W wakacje Teatr Telewizji premier nie pokazuje, za to możemy cieszyć się powrotem do dawnej serii spektakli spod znaku Kobry, a ja uświadomiłem sobie że wciąż sobie obiecuję obejrzenie kolejnych rzeczy już na stronie, a nie piszę o tym co już zobaczyłem. Dziś więc jeden z takich spektakli.
Ezi to spektakl kameralny, ale z ciekawą historią w tle, no i z fajnymi kreacjami aktorskimi. Co prawda nie brakowało głosów, że Zbigniew Zamachowski trochę przerysował postać trenera Kazimierza Górskiego, to chyba jednak było zamierzeniem twórców - wydobyć z niego przede wszystkim sentymenty Lwowiaka. Przecież przeszłość jest tu nawet ważniejsza niż teraźniejszość - postacie spotykają się bo to ona ich łączy, o niej chcą rozmawiać.
Ezi to spektakl kameralny, ale z ciekawą historią w tle, no i z fajnymi kreacjami aktorskimi. Co prawda nie brakowało głosów, że Zbigniew Zamachowski trochę przerysował postać trenera Kazimierza Górskiego, to chyba jednak było zamierzeniem twórców - wydobyć z niego przede wszystkim sentymenty Lwowiaka. Przecież przeszłość jest tu nawet ważniejsza niż teraźniejszość - postacie spotykają się bo to ona ich łączy, o niej chcą rozmawiać.
Czy takie spotkanie mogło się odbyć? Pewnie tak. Ernest "Ezi" Wilimowski – genialny napastnik, który przed wojną grał dla Polski, a w czasie okupacji przyjął niemieckie obywatelstwo, mógł przecież próbować rozmawiać z trenerem naszej słynnej jedenastki podczas Mistrzostw Świata w Niemczech w 1974 roku.
Łączyła ich piłka, miłość do niej, ale i pamięć o dawnych sukcesach, bo na świeże dopiero trzeba było pracować. Obaj zaczynali kopanie piłki jeszcze przed wojną, z tym że jeden dopiero wtedy zaczynał zdobywać szlify, a drugi był legendą daleko wykraczającą sławą poza Śląsk, królem strzelców, podziwianym przez wszystkich młodzików. A potem przyszli Hitlerowcy i musiał dokonywać wyborów, za które został wykreślony z historii polskiej piłki na długie lata.
To wyobrażone spotkanie i rozmowa, trochę po kryjomu, bo wiadomo że gdyby ktoś się dowiedział, to Górski miałby problemy, to ciekawa lekcja historii. Nie tylko futbolu, ale raczej właśnie losów pojedynczych ludzi, którzy zmuszani są do dokonywania wyborów, które potem trudno cofnąć. Przecież Pan Kazimierz też musiał opuścić swoje rodzinne miasto, do którego tęsknił całe życie i też pewnie niejedno mógłby powiedzieć o politykach, przez których tak są rzucani przez granice. No i ten nieszczęsny Śląsk, podzielony i rozrywany to na jedną to na drugą stronę...
Można wybrać bezpieczne życie, można wybrać kraj dla którego się pracuje, ale pewnych rzeczy się nie zapomina i czasem serce o tym przypomina. Panowie więc jedzą, piją, gadają... O honorze, o wspomnieniach, o tęsknocie i o tym czego żałują. Prawie nie rozmawiają o czekającym następnego dnia meczu Polski z Niemcami, choć to chyba właśnie ono było pretekstem dla Wilimowskiego by się w hotelu pojawić.
Andrzej Chyra na pewno wypada bardziej charyzmatycznie i naturalnie, ale obaj w tej rozmowie dobrze grają, warto więc to zobaczyć, szczególnie jeżeli niewiele się wiedziało o postaci Eziego.
Podtytuły miałem opcjonalnie dwa - jeden widzicie, a drugi jeszcze bardziej pasował mi do postaci tytułowej: chciałem tylko grać w piłkę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz