Podlasie dość powszechnie jest krytykowane i to nie tylko za kulturowe przekłamania, ale i za miałkość scenariuszowo i niski poziom żartów, a Polacy i tak masowo to oglądają, co niestety wróży kolejną część być w może wyprodukowaną w przyszłości. To tak jak z disco polo - możesz się nabijać, ale skoro się ludzie bawią i im się to podoba, to nic nie zrobisz.
A przecież już poprzednia część tej historii, czyli Nic na siłę (pisałem o niej tak), raczej nie powalała, była słabiutką komedią "romantyczną" z dość drętwą parą aktorską. Przełożono może więc trochę akcenty, większą przestrzeń oddano aktorom, których Polacy kochają, czyli Arturowi Barcisiowi i Annie Seniuk, ale reszta postaci i tło zostało podobne, czyli to taka wizja Podlasia jako zadupia, gdzie niby niewiele jest, za to ludzie żyją trochę wolniej i bardziej szczęśliwie. Ale cała reszta identyczna, czyli cerkwi nie zobaczysz choćbyś wypatrywał, gwara jakaś taka bliska temu co i na Mazowszu usłyszysz, a jak dodasz do tego boćki i ducha puszczy to każdy westchnie do tej sielskiej krainy. Albo i nie westchnie bo szlag go trafi że nawet nie chciało się twórcom zadbać o zdjęcia w plenerze i musieli zwierzęta w komputerze robić (przyjrzyjcie się tym jeleniom i bocianom).
No z całą sympatią dla aktorów, ale część nawet nie za bardzo miała co grać i się marnują (Żak), część zachowuje się jakby to była bajka dla dzieci w której trzeba mówić i grać jakby na zwolnionych obrotach (Zborowski), a całość ani specjalnie nie bawi, ani kupy się trzyma.
Podlasia zatem tu niewiele albo jakieś farbowane i możecie tłumaczyć, że to konwencja, że uproszczenia, ale jaka to komedia skoro tak niewiele tu śmieszy. Dialogi do bani, scenariusz leży, co najwyżej Barciś i Seniuk robią robotę za pozostałych minami, bo nawet Trzepiecińska jakoś blado wypada.
Intryga tym razem nie tyle wokół tego by zatrzymać młodych by przejęli schedę, a wokół rzekomych długów które zrobiły się przez inwestowanie w bitcoiny. Trzeba zatem zakasać rękawy i jakoś szukać rozwiązania, a przecież honor nie pozwala prosić innych o pomoc. Co tam ślub, co tam uczucia, przecież nie robi się tego ukochanej osobie, by ciągnąć ją za sobą na dno, lepiej obrazić i udać że miłość wygasła. Jan (Barciś) jednak mimo żalu do Haliny (Seniuk) tak łatwo nie daje się zniechęcić, a cała wieś będzie mu pomagać...
Płyciutko, oj płyciutko wypadło. Może i patrzy się z sympatią, ale widoki mało oryginalne albo wkurzające brakiem realizmu (AI), a jak na komedię to jest bardzo słabiutko niestety.
No nie podoba się dla mnie i tyle. Strata czasu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz