sobota, 16 listopada 2019

Happy now?, czyli co to jest szczeście?

Autorka Lucinda Coxon napisała utwór dramatyczny, niekoniecznie odkrywczy w treści ani nowatorski, może jedynie z aspiracjami, aby przedstawić pierwsze pokolenie 30-40-latków XXI w. , ludzi z nosami w telefonach, poradników wszelkiej maści i „Seksu w wielkim mieście” będących w wiecznej pogoni za szczęściem. Utwór o ludziach, takich co to już coś osiągnęli w życiu, mają – całkiem przyzwoitą – stabilizację, dobrą pracę, podchowane dzieci. I są nieszczęśliwi, wiecznie zawieszeni między realiami życia codziennego i marzeniami, którym się wydaje, że u sąsiada trawa zawsze bardziej zielona.

Ten utwór reżyser Adam Sejnuk obsadził świetnymi aktorami, zaakcentował po swojemu i wyszła całkiem dobra, inteligentna sztuka o relacjach damsko-męskich, o dążeniu do szczęścia we współczesnym świecie. A wszystko to zaprawione ironią i sarkazmem.


Happy now?

czwartek, 14 listopada 2019

Zombie fest - Dariusz Dusza, czyli witajcie w Truposzewie

Wczoraj Kazik Staszewski i Kult, to dziś drugi dinozaur sceny alternatywnej. Nie wiadomo czy bardziej znany z własnej działalności muzycznej (Śmierć Kliniczna, Absurd, Redakcja), czy z tekstów, które pisze dla innych (Shakin' Dudi, Dżem, Bracia i wielu innych) Dariusz Dusza zaprasza nas w podróż do połowy lat 80, gdy on i jego wielu kolegów debiutowało na scenie. Jarocin, nagrywanie koncertów na kasety, wysyp zespołów, które szukały miejsc do grania, nawet gdy specjalnie nie mieli na czym, ani też nie umieli za bardzo. Liczył się ten zew wolności jaki wiązał się z muzyką, protest w którym była wściekłość na otaczającą rzeczywistość, której starzy nie rozumieli. A młodzi za to świetnie odnajdywali się w tych tekstach i to niezależnie od tego czy pochodzili z dobrych domów, czy też z szarości bloków i pensji, która na nic nie wystarczała.
Pierwsze koncerty, wyjazdy z namiotem na festiwal, urywanie się z domu, nastoletnie miłości, fascynacje, tanie wina i inne, nie mniej skuteczne sposoby na zmienianie sobie nastroju :) PRL był szary i smutny, a oni potrafili stworzyć sobie przestrzeń pełną kolorów i wolności. Tylko zaraz, co w tym wszystkim robią zombie?

środa, 13 listopada 2019

Kult, czyli bez publiki by nie istnieli

Oficjalna premiera zdaje się, że 20 listopada, w najbliższą sobotę niezawodne kino Atlantic robi pokaz przedpremierowy, a ja po seansie zastanawiam się kiedy iść drugi raz. Z góry jednak uprzedzam, że nie jestem obiektywny, bo Kultu słucham prawie od początku, czyli gdzieś tam od połowy lat 80. Każdy ich koncert jest dla mnie ogromną frajdą i chyba jako jedni z nielicznych potrafią sprawić, że mam ochotę rzucić się w kocioł pod sceną. Ten film dla mnie i dla fanów jest więc dużą przyjemnością, choć nie ukrywam, że pewnie również trochę i rozczarowaniem. Chciałoby się bowiem więcej! Więcej muzyki, więcej trochę bardziej poważnych tekstów, pociągnięcia za język... Dostajemy rzadką okazję zajrzenia za kulisy, przyglądania się muzykom w chwilach prywatnych, nie wszystko jednak jest równie interesujące i aż zdziwiony jestem, że w montażu nikt nie zadbał o usunięcie dłużyzn i rzeczy mało istotnych. 

wtorek, 12 listopada 2019

Arktyka, czyli powieje chłodem

Notatnikkulturalny.pl żyje, choć na pewno z mniejszą intensywnością. Zaglądajcie tam choćby po to, by zobaczyć zdjęcia Ewy, ale i wpisy innych, jest dużo barwniej, niż moje na szybko pisane i siermiężne teksty. Z blogspotem jednak żal mi się rozstawać, dziś zerknąłem i ze zdumieniem odkryłem, że łącznie ze szkicami mam już 3333 notki. Póki sił starczy będę więc ciągnął dalej. Czasem znajdziecie tu rzeczy, które mnie porwały, ale i wiele wpisów, gdy zdarza mi się marudzić, nawet ostrzegać, robię te zapiski aby samemu za kilka lat móc odwołać się do swoich emocji, może odkryć coś nowego...
Dziś film.

Lubię Madsa Mikkelsena. I tym oświadczeniem w sumie mógłbym zakończyć notkę o "Arktyce". Bo głównie fakt iż go lubię, pozwolił mi wytrwać do końca.

poniedziałek, 11 listopada 2019

Becoming. Moja historia - Michelle Obama, czyli odtrutka na rzeczywistość jaka mnie otacza

Skusiła mnie okładka – uśmiechnięta czarnoskóra Pierwsza Dama Ameryki. I to uśmiechnięta szczerze. Dobrze, że sięgnęłam po tę pozycję. To odtrutka na to co się dzieje ostatnio w polityce już nawet nie tylko w naszym kraju, ale co zaczyna się dziać w innych rejonach świata – sztuczne podziały społeczeństw, brak tolerancji dla innej religii, innego koloru skóry, innej tożsamości, innej orientacji seksualnej, innego pojmowania świata. I nagle odkrywasz, że gdzieś tam, w dalekiej Ameryce znalazła się kobieta, która ma inny kolor skóry, jest lepiej wykształcona od Ciebie, dużo młodsza, przeszła inną drogę życiową, jest innej wiary… a jednak świat widzi podobnie jak ty. Balsam na duszę i dużo pozytywnej energii.

Kyś, czyli Moskwa, 200 lat później



MaGa: Jako osoba mocno stąpająca po ziemi trochę nieufnie podchodzę do utworów z gatunku science fiction, nie czuję się dobrze z ich niemal zawsze katastroficzną wizją świata. Choć z drugiej strony wszystko wskazuje na to, że jak ćmy do światła tak ludzkość dąży do samozagłady. A potem może być „kyś-kyś”.
R.: Przyznaję, że ja też, odczuwając spore zmęczenie po kilkudniowej konferencji i trasie za kółkiem przed spektaklem, chwilami czułem się zagubiony, ale w tej dystopii było całkiem sporo realizmu.
MaGa: Po ponad dwustu latach, po jakimś wielkim wybuchu (katastrofa atomowa?) z Moskwy zostaje niewielki teren i garstka ludzi, która go przeżyła. Katastrofa zniszczyła znane nam osiągnięcia cywilizacyjne i cofnęła ludzkość kilka wieków wstecz. Obecnie tworzy się nowa rzeczywistość i nowe ludzkie dysproporcje. Tylko czy one są nowe?

niedziela, 10 listopada 2019

Pectus - Kobiety/Młynarski, czyli panie są siłą tego krążka

Na dniach ukazuje się płyta zespołu Pectus, który wraca do pomysłu sprzed kilku lat, ofiarowując słuchaczom zestaw piosenek z różnymi piosenkarkami. Tym razem jednak cały krążek wypełniają teksty Wojciecha Młynarskiego, raczej te zapomniane i mniej znane. Jak zabrzmią?
No cóż, muszę przyznać, że dla mnie pop w większości to taka wata wypełniająca przestrzeń radiową, słuchana bez większych emocji, niby czasem wpadająca w ucho, ale wylatująca drugim. Tych kawałków w większości chętnie bym jednak słuchał w stacjach radiowych. Nie tylko ze względu na ładne melodie, dobrze zgrane głosy, ale i wybrzmienie tych tekstów.

Kinky Boots, czyli żywiołowa zabawa z ładnym przesłaniem


Agnieszka, która długo namawiała nas na wybranie się na Kinky Boots, oglądała spektakl wielokrotnie, teraz może się cieszyć. Znalazła bowiem kolejne osoby, które znalazły się pod dużym urokiem tego spektaklu, a przede wszystkim Loli i jej aniołków. Tak się składa, że napisała u siebie na blogu parę zdań, więc najpierw zaproszę do niej (klik), a później dorzucę od siebie i M. jeszcze troszkę. Może u mnie nie będzie aż tak wielkiego entuzjazmu, ale jak najbardziej rozumiem jej zachwyt, ja też będę wspominał wypad do Teatru Dramatycznego jeszcze długo. A M. zdaje się, że jest bliska entuzjazmu Agnieszki.



MaGa: Niekiedy dobrze odczekać. „Kinky Boots” po premierze nie zebrały rewelacyjnych recenzji, ale okazało się, że rację mieli ci, którzy dali temu spektaklowi szansę.


R.: : 😊 Mówisz o głosach naszych znajomych a propos śpiewania, ruchu itp.? Takie rzeczy na pewno dopracowują się z czasem. Teraz mam wrażenie, że zespół nieźle bawi się na scenie, daje z siebie naprawdę sporo i trudno im zarzucić brak profesjonalizmu. Siłą "Kinky Boots" jest jednak przede wszystkim jego przesłanie o tolerancji serwowane z taką swobodą, humorem, że trudno mu się oprzeć.

sobota, 9 listopada 2019

Komórki się pani pomyliły - Jacek Galiński, czyli nadciąga huragan Zofia

Przy pierwszym spotkaniu z p. Zofią (Kółko się pani urwało) byłem w lekkim szoku, ale i pokochałem tą bohaterkę. Jej zgryźliwość, nie przejmowanie się innymi ludźmi, bezpośredniość rozbrajała na łopatki. W kontynuacji jest tego jeszcze więcej! I wydaje się, że to jeszcze nie koniec!
Starsza pani irytuje, ale i zwraca uwagę na wiele spraw, które być może młodym, zdrowym i zabieganym, kompletnie umykają. Jak żyje się staruszkom, do których dzieci nie mają czasu wpaść ani zadzwonić, gdy na ich oczach błyskawicznie zmienia się infrastruktura miasta, gdy coraz mniej jest miejsc dla nich przyjaznych i znajomych... I gdy emerytury nie starcza nie tylko na czynsz, ale nawet i na jedzenie?
Pani Zofia walczy o swoje, ma cięty język i nie ma oporów by wchodzić w sytuacje dla niej nowe - klub na Mazowieckiej? A czemu nie? Jak ją wyrzucą, to najwyżej wróci oknem.

Dorwać Małego, czyli oglądając jednym okiem

Zdaje się, że czeka mnie niestety długi weekend przy kompie (ankiety), więc jedyną przyjemnością będzie nadrabianie zaległości z filmami. Jedynie te, na które mogę zerkać jednym okiem oczywiście, czyli bez jakiejś super uwagi.
"Dorwać Małego" sprawdza się idealnie. Kto pamięta oryginał z roku 1995 ten kojarzy o co chodzi - facet pracuje dla grupy przestępczej z Nevady, ale marzy o tym, by zmienić swoje życie, udowodnić przed byłą żoną i córką, że potrafi wiele. Wykorzystuje więc okazje, by przy likwidacji jednego z dłużników, przygarnąć jego pracę, czyli scenariusz do filmu i zostać producentem. Co wyjdzie z połączenie podejścia "nowatorskiego" i środowiska filmowego? Mieszanka wybuchowa.

piątek, 8 listopada 2019

Odrobinę postraszyć, czyli Halloween i Escape Room

Wciąż jakieś zaległości, bo umknął mi tegoroczny festiwal Fest Makabra (dorwaliście?), niewiele łapię nowości kinowych, ale staram się przynajmniej w telewizorku je potem dorwać. Dziś dwa filmy, które może i nie powalają, ale dla tych, którzy lubią odrobinę strachu, mogą okazać się całkiem sympatyczne.
Najnowsza wersja klasyka sprzed lat, czyli Halloween... Cóż, ciekawe czy "ostateczne rozstrzygnięcie" konfliktu okaże się końcem serii, czy zaraz znowu producenci z czymś nie wyskoczą... Przecież nawet jeżeli bohater nie przeżył, to może teraz mścić się jego jakiś kuzyn czy coś...
Michael Myers (Nick Castle) ucieka z więzienia chyba głównie po to, by jakoś odegrać się na tej, dzięki której tam się znalazł. Tyle że Laurie Strode (Jamie Lee Curtis) jest przygotowana, bo zawsze czuła, że niebezpieczeństwo nie jest zażegnane do końca.

czwartek, 7 listopada 2019

Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające - Paweł Majka, Radosław Rusak, czyli na Berlin!!!


Nie tak dawno Wojtek Miłoszewski obdarował nas trylogią, w której Rosja napada na Polskę, a tu kolejne political fiction na horyzoncie i znowu zaplanowane na cykl. Wątków i postaci tu cała masa. Paweł Majka i Radosław Rusak po pierwsze jednak na przestrzeń czasową wybierają lata 60, a po drugie, bez skrępowania bawią się oni nie tylko zastanawianiem się na tym "co by było gdyby", ale idą w stronę fantastyki. Sugestia jakoby obie strony konfliktu szukały sposobów na zwycięstwo w siłach paranormalnych wydaje się ciekawa i aż żal, że w pierwszym tomie jedynie nam się to sugeruje. Cała zabawa dopiero więc przed nami. Zimna wojna kilka razy rzeczywiście zbliżyła się do granicy ostatecznego rozwiązania, gdy palce zawisły pewnie nad czerwonymi przyciskami odpalającymi broń nuklearną.
Gdy jednak posiadają je obie strony i konflikt może skończyć się zagładą wszystkich, trzeba szukać innych sposobów na obronę lub atak. Gdyby tak np. odebrać różnym narodom ich największe skarby, przedmioty postrzegane jako wyjątkowe dobro, można by uzyskać przewagę moralną, wprowadzić strach, a jednocześnie sprowokować do reakcji, samemu wciąż pozostając w cieniu.

Manon, czyli opera dla tych, którzy preferują życie intensywne acz krótkie...


Francja, Paryż, miłość, beztroska, pokusy, hazard, wspaniałe toalety pań, bogate kieszenie panów, zakazane gry… a w tym wszystkim młodziutka i piękna Manon, która marzy zarówno o miłości, ale również o życiu pełną piersią, tak na maxa (jakby powiedzieli dziś młodzi). Niestety rodzina nie podziela tej wizji i zamierza zamknąć ją w klasztorze, w odosobnieniu. I jak to w operze bywa wielka miłość przychodzi niespodziewanie, potem przerywa ją splot nieszczęśliwych wypadków, potem znów odradza się na nowo, by na koniec Manon zmarła w ramionach ukochanego Kawalera Des Grieux.