wtorek, 31 grudnia 2013

Che: Rewolucja i Boliwia, czyli wypchajcie się za takim bohaterem

Tak jest. Wypchajcie się z takim bohaterem. Nie tylko dlatego, że Ernesto Che Guevarę nie uważam za postać pozytywną, ale raczej dlatego, że mierżą mnie wszystkie próby hagiografii na siłę, zakłamywania postaci i jej życiorysu. A ten film ewidentnie idzie w taką stronę. Można by zadać sobie pytanie, czy można zrobić coś obiektywnego, gdy podstawą scenariusza są czyjeś pamiętniki, ale do cholery: zawsze masz możliwość dołożyć tam trochę innego spojrzenia, trochę prawdy?
Ale wiecie jaki jest największy grzech tego "dzieła", które podzielono na dwa odrębne filmy i każdy z nich trwa ponad 2 godziny?

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Przeczytane 2013, czyli co cieszy najbardziej

No i koniec moich subiektywnych podsumowań. I mimo, że uwielbiam filmy i muzykę, to chyba właśnie notki książkowe najbardziej lubię pisać i czytać u innych. Właśnie to cieszy najbardziej! A powrót po miesiącach albo latach do tego co się napisało kiedyś o danym tytule, jest bardzo ciekawym doświadczeniem. Trzy lata bloga, codziennie notki i w tym roku prawie 100 dotyczyło właśnie książek. Tak właśnie mi się wydawało, że to był rok bogaty w lektury. To nie znaczy, że wszystko przeczytane od deski do deski, bo chyba około 10 pozycji to audiobooki. Ta ilość to efekt czytania po kilka rzeczy naraz i czasem na kilku urządzeniach (np. na komórce na wyjazdach - Legimi mi się dotąd sprawdzało). 
Generalnie straszny w tym bałagan - sięgam po różne rzeczy ze stosu nowych pozycji, z półek własnych czy bibliotecznych tak przypadkowo, że nawet robienie sobie jakichś planów nie pomaga (po miesiącu już coś innego zwraca uwagę przy decyzji). Rzeczy poważniejsze udaje się przeplatać czymś rozrywkowym, więc na szczęście nigdy nie mam przesytu. Do tego dochodzą oczywiście lektury na DKK (sprawdza się to bo sięgam czasem po gatunki albo tytuły, po które inaczej bym nie sięgnął) i egzemplarze do recenzji (chyba w ciągu roku to blisko 50 tytułów, a połowa wciąż czeka w kolejce na notki). Postanowienie: więcej porządku w lekturach, sięgać po starsze tytuły, a nie tylko nowości, wciąż aktualne. Na listach do przeczytania wciąż rośnie ilość nazwisk i tytułów :)

No to zanim przejdę do konkretów zerknijcie jeszcze na podsumowania z lat poprzednich: 2011 i 2012

niedziela, 29 grudnia 2013

Obejrzane 2013, czyli podsumowań ciąg dalszy

Nie mogłem doczekać się drugiej części Hobbita, ale ponieważ to film z tych, które się powinno oglądać, a nie o nich pisać, więc wszystkie notki przekładam już na rok przyszły, a te ostatnie dni grudnia niech już będą na podsumowania. Dziś o filmach.
A jak ktoś ciekaw jak wyglądały poprzednie podsumowania to zajrzyjcie tu: 2011 i 2012.
2013 był całkiem udany, choć po raz kolejny w kinie bywałem raczej rzadko. Ale od czego telewizja :) Ale kino, Cinemax, wyszukiwanie różnych ciekawostek i staroci sprawiało ogromnie dużo przyjemności. Odkrywanie różnych wersji Solaris, Obywatela Kane, nadrabianie seriali albo zaległości z nowości z kilku ostatnich lat i jedynie od czasu do czasu jakiś seans kinowy - oto mój rok filmowy. Wszystkie obejrzane filmy znajdziecie tu.

A oto moje typy i rekomendacje!
Najpierw jeszcze oscarowo - wciąż pozostają w głowie: Operacja Argo i Django
Różne rzeczy, które miały w tym roku być wielkim odkryciem jak np. Wielki Liberace (cholera nawet przez dwa miesiące nie napisałem, muszę nadrobić) czy Życie Adeli: Rozdział 1 i 2 nie przyniosły jakiegoś wielkiego wstrząsu. Ale Gutek paroma rzeczami naprawdę trafił w moje gusta - całkiem dobry był Kongres, a dokumentalna Miłość to naprawdę kapitalna rzecz!
To był rok, w którym sporo pozytywnych wrażeń przyniosły nasze krajowe produkcje - ze starszych nadrabiane Drogówka i Róża, a z nowszych Dziewczyna z szafy i Chce się żyć czy niedawno widziana Ida.
To co zostało mi w głowie i filmy z którymi zostaję na dłużej to raczej kino kameralne, nie jakieś wielkie akcje i wysokobudżetowe produkcje np.: Misiaczek i Pan Lazhar. 
Seriale - tu zwycięzca może być tylko jeden: House of Cards, ale kapitalny był również Gorejący krzew Agnieszki Holland.   
Trudno mi wskazywać zwycięzców w poszczególnych kategoriach (sensacja, komedia itd.), ale chcę przynajmniej o jednym dziwnym tytule wspomnieć: po raz kolejny okazało się, że śmieszą mnie trochę inne rzeczy niż innych. I tak moje wskazanie pada na nietypową komedię czeską (kocham ich dziwne poczucie humoru), czyli Święta czwórca.   

A co Wam sprawiło największą przyjemność filmową w roku 2013?

sobota, 28 grudnia 2013

Polonez na polu minowym - Dorota Wodecka, czyli co tam nam siedzi w głowach i w sercach

Książka do zdobycia w najnowszej rozdawajce (patrz zakładka: konkursy).

Trochę się zawahałem przy wpisywaniu autora, bo tak naprawdę mamy do czynienia z wywiadami i jak to zwykle bywa, ich wartość zależy przede wszystkim od klasy rozmówcy, od tego co ma do powiedzenia, a nie jedynie od talentu samego dziennikarza. Pani Dorota zasługuje na to miano jednak nie tylko ze względu na wybór rozmówców, ale i ciągnięcie tych rozmów w pewnym określonym kierunku. Jak czytam na okładce:

Mocno, ostro, bez litości o współczesnej Polsce i Polakach.
Słaby, rozchwiany, neurotyczny i zakompleksiony zawistnik, czyli obraz patrioty w oczach wybitnych polskich pisarzy.

Hanna Krall, Andrzej Stasiuk, Joanna Bator, Krzysztof Varga, Wojciech Kuczok, Szczepan Twardoch, Magdalena Tulli, Marian Pilot, Janusz Rudnicki, Jan Jakub Kolski, Igor Ostachowicz, Mariusz Sieniewicz, Tomasz Piątek, Ignacy Karpowicz, Eustachy Rylski. Z tego zestawu nazwisk widać, że ta "wybitność" jest trochę na wyrost, bo część z tych pisarzy to ludzie młodzi z niewielkim dorobkiem, zabrakło za to wielu innych naprawdę wielkich. Ale już nie czepiajmy się słówek.

piątek, 27 grudnia 2013

Wiele hałasu o nic, czyli czy klasyka musi być nudna? Albo po prostu tralalali

Zanim zrobię podsumowanie filmowe tego roku, jeszcze jedna produkcja
przypomniana sobie w Święta. Już nawet nie pamiętam po raz który (trzeci?). A notka dodatkowo jeszcze jest modyfikowana, bo oto pojawiła się nowa wersja tego filmu! I najpierw może kilka słów o niej, a potem dopiero o tym co zachwyca od lat.
Prawdę mówiąc nie wiem po co Joss Whedon rzuca się na taki pomysł, siląc się na oryginalność. Czy ma nadzieję, że w Stanach mało kto pamięta wersję z lat 90-tych albo że przebiję tamtą ekipę swoimi pomysłami? Czarno białe zdjęcia, produkcja kręcona podobno raptem 12 dni (to się czuje, bo część aktorów sztywna jak drewno), znowu tekst oryginalny Szekspira, a nowością ma być to, że akcja jest osadzona w czasach nam współczesnych.

czwartek, 26 grudnia 2013

Kiedy Atena odwraca wzrok - Jakub Szamałek, czyli odbrązowić i uwspółcześnić starożytną Grecję

Zanim kolejne subiektywne podsumowania tego roku, jeszcze kilka notek, bo rzeczy przeczytane albo obejrzane dawno temu, a nie było kiedy o nich napisać. Jedną z nich jest kryminał Jakuba Szamałka. Kryminał nietypowy, bo jako tło ma antyczną Grecję. Co prawda to nie on pierwszy sięga po taki pomysł (nawet Agatha Christie napisała kiedyś coś osadzonego w Egipcie), ale zawsze to jakaś odmiana od tego co czytamy na co dzień, prawda? Generalnie niełatwe zadanie - czy skupić się na odtworzeniu realiów życia, scenerii, jak sprawić by bohaterowie byli ciekawi, by fabuła była wciągająca. 
Szamałek stworzył książkę, która czyta się bardzo lekko, nie przeładowaną informacjami historycznymi, położył mocny nacisk na to by wciąż coś się działo. Ale nie ukrywam, że "Kiedy Atena odwraca wzrok" jednocześnie pozostawia trochę niedosytu. 

środa, 25 grudnia 2013

Ida, czyli wypełnić pustkę


Magia kina. Kocham takie seanse, które zarówno warstwą wizualną jak i treścią gdzieś głęboko zapadają w pamięć. Co prawda najlepiej wcześniej nie czytać żadnych recenzji - zachwyty i analizy wskazujące na to czym masz się widzu zachwycać raczej nie nastawiają mnie zbyt pozytywnie (tak miałem np. z Obławą, która mnie drażni). Ale seans jak najbardziej wart zaliczenia i to chyba najlepiej w kinie, gdzie te czarno białe zdjęcia, cały klimat filmu, będą mogły wybrzmieć lepiej. Tu rzeczywiście liczy się pewien nastrój chwili, jaką dało się uchwycić, niż cała opowiedziana historia (bo ta jest mało skomplikowana).

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Życzenia i początek małych podsumowań: Przesłuchane 2013, czyli trzymajcie sie ciepło


Ponieważ zbliża się koniec roku (to już trzeci rok bloga!), to dobry czas na małe podsumowania. Na początek muzyczne :)
Dla ciekawych podsumowania muzyczne z roku 2011 i 2012Na pełen zestaw płytek opisywanych (45 notek) zapraszam tu.
Ci co zaglądają na mojego bloga, wiedzą  że nie pisuję zbyt często o nowościach, ale po prostu o tym "co wpadnie w ucho" np. sięgam na chybił trafił z półki, albo po jednym utworze w radiu poluję na płytę. Gdy więc patrzy się na tę listę widać ile tam "klasyków": i krajowych (Obywatel) i zagranicznych (Marillion, Black Sabbath, Talking Heads), ale wiecie co Wam powiem. To płyty dobre jak cholera i warto do nich wracać.
A nowości?

niedziela, 22 grudnia 2013

Boży wojownicy, czyli krew, pożoga i listy z nieba

Okazuje się, że nawet w zabieganiu przedświątecznym można znaleźć czas na książki. Co prawda najczęściej w wersji audio, ale zawsze to umila żmudne sprzątanie, czy inne mało przyjemne czynności. Wczoraj np. Wołanie kukułki bardzo przydało się w łazience, gdzie musiałem przez dwie godziny zmagać się z zebraniem szmatą z podłogi kilku litrów wody, a potem czyszczeniem filtra w pralce. Przynajmniej rodzina nie musiała słuchać moich bluzgów. O tej książce napisze pewnie już po świętach, ale spodziewajcie się na dniach konkursy z tym tytułem! Pewnie jeszcze w tym roku. 
A dziś o innym tytule dopiero co wysłuchanym. Kolejny tom trylogii husyckiej Sapkowskiego, sprawił mi chyba jeszcze większą frajdę niż pierwszy. O ile tam bliżej było do przygodówki, to tu robi nam się mroczna i krwista powieść historyczna.

sobota, 21 grudnia 2013

Top of the lake, czyli Nowa Zelandia to nie tylko kraina hobbitów

Ostatnimi tygodniami jakoś mało czasu na oglądanie dłuższych form filmowych, ale za to poluje sobie na różne seriale w tv, albo nadrabiając zaległości albo też szukając sobie czegoś nowego co by przykuło uwagę na dłużej. Jest więc i Da Vinci (Demony) i Mardoch, kolejne sezony Homeland, kontynuacja Rządu. 40 minutek to akurat w sam raz by mimo zmęczenia nie zasnąć po całym dniu.
A wśród tego co ostatnimi tygodniami dawało sporo frajdy jest i ten serial z Nowej Zelandii. Spróbujcie połączyć klimat z The killing i z Miasteczka Twin Peaks, do tego dołóżcie cudowne wprost krajobrazy dzikiej przyrody (jak z Hobbita) i macie w efekcie Tajemnice Laketop (bo tak to u nas przetłumaczono). Niby nic nowego, ale nastrój fenomenalny! Okazuje się, że wystarczy jedno zniknięcie dziewczynki, by utrzymać naszą uwagę przez 7 odcinków.

piątek, 20 grudnia 2013

Mój big bit - Ani Rusowicz, czyli jakie plany na Sylwestra?

Powoli zbliża się końcówka roku, czas na jakieś podsumowania muzyczne, a ja sobie uświadomiłem, że bardzo ostatnio zaniedbałem recenzje płyt na swoim blogu. Nie dość, że rzadko sięgam po nowości, to i o płytach starszych notek jak na lekarstwo. Zanim więc złożę deklarację poprawy w roku przyszłym i zrobię jakieś podsumowanie tego co mi brzmiało w uszach w roku 2013, jeszcze jedna notka, już trochę w klimatach sylwestrowych. Jeszcze nie mamy planów (być może skończy się na domówce), ale już wiem przy jakiej muzyce bym się chciał bawić. A wiec do kosza z różnymi Piersiami i rąbanką, a wracamy do staroci - może Abba, Bee Gees, może odrobina Doors, lata 80-te i to przy czym dorastałem, lata 70-te, które w muzyce nieźle tanecznie narozrabiały, , z nowszych kapel może T Love, czy Kult, ale z radością przy tej okazji powrócił bym i do bigbitu, czyli starego dobrego rock'n'rolla z naszą, polską domieszką. Płyta Ani Rusowicz jak znalazł! Jak nie kupiliście jeszcze prezentów to może inwestycja w reedycję w rozbudowanej wersji (druga płyta live) będzie dobrym pomysłem? Ja się przymierzam do Genesis, które ukazało się w tym roku, ale jeszcze nie miałem okazji go wysłuchać.

Ostatnie dni, czyli nawet muzyka nie daje ukojenia


Kurt Cobain. Gus Van Sant. Legendarny muzykgrunge'owy, często nazywany "duchowym przywódcą pokolenia X" i reżyser znany z tego, że nie kręci rzeczy łatwych i popularnych - z takiego zestawienia mogło wyjść coś elektryzującego. 
Mogło. 
Tymczasem film jest ciężkostrawny chyba nawet dla fanów Nirvany, którzy szukają w filmie czegoś o swoim idolu.

czwartek, 19 grudnia 2013

Kolekcjoner - John Fowles, czyli motyl jest piękny tylko na wolności

Sięganie po starocie (50 lat to chyba jednak już łapie się na klasykę?) zawsze budzi u mnie ciekawość - na ile to wszystko wciąż jest żywe, budzi emocje, jak wtedy odbierano dany tytuł i czy teraz nie trąci myszką.
Fowles napisał kilka znanych tytułów, ale jakoś nigdy nie miałem okazji żadnego przeczytać i oto teraz z Instytutu Książki trafił do naszego klubu jego debiut, czyli kolekcjoner.
Nie obiecywałem sobie zbyt wiele, bo przecież powieści (a potem filmów) opowiadających podobne wstrząsające historie, było już sporo - oto mężczyzna zafascynowany pewną młodą dziewczyną, porywa ją i więzi miesiącami w piwnicy swego domu, próbując ją zmusić do tego by go "polubiła". Brrrr... Kolekcjoner nie jest jednak prostym thrillerem, który by trzymał w napięciu i jednocześnie fascynował jakimś mrocznym erotyzmem - to raczej powieść psychologiczna, skupiająca się na pokazaniu relacji obu postaci oraz ich przeżyć wewnętrznych.