Pierwszą premierą tego sezonu w Teatrze Ateneum jest klasyczny tekst Agathy Christie "Pułapka na myszy". Na Wyspach ten tekst zgodnie z wolą autorki nie jest publikowany, uznała bowiem że skoro można zobaczyć go na scenie, znajomość zakończenia poprzez lekturę mogłaby odbierać przyjemność. U nas opowiadanie o tym tytule jest szeroko dostępne, zaangażowanie emocji widza nie jest więc sztuką prostą - ryzyko tego iż sporo osób może wiedzieć kim jest zabójca, może być całkiem spore. A przecież w kryminałach cała przyjemność nie tylko w tym jak to jest zagrane, ale i w trzymaniu widza do końca w napięciu. Skoro wśród zebranych w jednym budynku ludzi, prawie każdy coś ukrywa, zachowuje się dziwnie, mylenie tropów to obowiązek reżysera - w tym przypadku jest nim Artur Tyszkiewicz.
Postawiono na klasyczne rozwiązania, odwzorowanie realiów lat 50, pewne przerysowania w grze aktorskiej. Ogląda się to przyjemnie, z zainteresowaniem, ale niestety trochę brakuje większych emocji. Coś umyka i tego co najważniejsze, czyli dreszczów towarzyszących próbom rozwiązania zagadki się nie odczuwa.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
sobota, 30 listopada 2024
Pułapka na myszy, czyli każdy może coś ukrywać
piątek, 29 listopada 2024
Szkodniki - Dorota Borodaj, czyli wszyscy zgadzają się, że piękno trzeba chronić
Listopad powoli się kończy, a ja znowu z zapasem rzeczy do opisania - pewnie ich starczy spokojnie do połowy grudnia. Jutro teatralnie i notka i aktywność, w poniedziałek spotkanie z Wojciechem Mannem, za mną inne, z Jakubem Ćwiekiem, autografy zbierane, więc na WOŚP uzbiera się znowu całkiem atrakcyjny stosik.
Co na najbliższe dni na Notatnik? Kilka seriali, przynajmniej jedna poważniejsza lektura, garść rozrywki, kilka przedstawień. A na niedzielę może coś dziecięco-młodzieżowego?
Dziś jeden z nowych reportaż od Dowodów. I ciekawa lektura, bo mam wrażenie iż stanowi dobry przykład jak słuchać różnych punktów widzenia, bez zamykania się na jedną tezę.
Zaskakujące jednak może być bardzo szerokie spojrzenie na tereny Puszczy Białowieskiej - od historii, przez przyrodę, turystykę, gospodarkę aż po problemy z uchodźcami nielegalnie przekraczającymi granicę. Na każdy z tych tematów można by napisać oddzielny reportaż i pewnie informacji i rozmówców znalazłoby się aż nadto. Ma się więc trochę wrażenie niedosytu, a jednocześnie dla tych, którzy dotąd mocno koncentrowali się jedynie na jednostronnym punkcie widzenia, ta książka może nieść trochę świeżości.
czwartek, 28 listopada 2024
Przeklęci - Marcel Moss, czyli cóż za diabelska historia
To już chyba szósty tom serii Echo, czyli książek o parze bohaterów, których los zbliżył ze sobą by poprowadzili agencję detektywistyczną. Przełamali swoje trudne przeżycia, a teraz chętnie biorą sprawy podobne do swoich - zaginięcia, porwania, jakieś tajemnice i niesprawiedliwe oskarżenia. Pisałem już u siebie o jednym z poprzednich tomów, ale mam wrażenie że spokojnie można czytać książki z cyklu bez jakieś napinki na kolejność. Każda z nich to oddzielna sprawa.
Sandra Milton tym razem trafiła na sprawę, która ją zaciekawiła, a ponieważ jakoś nie może się ostatnio dogadać z Igim, postanawia wyjechać z Warszawy , daleko na południe Polski.
Nie znam wszystkich książek cyklu, więc trudno mi je porównywać, mam jednak wrażenie, że ta mocno odbiega od poprzednich. Wydaje się bardziej zanurzona w historii z przeszłości, niż w teraźniejszym śledztwie. Takich powieści mamy już całkiem sporo - jakieś mroczne sekrety, próby ich ukrywania, a potem pojawia się obawa o to, że ktoś coś odkryje i trzeba kogoś zamordować lub porwać, by nic nie zdradził. I to właśnie to paradoksalnie na nowo pozwala ruszyć dawne sprawy, dokopać się do dawnych grzechów.
wtorek, 26 listopada 2024
Córka wiatrów, Narodziny wilczycy - Magdalena Kordel, czyli kobiety muszą być silne
poniedziałek, 25 listopada 2024
Bez hamulców, czyli a czy można by tak na NFZ?
Artur Barciś, znany ze swoich komediowych talentów coraz częściej staje nie tylko na scenie, ale i po drugiej stronie, jako reżyser. Tak właśnie jest w przypadku najnowszej komedii, która pewnie lada chwila ruszy w trasę objazdową po Polsce, jak wiele innych tego typu spektakli. Ma być lekko, ma być zabawnie, mają być znane twarze na plakatach, a im ich więcej tym lepiej, więc często podaje się już obsadę wymienną, a widzowie mają trochę loterii na kogo trafią.
Od razu warto uprzedzić widzów wrażliwych, że w tym przypadku będą mieli do czynienia z dość grubymi żartami. Będzie pikantnie i ten humor nie wszystkim może się spodobać. Całość ma ciekawą konwencję, choć mam wrażenie, że jeszcze w spektaklach premierowych nie w pełni ją wykorzystano - może z czasem to się dotrze. Od czasu do czasu akcja jest bowiem przerywana (tu w roli komentatora Artur Barciś), jakimś zabawnym komentarzem, a potem rusza z nową energią. Może to być wykorzystane by zapowiedzieć kolejną postać na scenie i grającą ją aktorkę/ grającego aktora, ale też jako pewnego rodzaju stop klatka, by coś lepiej wybrzmiało. To pozwala wszystkim grającym na dość luźną atmosferę, bycie jakby w interakcji nie tylko ze sobą nawzajem, ale i z widzami. Gdyby tak jeszcze wciągnąć publiczność w jakieś decyzje, komentarze, jak choćby w kultowych Szalonych nożyczkach, może byłoby jeszcze ciekawiej?
Nie ukrywajmy, że dużo zależy tu od aktorów, od tego jak odnajdą się w farsowym, przerysowanym graniu, bo przecież nie w samej, dość prostej fabule istota. Doświadczenie aktorów takich jak choćby Joanna Kurowska, Artur Barciś, czy Piotr Szwedes, dla których komedia nie stanowi nowości, mocno ciągną całość.
niedziela, 24 listopada 2024
Królestwo - Jo Nesbo, czyli lojalność ma swoje granice i cenę
Gdy przychodzi pora na pisanie notki, czasem pod wpływem impulsu siadam od razu po skończeniu lektury, obejrzeniu filmu, czasem jednak trzeba też sięgnąć po tytuły skończone już jakiś czas temu, żeby zbyt długo nie czekały na swoją kolej. Sam nie wiem czemu o niektórych tytułach trudno napisać tak z biegu, od razu, trzeba się z nimi jakoś poukładać.
W najbliższym czasie sporo notek teatralnych bo w dwa tygodnie 5 spektakli, ale i na resztę trzeba znaleźć miejsce :) Nawet jak uczucia początkowo były przy lekturze mieszane.
Może to kwestia oczekiwań - Jo Nesbo znam przede wszystkim z mocnych kryminałów, a tu... No właśnie. Nawet nie bardzo wiadomo jak taką powieść zakwalifikować. Niby historia obyczajowa, ale jest w niej przecież miejsce i na zbrodnię i na tajemnicę. Tyle że nie chodzi o śledztwo, wykrywanie sprawcy, a raczej o zmaganie się z własnym sumieniem. Jeżeli uważałem że tak trzeba i nie ma innego wyjścia, jeżeli ktoś krzywdzi kogoś mi bliskiego... Ale jednak to nie jest poryw emocji, tylko planowane działanie. Czy można potem żyć normalnie?
sobota, 23 listopada 2024
Forst, czyli co by tu jeszcze
Skoro ostatnia notka była pochwalna, to teraz dla równowagi coś bardziej krytycznie. I można powiedzieć, że niewielkie podsumowanie tego co w ostatnich tygodniach u mnie na tapecie. Seriale - jeden za drugim, lecą sobie, a ja zerkam wpisując ankiety, więc wreszcie mam chwilę na nadrabianie zaległości ale bez wyrzutów sumienia straty czasu. Jak nie audiobook to obrazki w tle.
Generalnie: nic nie porywa. Wszędzie sporo dłużyzn, dziwnych rozwiązań, schematów. O kilku produkcjach napiszę niezależne notki, ale jedna doczekała się już takowej przy pierwszym sezonie - a co kolejny mam wrażenie że jest słabiej i wszystko ciągnie się na siłę. Jak kolejny raz będzie się próbowało w jakiś sposób wskrzesić główne postacie w Szadzi i historię rozpocząć od nowa, chyba już sobie odpuszczę. Ale oglądam też nowe rzeczy. I wiecie co? Tak złego serialu kryminalnego jak Forst już dawno nie widziałem.
O powieści pisałem tak. Potencjał na pewno był. Warto docenić klimatyczne zdjęcia Piotra Uznańskiego, ale przepraszam to nie operator odpowiada za całość. Tu podstawą powinien być scenariusz, dialogi, jakiś pomysł na sklejenie tego w całość. Wyszło fatalnie.
czwartek, 21 listopada 2024
Sues Dei - Jakub Ćwiek, czyli przecież nie miałem złych intencji
Jakub Ćwiek Drelichem udowodnił że potrafi napisać powieść sensacyjną, która zapiera dech niczym najlepsze kino. Jego najnowsza powieść, którą można było zdobyć w ramach kolejnej z akcji Pulp Books "Płać ile chcesz" nie jest jednak kolejnym schematycznym akcyjniakiem z jakimś twardzielem w roli głównej. Zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia jest dość zaskakująca i może przypominać trochę swoim klimatem kultowe Fargo. Tu również bowiem pewne decyzje, wydawałoby się nikogo nie mogące skrzywdzić, z czasem niestety przynoszą pewne konsekwencje. Niczym kula śniegowa wszystko zaczyna się toczyć, zagarniając po drodze wszystko...
Dla tych, którzy po raz pierwszy zetkną się z wydawnictwem Pulp Books, wszystko może wydawać się ciut podejrzane - jak może opłacać się sprzedawanie ludziom książek za tyle ile chcą zapłacić, przecież to może być coś mało wartościowego, może jakieś krótkie opowiadanie? Ano zachęcam byście poczytali trochę na ich profilu i przekonacie się, że swoimi nietuzinkowymi pomysłami robią dobrą robotę, dbają o dobry poziom tego co robią i wbrew pozorom wcale jeszcze nie bankrutują :) A Sues Dei zapewniam że jest pełnowymiarową książką, która spodoba się fanom dobrej literatury sensacyjno-kryminalnej.
środa, 20 listopada 2024
Ocalone, czyli już nic nie jest takie samo
Robert: Dla mnie to rzeczywiście kawałek historii, ale przede wszystkim mocne zwrócenie uwagi na tragedię pojedynczych ludzi. Zwykle wspominając jakieś wydarzenia mamy przed oczami liczby, jakieś obrazy, pomniki ofiar, kalendarza zdarzeń, a tu o pamięć dopominają się zapomniani. Dlaczego? Bo niewygodnie jest mówić o gwałtach, o tym że dokonało się to w konkretnym miejscu i czasie, a dziś to miejsce mija się często, nie znajdując na ten temat żadnej informacji. Tu nie będzie wielkich słów o odwadze, o rzucaniu się na Niemców w pierwszych dniach powstania, o nadziei. Będzie rozpacz. Ból. Podwójny dla tych, które przeżyły gdy otoczenie kazało im zapomnieć i żyć dalej.
poniedziałek, 18 listopada 2024
Minghun, czyli chciałbym ją jeszcze zobaczyć
Filmy o żałobie, o rozstaniu, trudnych emocjach, nie przyciągają jakoś tłumów do kin, może ludzie trochę się ich boją, ale ci którzy pójdą na seans Minghun nie będą żałować. Warto podkreślić że to nie jest produkcja dołująca, po której wychodzisz jeszcze bardziej przygnębiony. Przyglądanie się temu jak można się pożegnać, zachowując jakąś cząstkę bliskiej nam osoby, wciąż o niej myśląc, może być raczej uwalniające od pewnego ciężaru z jakim kojarzymy ostatnie chwile. Rytuały mogą być pomocne, ale ważne żeby wciąż była w nich obecna pamięć o tym kto odszedł, żeby to nie było bezosobowe, tak bardzo ostateczne... Jak mówi bohater: gdy jest się u kresu, trudno nie wierzyć w nic. Ale może jednak spróbować zrobić to dla siebie i dla zmarłej osoby, a nie po to by jedynie spełnić oczekiwania innych, bo tak wypada.
niedziela, 17 listopada 2024
Matki Pingwinów, czyli wszystko dla dziecka...
Netflix przyzwyczaił nas do dobrej rozrywki, ale raz na jakiś czas zdarza się tam również perełka artystyczna, mądry dokument, czy wartościowy serial obyczajowy. Doczekaliśmy także i polskiej produkcji, o której można powiedzieć to samo.
Serial Matki Pingwinów, choć ma w sobie nutki komediowe, nie jest ciężki, to opowiada o ważnych problemach, ma więc spory walor społeczno-edukacyjny. Rodzice dzieci z różnymi niepełnosprawnościami, neuroróżnorodnych, na co dzień zmagają się z masą problemów, warto więc by mieć tego świadomość. Nie po to by współczuć, litować się nad ich losem, ale po prostu rozumieć ich potrzeby, wspierać ich gdy głośno o tym mówią, nie zmuszać do tego by się ze swoimi dzieciakami musieli izolować w domach.
Poczta literacka - Wisława Szymborska, czyli jak zostać (lub nie zostać) pisarzem
A może nie innemu? Co prawda może się nam wydawać bezwzględna w swoich ocenach, szczera do bólu, to przecież trudno nie dostrzec tu tego poczucia humoru, specyficznego patrzenia na świat. Dla tych, którzy szukają inspiracji w innych książkach, często je kopiując, wprost doradza: rozglądaj się wokół siebie, notuj swoje spostrzeżenia, buduj wrażliwość na to co cię otacza. A to przecież wypisz wymaluj właśnie jej własna twórczość, zawierająca tak wiele codziennych spraw, tyle że widzianych jakby na nowo.
sobota, 16 listopada 2024
Jeleni sztylet - Marta Mrozińska, czyli pod maską wojowniczki, jest trochę wrażliwości
Czy jest w tym trochę świeżości? Ano właśnie jest. Bo dotąd wokół dawnych wierzeń fundowano nam głównie wiedźmy, kapłanki, a tu proszę - prosta dziewczyna, która od dziecka czuje, że jej drogą jest walka. Mając za ojca legendarnego najemnika, ale pijaka, który raczej nie troszczy się o dzieci, człowieka który zamordował ich matkę, ma się już od małego pod górkę. Wszebora wychowywana przez ciotkę, nauczyła się więc że może polegać głównie na sobie, że musi mieć twardą skórę, bo nikt nie będzie jej rozpieszczał. Żeby jej brat mógł się edukować, wymyśliła sobie, że sama też zostanie najemniczką.
Szkoła, która wygląda jak obóz marines to jednak nie wszystko co opisuje nam Marta Mrozińska. Czeka nas prawdziwa wojna, flaki, krew... Skończy się trening, zacznie się rzeź, której wielu nie przeżyje. Te wszystkie więzi, przyjaźnie, które wydawały się wypełniać życie Bory, potem będą dla niej kolejnymi powodami do cierpienia. Ale nie mam zamiaru zdradzać zbyt wiele.













