Pokazywanie postów oznaczonych etykietą funk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą funk. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 maja 2024

It is what it is - Sonic Universe, czyli ktoś potrzebuje porcji energii?

Poniedziałki miały być muzyczne, no to łapcie świeży i energetyczny krążek. Niby ostatnio rzadziej siedzę w ostrych klimatach, ale ci łoją nie tylko ostro, ale i z klasą. Zresztą co się dziwić - za nowym projektem stoi m.in. Corey Glover z Living Colour. Trochę tamtego ducha tu się przemyciło.

Panowie zafundowali nam 10 numerów i może niby bez zaskoczeń w porównaniu do tego czym się zajmują na co dzień, ale jest w tym też jakaś świeżość, jakby w nowym składzie potrafili złapać trochę oddechu i zacząć się bawić muzyką jak za dawnych lat. A przecież grają już długo.

Jest moc - ich debiutancki krążek to mieszanka metalu, rocka, ale i funku. Jak się okazuje nie trzeba jedynie ryczeć do mikrofonu przy cięższych riffach. Oni bujają, potrafią prawie tanecznie rozkołysać, a potem wbić w ziemię potężną perkusją i ścianą dźwięków.

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Vivid - Living Colour, czyli stare ale jare

Jazda na PolandRock i z powrotem to ładnych parę godzin jazdy, więc i płytek trochę zabrałem ze sobą do słuchania, a wiele z nich po raz pierwszy od dawna trafiło do odtwarzacza. I tak między innymi powróciłem do Living Colour i ich debiutu. Jakoś w głowie miałem, że to muza dość ostra, ale motywy w których powiedziałbym że bliższe są metalowi, są tu dość nieliczne. Cóż - jednak lata 80 to czasy gdy nawet łojenie brzmiało trochę inaczej. A może to rzeczywiście specyfika tej właśnie formacji? Nie dość że Nowy Jork, czyli spory tygiel muzyczny, duże wpływy jazzu, to jeszcze afroamerykanie w swoich duszach mają coś bujającego, więc funk nie jest tu niczym zaskakującym. A może właśnie jest? Bo słucha się tego fenomenalnie. To była fajna odmiana po ostrzejszej muzie, barwna, kolorowa, żywa, melodyjna. I wcale nie tak ostra jak o niej myślałem.

poniedziałek, 22 lutego 2021

Henryk Debich, czyli swego nie znacie

Notka troszkę dziwna, bo przecież unikam pisania o muzyce na podstawie singla, pojedynczego numeru, tym razem postanowiłem zrobić wyjątek. To prawda - na razie pojawia się singiel z dwoma utworami, cały album się dopiero szykuje, ale nie będzie ich zdaje się na płycie, więc to gratka nie lada sama w sobie, a dwa, że po wysłuchaniu tych dwóch numerów, zacząłem grzebać dalej i jestem po wysłuchaniu sporej dawki tego co pod dyrygenturą Henryka Debicha wyprawiała w latach 70 orkiestra PRiTVz Łodzi. Użycie słowa "wyprawiała" nie jest tu nadużyciem, zrobiłem to świadomie, bo po prostu w tych nagraniach jest tyle energii, szaleństwa, rozmachu, że trudno nie wyrazić podziwu i bić brawo. Zdecydowanie nie doceniamy nagrań z tamtych lat, świetnych ścieżek dźwiękowych, a jeżeli nie spróbujemy ich wykopać z archiwów i ratować od zniszczenia, możemy je stracić bezpowrotnie.
I tu właśnie pojawia się po raz kolejny Astigmatic Records, wyszukujące takie perły, a potem zajmuje się ich obróbka cyfrową i udostępnia smakoszom. Skoro kochają tą muzykę za granicą i płyty z nagraniami Henryka Debicha cenią sobie najwięksi znawcy, czemu u nas to nazwisko znają tak nieliczni?

sobota, 24 października 2020

Dotyk - Renata Lewandowska, czyli perełka odkryta po latach

Jak to możliwe, że nagrania mające ponad 40 lat ukazują się dopiero teraz? Jak to możliwe, że artystka, która je wykonywała, porzuciła karierę wokalistki i zajęła się zupełnie czymś innym?
Pytań gdy słucha się tego krążka jest całkiem sporo, ale towarzyszy im również wdzięczność dla tych, którzy na nowo te nagrania odkryli w archiwach i wydobyli je na światło dzienne. The Very Polish Cut Outs są znani głównie z remiksów, a tu proszę - wraz z Astigmatic Records wydają rzecz absolutnie w klimatach przełomu lat 70 i 80, a przy tym zachwycającą. To nie tylko historia Renaty Lewandowskiej jest ciekawa, ale i sam album jak najbardziej zasługuje na uwagę. Może i chwilami te chórki, te aranże, trącą myszką, ale za to ten głos!