Intensywny mam czas ostatnio, więc i czasu na pisanie mało. Chętnie bym więc wybrał coś bardzo prostego żeby wykpić się notką na parę zdań, ale nie ma co odkładać tego co ostatnio mnie w dziwny sposób poruszyło na Netflixie. Chodzi o koreański hicior "Dam ci lekcję" ktory utrzymywał się przez kilka tygodni w topce w Polsce. I jest to chyba wynik nie tylko popularności tego co koreańskie, ale i efekt kontrowersyjności tematów jakie serial porusza.
Pierwszy odcinek - mocny i poruszający, potem coraz więcej przerysowań, nawet scen quasi komediowych, a szkoda bo gdyby tak utrzymać powagę byłoby dużo ciekawiej. Wszyscy bowiem zdajemy sobie sprawę, że dzieci i młodzież dziś w szkole nie mają łatwo - to nie jest kwestia jedynie tego że ta instytucja nie zmienia się prawie wcale, choć świat zmienił się gruntownie, nauczyciele, uczniowie, rodzice szarpią się w jej ścianach próbują ciągnąć sprawy w swoją stronę, w efekcie mamy chaos i wypalenie nauczycieli, bo politycy wydają się kompletnie bezradni albo jeszcze dokładają paliwa do ognia swoimi dziwnymi pomysłami. I wyobraźcie sobie, że oto powstaje urząd, którego celem jest śledzenie wszystkich nieprawidłowości: przemocy rówieśniczej, niesprawiedliwych ocen, roszczeniowych rodziców, demoralizacji i negatywnego wpływu środowiska itp. itd.
Urząd, którego pracownicy podejmując interwencję mają wszelkie możliwe uprawnienia, nawet te z pogranicza prawa - każda metoda jest usprawiedliwiona jeżeli ma doprowadzić do efektu. W teorii: zawsze po stronie ucznia, ale w praktyce jedynie wtedy gdy zdaniem urzędników on rokuje i wyraża chęć do nauki, inaczej po prostu jest do usunięcia niczym chwast. Dam ci lekcję można rozumieć więc dosłownie - skoro ty uderzyłeś słabszego, to teraz sam zostaniesz uderzony...
Łapiecie to? Oto marzenie wszystkich Czarnków, Giertychów, którzy chcieliby mieć w szkole porządek, ład, mundurki, ten sam model myślenia i zero dyskutowania czy jakichkolwiek wychyleń nawet o milimetr. Wolność? A po co? W szkole ma być dyscyplina. I tak przy niektórych całkiem mądrych zdaniach jakie mogą tu padać (np. Nauczyciel nie może bać się ucznia ani rodziców), całość tych rozwiązań coraz bardziej staje się karykaturalna i mało realistyczna. A szkoda, bo tematy jakich przy okazji się dotyka: ośmieszanie, prześladowanie, samobójstwa wśród młodych, faworyzowanie bogatych, używki, są przecież całkiem realne i mocno odczuwalne nawet u nas. Zamiast jednak szukać sposobu na pokazanie rozwiązań angażujących społeczność, tak by zmiana była trwała, jako panaceum pokazuje się nam kogoś w rodzaju policjanta (byłego komandosa), który wprowadza prawo i sprawiedliwość :) Zawsze wygrywa nawet gdy atakuje go pięćdziesięciu przeciwników albo gdy dostaje nożem w brzuch ileś razy...
Oglądałem niby z ciekawością "co tam oni jeszcze wymyślą", ale nie mogąc pozbyć się żalu, że szkoły naprawdę potrzebują wsparcia w rozwiązywania różnych problemów - tyle że raczej niekoniecznie typu policyjnej interwencji. Wiem że jest wielu takich, którzy niczym prezydent zakrzykną "przecież to jest najlepsze lekarstwo", miejmy jednak nadzieję że takie poszukiwania rozwiązań w metodach siłowych nigdy nie wejdą w życie. Serial choć pokazuje więc część ważnych problemów (np. presja ze strony rodzica, używanie non stop telefonów komórkowych, nagrywanie i rozpowszechnianie wizerunku bez zgody), nie pozwala więc na własną refleksję, tylko ciągnie nas w jakąś groteskę i bajkowe obietnice cudownych aniołów którzy nigdy się nie mylą. Tymczasem ludzie aniołami nie są, co najwyżej bywają, o ile otrzymają dobry przykład, wsparcie. Systemu wartości siłą ani nakazami się nie zaszczepi, po latach lekcji religii w szkołach, powinniśmy już dawno to zrozumieć...
Mało o serialu, a więcej wokół niego. Ale tak już czasem na tym blogu bywa. Streszczenia, analizy gry aktorskiej itp. znajdziecie gdzie indziej :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz