piątek, 28 lutego 2025

Ojciec, czyli tak ludzkie i nieludzkie jednocześnie...


Luty kończę na blogu kapitalnym spektaklem - kolejna notka dialogowana z M. Dawno nie byliśmy tak poruszeni.
I porządkuję materiał na marzec, bo jest tego tyle że spokojnie uzbiera się już na prawie cały miesiąc, a ja przecież mam w planach kolejne książki, przedstawienia, filmy, płyty...


MaGa: Akademia Teatralna po raz kolejny pokazuje, że młodzi adepci sztuki teatralnej potrafią naprawdę wiele. Może jeszcze nie mają znanego nazwiska, ale już im niewiele brakuje by dorównać wielkim aktorom dramatycznym. Dowodem tego jest przedstawienie dyplomowe IV roku AT w Warszawie, spektakl „Ojciec” z tekstem i w reżyserii Agaty Duda-Gracz. Wstrząs, szok, zdziwienie…


Robert: Przemyślane, świetnie zagrane, poruszające. Od początku do końca jesteśmy w pewnej historii. Bolesnej, intrygującej, zmuszającej do zadawania pytań. Choć na pewno warstwa wizualna jest tu najmocniejszym punktem, na pewno warto docenić też konsekwentne trzymanie się założonych rozwiązań - nie zawsze dla odbiorcy komfortowych, ale zmuszających go do skupienia, do zostawienia wszystkich spraw z którymi przybył za drzwiami. 


MaGa: Nieoczywiste powitanie w progu pracowni rzeźbiarskiej i takież pożegnanie, przerażająca scena końcowa, a pomiędzy akt tworzenia arcydzieła na rzecz boskiej chwały przez twórcę dążącego do doskonałości. Tylko czy twórca, uczestnicząc w tworzeniu krucyfiksu, może przyjąć, że tworzy dzieło boże a jego praca to akt boży? A co będzie jeśli uzna, że doskonałość to tylko prawda, więc żeby poczuć ją prawdziwie trzeba będzie zobaczyć ją w naturze, zaobserwować ją z bliska?

środa, 26 lutego 2025

Przecież się kochamy, czyli Moja doskonała żona - Samantha Downing i Ty, ja, ona - Sue Watson

Kryminalna środa i tym razem dwa thrillery, jeden w miarę świeżutki, drugi zdaje się że starszy ale ktoś mi go polecił. 

Tak sobie jednak myślę, że coraz trudniej mniej zaskoczyć. "Ty, ja, ona" czytało mi się sympatycznie, tyle że pewnych rzeczy można było się domyślać już po kilkunastu stronach. To jak ze strzelbą, która wisi na ścianie i wiemy że musi wystrzelić, tak i tu - skoro mamy wydawałoby się idealną parę, to jedno z nich musi coś ukrywać, ktoś na pewno kłamie. A skoro już na okładce i w tytule mamy informację o trójkącie, jak nic chodzi o kobietę. Skoro facet zdradza, a jednocześnie zapewnia że chce z Tobą być, to musi mieć jakiś powód - i znowu, skoro ona ma pieniądze, a on nie, wiadomo że chodzi o kasę. Ponieważ pieniądze kuszą, to najłatwiej spróbować jakoś pozbyć się małżonki, prawda? Albo ją mordując albo wpędzając w chorobę psychiczną. Nie trzeba robić tego własnymi rękoma, ale... 

poniedziałek, 24 lutego 2025

Prorok Ilja - Patriarkh, czyli podróż do Wierszalina, ale w skórach i z agresją

Poniedziałek - czas na muzykę. Dziś ostrzegam że będzie bardzo ostro. Chyba nawet dla mnie chwilami to jest ponad moją normę natężenia do zaakceptowania, mimo że przecież lubię ostre dźwięki. Black metal to jednak nie moja bajka. 

Czemu więc piszę o tym krążku? Bo uwielbiam nawiązania do folku, łączenie zupełnie innych bajek muzycznych, a tu właśnie coś takiego otrzymujemy. Prawosławne śpiewy, dawne instrumenty, melodeklamacje Adama Struga no i napierdalanie na maksa, ten ryk za którym nie przepadam. Ależ mieszanka. Na pewno nie do zniesienia dla uszu, które wolą harmonię, bo po chwili zachwytu, będą zszokowani i będą chcieli natychmiast uciekać.  

Oczywiście nie jest tak ostro cały czas - to właśnie klimat jest mocną stroną tej płyty - chóry zarówno męskie jak i żeńskie, zwalnianie tempa, mistyczna atmosfera. Ale gdy już wchodzą gitary i zaraz po nich często ten charakterystyczny blackmetalowy wokal, z którego za cholerę nie zrozumiesz ani słowa, nagle ze świątyni jesteś zabierany wprost do piekła.

niedziela, 23 lutego 2025

Prawy umysł - Jonathan Haidt, czyli po co nam moralność i skąd się ona bierze

Gdy psycholog zaczyna przyglądać się moralności i zadaje pytania, które zwykle skłonni jesteśmy spychać do worka z religią, dla jednych będzie to szansa na fascynującą lekturę, a dla innych pewnie dywagacje szalonego naukowca. Jak bowiem uchwycić w jakieś ramy to co postrzegamy jako dobro i zło, jako wartościowe i niegodne człowieka, jako budujące i naganne. W różnych miejscach, w różnych środowiskach, w różnych religiach te ramy mogą się różnić, ale czy to nie fascynujące że wiele rzeczy jest jednak wspólnych? A może raczej - przez wiele wieków było wspólnych, bo teraz pojawia się moda na negowanie wszystkiego, co wydawałoby się nawet ludziom niewierzącym o poglądach liberalnych, jako coś naturalnego dla człowieka.  
 
Haidt zadaje pytania i pokazuje nam sposoby na poszukiwanie na nie odpowiedzi. Jego książka jest z jednej strony próbą wyłożenia jego teorii, w dość uproszczonej, zwizualizowanej formie (jeździec i słoń), ale też ciekawą podróżą przez historię badań nad zagadnieniami psychologii próbującej pytać o źródła moralności w człowieku. 

sobota, 22 lutego 2025

Kotka na gorącym blaszanym dachu, czyli załatwmy to w rodzinie

MaGa: Sztuka Tennesse Williamsa jest jedną z moich ulubionych. Jest mądra i ponadczasowa. Długo zastanawiałam się dlaczego taki ma tytuł. Wiadomo, że kotką jest Maggie, którą przenika potrzeba bycia kochaną, rozumianą i bogatą. Ona w swoim życiu zaznała już biedy i poniżenia i teraz, tej jednej nocy, może zyskać lub stracić wszystko. To ona „tańczy” na linie „być albo nie być”. Tylko czy ona jedna?


Robert: Wiesz, mam wrażenie że nie chodzi głównie o majątek, więcej w tym troski o to, że ukochany jeszcze bardziej pogrąży się w depresję - mając środki będzie miała możliwość wciąż mu pomagać. Choć wydaje mi się na niczym nie zależeć, gdy rzeczywiście zabraknie im funduszy, będzie za późno by szukać rozwiązań, a alkohol coraz bardziej wpędza go w obojętność. Również wobec niej.
Czemu kotka? Może chodzi o jej urodę, jakiś luz, a jednocześnie ten dach wydaje się kuszący ale i mało wygodny, aż niebezpieczny, bo trudno na nim wytrzymać. Przecież odstaje od reszty rodziny i nie chodzi jedynie o brak dzieci, ale i o jej bezpośredniość, nie trzymanie się konwenansów.

czwartek, 20 lutego 2025

Księga Genesis - R. Crumb, czyli niby znamy, a jednak patrzymy ze zdziwieniem

Dziś świetny spektakl zahaczający o wątki religijne, to wyciągam z tego co czeka na swoją kolej, rzecz bezdyskusyjnie związaną z religią. Ale uwaga - wielu wierzącym wcale może ona się nie spodobać.
Zwykle gdy myślimy o Piśmie Świętym, nawet księgach Starego Testamentu, które znamy dużo słabiej niż Ewangelie, pojawiają nam się w wyobraźni pewnie jakieś słodkie, kolorowe ilustracje z wersji Biblii dla dzieci. Robert Crumb, podszedł do tematu zgoła inaczej. Nic nie odejmując, słowo w słowo opierając się na tekście uznanym za kanon, do wszystkiego co przeczytał spróbował stworzyć własną wizję. Nie każdemu może podobać się jego styl, niby realistyczny, ale chwilami trącący nawet jakąś satyrą, przerysowujący pewne cechy. Ale nie chodzi przecież o samą kreskę. Album może zaskoczyć właśnie tym, że nagle te same zdania, gdy towarzyszą im ilustracje bez cenzurowania przemocy, ludzkiego kombinowania, oszustw, targowania się z Bogiem, zaczynamy widzieć w innym świetle. I nie wszystkim musi się to spodobać.

środa, 19 lutego 2025

Słowo honoru - Marek Krajewski, czyli sprawa o której nie da się zapomnieć

Przy każdej nowej książce Marka Krajewskiego, a przynajmniej tych pisanych w ramach cyklu (w tej chwili już nie Mock tylko Popielski i nie kryminały a bardziej powieści szpiegowsko-sensacyjne), sceptycy marudzą, że to już było. Ale ci którzy autora czytają od lat, wciąż mają frajdę i wypatrują tych historii, bo jednak trzymają pewien poziom, do którego innym pisarzom nie raz dość daleko. Jest tu miejsce i na detale, opisywanie jakichś ciekawych zdarzeń z przeszłości, ale i na intrygę. 

Tym razem wydarzenia z roku 1938 przemieszane są mocno z latami 50 w PRL, gdy komuniści próbują rozwiązać pewną tajemnicę. Wojna na górze to zawsze szukanie haków, a czasem mogą one dotyczyć nie tyle bezpośredniego wroga, a ich ideologicznego patrona, kogoś kto jest dla tego środowiska ważny. I to stanowi klucz w "Słowie honoru".

wtorek, 18 lutego 2025

Sto lat samotności, gdy wszystkim wydawało się, że nie da się zrobić z tego filmu

Ach, jaka to była przyjemność. Historia pełna barw, pełna życia, ale przecież tak przepełniona jakąś dziwną atmosferą, pomiędzy realnością a snem, że wydawała się kompletnie nie przekładalna na język ekranu. Pozostawała wyobraźnia. A tu proszę.

Dzieło sztuki! Reżysersko, aktorsko, zdjęciowo - pod każdym względem. Wierne, a jednocześnie jednak trochę odrębne. Marquez powinien być dumny. I miejmy nadzieję, że ludzie nie pozostaną jedynie przy filmie, sięgną również po oryginał.

poniedziałek, 17 lutego 2025

O miłości w czasach Powstania - Michał Kowalonek, czyli pewien koncert, pewna opowieść, pewna płyta

Walentynkowo w tym roku było podwójnie, bo z żoną dzień przed tym świętem mieliśmy jeszcze okazję zaliczyć specjalny koncert walentynkowy Michała Kowalonka. Dziś więc trochę o koncercie, ale i płycie jaką potem przesłuchałem sobie w całości i zdobyłem z autografem na przyszłoroczny WOŚP.

Nie jest łatwo w środku tygodnia zapełnić sporą salę, gdy mimo lat grania nie przebiło się do świadomości masowego odbiorcy ze swoim nazwiskiem. W końcu Michał Kowalonek mimo tego że obecnie więcej robi solowo, we współpracy z innymi artystami, to mocno kojarzony jest raczej z zespołami w jakich występował, czyli Myslovitz i Snowman. Szczególnie ten pierwszy, miał masę przebojów, zawsze więc będzie ten ciężar skojarzeń i oczekiwań.
Tymczasem tu - w wersji solowej, jedynie z gitarą klasyczną, może to bardziej propozycja na niewielkie sale, kluby, na bardziej kameralną atmosferę? Niech jednak żałują ci co nie przyszli, bo zapełniliśmy może jedynie 1/4 sali. A było bardzo sympatycznie.

niedziela, 16 lutego 2025

Drobny szczegół - Adania Shibli, czyli spójrz choć raz z drugiej strony

Co prawda wcześniej miałem pisać o pewnym reportażu, który już w mocny sposób przypomniał mi o sytuacji Palestyńczyków coraz bardziej traktowanych przez Izrael jako naród drugiej kategorii, ale o nim może za tydzień. Dziś miniaturowa powieść. 

Zarówno jej objętość, jak i sama historia, mogą na pierwszy rzut oka sprawiać wrażenie mało satysfakcjonujących. Suchy opis zdarzeń. Rozkazy. Kolejne kroki, czynności. Chwilami to aż mało ludzkie, jakby automatyczne, bez emocji. Nie wiemy nic o tym co dzieje się w środku, widzimy jedynie to co na zewnątrz. 
Ale wiecie co? To wystarcz. I gula rośnie w gardle.


Dużo zamieszania wokół tej książki pojawiło się gdy na targach książki we Frankfurcie odwołano spotkanie z autorką - przecież gdy porwano kilkuset zakładników z Izraela, nie wypada rozmawiać o opowieści kobiety z Palestyny, która opisuje zbrodnię dokonaną przez Żydów u zarania tego państwa. To tylko jednak pokazuje cały absurd i hipokryzję społeczności międzynarodowej. Gdy każdego dnia giną lub są prześladowani rodowici mieszkańcy tych ziem, gdy są z niej wyrzucani, świat milczy. Izrael ma monopol na mówienie kto jest ofiarą i komu należy się współczucie. Choć od początku używają siły do tego umocnić swoją państwowość, rozszerzyć terytorium, usunąć z niego wszystkich, którzy nie pasują im do kategorii dobrego obywatela państwa żydowskiego, narracja cały czas wskazuje na to, że to działania obronne, prewencyjne. Nie jest istotna skala przemocy - za jedną ofiarę po ich stronie może być i 100 ofiar po drugiej, świat ma jako terrorystów wskazywać jedynie Palestyńczyków. Pytania kto tak naprawdę się broni, a kto atakuje, pytania o źródła tego konfliktu nie zadaje nikt. I nikt nie szuka równowagi w szukaniu rozwiązania. 

Życie to za mało - Iza Michalewicz, czyli reportaże o stracie i poszukiwaniu nadziei

Chwilka czasu przed wieczornym spektaklem, więc dziś aż dwie notki. Jeden tytuł biorę z tych świeżo zaliczonych, drugi z tych zaległych - w tym przypadku chyba aż dwa miesiące minęły od lektury, wybaczcie więc jeżeli notka będzie lakoniczne. I tak wcale nie jest łatwo pisać o zbiorze reportaży, z których każdy dotyka trochę innych rzeczy, tematów, czasem nawet ciut zmieniony jest styl. Czasem narratorem jest autorka reportażu, a czasem ona zupełnie znika, choć generalnie stara się opowiadać ona po prostu historię swoich bohaterów. Gdy oni jednak nie żyją, nie chcą, trzeba zrobić to za nich.

Reportaże sprzed lat, ale potem dopisywane przez Izę Michalewicz były jakieś aktualizacje spraw, co niejednokrotnie jeszcze bardziej podkreśla ich siłę.

sobota, 15 lutego 2025

Światłoczuła, czyli kto tu ma prawdziwy problem

Plan jaki miałem na kolejne notki troch mi się posypał, dwa wieczory zajęte z żoną z okazji Walentynek, potem cały dzień na kolejny etap Warszawskiej Drogi św. Jakuba, więc może jutro coś pomyślę na nowo nad kolejnością.
A dziś jedna z tych rzeczy walentynkowych. Postaram się krótko.

Dobrze że to nie jest kolejna komedia romantyczna, albo coś co udaje komedię jak to w polskich produkcjach częste. Zamiast tego Tadeusz Śliwa zafundował nam czystej wody romans. Wciąż trochę odrealniony, w środowisku warszawskim czyli trochę w oderwaniu od prawdziwego życia, co jest częstym problemem w naszej kinematografii. Za to ma w sobie coś, co stanowi o jego oryginalności i to go na pewno wyróżnia.

Przymknijmy więc oko na młodziutkiego fotografa, który robi światową karierę i szasta kasą (całkiem ciekawa, zupełnie inna od "Idź pod prąd" rola Ignacego Lissa. Przyjrzyjmy się za to jego wybrance, bo to w niej siła tej historii. 

czwartek, 13 lutego 2025

Opowieść Podręcznej, czyli znikają kolory, znika wszystko, zostaje czerwień

 

Widziałem już film (patrz tu), czytałem książkę (patrz tu) i wracam do tej historii po raz kolejny, tym razem w powieści graficznej. I wiecie co? Wciąż robi wrażenie.


Dystopia kanadyjskiej pisarki Margaret Atwood na pewno odżyła na nowo i rozpaliła wyobraźnię po pojawieniu się serialu, mocno też była wykorzystywana przez środowiska feministyczne jako argument przeciwko zaostrzaniu przepisów o aborcji.


Choć dla bohaterki urodzenie dziecka było czymś ważnym i nigdy nie myślała o przerywaniu ciąży, w tej historii ważne jest prawo wyboru. System w którym nie możesz decydować o sobie sama, jesteś zmuszana do określonych zachowań, podejmowania jakiejś roli, daleki jest od demokracji, choćby się przypisało do tego cudowną ideologię. W dystopii Atwood wszelkie zmiany miały być lekarstwem na katastroficzną sytuację demograficzną - mężczyźni zdecydowali zatem, że trzeba zakazać kobietom pracy, zmusić je do powrotu do roli opiekunki ogniska domowego. A jak to nie zadziałało? To wdrożono kolejne kroki.