Pokazywanie postów oznaczonych etykietą instrumentalna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą instrumentalna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lipca 2026

Transition II - Lunatic Soul, czyli portal do innej przestrzeni

Lunatic Soul, czyli solowy projekt Mariusza Dudy powraca! I powiem Wam, że to jak zwykle materiał na poziomie światowym, perełka muzyczna i aż żal że u nas takiej muzy tak mało się puszcza. Wszyscy którzy kochają rozbudowane suity, pasaże w stylu Mike'a Oldfielda, mieszankę world music, folku, rocka progresywnego, będą zachwyceni. A ta płyta jest dość wyjątkowa, bo zamyka pewien okres poszukiwań muzycznych, pewien projekt, jednocześnie otwierając nowy. Ma być trochę bardziej jasno, z nadzieją, optymistycznie, choć pewnie jakaś iskra melancholii pozostanie - dla mnie ona była zawsze w Lunatic Soul istotna. Wystarczy zamknąć oczy i otwiera się wspaniały świat wyobraźni, a dźwięki prowadzą nas w fantastyczne światy, gdzie wspomnienia, marzenia i wizje przeplatają się w kapitalny sposób. 

Dużo superlatyw? Ja  po prostu czasem uwielbiam zanurzyć się w takiej muzyce. Trzeba mieć odpowiedni nastrój, trochę wyłączyć codzienne zabieganie i odpłynąć. Relaks jaki ona daje harmonizuje z odczuciem że mamy do czynienia z czymś po prostu pięknym. 

poniedziałek, 5 maja 2025

Pianorizon - Bartek Wąsik, czyli spójrz dalej, spójrz głębiej

Poniedziałkowa dawka muzyki. Ciekawe czy znacie dzisiejszego artystę. Czasem trafiamy na jakiś klip artysty zagranicznego, pianisty, wykorzystującego również jakieś instrumenty elektroniczne, który na tle pięknych widoków gra cudowne pasaże, zachwycamy się, mówimy ach gdyby tak u nas... Tak choćby znalazłem kiedyś 
Martina Kohlstedta (pisałem o nim tak).



Czy naprawdę jednak u nas nie ma kompozytorów i muzyków, którzy mieliby ochotę nagrać coś w tym stylu, odejść od klasyki, ale jednocześnie wcale nie iść w komercyjne projekty, które miałyby jedynie bawić widza...

Właśnie chyba znalazłem taki przykład. Oto Bartek Wąsik, który na fortepianie maluje przed nami wspaniałe wizje, wyczarowuje całe krainy do których możemy się wybrać. I nie ma w tym próby przymilania się, łaszenia się jakimiś przebojowymi melodiami. Albo dasz się temu porwać i wyruszysz w podróż albo może to jest ten czas, ten klimat.

sobota, 6 stycznia 2024

Amore assoluto per Ennio - Mitch & Mitch con il loro Gruppo Etereofonico, czyli czyli seans, kawka, risotto i miłość

Pierwszy tydzień stycznia, pięć notek książkowych, jedna fimowa, to i na muzykę też pora, prawda? Łapcie więc krążek, który u mnie już pobrzmiewał w grudniu i z zachwytem wciąż do niego powracam. Mitch & Mitch pokochałem od albumu z Wodeckim, w ich twórczości czuje się lekkość, ale i miłość do tych kompozycji, zabawę, ale i czułość z jaką obchodzą się z oryginałem. Robią to po swojemu, ale wciąż zachowany jest duch muzyki, którą chcą przypomnieć. 
W przypadku tego albumu chodzi o Ennio Morricone, mistrza muzyki filmowej, ale przecież komponującego różne rzeczy. Tym razem sięgnięto po nagrania z przełomu lat 60 i 70, gdy artysta inspirował się trochę bossa novą i brazylijską sambą.
Gdy tego słucham i zamykam oczy natychmiast widzę Lazurowe Wybrzeże albo malutkie włoskie miasteczka, ludzi przesiadujących w kawiarniach, plaże, słońce, wąskie uliczki, jej włosy rozwiane na wietrze gdy jedziesz z dziewczyną na swojej vespie... Nie dziwcie się więc moim skojarzeniom, które wpisałem w podtytuł... I choć może muzyka powinna przenosić nas do Ameryki Południowej, to dzięki mistrzowi Morricone stała się ona bardziej uniwersalna, wprowadzona tu jego charakterystyczna melancholia, nadaje temu bardziej europejskiego, znanego nam klimatu.

niedziela, 10 grudnia 2023

Flur - Martin Kohlstedt, czyli wybierz się do lasu

 Dzień, w którym zdecydowanie nie chce się wychodzić spod koca, odpuściłem Targi Fantastyki i z lapkiem na kolanach nadrabiam zaległości (nie tylko serialowe). Napisałem wreszcie o Ciosach Jarka Czechowicza (polecam) i miał wlecieć jeszcze dziś jakiś serial lub zaległy teatr. 

Ale... No właśnie. Czasem i z reklam na FB może wyniknąć coś ciekawego, choć zwykle ich unikam. Wciąż jednak ciekaw jestem różnych rzeczy muzycznych, a tu dziś zapowiedź koncertu Martina Kohlstedta w Warszawie. Fragmentu muzyczny zaciekawia, grzebię więc dalej. 
I choć najnowsza płyta, zdecydowanie elektroniczna zaciekawia, to nie ona mi dziś towarzyszy od kilku godzin, ale dużo bardziej kameralne nagrania sprzed kilku lat. Czyste dźwięki fortepianu. I wystarczy by wyruszyć w podróż...

piątek, 2 września 2022

Kora nieskończoność - Michał Pepol, czyli podążając za głosem i za słowem

Przedziwna płyta. Czuć w niej pasję, czuć nabożny więc stosunek do Kory Jackowskiej, ale dla przeciętnego słuchacza to chyba będzie zbyt trudne. Z jednej strony - należy się cieszyć, że to nie jest próba odgrzewania największych przebojów artystki, by na tym zbudować swój sukces, z drugiej - efekt jest naprawdę niszowy. I nie chodzi nawet o to, że z nieznanych nagrań posiadanych w domowych zasobach przez Kamila Sipowicza, Michał Pepol układa bardziej słuchowisko niż płytę muzyczną, wybiera melorecytacje a nie wokalizy. Chodzi też o to, że jako tło do jej głosu również nie ma tu nic czegoś wpadającego w ucho, czego można by się uchwycić.

poniedziałek, 22 lutego 2021

Henryk Debich, czyli swego nie znacie

Notka troszkę dziwna, bo przecież unikam pisania o muzyce na podstawie singla, pojedynczego numeru, tym razem postanowiłem zrobić wyjątek. To prawda - na razie pojawia się singiel z dwoma utworami, cały album się dopiero szykuje, ale nie będzie ich zdaje się na płycie, więc to gratka nie lada sama w sobie, a dwa, że po wysłuchaniu tych dwóch numerów, zacząłem grzebać dalej i jestem po wysłuchaniu sporej dawki tego co pod dyrygenturą Henryka Debicha wyprawiała w latach 70 orkiestra PRiTVz Łodzi. Użycie słowa "wyprawiała" nie jest tu nadużyciem, zrobiłem to świadomie, bo po prostu w tych nagraniach jest tyle energii, szaleństwa, rozmachu, że trudno nie wyrazić podziwu i bić brawo. Zdecydowanie nie doceniamy nagrań z tamtych lat, świetnych ścieżek dźwiękowych, a jeżeli nie spróbujemy ich wykopać z archiwów i ratować od zniszczenia, możemy je stracić bezpowrotnie.
I tu właśnie pojawia się po raz kolejny Astigmatic Records, wyszukujące takie perły, a potem zajmuje się ich obróbka cyfrową i udostępnia smakoszom. Skoro kochają tą muzykę za granicą i płyty z nagraniami Henryka Debicha cenią sobie najwięksi znawcy, czemu u nas to nazwisko znają tak nieliczni?

sobota, 26 marca 2016

Michael W. Smith - Freedom, czyli odrobina pięknej muzyki

I po świętach. To co najważniejsze już się dokonało, a teraz pozostaje tylko radowanie się wolnymi dniami i czasem, który spędzamy z bliskimi. Oby nie tylko przy stole. I oby nie przy telewizji :)
Postanowiłem dzisiejszą notkę zrobić trochę wyjątkową - bo i płyta wcale nie nowa i artysta u nas chyba mało znany. No i nie będzie standardowego Alleluja (bo wtedy pewnie bym dał TGD), Stwierdziłem po prostu kilka dni temu, że warto czasem sięgnąć po coś instrumentalnego, by nie tylko się wyciszyć, ale i zachwycić się czymś co tworzy zupełnie inną przestrzeń.
Ten album własnie taki jest. I z ogromną przyjemnością uruchamiam go wciąż od nowa.