
Jeżeli jeszcze nie zwróciliście uwagi na ten konkurs, to macie teraz okazję -
dwa reportaże do wyboru (w tym to o czym piszę dziś).
Podczas lektury książki Olivera Bullougha przychodziła do mnie refleksja, czy podobnego tekstu nie można by było napisać o naszym kraju. W końcu pewne cechy charakteru mamy wspólne i jak pokazuje zresztą autor, część historii też przecież się pokrywa. Reporter Reutersa jako punkt wyjścia wziął wszechobecny w Rosji zwyczaj picia alkoholu, a przecież niestety i u nas pije się bardzo dużo i w równie destrukcyjny sposób. Nawet populacja w obu krajach spada podobnie.
Czy pijemy z takich samych powodów jak Rosjanie? Jak się piło 50 lat temu, a jak teraz? Czym dla duszy słowiańskiej jest alkohol, że gdy próbuje się nam go odebrać, władza może natychmiast spodziewać się ostrych protestów albo potężnego czarnego rynku? Bullough napisał tylko o Rosji, ale to może i lepiej, bo dla nas dzięki temu może jest ciekawiej. I tak mamy wrażenie, że próbując przybliżyć to jak wyglądał ustrój komunistyczny, powtarza rzeczy dla nas oczywiste, że jest to pisane pod czytelnika zachodniego, który może niekoniecznie wie co działo się za żelazną kurtyną. Gdyby tak jeszcze próbował pisać o Polsce, moglibyśmy pewnie ziewać z nudów. Pisząc o Rosji znalazł jednak ciekawy pomysł, aby czytelnika nie znużyć - przewodnikiem bowiem uczynił realną i chyba nawet u nas mało znaną postać: prawosławnego kapłana, który z odwagą zaczął mówić m.in. o problemie: Dmitrija Dutko. Śledząc jego drogę do powołania, pierwsze doświadczenia łagru, kazania wygłaszane z pasją i gromadzenie przy nim ludzi, przechodzimy jednocześnie przez kolejne etapy zaostrzania lub łagodzenia polityki państwa wobec Kościoła. Oczywiste jednak było, że ktoś kto nawołuje do wstrzemięźliwości, twierdzi, iż alkohol wywołuje masę problemów, nie będzie dla władzy wygodny. W Związku Radzieckim problemów być nie mogło, bo przecież wszystkie komunizm miał rozwiązać. A już na pewno rządzący nie mogli sobie pozwolić, by wokół duchownego gromadziły się tłumy, które chcą go słuchać i nie daj Boże naśladować.