czwartek, 13 maja 2021

Rozmowy z przyjaciółmi - Sally Rooney, czyli czego tak naprawdę chcę?

Autorka, której powieść "Normalni ludzie" zrobiła niesamowitą furorę - czy zasługuje na uwagę na tyle, by publikować jej wcześniejsze powieści? Wydawca uznał, że tak, choć pewnie dla wielu "Rozmowy z przyjaciółmi" będą nie tylko słabsze, ale i w pewien sposób powtórką pewnych treści, które znamy już z wydanej później głośnej powieści. To trochę jak wprawka do tematu. Ja już przy lekturze tamtej pozycji miałem spore wątpliwości co do zasadności zachwytów (pisałem o tym tu), choć film trochę wpłynął na podwyższenie moich not co do tego materiału. Nadal jednak nie bardzo potrafię odnaleźć w sobie zgodę na to, by uznać za portret pokolenia, coś co w zasadzie jest bardzo fragmentarycznym spojrzeniem na wąską grupę być może znajomych autorki. Zagubienie w świecie, w którym przychodzi odpowiedzialność, obowiązki - to pewnie byłoby naturalne. Brak umiejętności budowania związków, brak granic, też bym chyba zrozumiał. Ale przedziwne dywagacje na temat podziałów społecznych, konieczności lepszego rozdziału dóbr, w sytuacji gdy stoi za tym przede wszystkim zazdrość, kompleksy i gdy masz możliwość natychmiast z tych krytykowanych dóbr rzucasz się by korzystać (?). Albo zatracanie się w jakiejś relacji, by czerpać z niej ból (?) i karać się za coś, z czego raczej powinno się czerpać radość (?). Nie no nie chwytam tego, nie rozumiem, nie akceptuję. To znaczy wiem, że to możliwe, ale po prostu nie wiem po co takie rzeczy promować, zachwycać się tym i robić na podstawie takich pojedynczych historii wielkie halo, doszukując się szerszych obserwacji i ocen młodego pokolenia. 

środa, 12 maja 2021

Outpost - Dmitry Glughovsky, czyli coś się zbliża

Kurcze, Metra wciąż nie przeczytałem, choć kilkanaście powieści innych autorów z tego uniwersum mam za sobą, Głukhovsky jednak nie jest jednak dla mnie zupełnie nieznany, bo z ciekawością połknąłem już FUTU.RE i jeszcze jakieś krótsze formy. A teraz Outpost. Powracają klimaty, w których ten autor lubi się poruszać, czyli postapokalipsa, tajemnicze zagrożenie, zakręcenie na punkcie filozofii, religii, czy legend, które potem mocno rzutuje na zachowania ludzi. To pytanie o zachowanie się człowieka, o jego wybory, czy moralność w sytuacji ekstremalnej, ciekawi nie tylko pisarzy z nurtu fantastyki, ale tak się trochę przyjęło, że to oni maja palmę pierwszeństwa w straszeniu tym co nas czeka w przyszłości i przestrzeganiu przed błędami.
Tym razem nawet nie do końca dowiemy się o jaką katastrofę chodziło - wiemy, że wybuchł konflikt, jakaś rewolta, w trakcie której użyto broni tak strasznej, że uważa się, iż nic w pełni zdrowego nie mogło po tamtej stronie granicy przetrwać. Rosja praktycznie przestała istnieć, ale wciąż nie brakuje idiotów i marzycieli, którzy snują mrzonki na temat odbudowy imperium. Skoro dano nauczkę buntownikom, to teraz powinni z pokorą wrócić do macierzy, a jak nie to przegna się ich jeszcze dalej. Żeby było śmieszniej to zdaje się ci sami ludzie, którzy stali za tamtą porażką, myślenie w każdym razie pozostało bez zmian.

wtorek, 11 maja 2021

Pakiet biograficzny, czyli Jestem najlepsza. Ja Tonya, Colette i Na śmierć i życie

Z recenzją Klangora czekam na ostatni odcinek, zaczynam przygodę z Mrs America, coś tam pewnie jeszcze wypatrzę, więc mimo mniejszej ilości czasu na oglądanie, notek nie zabraknie. A dziś trzy rzeczy z wątkami biograficznymi. Różne, ale skoro się nazbierały trzy, to nie ma co dłużej czekać.

"Jestem najlepsza. Ja Tonya" ma potencjał przyciągnięcia uwagi widza, bo przecież wszyscy kochamy filmy o sporcie. Tu jednak niewiele będzie samych zmagań sportowych, a więcej jest frustracji, trudnego życia, biedy, kompleksów i zwykłej ludzkiej głupoty. Historia łyżwiarki Tonyi Harding to niełatwa droga na szczyt i jeszcze szybsza droga w dół. Jednak ta druga część nie do końca była jej zasługą - przyczynił się do tego raczej były mąż i jego durny przyjaciel, którzy postanowili wykończyć jej konkurencję. A gdy policja doszła do nich, opinia publiczna natychmiast połączyła z całą sytuacją również i ją. Jak startować w takich warunkach, gdy czujesz, że wszyscy cię obserwują, nie specjalnie myśląc o tym jak tańczysz na lodzie, tylko próbując dojrzeć w tobie okrutną kobietę, która potrafi zlecić skrzywdzenie innego człowieka.

poniedziałek, 10 maja 2021

Koniec świata, umyj okna - Agnieszka Jelonek, czyli powiedz co ci jest

Przedziwna książka. Nie da jej się łatwo zaszufladkować, czy opisywać w kategoriach "podobało się". Bo to trochę tak jak świadectwo kogoś kto opowiada o swoich ciężkich przeżyciach, podsumować "ładnie opowiadałeś". To proza, która raczej ma niepokoić, skłaniać do myślenia, drażnić.
Wejść w skórę, w świat kogoś kto cierpi na ataki paniki. bohaterka próbuje ćwiczyć różne metody radzenia sobie z nimi, przewidywać, obniżać napięcie, ale to wraca czasem w takim nasileniu, że nawet leki nie pomagają.
A im mniej zrozumienia, im mniej wsparcia bliskich, tym jest coraz trudniej. Nagle wszystko inne przestaje mieć znaczenie - praca, pieniądze, dom... Czujesz że świat się wali i nawet złapanie oddechu staje się wyczynem. 

niedziela, 9 maja 2021

Gutek - Stan rzeczy, czyli czego chcesz od życia, mój Królu Złoty

Skoro tak różne klimaty muzyczne ostatnio u mnie, to dorzućmy kolejny, trochę w okolicach reggae. No może nie do końca, bo płyta Gutka bliżej jest popu, ale umiejętnie wykorzystuje różne elementy, a on sam jest kojarzony choćby z wcześniejszymi dokonaniami z Indios Bravos.

Gutek wykorzystał czas pandemii, by wreszcie pokazać swoją bardziej osobistą odsłonę - na płycie nie tylko śpiewa, ale i sam napisał teksty.
Tym razem unika klimatów hiphopowych (a przecież współpracował też choćby z Paktofoniką, Vienio, Pele i innymi). Bliżej za to tu do rockowo-popowych piosenek, które spokojnie mogłyby zabrzmieć w prawie każdym radiu. I może to jest jakiś pomysł na sukces? Wyjść trochę z szufladki artysty alternatywnego i przebić się niczym Piasek czy ostatnio Bednarek do mainstreamu?

sobota, 8 maja 2021

Mank, czyli napisać coś godnego uwagi

"Obywatel Kane". Film legenda. Produkcja, do której można wracać i wciąż na nowo odkrywać. Nie tak dawno w mocny sposób pojawiła się w czytanej książce (Chabon), a teraz powraca w filmie Davida Finchera. I oto kolejna okazja by zerknąć na to co pojawiło się w tegorocznych Oscarach. 

Ten reżyser nie raz już udowadniał, że ma swoją wizję i nie specjalnie przejmuje się oczekiwaniami widzów. I znowu robi film, który nie jest łatwy w odbiorze, dość chaotyczny w warstwie scenariuszowej, rozbudowany, ale przecież w dwie godziny trudno zmieścić wszystko co by się chciało o kimś opowiedzieć. Ale po raz kolejny robi też film, który robi kapitalne wrażenie w dopracowaniu detali, spójności, w atmosferze. A genialna rola Gary’ego Oldmana, wcielającego się w postać Hermana Mankiewicza, stanowi wisienkę na torcie.

piątek, 7 maja 2021

Znikając. Opowieśc drogi - Marek Raganowicz, czyli dotknąć tego co trudno wyjaśnić

Bardzo specyficzna proza - to nie jest reportaż, to nie są wspomnienia, to nie jest rzecz popularyzatorska w sensie rozrywkowym. Raganowicz przeplata migawkowe wspomnienia z przygotowań do wspinaczki, z tego co przeżywa na ścianie, z różnymi spotkaniami z ludźmi, z ich opowieściami, snuje różne rozważania na temat życia swojego i tego co widzi w życiu innych ludzi. Nie jest to więc jedynie opowieść o wspinaczce, o zmaganiu się z własną słabością, z wyzwaniem jakim jest ściana, czy góra. To raczej próba uchwycenia tego co siedzi w głowie i w sercu kogoś, kto choć jest świadomy ryzyka, szuka wciąż kolejnych wyzwań. Nie dla sławy. Dla samego siebie. 

czwartek, 6 maja 2021

New Man, New Songs, Same Shit vol1, czyli pielgrzymka do korzeni

Na horyzoncie podobno nowa płyta Nergala i Johna Portera, czyli druga odsłona projektu Me and That Man, postanowiłem z tej okazji zapuścić sobie jeden z albumów sygnowany tą nazwą. A wybrałem ten, który znam mniej, a na którym Portera zabrakło. Ponieważ zamiast niego pojawiło się jednak sporo innych fajnych gości, wyszło nie mniej ciekawie, choć brzmi to może mniej spójnie niż w pierwszej odsłonie.
Każdy tu bowiem wnosi coś innego, a nawet gospodarz, czyli Nergal wycofuje się jakby na drugi plan. Mamy więc składak sygnowany nazwiskiem, czy też nazwą która zdobyła już jakąś renomę, ale to co dostajemy jest dość różnorodne, tak muzycznie, jak i od strony wokalnej. Oczywiście nazwiska ludziom, którzy słuchają ostrzejszej muzy nie będą brzmiały obco i tu duże brawa dla producentów, choć niestety nawet nie pomogło jakoś wypromować tego materiału za granicą.

Nikt nie musi wiedzieć - Katarzyna Bonda, czyli przewidywalny w swojej nieprzewidywalności

Późno zacząłem przygodę z powieściami Katarzyny Bondy, więc spotkanie z jej pierwszymi książkami, z profilerem (czy też psychologiem śledczym) Hubertem Meyerem wciąż mam przed sobą. Może przeczytanie najnowszej odsłony tego cyklu zmobilizuje mnie do sięgnięcia po to co było wcześniej? Ciekawe, że w obu seriach autorka stawia właśnie na połączenie psychologii z kryminologią, choć metody swoich bohaterów opisuje w tak różny sposób. Bliższe moim wyobrażeniom jest siedzenie w aktach, choć troszkę teatralne pomysły Meyera na pewno są bardziej widowiskowe, lepiej też wypadają na kartach książki, bo dzięki nim różne elementy lepiej układają się w całość. Po co tłumaczyć na podstawie czego wyciąga się wnioski, skoro można coś odegrać albo sprowokować do reakcji, żeby policjanci którzy są tego świadkami na własne oczy zobaczyli, że to nie żadna czarna magia ani teorie wyssane z palca.
Coś jednak nie do końca mi gra w tej historii.

środa, 5 maja 2021

Nierealne, czyli nie dość że postęp, to jeszcze w spódnicy

Co prawda jestem dopiero w połowie serialu, ale chyba już nie czekam na ostatnie odcinki, tylko wrzucam notkę od razu. Wiktoriańska Anglia nie po raz pierwszy kusi, by w jej realiach zapodać historię, która ma w sobie więcej współczesności niż historii. Tu wymieszano tyle elementów znanych z innych produkcji, że trudno powiedzieć co jest w niej super oryginalnego. Super moce i dzieci "ze skazami" odrzucane przez społeczeństwo? A może mieszanka pięknych sukni, kostiumów i technologii, wynalazków, które pojawią się dopiero za czas jakiś? Steampunk, kryminał, walka z nieznanymi mrocznymi siłami, no i dorzućmy jeszcze sile akcenty feministyczne, bo większość pozytywnych postaci to kobiety lub dziewczynki. Sporo tego.
I niestety mam wrażenie, że trochę za dużo.

Freda i Zuza online, czyli no i co się stanie jak sobie trochę lat odejmę

Na powrót teatrów na żywo wciąż musimy czekać, bo ktoś uznał, że galerie handlowe są bezpieczne, a placówki kulturalne są siedliskiem wirusa...
A ja już jestem zmęczony tym całym online, że nawet jak coś się trafia do obejrzenia, to czynię to bez większego entuzjazmu. Pewnie na żywo, z reakcjami publiczności i jakąś interakcją, zabawa będzie dużo lepsza.
Magdalena Wołłejko, Lucyna Malec i twórcy spektaklu mieli jednak całkiem fajny pomysł, by w wersji online wykorzystać cały potencjał scenariusza - ich spotkania "z widzami" pokazywane pewnie w spektaklu na ekranie, tu wypadają bardzo naturalnie.
I kto mówi, że w pewnym wieku nie ma już dobrych ról do zagrania? Wystarczy trochę dystansu do siebie, a sympatia widzów gwarantowana.

poniedziałek, 3 maja 2021

Zabawka - Robert Ziębiński, czyli żądze, pieniądze i sekrety

W ciągu krótkiego okresu czasu wpada mi w ręce już trzecia książka tego autora i powiem Wam, że jest ciekawie - każda trochę inna, ale w każdej czuje się umiejętność operowania schematami gatunkowymi, budowania w ciekawy sposób akcji. Niby to rozrywka, a jednak jest coś takiego, co przykuwa uwagę - choćby w tym przypadku wykorzystanie autentycznej sprawy wciągnięcia nastoletniej dziewczyny w chory układ emocjonalny i zrobienie z niej seksualnej zabawki. Ciarki chodzą po plecach gdy czyta się jej pamiętnik, a autor wykorzystał w części autentyczne zapiski.
Jest też druga sprawa sprzed lat, którą wplata w fabułę Ziębiński - zabójstw bezdomnych kobiet, które zdaniem policji układają się w serię. To wszystko zgrabnie połączone, śledzone zarówno od strony jednej z policjantek, a także prywatnych poszukiwań córki jednej z zamordowanych, która odkrywa rodzinne sekrety - oj powiem Wam, że naprawdę to wciąga.

niedziela, 2 maja 2021

Black Mental - Spięty, czyli zrób coś bo samo się nie zrobi

Pomiędzy 1 maja, a świętem konstytucji, w dzień flagi narodowej, coś trochę zaskakującego. Nie to, żeby Spięty mnie zaskoczył, ale być może ktoś spodziewał się, że na blogu będzie wzniośle, świątecznie i patriotycznie. A tu proszę. Gorzko, prześmiewczo i ostro. O nas. O Polakach. O różnych naszych grzeszkach.
Lider Lao Che od dawna mieszał gatunki, ale z zespołem zawsze był trochę bliżej rocka, a tu proszę - dużo elektroniki i rap, prawie wcale nie ma gitary. Oczywiście pewne podobieństwa można dostrzec nie tylko w tylu śpiewania, robienia skocznych melodii podkreślanych dęciakami, do poważnych tekstów. Spięty zawsze miał tendencję do tworzenia albumów konceptualnych, bardzo spójnych jeżeli chodzi o pomysł i przekaz. I tak jest i tu. Razem z klawiszowcem z Lao Che wykorzystali pandemię, by zafundować coś przemyślanego, choć chyba nie aż tak przebojowego jak to co robili z zespołem. Jest ostro, gęsto od zaskakujących zbitek tekstowych (ale za to właśnie Spiętego kochamy), kosmicznie w warstwie muzycznej (może nie aż tak jak u Kamińskiego, ale posłuchajcie choćby NIE MARUDŹ #MeToo).