wtorek, 7 kwietnia 2026

Nie ma jak rodzina, czyli Żegnaj June i Dobra siostra

Z rodziną to najlepiej tylko na zdjęciach... Ale czy musi tak być? Bywa niełatwo i tym razem w kąciku filmowym dwie produkcje, które wokół tego tematu krążą. 

Żegnaj June, debiut reżyserski Kate Winslet choć bardziej by się nadawał na seans w Boże Narodzenie a nie przy Wielkiej Nocy, polecam bo to film przy którym może zakręcić się łezka wzruszenia w oku. No i ta obsada! Ale jak się jest gwiazdą, pewnie łatwiej namówić przyjaciół na to by razem stanąć przed kamerą. 

Spotkanie rodzinne na szybko zwołane z powodu kryzysowej sytuacji rodzinnej, czyli nagłego pogorszenia się zdrowia mamy. Punkt wyjścia niby znany i ograny, jednak Kate Winslet potrafi to pokazać tak, że nie czujemy znużenia. Jest w tym i humor, jest i dramat, jest miejsce na żal, na pojednanie i na spokój. Bo pewnie w sytuacji gdy rodzic czuje, że jego dzieci nie do końca się ze sobą dogadują, porównują się, dogryzają, obgadują za plecami, jego jednym z największym marzeń jest to, żeby jednak się pojednali. Wtedy może odchodzić ze spokojem. Przecież śmierć jest czymś naturalnym, a gdy przychodzi ból, nawet czasem czymś mocno wypatrywanym. 



Oprócz Winslet w filmie występują również zdobywczyni Oscara Helen Mirren, Timothy Spall, Andrea Riseborough, Toni Collette i Johnny Flynn. A scenariusz napisał 22 letni syn aktorki. Nie ma jak w rodzinie, prawda? 
Cudownie ciepła choć przecież dotykająca niełatwych emocji produkcja. A że ciut schematyczna? Co tam... Ciekawe czy rozpoznacie się w jednym z czworga z rodzeństwa, wśród których mamy tak różne charaktery i podejście do życia. 


O drugiej z propozycji też choć kilka zdań. Zupełnie inny styl i zupełnie inny kaliber. Sarah Miro Fischer zrobiła film dość kameralny, surowy, a mimo to a może właśnie dzięki temu zarysowany dylemat pozostaje z nami na dłużej. Rose, zawsze uciekająca pod opiekę brata gdy miała jakiś problem lub kryzys, kochająca go całym sercem mimo pewnych wad, nagle staje w obliczu ogromnego kryzysu wizerunkowego. Dziewczyna którą widziała w domu jego brata oskarżyła go o gwałt, a choć on zaprzecza, jakaś wątpliwość zostaje. Czy człowiek, którego znam całe życie jako kogoś wrażliwego, serdecznego byłby zdolny do tego by kogoś skrzywdzić? Komu mam uwierzyć i kogo bronić w takiej sytuacji. Brata, który twierdzi że mu się zniszczy w ten sposób życie, czy dziewczyny która choć dla ciebie jest obca, czujesz jednak że jakoś ją rozumiesz, jej emocje i traumę. 

Nic się nie stało? Wystarczy że zeznasz że nic nie wiesz, nic nie widziałaś...

Pozostawia nas w jakiejś niepewności, niepokoju i właśnie takie filmy lubię. Kto widział choćby Wątpliwość wie o czym mówię. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz