piątek, 31 lipca 2015

Room Escape, czyli uwaga wciąga

Pisałem już notki, które trochę odbiegały od profilu bloga - nie były ani o książkach, ani o płytach, ani też od filmach. Były wyjazdy, były planszówki, ale czegoś takiego jeszcze nie było.
Zastanawiam się tylko jak napisać Wam relację i zachęcić Was do poszukiwań tej zabawy w swoim mieście, jednocześnie nie zdradzając zbyt wielu szczegółów dotyczących tego co nas spotkało w trakcie rozgrywki.


Poszukując różnych pomysłów na "wakacje w mieście" dla nastolatek jakie mam w domu, znalazłem pierwsze informacje o modzie na pokoje zagadek i m.in. tę stronkę. Myślę sobie - może być fajnie, więc niewiele myśląc zrobiłem rezerwację, konsultując jedynie telefonicznie czy są jakieś ograniczenia wiekowe (np. jeżeli chodzi o trudność zagadek). A potem? Niby człowiek coś tam doczyta, żeby wiedzieć czego się spodziewać, ale na miejscu i tak jest trochę niespodzianek.

Na czym polega zabawa.
W skrócie: drużyna zostaje zamknięta w pokoju (maksymalnie 5 osób) i dostaje 60 minut na rozwiązanie szeregu łamigłówek i zadań, które łącząc się ze sobą, prowadzą ich do finału i wyjścia z pokoju. Czasem się nie udaje, ale zwykle ten czas okazuje się wystarczający, zresztą jeżeli pojawia się kłopot, organizatorzy podsuwają wskazówki. Brzmi mało skomplikowanie? Uwierzcie, że od momentu wejścia nawet na moment nie siadła energia i zainteresowanie (co najwyżej motywacja, że długo czegoś nie mogliśmy rozgryźć).



Pokoje są budowane wokół różnych tematów (my mieliśmy Indianę Jonesa), więc nawet jeżeli było się w jednym, następny będzie takim samym albo i trudniejszym wyzwaniem. I to jest świetne!
Trzeba naprawdę nieźle się nakombinować, współpracować, być uważnym, bo różnych przedmiotów, skrytek, zadań, kłódek do otwarcia, zagadek do rozgryzienia jest naprawdę sporo. Raz szło nam lepiej, a chwilami jakby jakieś zaćmienie na nas spadało... ale daliśmy radę! Drzwi udało się otworzyć na półtorej minuty przed końcem! Drużyna okazała się zwycięska i chyba wszyscy już kombinujemy jak by tu (i kiedy) wybrać się ponownie.
Duża frajda, adrenalina i satysfakcja!
Polecam po prostu wszystkim gorąco. Można nawet z dzieciakami (przydzielając im np. zadanie poszukiwania drobiazgów albo dyskutując o wskazówkach).

Idea zabawy Real Life Escape Games została zaczerpnięta z gier komputerowych, ale uwierzcie nic nie daje tyle emocji co zabawa z grupą przyjaciół na żywo.
W Warszawie tego typu miejsc jest już kilka, ale póki co jesteśmy pewni - zarówno atmosferę, profesjonalizm i serdeczność "opiekuna", jak i sam pokój oceniamy na tyle wysoko (wart tej ceny), że wracamy po kolejną dawkę tajemnicy, zagadek i zabawy, właśnie do firmy Room Escape. Miejsce może niepozorne, ale wewnątrz wszystko dopracowane na maksa.

Podczas wyprawy etnograficznej, z dala od cywilizacji, gdzieś daleko w dżungli, wpadliście w śmiertelną pułapkę. Jesteście zamknięci w starożytnym grobowcu, który eksplorowaliście. Okazuje się, że nie Wy pierwsi tu trafiliście, ale być może jako piersi wydostaniecie się na zewnątrz. Musicie użyć całej swojej wiedzy i sprytu, odwołać się do pierwotnych instynktów, zasad i logiki, aby odnaleźć drogę do wolności…
A oto śmiałkowie, którym się udało :)



3 komentarze:

  1. Ha, nigdy wcześniej nie słyszałam o tym, ale naprawdę świetne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze nie odwiedziłem, ale mam kilka room escape u siebie w Bydgoszczy. Jedyny problem to taki, że podejrzewam iż 2 i 6 latek się zanudzi :) (chyba, że znajdą jakieś niekonwencjonalne rozwiązania! Na przykład przegryzą ścianę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z 2 latkiem bez szans, ale może z 6 latkiem prędzej. Ale na pewno oczy wokół głowy podwójnie

      Usuń