Ponieważ kocham zarówno kryminały, jak i góry, nic dziwnego że wyszukuję sobie autorów, którzy łączą jedno z drugim i staram się ich podczytywać. Nie każdemu udaje się osiągnąć sukces taki jak Gortycha, ale fakt że wydają kolejne tytuły oznacza że jakieś zapotrzebowanie na takie klimaty jest.
Jarosław Szczyżowski od dawna był już na mojej liście do sprawdzenia i oto pierwszy jego kryminał już za mną. Za klimat dostaje ocenę całkiem wysoką, choć samo rozwiązanie i finał raczej mnie rozczarował. Nie wiem na ile zdradzać detale, bo nikt tego nie lubi, powiedzmy jednak mocno: jeżeli uzasadnienie dla mordowania wydaje nam się słabe, to choćby się wcześniej budowało w nas napięcie i lęk, szybko ta bańka może pęknąć...
A zaczyna się naprawdę nieźle i długo jesteśmy w fajnej atmosferze, w której każde wyjście ze schroniska może przyciągnąć jakieś kłopoty. Niby Chatka Górzystów jest w Górach Izerskich jest miejscem tak popularnym, że może nie kojarzy się z czymś groźnym, ale jak obuduje się to lokalnymi legendami, odpowiednią pogodą, mniejszą ilością ludzi (zimą), to uwierzcie że potencjał na odrobinę tajemnicy i grozy jest.
Od początku wiemy, że natury tu nie powinno się lekceważyć. Może i nie są to wysokie Karkonosze ale dzikie tereny, z dużo mniejszą infrastrukturą turystyczną, mogą też zaleźć za skórę. Właśnie niedawno pojawiła się informacja iż zaginęło tu dwoje młodych ludzi. Na poszukiwanie śladu po nich i podjęcie próby wyjaśnienia tej sprawy podejmuje się Aleks, dorabiający sobie pisaniem dla lokalnego miesięcznika. Na miejscu dołącza do niego młoda dziewczyna prowadząca na YouTube kanał ze sprawami kryminalnymi i choć działa mu na nerwy, jej bezpośredniość i przebojowość czasem posuwa ich śledztwo do przodu.
Lokalsi ich ostrzegają - są miejsca w okolicznym lesie, których lepiej unikać, bo nawet oni czują się tam dziwnie. I gdy podejmują próbę zbliżenia się do miejsca zaginięcia tamtej dwójki rzeczywiście dzieją się dziwne rzeczy. Jak oddzielić własne lęki i wyobrażenia, całe to gadanie o nadprzyrodzonych siłach, od faktów?
Dużo tu atmosfery niepewności, złości na to, że dzieje się tyle dziwnego, a oni nadal nie mogą dojść do prawdy. Szczyżowski wrzuca w tą historię i jakąś lokalną wiedźmę, dziwne zachowania zwierząt, kolejne trupy, dzieje się więc sporo - połączenie legend, historii tego regionu, pewnej mistyki którą kochają i rozumieją wszyscy łażący po górach dodaje do tego kryminału fajnego tła. Szkoda jedynie mi tego finału, bo jakoś tego nie kupuję, to zbyt proste i trochę przerysowane. Rozumiem niechęć do tłumów, pragnienie by coś zostało dla "wybranych", ale to tak jak z tęsknotą za PRL, pewnych rzeczy się nie odwróci i trzeba jakoś się w tym odnaleźć, szukać własnych nisz, tępić chamstwo, tyle że niekoniecznie mordując.
Ale i tak polecam, bo czyta się fajnie i pewnie będę obserwował dalej autora.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz