poniedziałek, 22 lipca 2024

Mireczek. Impresje na temat Dorosłych Dzieci Alkoholików, czyli odczuwaj, ufaj, mów

Spektakl, który zachwycił mnie umiejętnie zagranym bezruchem, zatrzymanym w porę gestem, zawieszonym wzrokiem, wyrazem oczu… Bardzo wyrazisty i wymowny ruch sceniczny ocierający się miejscami o pantomimę.


W spektaklu siostra namawia siostrę, by poszła z nią na miting Dorosłych Dzieci Alkoholików i zmierzyła ze wspomnieniami o ojcu. Tytułowym Mireczkiem.


Każdy z nas zna Mireczka. Jest w każdej rodzinie. Mieszka z nami przez ścianę. Niekiedy uczy nas na studiach wyższych a niekiedy leczy. Potrafi być fajny, potrafi się śmiać, opowiadać dowcipy. Potrafi wiele, ale potrafi też wyzywać swoich bliskich, kląć na postronne osoby, spać zasikany w autobusie albo drzeć się na ulicy bez sensu. Potrafi też demolować i bić. A co najgorsze potrafi zabić każdą nadzieję.

niedziela, 21 lipca 2024

Ucieczka z raju - Robert J. Szmidt, czyli znowu ten nieprzewidywalny Święcki

Przyspieszam z notkami, bo za parę dni chyba na dłużej zniknę z Sieci, chcę więc przynajmniej zamknąć lipiec ilością notek taką jak planowałem, a co będzie dalej się zobaczy.

Kilka tytułów bardziej "babskich" chyba wleci, nie zawsze mi z nimi było po drodze, ale przecież były naprawdę dobre powieści obyczajowe, czy młodzieżówki, gdzie nie marudziłem wcale, nie zamierzam więc zupełnie wycofywać się z możliwości sięgania po tego typu literaturę.


Dziś jednak coś bardziej "męskiego" o ile w ogóle taki podział ma sens. Robert J. Szmidt stworzył cykl w którym jest wszystko to co w klasycznej S-F rozrywkowej kochamy. Pisałem w superlatywach o tomie pierwszym (tu kliknij), a drugi nawet nie wiem czy nie lepszy. W każdym razie momentalnie sięgnąłem po kolejną część, korzystając ze wznowień jakie Wydawnictwo REBIS właśnie realizuje. Space opera pisana z rozmachem, z iskrą (bo akcji tu sporo), ale i z humorem. Jak fajnie jest zafundować sobie całość, tom po tomie.

sobota, 20 lipca 2024

Kulturowo, historycznie i kulinarnie, czyli Wigry i Suwalszczyzna zapraszają nie tylko do lektury

Parę lat temu trafiłem za radą koleżanki na stronę wydawnictwa Paśny Buriat i wziąłem kilka książek Wojciecha Koronkiewicza, które połknąłem z zachwytem. Od tego czasu podglądam ich ofertę i czasem coś tam wezmę - szykujcie się więc, że niedługo będzie duuuużo o Podlasiu i o wschodnich terenach Polski, bo właśnie tamte rejony wydawnictwo postanowiło promować.
Ja dziś trochę bardziej na południe, na Lubelszczyźnie, a niedługo jeszcze niżej, ale Notatnik póki co zostaje bardziej na północ. 


Dziś o dwóch pozycjach, świeżutkich i jeszcze pachnących farbą. Wigry - Przewodnik Kulturowy,
nosi podtytuł Opowieści o miejscu utkanym z drzew, wody, mgieł i ludzkich pragnień. Poetycko i zagadkowo. Czego się spodziewać po książce Macieja Ambrosiewicza?

piątek, 19 lipca 2024

Omega - Marcin Szczygielski, czyli gdy życie miesza się z grą

Dobre źródło książek Marcina Szczygielskiego, czyli Ewa, podrzuca mi coś nieustannie, więc pewnie jeszcze w lipcu kolejne tytuły, a ja przekonuję się, że facet naprawdę ma sporą wyobraźnię, poczucie humoru, potrafi pisać mądrze i z dużą wrażliwości dla emocjonalności młodych bohaterów i czytelników.


W przypadku Omegi, trochę się zastanawiałem czy przypadkiem nie opisuje jej zbyt dziecinnie, ale to chyba bywa z nastolatkami - niby są już niezależni, podkreślają własne zdanie i granice, ale czasem jak z czymś wyskoczą, to trochę ręce opadają. Dla Joasi, od dłuższego czasu dużo ciekawsze od świata realnego stało się przebywanie w Sieci, granie, rozmawianie z ludźmi którzy grają. Tam właśnie przybrała nick Omega, raczej się nie przyznając do swoich 12 lat.
Dziewczynka mocno przeżyła rozstanie rodziców, jeszcze bardziej chyba zamknęła się w sobie, w swoim świecie. Co mogłoby sprawić, by spojrzała na siebie i na innych jakoś inaczej, nauczyła się trochę empatii, odpowiedzialności, wrażliwości?

Polowanie na osy, czyli jak łatwo kogoś osaczyć

Spektakl, który nie pozostawi nikogo obojętnym na zawarte w nim treści. Mocny, poruszający. To nie jest jedna historia, to nie jest jeden temat.


Historia zaczyna się w momencie zabójstwa 22-letnie Joli, która miała przyjąć do pracy Monikę. Przyprowadził ją młody chłopak. Jola z nim pracowała w biurze „Abigel”. Przyszli z jeszcze jednym kolegą. W trójkę zabili Jolę. Byli tuż przed maturą. Zabili by mieć pieniądze na studniówkę. Dostali dożywocie. Monika była pierwszą kobietą z takim wyrokiem w Polsce. Miała 19 lat. Był rok 1998.


Media podjęły temat. Kobieta brutalnie mordująca to wiadomość medialna. W dodatku taka młoda. Roztrząsanie jej życiorysu, pochodzenia, spekulacje dlaczego to zrobiła. Przychodziła do szkoły po piwie, była ładna, zapewne brała narkotyki. Mówiono o niej, że nie ma w niej emocji, że jest zimna, nieczuła. Współwinni odchodzili w cień, ona zapełniała szpalty gazet. Do akcji dołączył szwagier zamordowanej – z zawodu prawnik. Robił marsze. Przeciw przemocy, ale Monika jest ta najgorsza, bo kobieta! Media aż krztuszą się jej imieniem. Jak mogła! Taka młoda, taka ładna i taka morderczyni! Zapraszani do studia prawnicy (szwagier), psycholodzy (w tym posłanka) na tej sprawie wyrabiają sobie własny wizerunek w mediach i w społeczeństwie. To robi oglądalność.

czwartek, 18 lipca 2024

Słowenia. Mały kraj wielkich odległości - Zuzanna Cichocka, czyli słowiańska Szwajcaria

Seria reportażowa od Wydawnictwa Poznańskiego ma swoje mocniejsze i słabsze strony. Na pewno ciekawe w niej jest to, że najczęściej piszą to osoby, które dobrze znają dany kraj, siedzą tam od lat, choć jako Polacy potrafią też dostrzegać obiektywnie wady i jakieś słabsze strony życia w danym miejscu. W dodatku w większości są to debiuty, czyli piszą to ludzie może i mający trochę próbek literackich za sobą (choćby bloga), ale nie uważają siebie za wielkich pisarzy, więc nie gwiazdorzą, starają się usuwać w cień. Każdy trochę na co innego zwraca uwagę, bo jeżeli zajmuje się językiem, sporo pisze właśnie o nim lub o kulturze, ktoś inny skupi się na historii, a ktoś inny jeszcze na architekturze. 

Nie są to reportaże, więc nie spodziewajcie się tras turystycznych i polecajek tego typu - może o nich się wspomni, ale to raczej opowieść o ludziach, o kraju, o tym jak się tam żyje. Na szczęście bez większej polityki, za to trochę ciekawostek, humoru, kulinariów, zwyczajów. I oto kolejny tom tej serii za mną, tym razem Słowenia, którą ledwie liznąłem, ale od lat jakoś bardzo mi się dobrze kojarzy.

środa, 17 lipca 2024

Jak sprzedać nawiedzony dom - Grady Hendrix, czyli nie będzie nikogo i niczego ważniejszego niż ja

W tym tygodniu w środę zamiast kryminału coś z dreszczykiem. Z horrorami zwykle mam ten problem, że bardziej podoba mi się klimat i budowanie napięcia, bo gdy już przychodzi do ujawnienia tego czego wszyscy mieliśmy się lękać, pojawia się nie tyle strach, co rozczarowanie albo i śmiech. Z książkami mam podobnie, dlatego i tu ciekawość bardziej towarzyszyła mi z początku, bo im bliżej finału, tym więcej było zażenowania. To tak? To w ten sposób? No nie? Nie wmawiajcie nam tego... A jednak.
Miłośnicy gatunku marudzą więc, że więcej tu jakiejś psychologicznej opowieści o traumach, wypieraniu wspomnień, a ja będę psioczył raczej na schematy w końcówce, jakby naprawdę nie było innych sposobów na ekscytujący finał. 


Skoro nawiedzony dom, to będą oczywiście przesuwające się przedmioty, ożywające w zaskakujących momentach, robienie krzywdy mieszkańcom, czyli cała ta lista sztuczek, które przecież już dobrze znamy. To co może ciut wyróżniać powieść Hendrixa od innych z tego gatunku, to jakieś elementy humoru, niestety jest ich niezbyt dużo.

wtorek, 16 lipca 2024

Odlecieć jak najdalej - Ałbena Grabowska, czyli o tych marzeniach lepiej głośno nie mów

Miało być muzycznie, ale mam raczej nastrój na pisanie o książkach. Zdarza mi się czytać równolegle jakąś akcję lub kryminał z książką obyczajową i mieć z tego równie dużą przyjemność, tym razem jednak coś mi nie bardzo leżała najnowsza propozycja od Pani Grabowskiej. Punkt wyjścia - interesujący. Oto lata 60, PRL trzyma się mocno, wszechobecna inwigilacja, ale już powoli gdzie przesiąkają coraz częściej do nas jakieś produkty z Zachodu i paradoksalnie właśnie ci, którzy są bliżej władzy i mają jej poparcie, najbardziej lubią się nimi otaczać i je pokazywać. Młoda bohaterka od zawsze marzy o podróżach, o ciekawszym życiu, ale póki co przed nią matura, nauka i zmartwienia, by jakoś odłożyć trochę grosza na własne przyjemności.


Co więc mi nie zagrało? Chyba trochę zabrakło większego skupienia się na Oli, budowania jej cieplejszego wizerunku, zrozumienia jej motywacji, wywołania jakichś naszych emocji względem niej. To ostatnie udaje się dopiero pod koniec książki, gdy zaczyna się wokół nie dziać ciut bardziej dramatycznie, wcześniej jednak autorka więcej czasu poświęca nawet nie jej samej, co jej babci i przedstawianiu donosów na temat tej rodziny. Motyw ten, choć ciekawy, trochę zagadkowy, bo trzeba zgadywać któż może być źródłem tych informacji (i różnych insynuacji), ewidentnie rozbija spójność akcji i odciąga moim zdaniem uwagę od dziewczyny, która powinna być w centrum uwagi. 
A może to jej charakter? Niby skromna, ale jednak potrafiąca zwracać na siebie uwagę, koleżeńska, ale i czasem mocno nieprzyjemna wobec innych. Do tego zdolna, ambitna, ładna... Tylko...

Ja, kapitan, czyli podróż pełna nadziei

Wtorkowy kącik dla fanów filmów wytrawnych i produkcja, która tematycznie jest bardzo aktualna. Pamiętacie "Zieloną granicę" Agnieszki Holland? Mattego Garrone również opowiada o granicy, którą próbują pokonać imigranci, tyle że nie przed wschodnią flankę Europy, a od południa. I nie wiem czy nie robi tego lepiej i ciekawiej.

O ile bowiem film p. Holland należy umieść w pewnym kontekście krytyki posunięć naszego poprzedniego rządu (choć obecny to kontynuuje), jest atakiem na działania służb na granicy, to "Ja kapitan" nikogo nie wprost nie oskarża. Co ważne, ci którzy szukają lepszego życia nie są też tak bardzo anonimowi, wręcz odwrotnie - to oni są w centrum tej historii. Możemy tym bardziej poczuć tą ich determinację i trud drogi jaką podejmują, jej ryzyko.

poniedziałek, 15 lipca 2024

Kombinat, czyli świetny spektakl z moimi dwoma "ale"

Uświadomiłem sobie niedawno, że zalega mi gdzieś w szkicach nie jeden ale dwa spektakle, a ponieważ poniedziałek to dzień na muzykę, Kombinat, który ma w sobie jej mnóstwo, pasuje tu idealnie.

Wyprawa do Poznania do Teatru Muzycznego była prezentem dla żony i okazała się strzałem w dziesiątkę, choć oboje bylibyśmy pewnie jeszcze bardziej szczęśliwi gdyby...
...ale o tym na koniec.

Muzyka Grzegorza Ciechowskiego i jego kolegów z Republiki na scenie teatralnej? Dość odważny, zaskakujący pomysł, ale Wojciech Kościelniak udowadnia że można i robi z tego nie tylko spektakl dobry od strony choreograficznej i muzycznej, ale spójny i interesujący od strony opowiadanej historii. Sami przyznajcie, że w musicalach to nie zawsze idzie w parze.


To wizja świata przyszłości, w której jednostka mocno została wprzęgnięta w system nakazów i zakazów. Jeżeli nie pasujesz, zostajesz wysyłany na coś w rodzaju "resocjalizacji". Musisz zrozumieć swoje błędy, dostosować się, być kolejnym trybikiem wielkiej maszyny. Do tego motywu pasuje jak ulał kilka numerów wczesnej Republiki, co jednak ciekawe udało się całkiem zgrabnie wpleść tu zupełnie inne klimaty, piosenki o potencjale nie mniej dramatycznym, ale i bardziej nostalgiczne. Muzycznie - ciary na plecach.

niedziela, 14 lipca 2024

Ucieczka Anny - Mattia Corrente, czyli ta pustka jaką nosisz w sobie, ta pustka którą zostawiasz

Kolejne spotkanie z serią z Żurawiem od Wydawnictwa BoWiem (Uniwersytet Jagielloński) i znowu całkiem smakowita, nieoczywista historia. Ostatnie powieści z tego cyklu jakie wpadają mi w ręce mocno obciążone są różnymi traumami, negatywnymi doświadczeniami, za każdym razem jednak jest to też opowieść o tym jak sobie z nimi radzić. Tym razem wokół wyprawy pewnego starszego pana, który wyrusza na poszukiwanie żony, osnute zostały również inne wątki. Nitki prowadzą w przeszłość i tam szukamy odpowiedzi - jak uleczyć swoje serce po czymś bolesnym co się wydarzyło. Skąd to wewnętrzne przekonanie, że jednym sposobem jest zacząć od nowa. Uciec od tego co było, od błędów, od tego co przypomina. Czy jednak da się naprawdę zapomnieć? I czy próbując znaleźć lekarstwo dla siebie, nie krzywdzimy też innych?  

Mattia Corrente zbudował swoją opowieść w scenerii słonecznej Sycylii i może też dlatego tak bardzo smakuje ona nam wyjątkowo. Pachnie owocami, kwiatami, jedzeniem. To historie ludzi biednych, żyjących blisko siebie, dających sobie wsparcie. Nawet po latach pamiętają swoich sąsiadów, to czym się ktoś zajmował, potrafią sypać różnymi wspomnieniami. Trochę na tym bazuje Severin wyruszając w swoją podróż śladami przeszłości. Odwiedza miejsca w których żyli, szuka ludzi, którzy dadzą mu jakiś ślad. Pokazując zdjęcie pyta czy może ją gdzieś widzieli, ale to co najważniejsze, choć niewypowiedziane też w jego pytaniach wybrzmiewa: dlaczego odeszła. Czy nie była z nim szczęśliwa?

Gdy zamknę oczy - Marcel Moss, czyli Astralny książe da ci wszystkie odpowiedzi

Gdy autor przyzwyczai cię do jakiegoś swojego stylu, gatunku, pomysłów, potem można nieźle się zdziwić, natykając na zupełnie coś innego. Marcel Moss postanowił napisać coś w stylu young adult, więc nie oczekujcie tym razem kolejnego kryminału czy sensacji. Gdy zamknę oczy można od biedy nazwać thrillerem psychologicznym, ale bliżej chyba temu do romansu, z jakąś nutką paranormalnych zdarzeń. Pewnie ktoś ze mną będzie się spierał, że niby zjawisko świadomego snu jest jak najbardziej naukowe, najpierw jednak warto by się przyjrzeć temu jak zostało to opisane, dopiero potem dyskutować ile w tym nauki. Mimo definicji i prób powoływania się na wiedzę, którą mogą osiągnąć nielicznie poprzez pewnego rodzaju ćwiczenia, wciąż brzmi to trochę sekciarsko i manipulacyjnie.

Nie wiem czy to nie byłoby dobre słowo do opisania tej historii. Nastoletnia Beverly przeżyła ogromną traumę, gdy w wypadku samochodowym, z którego ona wyszła cało, zginęła jej starsza siostra. Od tego momentu dziewczynę wciąż dręczą koszmary, wyrzuty sumienia, nie śpi po nocach. Gdy tylko zamyka nocą oczy, wciąż przeżywa na nowo każdą chwilę tamtego dnia.

czwartek, 11 lipca 2024

Ile maggi do rosołu, czyli wpadnijcie z odwiedzinami

Zaproszenie, które wpadło na skrzynkę pocztową zaciekawiało i kusiło. Nieznana mi formacja teatralna, miejsce, więc czemu nie spróbować? Oto czwórka młodych ludzi funduje nam wieczór intensywny od emocji, poruszający spektakl na temat, który być może za jakiś czas będzie aktualny w wielu domach, w wielu rodzinach. Starzejemy się jako społeczeństwo, żyjemy coraz dłużej, ale czy to znaczy że jesteśmy przygotowani do opiekowania się osobami starszymi? Jak to zmienia nas, relacje między członkami rodziny, całe nasze życie?


Wydaje się, że ono toczy się zupełnie normalnie. Oto młoda kobieta kręci się po mieszkaniu przygotowując obiad. Uśmiechnięta, szczęśliwa, pełna energii. Gdy pojawia się jej partner z matką, stara się jak może by starsza pani czuła się jak najlepiej. Potem jeszcze wpada w gości rodzeństwo i już nic nie idzie tak jak by się tego chciało, wszystko jest tak dalekie od ideału i tak bardzo to nas zadręcza. Teraz nawet zwyczajne czynności nagle okazują się budzić jakieś napięcie, męczą i drażnią, choć niby wiemy że wcale tak nie powinno być...