sobota, 31 października 2020

Simona K. Wołająca na puszczy, czyli znaleźć swoje miejsce



Wspaniały wieczór teatralno-literacki w Big Book Cafe. Teatralny, bo w tych ograniczonych epidemią warunkach, widownia to raptem kilkanaście osób, na malutkiej scenie, Agnieszka Przepiórska gra swój monodram bez żadnej taryfy ulgowej, wkładając w to całą siebie. Literacki, nie tylko dlatego, że to miejsce funkcjonuje jako księgarnia, miejsce spotkań, kawiarnia, ale i ze względu na bohaterkę tego spotkania. Simona Kossak, trochę przypomniana światu przez Annę Kamińską (tak pisałem o tej biografii) była obecna z nami nie tylko w sztuce, ale również w swoich książkach na półkach (cudownie że są wznawiane), a potem również w naszych myślach i rozmowach po spektaklu. 

Oczywiście można dyskutować, czy portret bohaterki rysowany przez Przepiórską, jest zgodny z prawdziwym charakterem Simony Kossak. Zawsze bazując na głównych punktach życiorysu, nadaje się jednak granej postaci jakichś rysów charakterystycznych, ale w końcu artyści mają do tego prawo, wyciągając na pierwszy plan jakieś najważniejsze dla siebie cechy. Czy Simona naprawdę była wojującą ekolożką? Czy po prostu przyjmujemy, że pewne jej decyzje i wybory sprawiają, iż jesteśmy przekonani, że dziś by nią była. Jej miłość do przyrody, do zwierząt, do miejsca jakie sobie wybrała do życia, są przecież niezaprzeczalne.

piątek, 30 października 2020

Saturnin - Jakub Małecki, czyli krótko o zachwycie

Wczoraj obiecywałem, że październik kończę świetnymi tytułami? To łapcie drugi mój zachwyt. Jakub Małecki ma dar opowiadania w sposób, w którym czuje się emocje, który po prostu porusza. Niby mało skomplikowana historia, ale chwyta za serce.
Co czyni nas takimi jakimi jesteśmy? Jak doświadczenie dziadków i rodziców, sprawy nawet ani razu nie wypowiedziane na głos, mogą wpływać na bliskich, jak niszczą od środka, a my nie potrafimy sobie z tym poradzić... Dopiero gdy wsłuchamy się w te historie z przeszłości, nagle wszystko wydaje się jaśniejsze i choć czujemy przerażenie i ból, wreszcie przychodzi też czas na zrozumienie i wybaczenie.
Głosy trzech pokoleń, gdzie każdy z nich snuje jakby oddzielną historię, splatają się w jeden nurt życia, gdzie dopiero na koniec zaczynamy rozumieć źródło tego co każde z nich jakoś naznaczyło.

czwartek, 29 października 2020

Supernova, czyli co ja zrobiłem...

Kończy się październik, zostały mi dwie notki do napisania, ze szkiców wybieram dla Was więc rzeczy, które w tym miesiącu zrobiły na mnie największe wrażenie, a być może i pod koniec roku znajdą się na podium w podsumowaniach. Trochę tego będzie. Co roku mam dylemat i obiecuję sobie: może jednak szukaj jedynie rzeczy wartościowych, ale potem i tak wpadają w oczy, uszy tytuły o których delikatnie mówiąc szybko się zapomni, bo nie ma w nich nic wyjątkowego. Może komuś się jednak przyda te kilka zdań jakie znajdzie w notatniku, jako ostrzeżenie lub temat do dyskutowania o tym, że ma się inną opinię. Ale w tym zalewie rzeczy nijakich tym bardziej cieszy coś takiego, co stawia do pionu, o czym nie możesz zapomnieć. Dziś o filmie z takiej kategorii, jutro o książce. 

"Supernova" to debiut Bartosza Kruhlika, który zaskoczył i zachwycił widzów i krytyków. Dość kameralny, ale wywołujący większe emocje niż niejeden thriller, zaskakujący (to zakończenie!), mocny i poruszający, mimo, iż temat jaki porusza nie jest wcale nowy.

środa, 28 października 2020

ANAWA 2020, czyli bez Marka Grechuty te utwory już tak nie brzmią

I jeszcze jedna świeża płyta. Projekt, w którym palce macza Narodowe Centrum Kultury, ostatnimi czasy mające niezbyt szczęśliwą rękę do różnych rzeczy, ale uczczenie 50 rocznicy premiery pierwszej płyty jaką nagrał z zespołem Marek Grechuta, to akurat pomysł ciekawy i chyba nawet skuszę się na polowanie w sieci na koncert z tym materiałem. Bo choć kręcę nosem, że oryginał lepszy, to szanuję też odwagę, by starać się tchnąć w te znane numery jakiegoś swojego ducha, dodać coś do nich. To zawsze jest problem - jeżeli mamy w głowie oryginalny wokal, to wszystko co inne, będzie nam się wydawać dziwne. I tak właśnie miałem przy słuchaniu tego krążka. Nie przeszkadza mi to, że fortepian i sekcję smyczków zastępują gitary, saksofon i specyficzna aura jaką można wyczuć z daleka, bo Voo Voo jest niepowtarzalne. To raczej właśnie wokal najbardziej mi zgrzyta.

wtorek, 27 października 2020

Supercepcja - Katarzyna Gacek, czyli zwyczajni, niezwyczajni

 Tym razem nie o jednym tytule, a o czterech. Tyle bowiem na razie liczy sobie tomów cykl dla młodzieży połączony tytułem Supercepcja i bohaterami - grupą przyjaciół, którzy mają dość wyjątkowe umiejętności.
Co taka notka robi na notatniku? Wszak moje córy już starsze, czytają poważniejsze rzeczy, a ja tu nagle o 12-latkach przygodowo i z zacięciem. Ano, nie ukrywam, lubię takie rzeczy dla odmiany i to z dwóch względów. Po pierwsze trochę z sentymentu, bo przecież sam od takich rzeczy zaczynałem (gdyby nie Niziurski czy Bahdaj być może książki by mnie tak nie wciągnęły. Porównuję więc sobie, to co mi sprawiało frajdę z nowymi próbkami pisania dla młodzieży. I to jest drugi powód czemu chcę takie książki czytać i o nich pisać. Bo wciąż uważam, że ich jest za mało na rynku wydawniczym! A przecież właśnie takie rzeczy otwierają młode umysły na świat książek, odciągają od ekranów! Są propozycje dla dzieci, są dla starszych nastolatków, ale ten wiek 9-14 wciąż jest traktowany trochę po macoszemu.
I oto dostaję propozycję, by zapoznać się od razu z całą serią. I mimo obowiązków, pracy, masy spraw, zajęło mi to 4 dni, czyli połykałem jedną i zaraz zabierałem się za kolejną książkę. Bo to wciąga! Niczym serial z Netflixa i to z tych lepszych. Co też powoduje niestety mój smutek, bo ten czwarty tom, który teraz miał premierę, to nie koniec historii, a ja jestem baaaardzo ciekaw co będzie dalej. 

Ale po kolei.

poniedziałek, 26 października 2020

Oświęcim. Czarna Zima - Marcin Kącki, czyli czy przyzwyczajenie to obojętność?

Po publikacji "Złotych żniw" Grossa, Kącki jedzie do Oświęcimia, by zrobić reportaż o tym mieście. W moim odczuciu jednak trochę przeszarżował, bo próbując znaleźć odpowiedź na pytanie: jak się żyje w mieście naznaczonym przez historię, miesza kompletnie różne problemy, nie tylko jeżeli chodzi o ich ciężar gatunkowy, ale i pewną specyfikę związaną z tym konkretnym miejscem. 
Antysemityzm wymieszany z obojętnością na sprawy społeczności lokalnej, niechęć wobec muzeum, które nie integruje się z miastem, wymieszana z problemami małych przedsiębiorców, zamieszki na tle rasowym wymieszane ze zbieraczami pamiątek po historii... Gdyby oddzielić współczesność od historii, byłoby chyba to bardziej spójne, ciekawsze. Bo kwestie tego, że zakłady smrodzą, a ludziom smród przeszkadza albo kombinatorstwo władz miasta, nadają się na artykuł, ale czy na książkę?
Pewnym problemem jest też oczywiście przyjmowana przez autora metoda - nie ma specjalnie miejsca na potwierdzanie informacji, sprawdzanie źródeł, jest spotkanie, rozmowa i spisujemy ją na gorąco, próbując uchwycić nie tylko samą istotę słów, ale i emocje jakie za nimi stoją. To ciekawe, choć chwilami drażni i sprawia, że pojawiają się pytania o etyczną stronę takich rozmów - jeżeli rozmówca prosi, żeby tego nie publikować, a ja to publikuję razem z tą prośbą, to jest to dość dziwne.


sobota, 24 października 2020

Dotyk - Renata Lewandowska, czyli perełka odkryta po latach

Jak to możliwe, że nagrania mające ponad 40 lat ukazują się dopiero teraz? Jak to możliwe, że artystka, która je wykonywała, porzuciła karierę wokalistki i zajęła się zupełnie czymś innym?
Pytań gdy słucha się tego krążka jest całkiem sporo, ale towarzyszy im również wdzięczność dla tych, którzy na nowo te nagrania odkryli w archiwach i wydobyli je na światło dzienne. The Very Polish Cut Outs są znani głównie z remiksów, a tu proszę - wraz z Astigmatic Records wydają rzecz absolutnie w klimatach przełomu lat 70 i 80, a przy tym zachwycającą. To nie tylko historia Renaty Lewandowskiej jest ciekawa, ale i sam album jak najbardziej zasługuje na uwagę. Może i chwilami te chórki, te aranże, trącą myszką, ale za to ten głos!

piątek, 23 października 2020

Nadzwyczajni, czyli pomoc potrzebującym może nadać sens życiu tym, którzy jej udzielają.

Uwielbiam takie filmy. Jako wstęp do notki mam ochotę napisać najpierw o własnych emocjach. O lekturze, która płynęła na wybór studiów, o fascynacji Arką Jeana Vanier, o praktykach, przeróżnych spotkaniach... O doświadczeniu, że osoby z różnymi ograniczeniami rozwojowymi, również dotyczącymi sfery intelektualnej, mogą wiele nam dać, mogą wiele nauczyć. I w świetle tego doświadczenia ze smutkiem patrzę na to jak decyzja sędziów trybunału, wywołuje wiele negatywnych reakcji. Nie tak łatwo jest uregulować prawem, czy nakazać to, że dziecko, niezależnie jakie by nie było, urodzi się otoczone miłością. Zwłaszcza, że jak wszyscy wiemy sam fakt urodzenia jeszcze nie kończy sprawy, a raczej zaczyna niełatwą drogę pełną komplikacji, na której rodziny pozostają same. Bez pomocy państwa lub ze znikomą pomocą. Ten film, choć nie dotyczy przecież Polski, świetnie to pokazuje. Bo problem jest na całym świecie. Najpierw musi zmienić się mentalność, prawo w trochę innym zakresie, niż wyobrażają sobie to nasi politycy, dumni, że chronią życie. Którzy nie rozumieją i dalecy są od tego, by zajmować się rodzinami i dziećmi z takimi trudnościami, nie w teorii, ale w praktyce. Tak jak ci dwaj pozytywni wariaci, o których opowiada ten film. 
Dość wstępu. Choć czytając dalej o fabule i moich emocjach, zrozumiecie czemu dziś właśnie tak.

czwartek, 22 października 2020

Rondo De Gaulle'a - Olga Stanisławska, czyli rok w podróży

Lubię reportaże, ale z tą pozycją miałem pewien problem. Olga Stanisławska napisała bowiem na bazie swoich wspomnień, podróży, coś w rodzaju impresji, obrazów, które tworzą pewną mozaikę, ale wrażenie z lektury jest niestety dość ulotne. To migawki, z których trudno złożyć jakąś całość. Na pewno każde spotkanie, rozmowa, bycie z ludźmi tu i teraz dawało jej okazję do dotknięcia Afryki, jej różnorodności, jej sprzeczności, piękna i brzydoty... Ale czy doświadcza tego czytelnik? Ja niestety nie bardzo.

środa, 21 października 2020

Doktor No, czyli dwa zera z przodu

Jakby mało było mi stosów książek do czytania (dziś przyszło kolejnych 7 do recenzji - normalnie horror), filmów zapychających dysk i rzeczy, które kuszą w zasobach z nowościami, to jeszcze sobie dokładam tematów na notki. Zachciało mi się odświeżyć wszystkie Bondy, a to z okazji zbliżającej się premiery (będzie czy nie?) najnowszego Agenta 007.
No więc wróćmy do historii. Tak naprawdę sam zacząłem przygodę dość późno, chyba na pokazach z kaset VHS, ale potem telewizja dawała okazję, by wrócić do tych pierwszych filmów z Bondem i pamiętam, że frajdę miałem niezłą. Z perspektywy dzisiejszej oczywiście bardziej one bawią, niż trzymają w napięciu, a to co miało wtedy być efektowne, jest raczej dziwaczne, mimo wszystko mam jakiś sentyment do tych historii. Przeszły do historii kina, choć są raczej (przynajmniej te pierwsze) kinem klasy B i stały się wzorem dla masy innych, czasem nawet lepszych historii. 
Nie chodzi bowiem jedynie o schemat: super agent walczący ze złem, ale i o samą konstrukcję tej postaci, z jej elegancją, słabością do kobiet (i vice versa), tempo wydarzeń, zwroty akcji. Przy pierwszej historii mam wrażenie, że dziś tego się nie docenia, wszystko mamy sto razy szybsze, ale jak na początek lat 60 to wiecie...

wtorek, 20 października 2020

Dolina - Bernard Minier, czyli a jeżeli to ktoś kogo znamy?

Moje drugie spotkanie z Bernardem Minier, a pierwsze z jego cyklem o Martinie Servazie. I cholera, trochę żałuję, że poznaję bohatera jakby od końca, że nie towarzyszyłem mu we wcześniejszych sprawach,... Bo teraz będę miał trochę spoilerów...
A mam ochotę na te wcześniejsze nie ukrywam. Minier potrafi nie tylko budować napięcie, ale i kreśli ciekawe portrety ludzi dalekich od ideału, zagubionych, walczących z różnymi słabościami i wątpliwościami. Gdy zło dzieje się w szczególnie okrutny sposób, najczęściej myślimy: to tak chore, że trzeba być psychopatą, to nie może być nikt kogo znam. A jeżeli jednak się mylimy? Jeżeli morderstwa dzieją się mimo, iż cała społeczność jest odcięta od świata?

poniedziałek, 19 października 2020

Fleabag, czyli jest śmiech, ale jest też coś więcej

Kina grają dalej, przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa i ograniczonej publice, wrzucam więc notkę o spektaklu, który warto zobaczyć, a wiem, że jeszcze w listopadzie będzie powtarzany - polecamy go z M. gorąco!


MaGa: Ogromne zaskoczenie, bo w ramach nazywowkinach.pl obejrzałam retransmisję monodramu z londyńskiego teatru, a monodram to mój ulubiony gatunek sceniczny. Spektakl „Fleabag” w wykonaniu autorki tego tekstu jest doskonały. Widać, że Phoebe Waller-Bridge świetnie się w nim czuje, a jej wyrazista, plastyczna twarz, w sposób niezastąpiony, odzwierciedla jej stany emocjonalne, a tych – jak na tak krótką formę sceniczną – jest bardzo dużo. 

R.: Cóż, ja wiedziałem czego się spodziewać, bo oglądałem serial (który powstał pod wpływem sukcesu sztuki teatralnej) z nią w roli głównej i który tak naprawdę jest rozwinięciem pewnych treści i pomysłów fabularnych. Bardzo byłem ciekaw, jak też udało się to opowiedzieć na scenie, gdy nie masz tak naprawdę żadnych "pomocy wizualnych" - jest tylko historia, emocje. Jej. I nasze. 

niedziela, 18 października 2020

Pałac w Moczarowiskach - Jacek Skowroński, Maria Ulatowska, czyli w tym miejscu można zmienić swoje życie

Pogoda taka, że nic tylko zaszyć się pod kocem z herbatą i książką. Póki więc nie dopadło mnie wypalenie (ale chyba mi nie grozi, bo nawet jak coś nie wciąga, to równolegle mam kilka innych pozycji czytanych, mogę więc przeskakiwać), czytam i czytam. I nie tylko kryminały. 
Zdarzają się też choćby i takie rzeczy. Spodziewałem się jakiegoś rzewnego tasiemca pełnego westchnień, łez i pocałunków, a tu proszę - bardzo sympatyczna historia, pełna ciepła, humoru, pozytywnych emocji. Gdy czyta się o pałacu, w którym za duże pieniądze oferuje się możliwość spędzenia pobytu w realiach z XIX wieku, spodziewamy się ekscentryków, bogaczy, a tu okazuje się, że pomysł jest zupełnie inny - bohaterami zostają ludzie zupełnie zwyczajni, którzy trafiają do tego miejsca trochę jakby przypadkiem. I znajdują tam coś, co zmienia ich życie.