Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
czwartek, 13 maja 2021
Rozmowy z przyjaciółmi - Sally Rooney, czyli czego tak naprawdę chcę?
środa, 12 maja 2021
Outpost - Dmitry Glughovsky, czyli coś się zbliża
Kurcze, Metra wciąż nie przeczytałem, choć kilkanaście powieści innych autorów z tego uniwersum mam za sobą, Głukhovsky jednak nie jest jednak dla mnie zupełnie nieznany, bo z ciekawością połknąłem już FUTU.RE i jeszcze jakieś krótsze formy. A teraz Outpost. Powracają klimaty, w których ten autor lubi się poruszać, czyli postapokalipsa, tajemnicze zagrożenie, zakręcenie na punkcie filozofii, religii, czy legend, które potem mocno rzutuje na zachowania ludzi. To pytanie o zachowanie się człowieka, o jego wybory, czy moralność w sytuacji ekstremalnej, ciekawi nie tylko pisarzy z nurtu fantastyki, ale tak się trochę przyjęło, że to oni maja palmę pierwszeństwa w straszeniu tym co nas czeka w przyszłości i przestrzeganiu przed błędami.
Tym razem nawet nie do końca dowiemy się o jaką katastrofę chodziło - wiemy, że wybuchł konflikt, jakaś rewolta, w trakcie której użyto broni tak strasznej, że uważa się, iż nic w pełni zdrowego nie mogło po tamtej stronie granicy przetrwać. Rosja praktycznie przestała istnieć, ale wciąż nie brakuje idiotów i marzycieli, którzy snują mrzonki na temat odbudowy imperium. Skoro dano nauczkę buntownikom, to teraz powinni z pokorą wrócić do macierzy, a jak nie to przegna się ich jeszcze dalej. Żeby było śmieszniej to zdaje się ci sami ludzie, którzy stali za tamtą porażką, myślenie w każdym razie pozostało bez zmian.
wtorek, 11 maja 2021
Pakiet biograficzny, czyli Jestem najlepsza. Ja Tonya, Colette i Na śmierć i życie
Z recenzją Klangora czekam na ostatni odcinek, zaczynam przygodę z Mrs America, coś tam pewnie jeszcze wypatrzę, więc mimo mniejszej ilości czasu na oglądanie, notek nie zabraknie. A dziś trzy rzeczy z wątkami biograficznymi. Różne, ale skoro się nazbierały trzy, to nie ma co dłużej czekać.
"Jestem najlepsza. Ja Tonya" ma potencjał przyciągnięcia uwagi widza, bo przecież wszyscy kochamy filmy o sporcie. Tu jednak niewiele będzie samych zmagań sportowych, a więcej jest frustracji, trudnego życia, biedy, kompleksów i zwykłej ludzkiej głupoty. Historia łyżwiarki Tonyi Harding to niełatwa droga na szczyt i jeszcze szybsza droga w dół. Jednak ta druga część nie do końca była jej zasługą - przyczynił się do tego raczej były mąż i jego durny przyjaciel, którzy postanowili wykończyć jej konkurencję. A gdy policja doszła do nich, opinia publiczna natychmiast połączyła z całą sytuacją również i ją. Jak startować w takich warunkach, gdy czujesz, że wszyscy cię obserwują, nie specjalnie myśląc o tym jak tańczysz na lodzie, tylko próbując dojrzeć w tobie okrutną kobietę, która potrafi zlecić skrzywdzenie innego człowieka.
poniedziałek, 10 maja 2021
Koniec świata, umyj okna - Agnieszka Jelonek, czyli powiedz co ci jest
Przedziwna książka. Nie da jej się łatwo zaszufladkować, czy opisywać w kategoriach "podobało się". Bo to trochę tak jak świadectwo kogoś kto opowiada o swoich ciężkich przeżyciach, podsumować "ładnie opowiadałeś". To proza, która raczej ma niepokoić, skłaniać do myślenia, drażnić.
Wejść w skórę, w świat kogoś kto cierpi na ataki paniki. bohaterka próbuje ćwiczyć różne metody radzenia sobie z nimi, przewidywać, obniżać napięcie, ale to wraca czasem w takim nasileniu, że nawet leki nie pomagają.
A im mniej zrozumienia, im mniej wsparcia bliskich, tym jest coraz trudniej. Nagle wszystko inne przestaje mieć znaczenie - praca, pieniądze, dom... Czujesz że świat się wali i nawet złapanie oddechu staje się wyczynem.
niedziela, 9 maja 2021
Gutek - Stan rzeczy, czyli czego chcesz od życia, mój Królu Złoty
Skoro tak różne klimaty muzyczne ostatnio u mnie, to dorzućmy
kolejny, trochę w okolicach reggae. No może nie do końca, bo płyta Gutka
bliżej jest popu, ale umiejętnie wykorzystuje różne elementy, a on sam
jest kojarzony choćby z wcześniejszymi dokonaniami z Indios Bravos.
Gutek
wykorzystał czas pandemii, by wreszcie pokazać swoją bardziej osobistą
odsłonę - na płycie nie tylko śpiewa, ale i sam napisał teksty.
Tym
razem unika klimatów hiphopowych (a przecież współpracował też choćby z
Paktofoniką, Vienio, Pele i innymi). Bliżej za to tu do rockowo-popowych
piosenek, które spokojnie mogłyby zabrzmieć w prawie każdym radiu. I
może to jest jakiś pomysł na sukces? Wyjść trochę z szufladki artysty
alternatywnego i przebić się niczym Piasek czy ostatnio Bednarek do
mainstreamu?
sobota, 8 maja 2021
Mank, czyli napisać coś godnego uwagi
"Obywatel Kane". Film legenda. Produkcja, do której można wracać i wciąż na nowo odkrywać. Nie tak dawno w mocny sposób pojawiła się w czytanej książce (Chabon), a teraz powraca w filmie Davida Finchera. I oto kolejna okazja by zerknąć na to co pojawiło się w tegorocznych Oscarach.
Ten reżyser nie raz już udowadniał, że ma swoją wizję i nie specjalnie przejmuje się oczekiwaniami widzów. I znowu robi film, który nie jest łatwy w odbiorze, dość chaotyczny w warstwie scenariuszowej, rozbudowany, ale przecież w dwie godziny trudno zmieścić wszystko co by się chciało o kimś opowiedzieć. Ale po raz kolejny robi też film, który robi kapitalne wrażenie w dopracowaniu detali, spójności, w atmosferze. A genialna rola Gary’ego Oldmana, wcielającego się w postać Hermana Mankiewicza, stanowi wisienkę na torcie.
piątek, 7 maja 2021
Znikając. Opowieśc drogi - Marek Raganowicz, czyli dotknąć tego co trudno wyjaśnić

Bardzo specyficzna proza - to nie jest reportaż, to nie są wspomnienia, to nie jest rzecz popularyzatorska w sensie rozrywkowym. Raganowicz przeplata migawkowe wspomnienia z przygotowań do wspinaczki, z tego co przeżywa na ścianie, z różnymi spotkaniami z ludźmi, z ich opowieściami, snuje różne rozważania na temat życia swojego i tego co widzi w życiu innych ludzi. Nie jest to więc jedynie opowieść o wspinaczce, o zmaganiu się z własną słabością, z wyzwaniem jakim jest ściana, czy góra. To raczej próba uchwycenia tego co siedzi w głowie i w sercu kogoś, kto choć jest świadomy ryzyka, szuka wciąż kolejnych wyzwań. Nie dla sławy. Dla samego siebie.
czwartek, 6 maja 2021
New Man, New Songs, Same Shit vol1, czyli pielgrzymka do korzeni
Każdy tu bowiem wnosi coś innego, a nawet gospodarz, czyli Nergal wycofuje się jakby na drugi plan. Mamy więc składak sygnowany nazwiskiem, czy też nazwą która zdobyła już jakąś renomę, ale to co dostajemy jest dość różnorodne, tak muzycznie, jak i od strony wokalnej. Oczywiście nazwiska ludziom, którzy słuchają ostrzejszej muzy nie będą brzmiały obco i tu duże brawa dla producentów, choć niestety nawet nie pomogło jakoś wypromować tego materiału za granicą.
Nikt nie musi wiedzieć - Katarzyna Bonda, czyli przewidywalny w swojej nieprzewidywalności
Późno zacząłem przygodę z powieściami Katarzyny Bondy, więc spotkanie z jej pierwszymi książkami, z profilerem (czy też psychologiem śledczym) Hubertem Meyerem wciąż mam przed sobą. Może przeczytanie najnowszej odsłony tego cyklu zmobilizuje mnie do sięgnięcia po to co było wcześniej? Ciekawe, że w obu seriach autorka stawia właśnie na połączenie psychologii z kryminologią, choć metody swoich bohaterów opisuje w tak różny sposób. Bliższe moim wyobrażeniom jest siedzenie w aktach, choć troszkę teatralne pomysły Meyera na pewno są bardziej widowiskowe, lepiej też wypadają na kartach książki, bo dzięki nim różne elementy lepiej układają się w całość. Po co tłumaczyć na podstawie czego wyciąga się wnioski, skoro można coś odegrać albo sprowokować do reakcji, żeby policjanci którzy są tego świadkami na własne oczy zobaczyli, że to nie żadna czarna magia ani teorie wyssane z palca.
Coś jednak nie do końca mi gra w tej historii.
środa, 5 maja 2021
Nierealne, czyli nie dość że postęp, to jeszcze w spódnicy
I niestety mam wrażenie, że trochę za dużo.
Freda i Zuza online, czyli no i co się stanie jak sobie trochę lat odejmę
A ja już jestem zmęczony tym całym online, że nawet jak coś się trafia do obejrzenia, to czynię to bez większego entuzjazmu. Pewnie na żywo, z reakcjami publiczności i jakąś interakcją, zabawa będzie dużo lepsza.
Magdalena Wołłejko, Lucyna Malec i twórcy spektaklu mieli jednak całkiem fajny pomysł, by w wersji online wykorzystać cały potencjał scenariusza - ich spotkania "z widzami" pokazywane pewnie w spektaklu na ekranie, tu wypadają bardzo naturalnie.
I kto mówi, że w pewnym wieku nie ma już dobrych ról do zagrania? Wystarczy trochę dystansu do siebie, a sympatia widzów gwarantowana.
poniedziałek, 3 maja 2021
Zabawka - Robert Ziębiński, czyli żądze, pieniądze i sekrety
W ciągu krótkiego okresu czasu wpada mi w ręce już trzecia książka tego autora i powiem Wam, że jest ciekawie - każda trochę inna, ale w każdej czuje się umiejętność operowania schematami gatunkowymi, budowania w ciekawy sposób akcji. Niby to rozrywka, a jednak jest coś takiego, co przykuwa uwagę - choćby w tym przypadku wykorzystanie autentycznej sprawy wciągnięcia nastoletniej dziewczyny w chory układ emocjonalny i zrobienie z niej seksualnej zabawki. Ciarki chodzą po plecach gdy czyta się jej pamiętnik, a autor wykorzystał w części autentyczne zapiski.
Jest też druga sprawa sprzed lat, którą wplata w fabułę Ziębiński - zabójstw bezdomnych kobiet, które zdaniem policji układają się w serię. To wszystko zgrabnie połączone, śledzone zarówno od strony jednej z policjantek, a także prywatnych poszukiwań córki jednej z zamordowanych, która odkrywa rodzinne sekrety - oj powiem Wam, że naprawdę to wciąga.
niedziela, 2 maja 2021
Black Mental - Spięty, czyli zrób coś bo samo się nie zrobi

Pomiędzy 1 maja, a świętem konstytucji, w dzień flagi narodowej, coś trochę zaskakującego. Nie to, żeby Spięty mnie zaskoczył, ale być może ktoś spodziewał się, że na blogu będzie wzniośle, świątecznie i patriotycznie. A tu proszę. Gorzko, prześmiewczo i ostro. O nas. O Polakach. O różnych naszych grzeszkach.
Lider Lao Che od dawna mieszał gatunki, ale z zespołem zawsze był trochę bliżej rocka, a tu proszę - dużo elektroniki i rap, prawie wcale nie ma gitary. Oczywiście pewne podobieństwa można dostrzec nie tylko w tylu śpiewania, robienia skocznych melodii podkreślanych dęciakami, do poważnych tekstów. Spięty zawsze miał tendencję do tworzenia albumów konceptualnych, bardzo spójnych jeżeli chodzi o pomysł i przekaz. I tak jest i tu. Razem z klawiszowcem z Lao Che wykorzystali pandemię, by zafundować coś przemyślanego, choć chyba nie aż tak przebojowego jak to co robili z zespołem. Jest ostro, gęsto od zaskakujących zbitek tekstowych (ale za to właśnie Spiętego kochamy), kosmicznie w warstwie muzycznej (może nie aż tak jak u Kamińskiego, ale posłuchajcie choćby NIE MARUDŹ #MeToo).









