niedziela, 21 lipca 2013

Bracia, czyli wojna i miłość

Maratonu filmowego ciąg dalszy - korzystam, bo jak zacznie się remont to na jakiś czas z filmami będzie spokój. Na szczęście notek na zapas mam sporo. Jutro rozstrzygnięcie rozdawajki, przypominam, że dwie inne jeszcze trwają, a dziś chyba już czwarty film jaki opisuję tej reżyserki. I warto dodać, że jeszcze zawodu nie było (Wesele w Sorrento, może lżejszy, mnie interesujący, ale też ma w sobie to coś). Po kilku ostatnich filmach z Danii jakie widziałem, zaczynam zastanawiać się nad pewnym fenomenem tej kinematografii - może i bez wielkiego rozmachu, ale ile w tych prostych historiach o zwykłych ludziach emocji i uważnego spojrzenia na ludzką psychikę (choćby Misiaczek czy Sztuka płakania - wszystkie notki do odnalezienia u mnie na blogu np. przez spis filmów)...  
"Bracia" też bazują głównie na emocjach i pokazaniu ludzkiej psychiki. Fakt, że okoliczności wpływające na rodzinę są trochę wyjątkowe, ale przecież nie nierealne (od nas też sporo żołnierzy wyjeżdża na misję).

sobota, 20 lipca 2013

Frances Ha, czyli ile zostaje z mitu sukcesu i bogactwa

Gdy widzę reklamy typu: niesamowicie zabawny, genialna komedia, od wielu już lat podchodzę do filmu jak do jeża. Chyba moje poczucie humoru już dawno rozjechało się z tym co uważa się za zabawne - szczególnie za Oceanem (Kac Vegas itd.). Na szczęście teraz przed seansem, zawsze mogę nie tylko polegać na opiniach innych (Filmweb coraz bardzie mnie swoimi ocenami zawodzi - młode pokolenie dyktuje tam swoje gusta). Zerkam do swojego spisu obejrzanych filmów i sprawdzam choćby nazwisko reżysera w tym przypadku to Noah Baumbach, którego widziałem już przecież choćby Greenberga. No i już wiem czego mnie więcej się spodziewać. Tym razem trochę inna historia, ale czuje się trochę podobieństw - widać, że reżysera bawią i pociągają bohaterowie, którzy są mocno neurotyczni i trochę odstają od swego otoczenia. Czasem wrażliwością, jakimiś swoimi zasadami, oczekiwaniami - po prostu choćby bardzo chcieli, nie bardzo potrafią nadawać na tych samych falach co otoczenie. Związki kończą się zwykle szybkim rozczarowaniem lub zranieniem którejś ze stron. Tak trochę jest i z bohaterką tego filmu. Jej neurotyczność i pewne klimaty, dialogi w tym filmie bardzo przypominają to co kiedyś robił Woody Allen - nic dziwnego więc, że pojawiają się takie porównania. Ale nie dość, że są dość trafne, to moim zdaniem są sporym komplementem (przynajmniej jeżeli mówimy o jego starszych produkcjach) - filmy te nie tylko dają okazję by trochę się pośmiać, ale pokazują trochę prawdy o współczesnych dwudziesto, czy trzydziestolatkach, ich życiu, marzeniach, lękach i marzeniach...

piątek, 19 lipca 2013

Prowadź swój pług przez kości umarłych - Olga Tokarczuk, czyli Blake, ludzie, zwierzęta i Gniew

Zanim przejdziecie do notki, zapraszam was jeszcze do przeczytania kilku słów na temat Historii rodzinnych - ciekawego dokumentu - tekst pojawił się na miejscu konkursu, więc nie chcę by gdzieś umknął uwadze. I zapraszam do konkursów (odpowiednia zakładka). 
A dziś... Druga w ostatnich dniach notka z odchyłem ku ekologii i świata przyrody. Jak zastanawiałem się nad tym co popkultura robi z takim świętym jak Franciszek, tak i tu można snuć rozważania nad tym czy są granice w umiłowaniu zwierząt i roślinek (tzn. czy można je kochać bardziej niż ludzi)... Kryminał ekologiczny, jak go sobie nazwałem dla własnych potrzeb i książką o najbardziej pokręconym tytule z ostatnio czytanych - oto książka Tokarczuk. 

Tak naprawdę tę powieść tworzy, w odróżnieniu od innych kryminałów nawet nie sama tajemnica, jakaś zagadka, choć przecież morderstw jest nawet kilka, ale postać głównej bohaterki i jej sposób widzenia świata. Janina Duszejko - kiedyś inżynier budujący mosty, a obecnie mieszkająca na odludziu w Kotlinie Kłodzkiej i doglądająca domy letników kobieta jest narratorem całej historii, ale nawet gdyby tak nie było i tak przykuwała by chyba całą uwagę.

czwartek, 18 lipca 2013

Made in Poland. Antologia reporterów Dużego Formatu, czyli jest ciekawiej niż myślisz.



Jest ciekawiej niż myślisz. Ten podtytuł oddaje dobrze to co często pojawia nam się po lekturze dobrego reportażu - obojętnie czy dotyczy on spraw i krajów bardzo odległych, czy też tego co może rozgrywa się w naszym mieście, ale niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę. Nasza szkoła reportażu świeci triumfy, wciąż pojawiają się ciekawe teksty, a dzięki tej publikacji możemy przypomnieć sobie te najbardziej znane i ciekawe z lat 1994-2013. Wybór może subiektywny, ale znajdziemy tu tyle dobrych tekstów, że nawet czytając wybiórczo będziemy mieli lekturę na wiele emocjonujących godzin. Poniżej znajdziecie pierwszą recenzję mojej koleżanki, a dwie następne (w tym moja) ukażą się za czas jakiś. 
I jakoś tak pomyślałem sobie kupując dziś Duży Format, że to dobry dzień na mały konkursik. Pora więc teraz pytanie na które pewnie czekacie. Co zrobić by książkę zdobyć? Ano niewiele. Wystarczy pod tym postem podzielić się wrażeniami z lektury jakiegoś reportażu, który Was poruszył - może pamiętacie jego tytuł, autora? Napiszcie coś więcej od siebie, a na koniec wpisu dopiszcie swój adres mailowy i już. Czas na zgłoszenia do 4 sierpnia (wtedy wracam z Woodstocku i pewnie już trochę odeśpię), zbiorę jakieś domowe jury (np. żona, kot i ja) i wspólnie wybierzemy jeden wpis, którego autor dostanie książkę.

PS Wiem, że gdy będę Was prosił o reklamę i udostępnianie informacji o konkursie tak naprawdę namawiam Was do tego byście sami dla siebie robili konkurencję. Więc nie ma żadnego obowiązku :) Ale gdybyście przypadkiem nie byli zainteresowani, a macie możliwość rozesłania tego innym - będę wdzięczny... 

Brat słońce, Siostra księżyc, czyli świeci i dzieci kwiaty

Pamiętacie zabawę 5 filmów w moim wieku? Dołączyłem ze swoim wyborem i ja, a ponieważ część z tych obrazów widziałem pewnie jeszcze w ubiegłym wieku, to warto sobie je odświeżyć, prawda? Na początek film Franco Zeffirelliego. Najlepiej by go było określić jako piękną ramotkę - czuje się, że jest w stylistyce tamtych czasów, że dziś wydaje się zbyt bajkowy, przesłodzony, ale nadal ma to swój urok. Może dlatego, że ta historia jest tak niesamowita? Postać św. Franciszka z Asyżu jest tak fascynująca, że już wielu zabierało się za jej opowiadanie. Im głębiej idzie się w pokazanie jego motywacji, nie zatrzymując jedynie na miłości do kwiatków, motylków, odrzuceniu przemocy i bogactwa, tym wychodzi ciekawiej. Tu mam wrażenie, że duchowości niestety trochę zabrakło, że jest ona spłycona przez sentymentalne ogólniki i hipisowską ideologię. Ale dzięki temu pojawia się też ciekawe pytanie - czy dałoby się nakręcić bardziej współczesną wersję, tak by była ona atrakcyjna dla młodych ludzi i jak by ona mogła wyglądać? Św. Franciszek walczyłby z zatruwaniem wody przez farbiarnię ojca? Założył by squat w piwnicy? Wyszedłby z transparentem na ulice miasta przeciw bogactwu biskupa i władz miasta? Żywiłby się jedzeniem ze śmietnika, piętnując marnotrawstwo i konsumpcję?  

wtorek, 16 lipca 2013

Drogówka, czyli całe miasto złe

Konkurs kryminalny zakończony - wyników szukajcie w notce, która się niedawno pojawiła, czyli Blade loki - płyta Fruuu.
A na dziś kolejna zaległość do napisania - Drogówka obejrzana już jakiś czas temu, ale po takim filmie mam wrażenie, że chyba lepiej trochę odczekać, ochłonąć. Tuż po seansie człowiek wychodzi tak brudny i zniesmaczony, że trudno rozpatrywać film w kategoriach dobre/niedobre. Na pewno robi spore wrażenie- zarówno tym jaki obraz naszej kochanej służby mundurowej i władzy nam się maluje, jak i tym w jaki sposób zostało to zmontowane. 
To, że udało się zebrać niezłą ekipę aktorską to u Smarzowskiego nie dziwi, pesymistyczne tony, litry alkoholu i bluzgi też nie zaskakują, ale te rwane zdjęcia kręcone komórkami, specyficzny styl opowiadania tej historii dla mnie był niespodzianką. Brawa, bo pasuje do tej opowieści jak ulał! Gdy już wejdzie się w tą historię (co nie jest łatwe) to obrazy i scenki na długo pozostaną w głowie... Człowiek jest nawet skłonny uwierzyć że 50% materiału z jakiego to jest zmontowane to autentyki (co nie jest prawdą, ale takie sprawia wrażenie).

poniedziałek, 15 lipca 2013

Bezcenny - Zygmunt Miłoszewski, czyli mamy hit na wakacje



Po dwóch moim zdaniem bardzo dobrych kryminałach Miłoszewskiego, miałem nadzieję, że następna książka o Szackim (tym razem Olsztyn) ukaże się szybko i zapewni mi podobnie jak tamte przynajmniej kilka świetnych wieczorów. A tu na Szackiego trzeba czekać, a do rąk dostajemy... No właśnie co? Thriller? Sensacyjkę z lekkim tłem historycznym? Zaskoczenie, ale całkiem pozytywne, bo choć czuje się, że autor czerpie garściami różne pomysły od innych, to robi to w dobrym stylu, nie wpadając zbytnio w pułapkę żenady i głupich rozwiązań (jak Dan Brown). Sprawnie łącząc elementy przygody (lub akcji jak zwał to zwał), zagadkę i próby rozwikłania pewnej sprawy z przeszłości, humor i kpiarskie spojrzenie na naszą rzeczywistość oraz sporą dawkę historii sztuki i naszego kraju, Miłoszewski daje nam lekturę niby lekką, ale dającą sporo frajdy i trochę refleksji. Hit na tegoroczne wakacje murowany - kto nie kupił, niech nadrabia.   

Blade Loki - Fruuu, czyli i roztrzygnięcie rozdawajki kryminalnej

Pamiętam jakie wrażenie zrobił na mnie jakiś pierwszy numer jaki kiedyś ich usłyszałem. Wściekły wokal, ostra muza i rozpędzona sekcja dęta tworzyły kapitalną całość - bujała i jednocześnie aż ciary chodziły od tej energii. Nigdy nie widziałem ich na żywo, a tu okazuje się, że o ile moje plany się nie zmienią wreszcie będzie okazja - Blade loki na Woodstocku!
Fruuu przypomina trochę nagrania z lat 80-tych - to nie tyle jakiś wydumany koncept album, ale po prostu 13 punkowych melodyjnych numerów. Czy to jeszcze punk rock? Siła i pewien zadzior w tej muzyce ewidentnie jest, ale rzeczywiście kobiecy wokal, elementy reggae czy ska, sekcja dęta (uwielbiam!) nadają temu przebojowe brzmienie, które (gdyby nie może trochę ostre teksty) mogłoby fruwać po listach przebojów radiowych. Szkoda, że tak się nie dzieje.
Mimo prawie 20 lat grania wciąż słychać w ich muzie młodzieńczą żywiołowość, a wokal Agaty Polic (wróciła do kapeli po krótkiej nieobecności) nie traci mocy.

niedziela, 14 lipca 2013

Romantycy, czyli o przemijaniu

Jaka to radość, że wakacje nie oznaczają już zamkniętych teatrów jak jeszcze kilka lat temu. Przełom zrobiły teatry prywatne, a teraz za nimi idzie coraz więcej innych. Ba, niektóre nawet jak Dramatyczny na wakacje fundują widzom specjalne atrakcje - niewysokie ceny biletów i przegląd ich najciekawszych sztuk. Robiąc sobie przerwę w pańszczyźnie (czyli ankietach), wybraliśmy się na Romantyków - komediodramat Hanocha Levina. 
Kameralna scena, skromne dekoracje (łóżko i cały dobytek w pudłach pod nim) i trójka aktorów. To oni skupiają na sobie uwagę widzów, nawet bardziej niż sam tekst sztuki. Może dlatego, że te wszystkie słowa o starości, straconych marzeniach, goryczy samotności wypowiadane przez nich brzmią tak prawdziwie...

sobota, 13 lipca 2013

Połączenie, czyli nie możesz się angażować

Ech, jak pół dnia wozi się i rąbie drzewo, to potem już na nic się nie ma siły. Wybaczcie więc, że dzisiejsza notka trochę na luzie - sięgam po zapas szkiców notek filmowych. A i film właśnie taki bardziej na luzie - kojarzy mi się trochę z latami 80-90, gdzie prawie każda sensacja, thriller albo horror zza Oceanu oglądana była z zapartym tchem i wzdychaliśmy tam to potrafią. Dziś, gdy już mam przesyt podobnych rozwiązań, gonitw, pościgów, psychopatycznych morderców itp. trudno na nas zrobić wrażenie i tego typu produkcje traktujemy trochę wzruszeniem ramion. Ale czyż nie mogą być przyjemną rozrywką? Ot obraz, w którym najważniejsze jest odrobina napięcia, niepewności, emocji, a reszta (w tym gra aktorska, prawdopodobieństwo scenariusza to rzeczy na które się powinno zwraca uwagi). Pamiętacie tego typu produkcje, gdy się zaciskało kciuki, żeby jej tylko nie znalazł, żeby zdążył, albo gdy się wrzeszczało głupia - tam nie idź! Co ty facet robisz? Dzwoń po pomoc! Tak trochę miałem z tym filmem - przypomniał tego typu emocje i takie produkcje...

piątek, 12 lipca 2013

Miłość, czyli rzygnąć ekspresją

No i masz, ledwie dwa dni temu w jakiejś rozmowie rzuciłem, że nie rozumiem jazzu, jakoś męczę się szybko przy tej muzyce, a tu siedzę na filmie dokumentalnym i prawie z otwartą paszczą wsłuchuję się zafascynowany w każdy dźwięk... To nie tylko kwestia umiejętności, charyzmy tych ludzi (osobowości takie jak Możdżer, Trzaska, Olter, Tymański), ale rzeczywiście w tym dokumencie udało się uchwycić jakąś niesamowitą energię jaka zwykle pewnie wytwarza się tylko na dobrych koncertach - czujemy emocje muzyków, to że nie grają tylko i wyłącznie z nut, ale tworzą coś zupełnie nowego podążając za sobą nawzajem, nakręcając się i eksperymentując. 

środa, 10 lipca 2013

Cud w wiosce Santa Anna, czyli inne spojrzenie na wojnę. I kolejna rozdawajka


Film nagrała żona z telewizorka, a ja gdy ze zdumieniem odkryłem, że stoi za tym Spike Lee nie mogłem tego przegapić. Filmu wojennego raczej o nim się nie spodziewałem. Choć i tak trudno nie rozpoznać jego ręki. Tak jak np. u Allena raczej nie uświadczysz aktorów czarnoskórych, tak u tego reżysera na 100% zawsze są oni w centrum, a historie dotyczą kwestii równości, praw dla Afroamerykanów itd. Nawet gdy dotyczy to drugiej wojny światowej te wątki są na tyle mocne, że chwilami zastanawiamy się nawet po co one tam są, bo zasłaniają całą historię... A przecież wszystko zaczyna się zagadką niczym w jakimś kryminale - mamy morderstwo dokonane przez starszego pracownika poczty, a w jego domu znaleziono zabytek z Włoch oceniany jako bardzo wartościowy. Czemu zabił? Jak wszedł w posiadanie głowy posągu? Ślady prowadzą do przeszłości i to właśnie historia żołnierzy z 92 Dywizjonu (i słynnych Buffalo Soldiers) walczącego w Toskanii będzie stanowiła centrum prawie 2,5 godzinnego filmu.

Poza wściekłością, czyli nie dadzą ci spokoju

Znowu zrobiła mi się seria notek filmowych (ich też najwięcej czeka na swoją kolej), ale obiecuję, że spróbuję wprowadzić więcej różnorodności. Dziś może nawet konkurs? Chcielibyście? Coś z nowości wydawnictwa Otwarte?

O filmach Takeshiego Kitano pisałem już kilka razy - to było moje odkrycie w roku ubiegłym i nadal z wielką przyjemnością wspominam np. Kikujiro albo Hana-Bi.
Opisywana przeze mnie Wściekłość była już inna, to już była jatka i jazda bez trzymanki. Zastanawiałem się nawet głośno czy to tak na serio czy ma to być pastisz. Ale oto miałem okazję obejrzeć kontynuację, czyli Poza wściekłością. Bohater poprzedniego filmu - Otomo (w tej roli jak zwykle sprawiający wrażenie Takeshi Kitano) wychodzi z więzienia i natychmiast wbrew swoim zamiarom zostaje wplątany w wojnę rodzin. Tokijska mafia, honor, spiski, zemsta i krwawa jatka. Czyli jak w pierwszej części, tylko tu miałem wrażenie, że więcej jest "podchodów" niż samych działań i widz łatwo może pogubić się w tym kto z kim i przeciw komu.