Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinaria. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 sierpnia 2024

Na Podlasie, czyli U Pana Boga przy stole i Przewodnik po krainie otwartych okiennic

Dziś wyruszyliśmy rodzinnie na krótki wypad na Podlasie, więc i na Notatniku niech pojawią się kolejne dwie książki od Wydawnictwa Paśny Buriat, które skupione jest właśnie na tym regionie kraju. Przypominam pierwszą notkę gdzie pojawiły się zarówno kulinaria jak i trochę informacji o regionie Suwalszczyzny (kliknij tu), a dziś raczej południe.

U Pana Boga przy stole to był pierwszy przewodnik po lokalnych przysmakach Podlasia, autorstwa Pawła Kotwicy i Michała Skoczka. Przemierzają o różnych porach roku cały ten region, podpytują lokalsów, szukają poleceń na forach dla smakoszy, a potem biesiadują, nie ograniczając się raczej do skubnięcia po kawałeczku.  
Warto więc ostrzec, że przy lekturze może Wam ślinka polecieć, bo wszystko co zamówią fotografują, a smaki i swoje wrażenia opisują tak barwnie, iż samemu ma się ochotę natychmiast na zjedzenie czegoś wyjątkowego. 


No właśnie - wyjątkowego, bo niezależnie czy to przydrożne bary, kuchnia regionalna czy pięciogwiazdkowe lokale, autorzy szukają dań lokalnych, specyficznych dla Podlasia i wschodniej Polski. Zapijają kwasem chlebowym, albo i mocniejszymi trunkami, a my się nie możemy nadziwić ich możliwościom, bo pewnie każdy z nas po babce, kartaczach, pierogach nie dałby rady już nic więcej przełknąć a dla nich to zwykle przekąska...

sobota, 20 lipca 2024

Kulturowo, historycznie i kulinarnie, czyli Wigry i Suwalszczyzna zapraszają nie tylko do lektury

Parę lat temu trafiłem za radą koleżanki na stronę wydawnictwa Paśny Buriat i wziąłem kilka książek Wojciecha Koronkiewicza, które połknąłem z zachwytem. Od tego czasu podglądam ich ofertę i czasem coś tam wezmę - szykujcie się więc, że niedługo będzie duuuużo o Podlasiu i o wschodnich terenach Polski, bo właśnie tamte rejony wydawnictwo postanowiło promować.
Ja dziś trochę bardziej na południe, na Lubelszczyźnie, a niedługo jeszcze niżej, ale Notatnik póki co zostaje bardziej na północ. 


Dziś o dwóch pozycjach, świeżutkich i jeszcze pachnących farbą. Wigry - Przewodnik Kulturowy,
nosi podtytuł Opowieści o miejscu utkanym z drzew, wody, mgieł i ludzkich pragnień. Poetycko i zagadkowo. Czego się spodziewać po książce Macieja Ambrosiewicza?

niedziela, 2 grudnia 2018

Ramen. Smak wspomnień, czyli nie idź głodny do kina

Dziś pół dnia przy kuchni, więc i notka kulinarna. Przynajmniej po części. Jakoś tak się składa, że w tym co do nas trafia z kinematografii japońskiej ostatnimi laty, mocno ten wątek jest obecny. Może właśnie takie rzeczy wybierają też dystrybutorzy, wiedząc, że wzbudzą one większe zainteresowanie? Niby to kuchnia, która nie jest jakoś wielce skomplikowana, obudowana jest jednak pewną aurą, w której nawet to co proste wymaga ćwiczenia, studiowania, odpowiedniego podejścia. Jeżeli coś będzie zrobione w pośpiechu, byle jak - smakować nie będzie.
W tym filmie też to wyraźnie się czuje. Choć wątek gotowania nie jest najważniejszy, nadaje jednak całości pewnego ciepła i rodzinnej atmosfery. Jedzenie gotowane z sercem i tak właśnie ofiarowane, może być wyrazem troski, serdeczności, przeprosinami, czy podziękowaniem. Dla głównego bohatera: Masato, jest też sposobem na zachowanie pamięci o mamie, która zmarła, o tych wszystkich dobrych wspomnieniach z dzieciństwa.

wtorek, 21 listopada 2017

Pyszne obiady - Anna Starmach, czyli proste i smaczne

Chyba pierwsza notka kulinarna na moim blogu. To nie dlatego, że nie gotuję i nie korzystam z przepisów w książkach, ale jakoś tak się złożyło, że dotąd nie miałem natchnienia, by komentować którąkolwiek z pozycji, jakie wpadły mi w ręce.
W domu się śmieją, że gotuję sporadycznie, ale jak wpadnę w szał, to zawłaszczam przestrzeń na dłuższy czas i zwykle coś tam z tego sensownego wychodzi. Najlepiej mi wychodzą chyba zupy i dania jednogarnkowe, ale przy niewielkiej pomocy małżonki (która dużo lepiej ode mnie radzi sobie z mięsami i słodkościami), potrafię przyrządzić obiad z dwóch dań i deseru. Uwielbiam warzywa i przyprawy, które chętnie bym dorzucał do wszystkiego, ale zwykle jednak potrzebuję jakiegoś punktu wyjściowego, czyli przepisu. Co do ukazujących się na rynku książek, przyznam z góry, że często po zakupie (czy też po otrzymaniu ich na prezent), okazywały się średnio przydatne, bo spora ilość składników bardziej egzotycznych lub dostępnych jedynie w niektórych sklepach, skutecznie mnie zniechęcała do pichcenia. Lubię czasem coś bardziej skomplikowanego, czy nawet egzotycznego, ale naprawdę uważam, że przy niewielkim wysiłku można zmodyfikować prawie każdy przepis, by wskazywać zamienniki lub uproszczenia. W tym jestem mistrzem - wykorzystując czasem przedziwne połączenia z tego co znalazłem w lodówce. Jeżeli jeden lub dwa składniki główne się zgadzają, to już można kombinować.



Czemu napisałem ten przydługi wstęp? Ano dlatego, że książka "Pyszne obiady" Ani Starmach okazała się bardzo dobrym źródłem inspiracji do moich eksperymentów. To przepisy oparte w większości na bardzo prostych, podstawowych składnikach, więc nie trzeba się martwić: skąd ja to wytrzasnę. Te produkty mamy na wyciągnięcie ręki i w każdym sklepie.

sobota, 29 października 2016

Diabelski owoc - Tom Hillenbrand, czyli nie tylko dla smakoszy


Dotarliśmy już do Krakowa i znając siebie, z Targów przywiozę jakieś kolejne nowe kryminały, w autobusie zacząłem już dwa i pewnie je skończę do wtorku. Co ja na to poradzę, że to się szybko czyta i wciąga na maksa.
I dziś też o kryminale, ale ciut innym.

Seria wydana przez Smak Słowa jest bowiem dość zaskakująca - nazwana kolekcją kryminałów kulinarnych pewnie świetnie się wstrzeli w niegasnącą modę na gotowanie i eksperymentowanie w kuchni. Jest więc i zbrodnia, i pyszne jedzenie. Nie może być inaczej, jeżeli bohater jest szefem kuchni, a i cała akcja toczy się w tym środowisku. Autor, niemiecki dziennikarz, też z zamiłowania jest kucharzem, więc wie o czym pisze. Przyjrzyjmy się więc tomowi pierwszemu, bo drugi już leży na stosie i czeka na swoją kolejkę.

poniedziałek, 16 lutego 2015

Podróż na 100 stóp i Każdemu wolno kochać, czyli sposób na Walentynki


Robi mi się mały maraton różnych wydarzeń - jutro opera na wielkim ekranie, pojutrze spotkanie w Muzeum Narodowym, w piątek koncert na Torwarze, w niedzielę robię wymiankę książek w swoim mieście, a w poniedziałek DKK i projekt Kocham Kino. A i tak rezygnuję z wielu spotkań i wydarzeń, bo czasu nie starcza :( Nie dziwcie się więc jeżeli notki na bloga będę wrzucał po nocach nocach i pewnie znowu poprzestawiam sobie wcześniej robione plany kolejności. 
Z jednej strony się śmieję, gdy ludzie pytają jak znajduję na to czas - w tej chwili bowiem na pisanie dużo mi nie trzeba (dlatego zdarzają się błędy), a tematów mam aż nadto. Same przychodzą. Kultura już dawno wyparła u mnie wszystko inne - publicystykę, rozrywkę, sport w telewizji po prostu sobie odpuszczam, bo szkoda mi cierpliwości i nerwów. Frajdę daje dobry film, książka, przedstawienie, płyta gdzieś wyczajona. I potem po prostu notuję jakieś refleksje i wrażenia. Proste. Bez zadęcia. Bo Notatnik ani jego autor nie aspirują do jakichś rankingów, opiniotwórczych gremiów i grona super profesjonalnych krytyków. Chyba by mnie trema zżarła.
Tyle tytułem wstępu :) A sama notka dziś chyba będzie niewiele dłuższa. Chciałbym po prostu wpisać do Notatnika kolejne dwa filmy. Nie żadne wyjątkowe, ale okazja, przy której je obejrzeliśmy była wyjątkowa. Już od 4 lat nasze lokalne stowarzyszenie (Możesz) organizuje na Walentynki specjalne seanse kinowe. Dwa filmy niespodzianki (zwykle komedie romantyczne lub melodramaty), koncert, poczęstunek - po prostu przemiły wieczór, na który przychodzi coraz więcej ludzi (nie tylko par). W sytuacji gdy zwykle kino u nas świeci pustkami, pełna sala pokazuje, że nie potrzeba super nowości, ale liczy się pomysł i atmosfera.
Gadam i gadam, a przecież najważniejsze by napisać kilka słów o samych filmach.
Na początek "Podróż na 100 stóp" - bardzo ciepła, romantyczna komedia, której fabuła kręci się na dodatek wokół jedzenia. Nie wiem jak Wam, ale dla mnie kuchnia i to co można w niej stworzyć, są fantastycznym uzupełnieniem sypialni. Też rozkosz, tyle że dla innych zmysłów :) I też przygotowywane z miłością. I też przyjmowane z miłością. Obyśmy pamiętali o tym, nie tylko w Walentynki... 
No więc tak: zderzenie dwóch kultur i dwóch zupełnie innych sposobów patrzenia na gotowanie - imigranci z Indii, dla których to przede wszystkim rodzinny biznes, tradycyjne przepisy i sekrety przekazywane przez pokolenia, kontra droga, ekskluzywna restauracja z przewodnika Michelina, gdzie wszystko musi być perfekcyjne, a uczyć się tego można latami.

sobota, 8 września 2012

Tost. Historia chłopięcego głodu, czyli kuchnia też inspiruje

Lubicie oglądać programy kulinarne, albo samemu pichcić? Ja od razu przyznam się do tego, że choć sam rzadko coś gotuję (chyba, że mnie dopadnie akurat ochota, wtedy nawet kilka rzeczy naraz) to oglądam z przyjemnością. A więc korzystając z inspiracji jaką funduje nam telewizja - Master Chef, inne nowe programy i serie w ramówce i ciekawy filmik, który będzie niedługo nadany przez Canal+ - ogłaszam konkurs!
Film (sam jeszcze nie widziałem - najbliższe emisje 11-go i 25 września), o którym wspominam to "Tost. Historia chłopięcego głodu", a w rolach głównych m.in. Helena Bonham Carter. O konkursie na dole!
Pisałem o książce, a teraz czas na film. I prawdę mówiąc trudno mi stwierdzić, co bardziej mi się podobało. Film - choć przecież wykorzystuje jedynie część sytuacji i opisów z tej specyficznej książki wydawał mi się dużo bardziej spójny. Podobna trochę rwana narracja - krótkie scenki i dużo miejsca na nasze refleksje, dopowiedzenia. To na plus. Natomiast na pewno - mimo fajnego klimatu trochę brakowało tu tych wszystkich potraw, smaków i doznań kulinarnych, których tyle autor zawarł w swoich wspomnieniach. Ale fajnie było porównywać sobie swoje wyobrażenia, z tym jak sobie wymyślił reżyser (nie wiem czemu, ale np. oczekiwałem, że gosposia będzie starsza). Pewne sceny są fajnie rozwiązane, innych bardzo brakuje. Na pewno też nie ma tu aż tyle nawiązań do seksu, potraktowane to raczej bardzo delikatnie i wygładzono różne rzeczy, które mogły być kontrowersyjne.