sobota, 13 sierpnia 2016

Tomek Lipiński unplugged, czyli gdzie ci buntownicy

Ciekawa sprawa - Art Festiwal, który trwa przez kilka tygodni sierpnia, to okazja do darmowych koncertów, dobrze nagłośnionych, pogoda też dopisała, miejsce fajne... I co? Wśród publiki przeważają emeryci, którzy chyba nawet nie wiedzą na kogo tu przyszli. Co chwila dojeżdża na rowerku ktoś z młodszych pokoleń, ale raczej też tylko na chwilę, by spotkać się ze znajomymi, postać parę minut. Organizatorzy też jakoś niespecjalnie przygotowali się na koncert jednej z legend rocka, rozstawiając praktycznie do samej sceny krzesełka. Dziwnie się uczestniczy w takim koncercie. 
Nawet Tomek Lipiński chyba nieswojo czuł się w takich warunkach, bo zaczął od niedokończonego żartu, że muzyka buntu sprzed lat 30-40, dziś słuchana jest głównie przez powoli wymierające pokolenie.

piątek, 12 sierpnia 2016

SŁOWOtoki, czyli staramy się być tak nowocześni, że sami się w tym gubimy

Do napisania o tej płycie zainspirował mnie fakt iż zbliża się kolejny koncert z tym przedziwnym projektem słowo-muzycznym, a to wspaniała okazja nie tylko do tego, by usłyszeć materiał na żywo, ale wraz z biletem otrzymać również i płytę! A tak! Kto inny tak robi?
Szczegóły tu
SŁOWOtoki to projekt zaskakujący - wpadający w ucho, ale i trochę drażniący. Z założenia też chyba trochę taki miał być. Rymowane teksty, fajne melodie, powodują, że to mogą być potencjalne przeboje nucone w autach i w pracy, ale sama ich treść raczej do tego nie skłania, chyba, że ktoś lubi zwracać na siebie uwagę. Bawią tu rymowane i zaskakujące zestawienia słów, skojarzeń, nie zawsze tworzących jakąś sensowną całość, chwilami drażnią powtarzalnością, ale i jakoś zostają w głowie. Może dzięki temu trochę zastanowimy się nad tym ile z tego nowoczesnego słownictwa sami już przyswoiliśmy i stosujemy. Dziś człowiek żyje tym co modne, a mody trwają czasem bardzo krótko... Potrzeba, by być "na czasie" ze wszystkim potrafi być więc bardzo męcząca.
I o tym m.in. są te teksty.

czwartek, 11 sierpnia 2016

Śledztwo, czyli krótki metraż też warto oglądać

Ponad rok temu pisałem o tym filmie, gdy był jeszcze na etapie produkcji i jego twórcy szukali wsparcia do jego ukończenia. Dziś nie tylko jest gotowy, jako praca dyplomowa został oceniony bardzo dobrze, ale w dodatku zakwalifikował się do projekcji na kilku festiwalach zagranicznych i otrzymał statuetkę American Film Award w Nowym Yorku, wygrywając prestiżowy konkurs w kategorii student film. Niedługo pewnie również polska premiera więc rozglądajcie się za nim i trzymajcie kciuki za jego twórców. Warto wspierać młodych, którzy szukają jakichś własnych, oryginalnych form wypowiedzi. Początkowy pomysł, na adaptację "Śledztwa" Stanisława Lema, został mocno zmieniony i choć jakaś inspiracja pozostała i można by go potraktować jako kryminalną, groteskową opowieść trochę w klimatach Sci-Fi, to zakończenie sprawia, że zaczynamy trochę inaczej patrzeć na całą historię, doszukiwać się w niej symboliki, a nie tylko żartu i zabawy.
Jak to jest gdy znika z twojego otoczenia ktoś bliski, kogo znałeś przez lata, a potem nagle kontakt się urywa i nie wiesz co się z nim dzieje? To pytanie w filmie rozpoczyna całą intrygę i tytułowe śledztwo, ale może warto je zadać również trochę bardziej serio - bez ufo, psychopatów i wszystkich tajemniczych czynników. Jak mogły by wyglądać nasze dalsze relacje, nasze kontakty, gdyby oni nie znikli?

środa, 10 sierpnia 2016

Śmietanka towarzyska, czyli czytając scenariusze łatwo uwierzyć w szczęśliwe zakończenie


Znowu zaczynam oglądać trochę więcej, chyba kryzys z brakiem czasu na razie już za mną. Zabieram się więc za odgruzowanie szkiców notek. Na początek Woody Allen. Ja mam słabość do tego faceta. Nawet jeżeli nie zgadzam się na nazywanie jego ostatnich filmów komediami, nie śmieję się na nich w głos, to i tak lubię je za tą dziwną ironię, za talent do opowiadania o sprawach męsko damskich ze zgryźliwością, ale jednocześnie z odrobiną romantyzmu. On śmieje się z naszych złudzeń, marzeń o szczęśliwej miłości, ale i często kończy swoje filmy mrugnięciem oka, jakby mówił: czymże jednak byłoby życie bez takich złudzeń i marzeń...

O najnowszym filmie Allena napisano już sporo i choć trochę mnie dziwią zachwyty i nazywanie tej urokliwej ramotki czymś świeżym, zaskakującym, to wcale nie żałuję seansu i wszystkich tych, którzy wiedzą czego po tym reżyserze się spodziewać, zachęcam, żeby do kina się wybrali. Obsada może i ciekawsza w tle, a nie na pierwszym planie, ale u Allena raczej liczą się dialogi - to w nich leży większość uroku jego filmów.

Ostatni Rosjanin. Jak ocalić ginący naród? - Oliver Bullough, czyli słuchać ludzi, wzywać do zgody, mobilizować do przemiany

Jeżeli jeszcze nie zwróciliście uwagi na ten konkurs, to macie teraz okazję - dwa reportaże do wyboru (w tym to o czym piszę dziś).
Podczas lektury książki Olivera Bullougha przychodziła do mnie refleksja, czy podobnego tekstu nie można by było napisać o naszym kraju. W końcu pewne cechy charakteru mamy wspólne i jak pokazuje zresztą autor, część historii też przecież się pokrywa. Reporter Reutersa jako punkt wyjścia wziął wszechobecny w Rosji zwyczaj picia alkoholu, a przecież niestety i u nas pije się bardzo dużo i w równie destrukcyjny sposób. Nawet populacja w obu krajach spada podobnie.
Czy pijemy z takich samych powodów jak Rosjanie? Jak się piło 50 lat temu, a jak teraz? Czym dla duszy słowiańskiej jest alkohol, że gdy próbuje się nam go odebrać, władza może natychmiast spodziewać się ostrych protestów albo potężnego czarnego rynku? Bullough napisał tylko o Rosji, ale to może i lepiej, bo dla nas dzięki temu może jest ciekawiej. I tak mamy wrażenie, że próbując przybliżyć to jak wyglądał ustrój komunistyczny, powtarza rzeczy dla nas oczywiste, że jest to pisane pod czytelnika zachodniego, który może niekoniecznie wie co działo się za żelazną kurtyną. Gdyby tak jeszcze próbował pisać o Polsce, moglibyśmy pewnie ziewać z nudów. Pisząc o Rosji znalazł jednak ciekawy pomysł, aby czytelnika nie znużyć - przewodnikiem bowiem uczynił realną i chyba nawet u nas mało znaną postać: prawosławnego kapłana, który z odwagą zaczął mówić m.in. o problemie: Dmitrija Dutko. Śledząc jego drogę do powołania, pierwsze doświadczenia łagru, kazania wygłaszane z pasją i gromadzenie przy nim ludzi, przechodzimy jednocześnie przez kolejne etapy zaostrzania lub łagodzenia polityki państwa wobec Kościoła. Oczywiste jednak było, że ktoś kto nawołuje do wstrzemięźliwości, twierdzi, iż alkohol wywołuje masę problemów, nie będzie dla władzy wygodny. W Związku Radzieckim problemów być nie mogło, bo przecież wszystkie komunizm miał rozwiązać. A już na pewno rządzący nie mogli sobie pozwolić, by wokół duchownego gromadziły się tłumy, które chcą go słuchać i nie daj Boże naśladować.  

wtorek, 9 sierpnia 2016

Escape room - podejście drugie, czyli małe porównanie

 Pamiętacie moją notkę sprzed roku, gdy po raz pierwszy udałem się do Escape Room? Zabawa była świetna, potem jeszcze raz korzystałem z oferty tej samej firmy, choć w innym miejscu, ale córka ze znajomymi znalazła coś innego i tym razem zaciągnęła nas do Escaperooms. To firma, która wystartowała na Pomorzu, a teraz ma już też swoje pokoje w Warszawie. Zapytacie po co drugi raz piszę o tym samym, skoro zdradzać i tak zbyt wiele nie mogę... Ano postanowiłem po dzisiejszym wieczorze dokonać małego porównania, bo różnice są spore. Przy tej ilości pokoi i firm, być może moja notka przyda się nie tylko Warszawiakom, ale i przyjezdnym. Warto wybierać sprawdzając opinie, a nie sugerując się jedynie ceną - ta przyznaję jest niższa w firmie, w której byliśmy dziś.
A detale?

Pamiętnik z przyszłości - Cecelia Ahern, czyli jesteś ciekaw co wydarzy się jutro?

Człowiek sobie może planować wieczór, a potem i tak gucio z tego... Ale nic to, może do końca miesiąca nadrobię zaległą notkę. Na razie, w oczekiwaniu na trochę poważniejsze rzeczy (też czytam), coś podebranego od córki. Coraz bardziej rozbudowuje swoją biblioteczkę, nieregularnie skrobie coś na swojego bloga, a kierunki jej zainteresować są dwa: romansidła, ale nie łzawe, tylko takie bardziej z humorem, no i fantasy. Ciekawe, bo przecież "Pamiętnik z przyszłości" nie jest ani jednym, ani drugim. Może to kwestia nazwiska autorki, kojarząca jej się z "P.S. Kocham Cię", która jej się podobała. A teraz okazuje się, że sięga po inne rzeczy, a ten tytuł mimo, że o niego prosiła, czeka... Sięgnąłem więc ja.

Stwierdzam, że rzeczywiście to książka raczej dla młodych dziewczyn, które pewnie lepiej niż ja utożsamią się z bohaterką i jej rozedrganymi emocjami. Od wściekłości, po smutek, od flirtowania po załamywanie rąk jaka to jestem beznadziejna. Jak się ma szesnaście, czy tam w ogóle naście lat, na świat chyba patrzy się trochę inaczej. Bardziej emocjonalnie.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Nadejdą lepsze czasy, czyli nie przestawaj marzyć



Wczoraj kajaki, zamek i wieczór planszówek, więc i czasu nie było na notki. To dziś za to aż dwie. I wciąż przestawiam sobie nie tylko książki na stosie, ale i kolejność tego o czym bym chciał pisać. Na razie wśród filmów na czele: Mada Max i Woody Allen. Do środy pewnie pojawią się obie. 
A dziś dokument. Niby wcale nie jakiś nadzwyczajny jeżeli chodzi o temat, zdjęcia itp. Ale wyjątkowy ze względu na więź jaka ewidentnie zrodziła się między twórczynią, a bohaterką. To się czuje i dlatego też zupełnie inaczej się ogląda tą historię. Dodajmy jeszcze: dziejącą się przez blisko 15 lat. Bez wielkich funduszy, ekipy, itp. Kamera i człowiek, który opowiada o swoim życiu. Towarzyszymy mu prawie we wszystkim, bez jakiegoś udawania. Reżyserka staje się jakby zaprzyjaźnioną osobą, częścią tego środowiska.

piątek, 5 sierpnia 2016

Niesamowity świat April, czyli oldschoolowe i właśnie dzięki temu ma urok


Chyba naprawdę przekonam się do komiksów - stara się o to od jakiegoś czasu Piotrek podrzucając mi to i owo, ale najczęściej to rzeczy mało komercyjne. A tu odkrywam rzecz jak najbardziej rozrywkową, ale z takim fajnym klimatem, że sama w sobie już by mnie zainteresowała. Ale powiem Wam, że przeniesienie tej historii, z jej detalami, z tą fajną kreską, na ekran, pozwala ją docenić jeszcze pełniej.

niesamowity_swiat_april_
To właśnie wizja Paryża lat 50 XX wieku, ale w alternatywnej rzeczywistości jest tu najciekawsza. Oto świat, w którym nie doszło do wojny Francji i Prus w roku 1870, nadal rządzi więc dynastia Napoleona. Dużo ciekawsze jest jednak to, że na świecie od dłuższego czas znikają tam wszyscy naukowcy, świat więc wcale nie przeżył rewolucji technologicznej, a przynajmniej nie w tak szybki sposób. Wszystko nadal oparte jest na węglu i maszynach parowych, zanieczyszczenia powietrza są coraz bardziej dotkliwe, ludzie żyją trochę jakby nadal w poprzednim stuleciu. A mimo to, w tej wizji nie brak fantastycznych pomysłów, które mają w sobie dużo uroku. Plastycznie - naprawdę świetne!

czwartek, 4 sierpnia 2016

Tatulo - Joyce Carol Oates, czyli zęby zacisnąć i doczytać do końca


Gdy odbierałem z biblioteki książkę wybraną przez moje drogie koleżanki jako lekturę na DKK, usłyszałem, że tym razem to coś dla ludzi o mocnych nerwach. I coś w tym jest. Trudno bowiem czytać na chłodno, na spokojnie o rzeczach bolesnych, okrutnych, gdy wydaje się, że autorkę bardziej interesuje mroczna strona psychiki sprawcy, niż empatia dla ofiary. Ta ostatnia i owszem, jest dla pisarki ciekawa, ale raczej po to by pokazać bezradność, przywiązanie do oprawcy, zagubienie. A ty czytelniku zgrzytaj zębami, zaciskaj pięści i klnij. Możesz pomarzyć o dobrym zakończeniu, w którym wszystkie krzywdy można zaleczyć, traumę zapomnieć.
Pod tym względem ta lektura jest naprawdę niełatwa. Nawet jeżeli czytać o takich historiach, to jakoś cały czas jesteś z ofiarą, wiesz, że cierpi fizycznie, ale broni się psychicznie, że kombinuje by się uwolnić. A tu tego nie ma. Dzięki temu jesteśmy dalsi może od szczęśliwych bajek, ale bliżsi prawdy i zrozumienia skomplikowanych mechanizmów jakie wiążą się z porwaniem i długoletnim przetrzymywaniem. Szczególnie jeżeli ofiarą jest małe dziecko.

środa, 3 sierpnia 2016

Wróg, czyli przeciwieństwa, podobieństwa


Miał być wpis o książce, ale jakoś bardziej ciągnie mnie do lektury, którą kończę (Tatulo), niż do pisania o rzeczach już czytanych. Będzie więc o kolejnym filmie. A jutro może teatr, bo Włodek zabiera mnie do Polonii.
Na początek może jednak jeszcze mała zaległość: Pojawiła się notka o Terminator: Genisys
A dziś Denis Villeneuve. Facet, który już parę razy mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Najpierw wstrząsnął "Pogorzeliskiem", potem był ciekawy "Labirynt" i ubiegłoroczne "Sicario". Za każdym razem jest inaczej. I "Wróg" też jest zupełnie inny. Dziwny. Przypominający trochę dawne filmy Polańskiego o rodzącej się paranoi, obsesji, jakichś psychicznych fiksacjach. I mimo monotonii, jaka w nim jest, pewnej zagadkowości, warto go obejrzeć, bo znowu udało się reżyserowi coś nietuzinkowego.

wtorek, 2 sierpnia 2016

Chevalier, czyli kto ma większego


Po obejrzeniu "Kła" powinienem chyba bardzo ostrożnie podchodzić do kina greckiego, ale w końcu tak rzadko mamy okazję je oglądać w naszych kinach. Eksperymentuję więc po raz drugi. Znowu jest dziwnie, ale na szczęście nie ma już takiego szoku jak poprzednio. Dostajemy coś, co trochę przypomina w wymowie nasz "Testosteron", tyle, że jest dużo mniej dialogów, tekstu, a wszystko rozgrywa się trochę w sferze niedopowiedzeń. 
Sześciu mężczyzn na luksusowym jachcie - łowią ryby, nurkują - pełen relaks, ale chyba trochę zaczyna im się nudzić. Przecież wieczorami, po dobrej kolacji trzeba wymyślać sobie jakieś rozrywki (Polacy pewnie by pili do upadłego), więc wymyślają sobie różne gry słowne i psychozabawy. Jedna z nich okazuje się, że zmienia między nimi wszystko. 

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Koncert. Historie, czyli Powstanie widziane trochę inaczej


Już któryś raz z kolei jesteśmy w Muzeum Powstania na koncertach, które przygotowywane są we współpracy z różnymi artystami. Bywało już ostro, była twórczość powstańcza w zupełnie nowych odsłonach, ale dyrekcja jak widać wciąż szuka nowych pomysłów, aby w kolejne rocznice przygotować coś nowego.Tym razem wspomnienia powstańców zostały wzięte na warsztat przez Smolika, który wraz z Natalią Grosiak i Miuoshem przygotował materiał na płytę i koncert. Jest na pewno trochę inaczej, bo po raz pierwszy tak mocno na pierwszy plan w tekstach wysuwa się nie tylko samo Powstanie, ale również to wszystko co po nim, jak ułożyły się losy tych, którzy przeżyli.I na koncercie wybrzmiało to jeszcze mocniej, bo między utworami puszczono fragmenty rozmów z osobami, które stały się inspiracją do nagrań, czytano fragmenty ich refleksji. Obok słów o tym, że Powstania nie można było uniknąć, że wszyscy na nie czekali, usłyszeć też można było złorzeczenie na ten rozkaz, który pochłonął tyle ofiar, wątpliwości. Przyznam, że nawet zakręciła mi się łezka w oczach gdy wybrzmiała historia dwojga ludzi, którzy nawet myśleli o ślubie, rozłączyły ich wydarzenia roku 1944, a spotkali się znowu dopiero po kolejnych ponad 50 latach. Ich marzenie o wspólnym życiu zrealizowane po tak długim czasie...
Oto płyta "Historie".