dynamit by rozwalić ten kraj. Nacjonalizm, brak otwartości na jakiekolwiek ustępstwa np. wobec Ukraińców, rządy wojskowych do spółki z kapitalistami, którzy w nosie mieli los biedniejszych, gigantomania (nawet kolonii Rzeczpospolita się tu dorobiła, choć nie potrafiła jej utrzymać), to problemy, które niektórzy potrafią celnie wskazać i zaproponować lekarstwo, tyle że nikt ich nie chce słuchać. 


Żydzi, Polacy, Ukraińcy - każde z nich chce dla siebie jakiejś przestrzeni i praw, ale jeżeli tylko jedna z tych grup uważa się za tego godną, ignorując głos pozostałych, trudno się dziwić potem, że i lont staje się coraz krótszy a czas do wybuchu się kończy. Polityka niby jest w tle, ale wciąż powraca, zarówno jako decyzje różnych ludzi, jak i obawy przed tym co nadchodzi. Reakcje wobec apeli sojuszników, jako żywo przypominają pohukiwanie i wywijanie szabelką współczesnych nam sfer władzy, które twierdziły że Unia to nas może pocałować w cztery litery, bo my jesteśmy potęga i nie będziemy nikogo słuchać...

Tych co krzyczą "Polska tylko dla Polaków" najlepiej by może wysłać gdzieś na Madagaskar (za ich pieniądze), niech udowodnią, że potrafią rządzić i rozwiązywać realne problemy, a nie tylko szukać wroga. 


Gdy w Stolicy rozpoczyna się seria krwawych zabójstw realizowanych przez niejakiego Kubę Hieroglifa, rozpoczyna się śledztwo. Tyle że Policja prowadzi je dziwnie nieudolnie, a Kary będący prywatnym detektywem, nie tylko nie ma takich możliwości co oni, ale i ma spory balast problemów, które wciąż od prowadzenia dochodzenia go odciągają. Jego przeszłość jest cholernie skomplikowana, wielu uważa go za zdrajcę ojczyzny, trudno więc oczekiwać że będą mu pomagać w rozwiązaniu sprawy. 

Kryminał noir, mocno zalany alkoholem i doprawiony innymi substancjami. Może i chwilami wydawać się może chaotyczny, zbyt dygresyjny, zdecydowanie jednak polecam, bo to cholernie ciekawa rzecz. 

 

Chwilami zabawna, chwilami mroczna i pełne przemocy. Na pewno nie banalna i mocna. 

Warto przeczytać! 

A ja niedługo zabieram się za najnowszą powieść autora, sporo sobie po niej obiecując. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz