środa, 30 listopada 2022

Męskie Granie 2022, czyli to lepsze niż mecze

Mecz pozostawię bez komentarza, ale mi pozostała jeszcze jedna notka na listopad. I niech to będzie coś muzycznego. Wczoraj słuchałem tego albumu kilka razy, wychwytując sobie kilku wykonawców, których twórczość znałem mniej, żeby sobie ich sprawdzić i od razu Wam powiem, że już mam kilka pomysłów na odsłuchy grudniowe :)

O Męskim Graniu można by długo - jedni czują już przesyt, inni wciąż się zachwycają, ale na pewno energia na koncertach jest świetna, album więc wypada w wersji live naprawdę fajnie. No i nie ma inne trasy, która co roku, zbierałaby tak wielu wykonawców i pokazywała ich w ciekawych połączeniach albo w nowym repertuarze. Niby część się powtarza od lat (Zalewski, Igo, Organek), ale za każdym razem jest trochę nowych twarzy (dla mnie w tym roku m.in. RiTa Pax i Ania Leon). No i te nowe wersje znanych numerów - już tylko dla tych coverów warto przesłuchać tą płytę.

wtorek, 29 listopada 2022

Diamentowa uroczystość, czyli w podzięce przyjaciołom

Swoją miłość do baletu zawdzięczam składance baletowej, którą oglądałam niemal pół wieku temu w Teatrze Wielkim w Warszawie. Lata płynęły a ja, całkowity laik, cały czas miałam ją przed oczami; choreografia do części „Symfonii fantastycznej” Berlioza, tańców Debussy’ego i „Bolera” Ravela w mojej głowie została na zawsze. Tak jak miłość do różnorodności w balecie.

Diamentowa uroczystość to podziękowanie przyjaciołom Royal Opera House w Londynie, którzy 60 lat temu założyli organizację, która za zadanie miała wspieranie działania ROH na wszelkie sposoby. Ta gala była hołdem dla ich wsparcia a jednocześnie przeglądem tego co było, co dzieje się obecnie i jakie plany snute są na przyszłość. Program przemyślany, różnorodny, a wykonawcy dali z siebie wszystko.

poniedziałek, 28 listopada 2022

Sandman. Tom 2 - Neil Gaiman, czyli wciągający wir pełen mroku

Serial Sandman wciąż sobie odkładam, na chwilę gdy będę miał więcej czasu, by nie oglądać po kawałku i w biegu. Ale może nawet lepiej, bo mogę dzięki temu nadrabiać zaległości i poznawać tą historię w oryginalnej wersji. Ach, ile tu wątków, ile pomysłów, ile mroku. No i ile pomysłowości nie tylko w scenariuszu, ale i w tym jak oddać wizje Gaimana na ograniczonej przestrzeni kadru. Czasem te rysunki wychodzą poza ramy, otwierają pole do wyobraźni, a niedopowiedzenie uruchamia masę naszych poszukiwań i kombinowania.
Generalnie wznowienie wydawane przez Egmont w Polsce zawiera po 7-9 zeszytów cyklu w każdym tomie, a że cena jest dość atrakcyjna, nie dziwne że tom drugi, chyba najbardziej kultowy "Dom Lalek" jest raczej trudny do zdobycia.  
Wchodzenie w tą historię jest jak zanurzenie się w sen, gdzie różne płaszczyzny czasowe, postacie, mieszają się i łączą w jakąś zwariowaną opowieść. Bóg i diabeł, dobro i zło, często są tu w jakiś sposób obecne, ale raczej nie w takich wizjach, jakich byśmy się spodziewali. Zbiegli z królestwa Morfeusza jego dawni poddani i wykonawcy poleceń, czyli Brutal, Glob i Koryntczyk bawią się ludźmi uważając się za wszechmocnych. I dopiero wracający Władca Snów będzie musiał przywrócić odpowiedni porządek i ukarać tych, którzy wykorzystali jego nieobecność.

Blackway, czyli ja ci pomogę

Widać Anthony Hopkins stara się jakoś dobierać sobie role, firmuje filmy nawet jako producent, więc niby nie powinno być takich gniotów jakie zdarzają się innym aktorom starej daty, widać jednak czasem jest pokusa, by zagrać w czymś prostszym. W Blackway wszystko jest niestety dość łopatologiczne i przewidywalne, więc trudno mówić o jakimś pozytywnym zaskoczeniu. No chyba, że ktoś staruszka uwielbia i mógłby go oglądać w każdej roli. Nawet tak sztampowej.
W Blackway wszystko toczy się od lat według podobnego schematu i nikt ani nic nie jest specjalnie w stanie nic zmienić. Różne grzeszki są tolerowane, a jeżeli ktoś zajdzie za bardzo za skórę to wymierza się sprawiedliwość samemu. No chyba, że ten ktoś jest na tyle wredny, że zastraszy wszystkich, nikogo się nie boi, wtedy jedyną radę jaką mają dla kogoś kto zostanie wzięty na cel - lepiej stąd uciekaj, bo nikt ci nie pomoże.

niedziela, 27 listopada 2022

Człowiek z bieguna, czyli nie wiem czy podołam, ale bardzo bym chciał

Zupełnym przypadkiem trafiony obraz i banan na twarzy. Ja wiem, że przy chorobie dwubiegunowej bywa różnie i nie ma co tego bagatelizować, a tu jednak wychodzi trochę sielankowo, za to ile tu pozytywnych emocji! Od stanów maniakalnych do depresji, do tego dodajcie alkohol, papierosy i jeszcze wybuchy agresji. No jazda bez trzymanki. A jednak twórcy opowiadają nam historię o tym, że mimo dość poważnego stanu, człowiek może opiekować się samotnie dziećmi. I choć wiele rzeczy z tego co widzimy, powinno powodować interwencję opieki społecznej i odebranie praw rodzicielskich, tu okazuje się, że to wszystko nieważne, bo dzieci czuły się kochane. No jasne, w fazie maniakalnej, gość potrafił nieba uchylić i zdobyć się na największe szaleństwo, a to że czasem nawalał, dzieci mu wybaczały, bo były świadome jego choroby. I w sumie nie miały wyjścia.

sobota, 26 listopada 2022

Życzę mu śmierci - Matt Witten, czyli nigdy nie wybaczę

Niby nie kryminał, niby jest trochę dziwnych fabularnych uproszczeń, ale i tak kurcze słucha/czyta się to z przyjemnością i zainteresowaniem. Może ze względu na tak wiele emocji jakie udało się zawrzeć w tej książce? Oto towarzyszymy kobiecie w jej drodze przez kilka stanów, żeby mogła wziąć udział w egzekucji człowieka, który zgwałcił i zamordował przed laty jej siedmioletnią córeczkę. Całe miasteczko zbierało kasę na tą podróż, bo pewnie nie byłoby jej stać. Od lat jest w dołku, nie mogła się pozbierać po tym co się stało, mąż ją porzucił, ale to że może być przy śmierci człowieka, który skrzywdził jej dziecko, jest jedną z rzeczy, która daje jej siłę i motywację do działania. Choćby los rzucał jej kłody pod nogi, zrobi wszystko, by tam dotrzeć.

Ta podróż wszystko zmieni. Może marzyła o tym, że przyniesie jej ulgę, ale czy mogła przewidzieć to wszystko co wydarzy się po drodze?

piątek, 25 listopada 2022

Porzuceni - Maciej Kaźmierczak, czyli gdzie jest moje dziecko

Kaźmierczaka poznałem w tym roku dzięki lekturze Nikt (patrz zakładka przeczytane na górze bloga). I widzę, że to autor, który buduje dość mroczne, klimatyczne i nie pozbawione przemocy historie. Tym razem Łódź i trochę inne jej oblicze. Nie blokowiska, ale raczej dzielnice z kamienicami, trochę zaniedbanymi parkami, ogródkami działkowymi... No i kanały i tereny pofabryczne, które będą tu miały swoją ważną rolę w finale. W tamtej powieści chodziło o przemoc wobec kobiet, tym razem ktoś znęca się nad zwierzętami i porywa dzieci. Gdy policja znajduje pierwszy grób, w którym zakopane są psy i pod nimi chłopiec, jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że to początek poważniejszych problemów. Po jakimś czasie jednak zaczyna z przerażaniem zbierać informacje o zaginionych dzieciach z różnych dzielnic i uświadamia sobie sprawę, że śledztwo będzie trudniejsze niż im się wydawało. Do Łodzi przyjeżdża również oficer z Gdańska, bo u nich wydarzyło się bardzo podobne morderstwo. Ktoś najpierw porywa dziecko, często wychodzące na spacer z psem, a potem ciało odnajdywane się zakopane w ziemi. Ślady wskazują na to, że chłopcy wcześniej są przetrzymywani w jakichś ciasnych miejscach. 

czwartek, 24 listopada 2022

Zdechąć trzeba żebyście przyjechali, czyli spokoju nawet przy końcu świata

Mecze jakoś mało mnie interesują, więc odpoczywam wieczorami przy jakichś nagranych filmach lub przy książkach. A dziś produkcja, która mnie zainteresowała tytułem. No powiedzcie sami, czyż nie ciekawy?
No i to kino rosyjskie, które wciąż potrafi nam zafundować ciekawe rzeczy. Tym razem to rzecz trochę z gatunku tych co "ryją banię". O ile pamiętacie Ładunek 200, to tu może natężenia przemocy nie ma aż takiej, ale pewnego rodzaju bezmyślność podlana alkoholem jest tak podobna. Gdy ziemi zagraża koniec świata, bo zbliżająca się kometa może przynieść całkowite zniszczenie, ludzie reagują różnie. Na prowincji młodzi się bawią, a starsi raczej robią sobie jakieś podsumowania życia. I próbują na ostatnią chwilę wprowadzać jakieś własne porządki. Nawet siłą. Bo w końcu jutro już pewnie nikt ich za to nie ukarze.

środa, 23 listopada 2022

Afera na tuzin rysiów - Aneta Jadowska, czyli lepiej z nią nie zadzieraj

I kolejne fantasy i odrobina rozrywki. Co prawda żałuję, że nie znałem wcześniej lepiej Nikity, czyli bohaterki kronik sąsiedzkich - poznałem wcześniej odrobinę Dorę Wilk, więc samo uniwersum już niby liznąłem, ale chyba nie na tyle, żeby łapać wszystko. Zwłaszcza, że sporo tu nawiązań do poprzednich przygód Nikity, więc być może sporo straciłem frajdy.
Powiedzmy kim ona jest. Niedawna członkini Zakonu Cieni, obecnie najemniczka działająca na własny rachunek, kobieta, która nosi w sobie... berserka, czyli nieustraszonego wojownika, który wpada w szał walki. Nie znaczy to oczywiście, że jest niepokonana, powiedzmy jednak, że jej możliwości raczej są niedoszacowane, co zwykle pozwala na to, żeby wciąć przeciwnika z zaskoczenia. Poznajemy ją gdy liże rany po ostatniej misji, ale dość szybko ładuje się w kolejne kłopoty i to takie, które ewidentnie przekraczają nawet jej możliwości.

wtorek, 22 listopada 2022

Samosiejki - Dominika Słowik, czyli roztopić się, zatracić

W tym roku w ramach akcji Czytaj.pl udało się wybrać dla siebie dwa tytuły i z obu jestem zadowolony, bo to wcale nie jakaś lekka beletrystyka, ale coś ciut bardziej smakowitego. I choć dwa wcześniejsze tytuły Dominiki Słowik chwaliłem z pewną ostrożnością, byłem bardzo ciekaw jej kolejnej książki, tym razem zbioru opowiadań. I mam wrażenie, że znowu mam w sobie podobne emocje, może nawet zwielokrotnione, bo też zbyt dużo w tych tekstach podobieństw. Biję więc brawa za nastrój, ale kierunek w jakim podąża fabuła jest trochę zbyt udziwniony. I nie chodzi nawet o brak realizmu, ale raczej powtarzalność pewnych rozwiązań, dość jednoznaczne interpretacje jakie się nasuwają.
Dało się to trochę odczuć w powieściach i to powracanie po raz kolejny do różnych symboli, wątków, obrazów, jest jeszcze wyraźniejsze w opowiadaniach. Zapamiętuje się jedno, dwa, może trzy, ale w większej dawce potem już wszystko się rozmywa i traci na uroku.

poniedziałek, 21 listopada 2022

Błaganie o śmierć - Marek Krajewski, czyli to jeszcze walka o sprawiedliwość czy jedynie zemsta

Pamiętam mój zachwyt przy pierwszych tomach o Breslau i z Eberhardem Mockiem w roli głównej. Ten mrok, te detale, ta mieszanka rozpusty, hedonizmu, a jednocześnie walki o zasady, o sprawiedliwość. To opowieści o policjancie, który czasem idzie pod prąd rozkazom przełożonych, oczekiwaniom społecznym. Ma swoje wady i to wcale nie błahe, a jednocześnie niejednokrotnie udowadnia, że ma w sobie więcej z człowieka, niż ci którzy ględzą o moralności.
Błaganie o śmierć to już 13 spotkanie z Mockiem. Kilku z tych nowszych, gdy autor powrócił do wcześniejszych spraw, jeszcze nie czytałem, ale pewnie teraz pora żeby nadrobić może zaległości i jednocześnie cały cykl. Przecież Marek Krajewski właśnie ogłosił że żegna się ze swoim najsłynniejszym bohaterem. Mam ochotę na ten powrót, bo najnowsza książka trzyma dobry poziom i dostarczyła mi takich emocji jakie pamiętam sprzed lat. Śledztwo w sprawie jakiejś zagadki, napięcie, ale wciąż towarzyszący Mockowi i czytelnikowi dziwny fatalizm, że choćby nie wiem co się robiło, sprawa i tak jest przegrana. Wszystko jakby sprzysięga się przeciw Eberhardowi. 

niedziela, 20 listopada 2022

Gniewa - Katarzyna Berenika Miszczuk, czyli ziółka tu nie wystarczą

Wspominałem już chyba, że ostatnimi czasu czuję się trochę zmęczony kolejnymi kryminałami i thrillerami, a przecież wciąż ich tyle na półkach zgromadziłem, że żal oddać nie przeczytawszy. Znalazłem jednak sposób - przeplatam sobie różne tytuły ze zbrodnią w tle, czymś dużo lżejszym i stąd w tym roku obecność kilku nazwisk, które wcześniej jakoś trochę omijałem: Miszczuk, Jadowska, Mortka. Cieszy możliwość poznania kolejnego autora/autorki, którego polecali znajomi, a jeszcze parę nazwisk z naszego krajowego poletka mam w zanadrzu. A dziś Katarzyna Berenika Miszczuk, którą do tej pory poznałem z jakichś kryminałków (takich bardziej obyczajowo-pikantnych), a przecież jej najbardziej znaną serią jest ta zbudowana wokół słowiańskiej mitologii. Zanurzmy się więc w świat szeptuch, kapłanów dawnych bogów, klątw, ziół i czarów. Co prawda nie wchodzę w niego od początku, a zdaje się że jakby od końca, ale co mi tam, akurat powieść od Mięty wpadła mi w ucho i ręce.

sobota, 19 listopada 2022

Słoiczki - Maja Jaszewska, czyli ech ta stolica

Najpierw trochę przeleżał ten tytuł na półce czekając na swoją kolej, ale gdy znalazłem wersję audio, stwierdziłem że to dobra okazja by sobie go słuchać w trakcie przejazdów do pracy, a czytać w papierze w domu. I tak oto 119 książka przeczytana w tym roku odhaczona :) Śmieję się czasem sam z siebie, że przy równoległym czytaniu najwolniej idą mi tytuły poważniejsze, bo te lżejsze, jak choćby i Słoiczki, łykam szybko i zaczynam kolejne czytatło. Pomiędzy kryminałami ta obyczajówka wpasowała się bardzo przyjemnie. Choć zaczęła się trochę jak satyra na pracę w modnym czasopiśmie dla kobiet, im dalej, tym robiło się bardziej zwyczajnie, znajomo i sielsko.
I może to naturalne? Mimo tego, że życie w stolicy kusi możliwościami, krzyczy o tym, że wreszcie nabierzesz klasy, będziesz żyć naprawdę, bo gdzieś tam, na peryferiach prawdziwego życia nie ma, prawda przecież często jest odwrotna.
To problemy jakimi żyje się w Warszawie często są wydumane i o ile w domu rodzinnym martwią się o czy będzie co jeść, w stolicy to dotyczy raczej kolejnej butelki ulubionego wina, codziennej kawki z kawiarni, czy wypadu do klubu. Wiem, przerysowuję, ale trochę takim przerysowaniem posługuje się też ta książka. Redakcja Przemian, w której pracują bohaterki tej książki, dziewczyny które znalazły w Warszawie dobrą pracę, to miejsce gdzie "wykuwa się" nową kobietę - wyzwoloną z więzów patriarchatu, obowiązków rodzinnych, tradycji, ograniczeń itp. I bohaterki też trochę żyją treściami, które same przygotowują - tu dieta, tu najmodniejszy look, przyjemność z przygodnych związków itp. A w duchu?