sobota, 26 września 2026

Ja jestem Halderd - Elżbieta Cherezińska, czyli niczym wilczyca na czele watahy

Korzystając z piękne wydania we wznowieniu cyklu Północna droga, nadrabiam zaległości - skończyłem pierwszy tom, a drugi czyli kolejne dwie powieści w jednej cegle już na półce zakupione. 

Nie obiecuję, że z tak niewielkim odstępem czasu będą kolejne, bo Sagę Sigrun wrzucałem chyba raptem dwa tygodnie temu (pisałem o niej tak), ale na pewno długo nie będę odkładał. Ładne to jest! Językowo, klimatem, osadzeniem w czasach, ale i sama historia wciąga. Kto powiedział że o Wikingach można opowiadać jedynie od strony mężczyzn. 
Trochę inny nastrój panuje w "Ja jestem Halderd" bo o ile w Sadze Sigrun od początku mieliśmy do czynienia ze szczęśliwym związkiem, to w drugim tomie, w opowieści Halderd już tak wesoło nie jest. Z powodu występku jej brata rodzina musiała oddać cały swój majątek, dziewczyna została przekazana pod opiekę wuja, a ten od początku nie ukrywał, że chce ją wydać za mąż bogato i z korzyściami politycznymi dla siebie, nie licząc się z tym czy spodoba jej się wybranek. 

 

 

Jest to więc opowieść pełna bólu i goryczy - gdy każde zbliżenie odbiera jako gwałt, gdy dużo starszy mężczyzna z północy okazuje się po prostu prostakiem, gdy najszczęśliwsza czuje się wtedy gdy mąż opuszcza zamek. Halderd w oczach innych "nie ma na co narzekać", ponieważ rodzi synów jednego za drugim, mąż obsypuje ją podarkami, nikt jednak nie wie tego co dzieje się w jej sercu i w głowie. Radzi sobie tak jak potrafi - stara się dbać o dom i gospodarstwo, co mocno jej przyda gdy już męża zabraknie, a ona odetchnie z ulgą. To wcale nie takie częste by kobiety mogły rządzić tak zdecydowanie, wysyłać ludzi na wyprawy i liczyć łupy, ale ona udowodniła że ma nie tylko mężne serce, ale i głowę, dzięki której potrafią wyjść z różnych kłopotów. Ona i jej synowie, którzy są oczkiem w głowie. Choć najbardziej martwi się o los najmłodszego, zrodzonego nie z męża, choć tuż przed jego śmiercią. 

I to zaczyna się kolejny rozdział tej historii, nie mniej dramatyczny i bolesny. Miłość nie zawsze bowiem jak się okazuje jest tak samo ważna dla obu stron, a wspólne marzenia prowadzą ich razem w jednym kierunku, ale tylko do pewnego czasu. Wdowa Halderd musi myśleć za siebie, za synów, za ukochanego, a to przerosło by pewnie prawie każdego. 

W tym tomie jeszcze wyraźniej widzimy już na horyzoncie nadciągającego do świata Wikingów nowego Boga, w którym wielu upatruje miłość i dobro, jak to bywa z ludźmi niestety i tam pojawi się to co zwykle, czyli ambicje, władza, pieniądze i krew. 

Cherezińska splata tą opowieść z prawdziwych emocji i uczuć. Potrafi oddać i brutalność, surowość czasów, twardość ludzi, ich przesądy i wierzenia, rytuały, bezpruderyjność (kobiety wcale nie są takie bezwolne jak by widzieli ich mężczyźni). 

To się po prostu chłonie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz