wtorek, 17 lutego 2026

Gerta Schnirch, czyli zawsze wolałaś milczeć

Chyba umknął by mi ten film, może ominąłbym go spodziewając się jakiegoś rzewnego historycznego melodramatu jakich wiele. Na szczęście Wydawnictwo Afera dało sygnał, że warto zwrócić uwagę, bo to przecież ekranizacja powieści Kateřiny Tučkovej. A po Bilej Vodzie, to dla mnie potwierdzenie jakości. Wciąż co prawda Boginie z Żitkovej czekają na półce, ale w tym roku na pewno trafią bliżej pod rękę - po prostu w skali roku te 180 tytułów przeczytanych to jest pewnie ze 20 procent tego co trafia na półki w domu lub na czytnik :( No nie da się wszystkiego...
 
Oglądając Gertę Schnirch trochę myślałem o tym ile hałasu by zrobił u nas podobny serial - w pewien sposób dotykający bolesnych ran, rozliczeń historycznych, tego jak czasem wolimy zapomnieć o winach i krzywdach, tłumacząc to jeszcze większymi grzechami. Historie pokazujące inną perspektywę zaraz oskarżane są o próby zakłamywania przeszłości, dorabiania poczucia winy ofiarom, a usprawiedliwianiem oprawców. A przecież nie chodzi o odwrócenie przekazu, tylko o to, by z uwagą pochylić się nad losem ludzi, a nie cyferek, nad dramatem, tragedią, a nie pojęciami z podręczników typu "naród", "odpowiedzialność", "wyrównanie krzywd". Nawet polityczne decyzje dotyczące przesuwania granic, nie usprawiedliwiają przecież okrucieństwa i odwetu na tych, w których widzimy jakby przedłużenie obecności krzywdziciela. Bo mówią tym samym językiem, bo wyznają tą samą wiarę, bo nie postrzegamy ich jako "swoich". A teraz możemy "odegrać się" za to wszystko czego doświadczyliśmy. Co z tego że zwykle na niewinnych, na kobietach i dzieciach, ale wmawiamy sobie że były współwinne, bo przecież przez krótki okres czasu żyły lepiej niż my, mogły korzystać z przywilejów, nie broniły nas tak jak byśmy tego chcieli. 

Tak. Gerta Schrnirch to poruszająca historia dotykająca tematu wypędzeń obywateli uznanych za niepożądanych, bo postrzeganych jako ludzi pochodzenia niemieckiego - dotyczy to m.in. nie tylko terenów Czech, ale i naszych ziem zachodnich, w obu przypadkach ludzi, którzy mieszkali tam od pokoleń, współdzieląc te tereny z sąsiadami innych narodowości.  

Co mogła zrobić bohaterka, młoda dziewczyna, która mając mamę pochodzenia czeskiego, ale tatę, który na siłę chciał poprawić sytuację rodziny i nagle zaczął podkreślać swoją niemiecką narodowość? Jaki miała wpływ na to co mówił, co robił ojciec? 

Co ciekawe, to jednak nie tylko kino historyczne, pokazujące atmosferę przed, w trakcie drugiej wojny oraz czas rozliczeń po niej. Równie ciekawa a może nawet ważniejsza dla nas jest perspektywa psychologiczna, czyli to jak przeżyte cierpienia, traumy, nieusprawiedliwione krzywdy, przekładają się na kolejne pokolenia. Nie tylko z powodu tego że nie potrafi się o nich rozmawiać, że się różne rzeczy wypiera albo boimy się je nazywać, bo to niepolityczne by upominać się o sprawiedliwość. Relacja z córką, tak mocno wypełniona lękiem, bezsilnością, ale i determinacją, uczuciem którego trzeba się było uczyć, bo czasy nie pozwalały na okazywanie czułości, sprawia że ten seans będzie się pamiętać. 

Niby kino historyczne, pełne dramatyzmu, cierpienia nie każdy lubi, mocno jednak namawiam - to raptem dwa odcinki do obejrzenia w jeden wieczór. Bez wielkiej skali, raczej w dość intymnym, osobistym ujęciu, mimo wszystko pozwala jednak na wiele bardziej uniwersalnych refleksji. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz