wtorek, 13 października 2020

Sinatra with Matt Dusk, czyli szczęście we mnie

Od wczoraj nucę sobie w kółko te melodie i myślę sobie: jak to cudownie poprawia nastrój, jak to dobrze, że ktoś wciąż przypomina te melodie. 
Kanadyjczyk Matt Dusk lubi pojawiać się w naszym kraju, nagrywać z naszymi muzykami i oto kolejny krążek, który pewnie pokochają tysiące fanów. Być może nie tylko tych, którzy Sinatrę słuchali jeszcze w oryginale, ale i dużo młodszych. Jest bowiem coś urokliwego w tych jazzowo-swingujących kawałkach - nie tylko nostalgia, ale i piękno, jakiego brakuje wielu dzisiejszym popowym numerom. Od tylu lat kompozycje wykonywane przez Franka Sinatrę przyciągają kolejnych, dużo młodszych twórców, niektórzy próbują je unowocześniać, ale najlepiej wykonywać je właśnie tak: z elegancją, ale i swobodą, tak żeby czuło się miłość wokalisty do tych numerów i samemu się je kochało. 
Singiel nagrany z Wodeckim daje cudowny przedsmak tego co nas czeka na tym albumie, którego premiera długo była przekładana. I tylko żal, że na razie nie można pójść do jakiego klubu i posłuchać tego na żywo. To byłby dopiero klimat. A na razie urodzinowo, zapuszczam sobie ten krążek po raz kolejny.Chwilami prawie zapominam, że nie słucham oryginału. Głos idealnie pasujący do takich nagrań, a zespół robi genialną robotę. No i duety! Chciałoby się więcej i więcej. 
Zresztą co ja będę gadał. Posłuchajcie sami.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza