niedziela, 13 grudnia 2020

Pink Freud - piano forte brutto netto, czyli taką twarz jazzu mogą pokochac wszyscy

Wśród nowości płytowych miłe zaskoczenie dla ucha. Najpierw singiel, który wydał mi się bardzo wakacyjne, chilloutowy, a potem już dorwałem się do całości i gęba mi się coraz bardziej uśmiechała.
Co prawda singiel okazał się mało reprezentacyjny, ale może i dobrze, bo byłoby nudno. Jaka to płyta? Ano chodzi o najnowszy krążek Pink Freud, czyli kwartetu pod wodzą Wojciecha Mazolewskiego. Ich eksperymenty z jazzem zawsze wykraczały poza ramy gatunkowe - pokusili się nawet o covery punkrockowe, prawie każdy krążek jest inny. Ten jest... wyjątkowo melodyjny. I to właśnie zaskakuje. Jazz zwykle jednak kojarzy nam się mocno z improwizacją, z przestrzenią na każdy instrument, a tu - raczej harmonia, melodia, zespół, a brzmieniowo chwilami jest bardzo rockowo (choć nie brakuje też elektroniki). To kolejny żartobliwy eksperyment (popatrzcie chociaż na tytuły i wariacje na temat słowa Pink), szukanie czegoś co im w duszy gra. Może w okresie pandemii właśnie w takim kierunku zaprowadziły ich emocje. Na luzie, ze swobodą, wciągając nas w pulsującą energię lub też poddając delikatnemu kołysaniu. Ta muzyka żyje, rozwija się, oplata nas... I to jest w niej fajne. Często wrzucałem próbki dostępne na YT, tym razem jest niewiele, ale w różnych miejscach w sieci płyta jest już legalnie do odsłuchu i na pewno do kupienia. W pełni instrumentalna, ale nawet na chwilę nie nużąca, a część kawałków spokojnie nadaje się na radiowe hiciory, mimo braku wokalu. Dęciaki robią świetną robotę (jak zwykle uwielbiam), jednak gdy się w wsłuchujemy docenia się wkład każdego instrumentu, ma on dla siebie miejsce.

SKŁAD ZESPOŁU:
Wojtek Mazolewski – gitara basowa
Adam Milwiw-Baron – trąbka, elektronika
Arek Kopera - saksofon barytonowy
Rafał Klimczuk - perkusja

 



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza